Wróć do katalogu

Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.11

Historia na podstawie kultowego filmu Georga Lucasa. Opiera się na kanonie Gwiezdnych Wojen aż do Powrotu Jedi. Dalsze losy galaktyki zostały opowiedziane na nowo.

husarek, opublikowano , 24 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Depretor dotarł do siedziby Akademii. Nikt nie podejrzewał, co właśnie się stało, więc nikt też nie zwracał na niego zbytniej uwagi. Przemknął niezauważenie między osobami stojącymi w korytarzu. Taka konferencja mogła oznaczać wszystko. Część osób na pewno liczyła, że ma to związek z działaniami wojennymi. Coś wisiało w powietrzu już jakiś czas, ale takich fałszywych alarmów było kilka w ciągu ostatnich miesięcy.

Główna baza szkoleniowa znajdowała się na Velmor, w stolicy jednak Sithowie posiadali swój kompleks budynków. Praktycznie wszyscy adepci znajdowali się na Velmorze. Tylko wybrani, pod koniec szkolenie mogli dostać misję związaną z wyjazdem do stolicy. Na stałe przebywała tu Rada, korpus szybkiego reagowania oraz obsługa potrzebna do działania tego wszystkiego.

Zebranie Rady zostało zwołane dość pośpiesznie, jednak wszyscy, którzy mieli się na nim znaleźć już siedzieli na swoich miejscach. Wystąpienie miało zostać nadane także bezpośrednio do kompleksów treningowych, gdzie będzie wysłuchane nawet przez młodszych adeptów. Depretor wszedł na lekkie podwyższenie. Rozglądnął się po sali. Wiele siedzących tutaj osób wskoczyłoby w ogień za Baratri. Chciał, aby w przyszłości on tez wypracował sobie taką pozycję, ale aby tak się stało, jeszcze sporo pracy przed nim. Czuł, że właśnie teraz się ona zaczyna.

- Witam wszystkich zebranych tutaj, w sali na Mandalore, jak i przed ekranami na Velmorze. Za około trzydzieści minut zostanie nadany specjalny komunikat w kanale otwartym, ale chce żebyście dowiedzieli się o tym pierwsi, gdyż dotyczy on naszej Akademii - dało się wyczuć napięcie na sali. Depretor poprawił mikrofon. Po sali rozniósł się szelest. - Dziś, mimo usilnych prób nie byliśmy w stanie skontaktować się ze statkiem, który wykonywał tajną misję, mającą przybliżyć nas do zwycięstwa w trwającej wojnie. Ostatni meldunek został nadany wczoraj wieczorem, a dziś rano miało dojść do kolejnego kontaktu. W misji tej brała udział Wielka Mistrzyni Baratri Sakko. - na sali zapanowała kompletna cisza.

Po chwili jednak podniósł się szmer i stawał się coraz głośniejszy. Na Velmorze wszyscy wpatrywali się w ekran. Większość z młodych uczniów nie znała i nie widziała Baratri, ale wiedzieli, kim jest. Historia ta jednak nie dotykała ich tak bardzo. Na ekranie również stał człowiek, którego znali tylko z opowieści. Ewidentnie było widać, że jest mocno zdenerwowany, pot spływał mu po skroni.

- Spokojnie, proszę o ciszę - zaapelował Depretor. - na sali zamieszanie zaczęło się zmniejszać. - Była to tajna misja, przez co nie mogę podać jej szczegółów. Oficjalnie była przedstawiona jako lot transportowy po kolkcte. Mogę powiedzieć, że miała znaczenie strategiczne dla dalszych losów wojny. Mogę również powiedzieć, że nie odbywała się na terenach republikańskich. - znów pojawił się szmer. Vice Mistrz przerwał na chwile, aż szept ucichł. - Na ten moment nie jesteśmy w stanie stwierdzić, co dokładnie się stało. Jeśli uzyskamy nowe, pewne informacje to je przekażemy. Jako vice Mistrz przejmę zarządzanie Akademią, aż do wyłonienia nowego Mistrza. Będziemy dalej realizować nasze cele, będziemy dalej utrzymywać tok szkoleń, aby najlepiej realizować postawione przed nami zadania. Czeka nas coś wielkiego, coś, co przyniesie nam sławę w galaktyce i utrzyma nasze słuszne miejsce w Armii Mandalorianskiej. Jednostki Sithów już są elita, a staniemy się jeszcze większym postrachem i każdy będzie się musiał z nami liczyć. Wracajcie do swych obowiązków. Niech wasza praca przyniesie wam chwałę. - Depretor spojrzał w prawo. Jedna z osób z obsługi dała mu znak, który oznaczał, że przekaz się zakończył. - Proszę państwa - zwrócił się do sali. - jeszcze dwa słowa. Połączenie z Akademią się skończyło, więc mogę teraz przekazać wam nieoficjalne informacje. Proszę zatrzymać je dla siebie. - tymi słowami przykuł uwagę całej sali - Wiemy, że nikt z załogi statku nie przeżył. Znaleźliśmy szczątki statku. Tak jak wspomniałem, nie były to terytoria republikańskie. Wstępne analizy wskazują na flotę Huttow lub Rodziny Solo. Obu tym organizacjom śmierć Baratri była na rękę. Powtarzam, że jest to tajemnica i nie jest to w stu procentach potwierdzone. Jeśli będę wiedział coś więcej to poinformuję was o tym. Na ten moment realizujemy nasz plan bez zmian. Proszę dalej przygotowywać grupy uderzeniowe. Data pełnej gotowości pozostaje bez zmian. – członkowie akademii lekko kiwnęli głowami, że rozumieją powagę sytuacji. - To już wszystko. Dziękuję państwu - zakończył zebranie Depretor.

