Grzesznicy
Żyją wśród nas ludzie źli oraz tacy, którzy nie będąc ideałami uważają się za dobrych. Którzy są lepsi?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}{b}Grzesznicy{/b}{/i}
— Niech będzie pochwalony. — Na wieki wieków... Zmęczony głos księdza nie zachęcał do zwierzeń. Dysząc ciężko i pokasłując co pewien czas, wielebny z niepokojem spostrzegł, że w kolejce do konfesjonału stało jeszcze kilka osób. Taki już urok spowiedzi powszechnej. Naraz kościół wypełniają setki wiernych, na co dzień niespecjalnie ochoczo podchodzących do spraw wiary. Nic więc dziwnego, że gdy już się zjawią, ich grzechy często wołają o pomstę do nieba. A może to on, wiekowy kapłan, nie umie dostosować się do rzeczywistości? Nie, nie jest z nim chyba aż tak źle… W końcu każdy spowiednik przeraziłby się, słysząc od kilkuletniej dziewczynki {i}Zjadłam kota{/i} lub dowiadując się z ust młodego mężczyzny, że odbył stosunek z drzewem, za zgodą partnera. Oj tak, czasy się zmieniły, a co za tym idzie, także i grzechy. Szczęśliwie jednak ludzie nie mieli większych problemów z ich wyznawaniem. Ba, niektórzy nawet sprawiali wrażenie, jakby tylko czekali na możliwość pochwalenia się swoimi uczynkami. Ot taka młoda dama, którą dopiero co skończył spowiadać, właśnie wyznała mu, że po raz pierwszy w życiu naćpała się do nieprzytomności. Bynajmniej nie sprawiała wrażenia skruszonej, bo pospiesznie dodała {i}Było super, man!{/i} Jednak zdecydowanie gorsze od młodych gniewnych, były kobiety z okolicznych wsi. Często zjawiały się w konfesjonale bez najmniejszych nawet grzechów. Ot tak, żeby porozmawiać z księdzem. A niech inni widzą, jakie są święte. Nie inaczej było i tym razem. Widząc podchodzącą z wolna, ubraną w najlepsze ubrania panią Kwiatkowską, kapłan przeżegnał się na zapas. — Ostatni raz spowiadałam się, żebym ino nie skłamała... — Kobieta zamyśliła się na chwilę. — To będzie dwa dni temu. Pokutę odprawiłam osiem razy, rozgrzeszenie otrzymałam, no bo jakże by inaczej, popełniłam kilka grzechów. Ale nie takich poważnych, niech sobie wielebny nie myśli. Na pewno mniej niż Perlikowa. — Proszę ograniczyć się do swoich — wtrącił ksiądz, gdy kobieta zamilkła na dłuższą chwilę. Chyba czekała, aż zapyta o grzechy sąsiadki. Nie miał jednak na to ochoty. Słodki do przesady zapach truskawkowych perfum drażnił go ogromnie. — No więc tego, ja na przykład... W sobotę nie podlałam kwiatów. — Znowu zapanowała cisza, a gdy nie zdecydował się jej przerwać, Kwiatkowska kontynuowała. — Rozumie ksiądz, mam na oknie pelargonie. Takie ładne, czerwone, akurat kwitną. Kupiłam w markecie, bo córka jechała do miasta, to się zabrałam. Okazja jakich mało, jedyne cztery złote za sadzonkę. Może na plebanii potrzeba, to bym dokupiła. Ja zawsze z otwartym sercem wobec wspólnoty, ksiądz przecież wie. Nie muszę chyba przypominać o bratkach, co to je koło krzyża posadziłam rok temu. Nie to co Więcławska. Tyle ma ziela w ogrodzie, a żeby na mszę dać dziewczynkom do sypania to nie chce, baba wstrętna. — Pani Kwiatkowska, do rzeczy — przerwał jej kapłan. Wiedział, że czeka go długa przeprawa. Wielokrotnie już spowiadał tę kobietę. Nigdy nie odpuszczała. — Dobrze już, dobrze. — W jej głosie wyraźnie można było wyczuć oburzenie. Przecież mówiła same istotne rzeczy. — Nie podlałam tych kwiatów i mi zwiędły. Upał był, to nie wytrzymały na słońcu. A, tak jeszcze do tego upału wrócę... Widział ksiądz może, jak się w niedzielę ubrała córka Piotrowskich? Jak jakaś ladacznica po wsi latała. Toż to przecież dzień boży! Mam nadzieję, że dostanie mocną pokutę, przecież to nie przystoi młodej dziewczynie z gołą dupą po ulicy latać. Rozumiem, gorąco było, ale co to ma być?! Smarkula rodziców nie ma, czy co?! — Nie obchodzi mnie zachowanie młodej Piotrowskiej. Jak będzie chciała, to sama się wyspowiada. Proszę się skupić na własnych błędach, albo odejść i dać szansę innym. Nie jest tutaj pani sama. Kwiatkowska chyba poczuła się obrażona, bo prychnęła pogardliwie i warknęła: — Ja tam swoje wiem. — Następnie spojrzała przez ramię i ściszywszy ton, dodała — Widzi ksiądz? Modlewska czeka w kolejce… Ciekawe, czego ona tutaj szuka, bo chyba nie rozgrzeszenia? Podobno sypia z jakimś chłopakiem z miasta. Grzesznica, jakich mało, strach mówić. Mam tylko nadzieję, że dowali jej wielebny pokutę jak stąd do Ciechocinka. W piątek szynkę kupowała w mięsnym, sama widziałam. Prawdziwy skandal, ale ja wiem, że Bóg jej nie wybaczy. — To, kto komu wybaczy, nie zależy od pani. — Kapłan poczuł, jak żyła na skroni pulsuje mu niebezpiecznie. Czuł, że zaraz zgrzeszy. Opanował się jednak, widząc że Kwiatkowska przygląda mu się uważnie przez kraty konfesjonału. — Proszę się skupić na własnych grzechach. — Spokojnie, już mówię, co też przeskrobałam. Ale z drugiej strony, co taka spokojna kobieta jak ja może mieć na sumieniu, w porównaniu do młodych, że już o smarkaczach ze szkoły nie wspomnę. Ostatnio taki jeden rudy, chyba od Orzechowskich, strzelał do mnie z procy. Wrzeszczał coś o Łysej Górze, rozumie ksiądz? Jakby nie wiedział, gdzie też Najświętsza Panienka mieszka. {i}Jasna Góra{/i}, krzyczę mu, a ten jak mi chlasnął kamlotem w kolano, to omal się nie przewróciłam. Ale dobrze już, dość o innych. — Kobieta zauważyła, że ksiądz wierci się nerwowo. Najwyraźniej nie chciała go prowokować. — Ja, proszę kapłana, powiedziałam ostatnio {i}cholera{/i}, {i}kuźwa{/i} oraz {i}skurwysyn{/i}. Wynotowałam sobie na karteczce, coby nie zapomnieć. — To powiedziawszy wyjęła z kieszeni pomiętą karteczkę i przeczytała na głos — Kuźwa, cholera i skurwysyn, stoi napisane jak byk. Ale już tłumaczę... To Szatan mnie zmusił, jak Boga kocham, Szatan. W postaci tego małego Grabowskiego. Idę sobie ulicą, a ten jak na mnie rowerem wleciał. {i}Ty skurwysynu{/i}, krzyczę, a on do mnie środkowy palec pokazał. To w niego ziemniakiem rzuciłam, niech się gówniarz nauczy szacunku do starszych. I tak mi siatka pękła... O, i tutaj dodałam {i}cholera{/i}. {i}Kuźwa{/i} to poleciała, jak mi Hanka z serialu umarła. Napisałam już list do stacji, żeby mi ona tylko powstała z martwych. Ja tam wierzę w cuda. {i}Boga się nie wstydzę{/i}, dodałam w liście. Odpisali, że mogą mi Hankę w kartonach odesłać, więc się wkurzyłam i chciałam krzyknąć {i}Gnoje i chamy{/i}, ale żem się powstrzymała, coby grzechu nie mieć. — Rozumiem — wtrącił ksiądz. — Wolałbym jednak, żeby pani nie przeklinała w konfesjonale. Nie przystoi. Wielebny doskonale znał Kwiatkowską i wiedział, że nie posłucha. Ostatnim razem, chcąc wyspowiadać się z przypalenia ziemniaków, przyniosła do konfesjonału cały garnek. Pech chciał, że gorące jeszcze warzywa razem z nie mniej gorącą wodą, wylały mu się na sutannę, gdy kobieta próbowała je pokazać. Jak przyznała, od razu popędziła do kościoła, żeby Bóg jej wybaczył takie marnotrawstwo. Seria epitetów, jakie wyrwały się wówczas z ust spowiednika pod jej adresem, zmusiła także jego samego do udziału w sakramencie. — Kiedy ja mówię bardzo ważne rzeczy! — żachnęła się kobieta, podnosząc głos. Ludzie siedzący za nią w kolejce wymienili zdumione spojrzenia, a ksiądz oblał się rumieńcem. — Proszę tak nie krzyczeć. — Jak tu nie krzyczeć, gdy moje wyznania są lekceważone?! ¬— Na chwilę zapanowała niezręczna cisza, po czym Kwiatkowska kontynuowała, jak gdyby nigdy nic. — O czym to ja mówiłam? Ach, tak, o przekleństwach. To chyba moje najcięższe przewinienia... Hmm, chociaż gdyby się zastanowić, to wczoraj na przykład, przed południem, krzywo spojrzałam na Krysińską, no, wie ksiądz, byłą żonę Milewskiego. Ale nie wiem, czy to grzech... — To nie jest grzech — rozległ się leniwy głos mężczyzny. — Jeśli to wszystko, może byśmy już skończyli. Inni ludzie czekają, a pani nie ma mi chyba nic sensownego do powiedzenia. — Ulżyło mi. — Kobieta zlekceważyła ponaglenie i ponownie ściszyła głos. — W końcu jak tu krzywo nie patrzeć na tę jędzę, co to jej się rozwodu zachciało. Zamiast w domu chłopa oprzątać, po sądach latała, niewdzięcznica jedna! Od tego jest żona, żeby gotowała chłopu i prała, ot co! Jeszcze bezczelnie człowieka oczerniła, że ją bił. Ale powiem księdzu, z niej to franca jest. Bo niby co z tego, nawet jeśli bił? Ja tam w to nie wierzę, znam człowieka i wiem, że zawsze uczynny, dobry, a i torbę z zakupami poniesie, jeśli trzeba. Nie powinna była tego nagłaśniać. Pewnie zasłużyła, a teraz się dziwi. Wiedźma zasra... — Pani Kwiatkowska! — zaprotestował kapłan. Był już bardzo zmęczony. — Oj ksiądz to się na ludziach nie zna. Ja tam swoje wiem. Mam tyle lat ile mam i sporo już widziałam. Prawdę mówię, tyle! — Czy oprócz tej prawdy ma pani jeszcze jakieś grzechy? — Nie no, chyba żem wszystko powiedziała, co trzeba. Teraz tylko pokuta i lecę na serial, bo mi znowu kto zemrze i nie będę wiedziała. Pół tygodnia za Hanką przepłakałam. Jak to było... Ach, więcej grzechów nie pamiętam, serdecznie za nie żałuję, chociaż bardziej powinna za swoje żałować Modlewska. Obiecuję poprawę, w przeciwieństwie do Perlikowej, co to jej syn teraz
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Smith12
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…