Wszyscy opuszczali sale w milczeniu. Do komentarzy dojdzie w kuluarach, nikt nie odważył się nic powiedzieć przy Depretorze. On wychodził ostatni. Zaraz za drzwiami znajdowały się dwa posągi naturalnej wielkości. Jeden z nich przedstawiał Adaltore, założyciela Akademii. Przedstawiony był w obszernej szacie z uniesionym podwójnym mieczem świetlnym. Jego wzrok był jak żywy. W Depretorze zawsze wzbudzał respekt. Oczywiście nigdy go nie poznał, ale byłoby to nie lada przeżycie. Wychodząc podniósł głowę i spojrzał mu prosto w oczy. Pomyślał o jego czasach. O tym jak zdobywał pozycję, władze i respekt wśród innych.

*****

Okręt flagowy Odrodzenia Cienia – 67 lat wcześniej

Darth Thorn przemierzał korytarz w pośpiechu. Kroku próbował dotrzymać mu jego młody uczeń. W ciągu czterech lat zmężniał i wypracował sobie własne zdanie na wiele rzeczy. Nie było ono w wielu miejscach zgodne ze zdaniem mistrza, ale różnice są czymś dobrym i naturalnym. Znajdowali się na okręcie flagowym Starego Imperium. Tak naprawdę to już nie Imperium. Po sukcesach, w momencie, kiedy okazało się, że stanowią poważną silę, postanowiono przybrać nowa nazwę dla organizacji. Odrodzenie Cienia - teraz tak się określali. Mijali żołnierzy Mandalorianskich, którzy zmierzali w różnych kierunkach. Na ich widok każdy zatrzymywał się i salutował. Nie dało się ich pomylić z nikim innym. Strój mówił wszystko. Obszerne szaty powiewały, gdy oni mijali kolejne korytarze. W końcu skręcili w prawo i weszli w wydawałoby się ślepy zaułek. Nagle ściana przed nimi się przesunęła i ukazała spore pomieszczenie ze stołem na środku. Na nim stały pozostałości porannej kawy. Z tond można było dostać się do pozostałych pokoi apartamentu. Na wprost drzwi rozciągała się ogromna przestrzeń kosmosu, gdzie na skraju widoczności można było jeszcze ujrzeć niewielkie błyski światła.

- Musimy to przemyśleć - zaczął Darth Thorn - Ofensywa się załamała mistrzu. Nie da się temu zaprzeczyć. O systemach Lahara i Oricho musimy na jakiś czas zapomnieć. - Wiem Adaltore. Wiem - Thorn patrzył w przestrzeń.

Wojna z Republiką stanęła w miejscu. Już coraz mniej osób pamiętało spektakularne zwycięstwa nad Quatar-kar i Toydarią. Później zdarzały się jeszcze sukcesy, ale nie na taką skalę. Teraz próbowali opanować sektory Lahara i Oricho, które miały się stać baza do dalszej ofensywy. Republika jednak, przede wszystkim dzięki odrodzonemu Zakonowi Jedi, skutecznie ich powstrzymywała. Batien okazał się wymagającym przeciwnikiem. Musiał uderzyć się w pierś. Nie spodziewał się tego. Liczył, że po śmierci Luke Skywalkera nikt nie wejdzie mu w drogę, ale się pomylił. Jego uczeń stawał się coraz bardzie potężniejszy, ale musiał jeszcze wiele zrozumieć, wiele się nauczyć.

- A Mandalorianie... - zaczął Adaltore. - zbyt się rządzą moim zdaniem. Chcą wszystko zagarnąć dla siebie, robią tak jak im lepiej. - Posłuchaj mnie chłopcze. Oni są nam potrzebni, a my jesteśmy im potrzebni. Taki układ istnieje miedzy nami od początku. Nikt tu nikogo nie kocha, każdy patrzy na swoje interesy i tylko o nie dba. - Ale może damy radę coś z tym zrobić? - Ech... Gdyby nie to, że dowódcy Starego Imperium żyją i mają swoje statki. Gdyby nie to, że oni darzą nas szacunkiem i uznają nasze zwierzchnictwo to dawno temu doszłoby do konfliktu. Mandalorianie potrzebują tej floty i dlatego możemy ich w pewnym stopniu kontrolować. Ale zapamiętaj sobie jedno, mój uczniu. Nadejdzie taki dzień, że przyjdą nowi generałowie i będą wywodzić się z koszarów Mandalorianskich, a wtedy większym zagrożeniem dla nas, Sithów, nie będzie Republika, Jedi czy kartele, ale właśnie oni. Obecna ofensywa w dłuższej perspektywie ma za zadanie opanowanie Coruscant. Wtedy nie będą nam już potrzebni. - Dlaczego? Co takiego tam jest? - Dowiesz się w swoim czasie. - rzucił Lord - Gdybyśmy mieli swoich żołnierzy, którzy będą walczyć za naszą sprawę, szeregi podwładnych uczniów. Wtedy nie musielibyśmy się na nich oglądać. - Adaltore - groźnie odezwał się Thorn. - Rozmawialiśmy o tym. To jest niemożliwe. - Ale Mistrzu! To jest nasza szansa. – chłopak był nieustępliwy. - Dość. Koniec. Powiedziałem. - gniew wzbierał w Lordzie Sithów. Był uczniem i wyznawcą starej szkoły. Nigdy się na to nie zgodzi. - A Skere Kaan? - Adaltore nie dawał za wygraną. Jego Bractwo Ciemności. Byli potężną organizacją. Wszyscy musieli się z nimi liczyć. Stworzyli liczne Akademie. Szkolili Lordów, akolitów i żołnierzy. Siali strach w galaktyce.

Darth Thorn spojrzał na swojego ucznia z wyrazem zdziwienia na twarzy.

- Widzę ze poczytałeś trochę. Akurat nie te fragmenty powinny Cię ciekawić.

Adaltore podszedł do niego bliżej. Czuł się pewnie. Wierzył mocno w to, że jego koncepcja jest słuszna i przyniesie im chwałę. Da im możliwość walki o coś konkretnego. Da im szanse to osiągnąć. Zdawał sobie sprawę z tego, co o Mandalorianach powiedział jego Mistrz. Obawiał się tego, ale chciał coś z tym zrobić. Działać dopóki da się działać.

- Triumwirat, który stworzył z Lordami Kopecza i Qordisem doprowadził ich na szczyt. Wszyscy byli równi i razem walczyli o swoje cele. Byli w stanie osiągnąć wszystko. - chłopak miał podniesiony głos - Naprawili Imperium, które prawie się rozpadło. Nie poddali się. Zobacz to Mistrzu. Setki naszych wojowników, którzy rządzą tym światem. Mandalorianie mogliby sobie knuć, ale my bylibyśmy gotowi. W odpowiednim momencie uderzylibyśmy i przejęli kontrolę nad flotą, obsadzili ją gotowymi, swoimi podwładnymi, którzy nie sprzeciwiliby się naszej woli.

Darth Thorn był spokojny i patrzył na młodego ucznia. Dużo będzie z nim problemów - pomyślał. Ale charyzmę ma, to trzeba mu przyznać.

- Mój młody uczniu Adaltore - zaczął spokojnie. Naczytałeś się pięknych opowieści, ale to bajka i historyjka wyssana z palca. Stworzona przez osoby nieodpowiedzialne, które chcą mącić głowy młodych uczniów. Wiesz, co się stało z Bractwem? Nie?... Wszyscy zginęli. Wszystkich zabił Twój Skere Kaan za pomocą bomby myśli. Wiesz, dlaczego Imperium upadało? Bo było zbyt wielu Lordów, a każdy chciał być najważniejszy. Rozpadało się od środka Adaltore. Powinieneś poczytać o Darth Bane. On stworzył zasadę dwóch, on, jako jedyny przeżył masakrę na Russan, którą zgotował twój idol. Dessel, Des, tak go wcześniej nazywano. Odkrył pradawną prawdę ukrytą w holokronach starych Mistrzów. Pokazywałem Ci jego nauki. Postudiuj je jeszcze sam. Pojmiesz ukryte znaczenie jego słów. To, że jest nas dwóch to nie widzimisię, to nie niezrozumiała zasada. Ciemna strona Mocy skupiona na nas dwóch działa ze spotęgowaną silą. Ja koncentruje się na stworzeniu z Ciebie największego Sitha, jakiego potrafię. Chcę żebyś przerósł mnie we władaniu Mocą. Chcę żebyś był potężniejszy ode mnie. Chcę wiedzieć, że w momencie jak przyjdzie mi odejść, będziesz większym Lordem niż ja. Nie potrafiłbym trwać w Ciemnej Stronie wiedząc, że stworzę kilku przeciętniaków. - Mistrzu! Nie popełnimy błędów naszych przodków. - Adaltore mówi przejmującym głosem.

Darth Thorn opuścił głowę i zamknął oczy. Po chwili jego usta poruszyły się, a z gardła wydobył się potężny głos. Taki, jaki chłopak usłyszał kiedyś na Korriban.

- Dwóch ich…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych