Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.13
Historia na podstawie kultowego filmu Georga Lucasa. Opiera się na kanonie Gwiezdnych Wojen aż do Powrotu Jedi. Dalsze losy galaktyki zostały opowiedziane na nowo
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ben wypuścił gęstą smugę dymu, która rozniosła się po sali.
- Nie mieliśmy nic wspólnego ze śmiercią Baratri. - powiedział spokojnie. - Nie możecie nas o to podejrzewać. Jakbyśmy mieli jakieś plany to byście o tym wiedzieli. - Mam nadzieję, że wy też byście nas o takim czymś poinformowali - wtrącił się Kumd. - Już się tak nie gorączkujcie. Zapytałem z ciekawości - rzucił Lumak z lekką satysfakcją, że zdołał ich wyprowadzić z równowagi.
Wolni Lotnicy wiedzieli, że Rodzina Solo nie chciała usuwać Wielkiej Mistrzyni Akademii Sithów. Kto w takim razie miał w tym interes?
Znajdowali się teraz na Alzoc III, w jednej z opuszczonych kopalni. Pogoda na zewnątrz była taka jak zawsze. Sypał śnieg, a temperatura utrzymywała się grubo poniżej zera. Do tego silny i porywisty wiatr, który utrudniał jakiekolwiek manewrowanie statkiem. Tutaj, na dole, przynajmniej było sucho i trochę cieplej.
W dużej sali znajdowali się Ben, Kumd, Retax oraz bracia Lupus i Lumak. Dało się z lekka dosłyszeć cichy stukot tak jakby spod ziemi. To nowoczesna fabryka kolkcty Rodziny. Otworzyli ją w rekordowo krótkim czasie i sami Wolni Lotnicy byli tym bardzo zaskoczeni. Nie mieli jednak wstępu na niższe poziomy. To co działo się pod nimi było dla tajemnicą, którą jednak nie za bardzo chcieli poznać. Mieli dostać swoja kolctę na czas i to było najważniejsze.
Jednym mogłoby się wydawać, że taka staroć jak kolcta nie ma racji bytu w dzisiejszym świecie, ale jak bardzo oni się mylili. Receptura była stara, nawet bardzo stara, ale sposób wytworzenia całkowicie nowoczesny. Dzięki temu produkt był czysty, a jego działanie zwielokrotnione. Nie trzeba było już hospitalizować rannych w specjalnych tubach leczniczych. Wystarczyło regularne podawania kolkcty. Podnosiła odporność i pozwalała skrócić czas rekonwalescencji do minimum. Kupowały ją wszystkie najważniejsze frakcje. Rodzina nie sprzedawała przypadkowym klientom. Nie wolno było także jej odsprzedawać, gdyż groziło to automatycznym zerwaniem kontraktów. Dla Wolnych Lotników kolcta była nieoceniona. W wielu misjach piloci zostawali ranni, a dzięki niej mogli dojść szybciej do zdrowia i zarabiać kredyty dla organizacji. Strata doświadczonego pilota i wyszkolenie nowego to były ogromne nakłady finansowe, które dzięki temu specyfikowi można było poważnie zmniejszyć.
Niektóre pomniejsze organizacje starały się dodatkowo przetwarzać kolctę wprowadzając na rynek różnego rodzaju narkotyki na jej bazie. Rodzina jednak nie tolerowała konkurencji. Miała pełne prawo do dbania o własne interesy i było to zgodnie respektowane przez wszystkie liczące się siły w galaktyce. Z tego powodu żaden specyfik nie przetrwał dłużej niż kilka tygodni. Rodzina sama znajdowała osoby odpowiedzialne za jego wprowadzenie lub zlecała to komuś takiemu jak Clawdite. Znikały one następnie w niewyjaśnionych okolicznościach, lecz nikt nie miał odwagi, aby dociekać, co dokładnie się stało. Po prostu wkroczyli w sferę interesów Rodziny, a tego nie powinno się robić. Perspektywa zysku jednak kusiła coraz to nowe organizacje, chociaż trzeba przyznać, że od dłuższego czasu nic nowego nie pojawiło się w półświatku.
- Będziemy mogli sami odbierać dostawy? Bez zbędnych kanałów dystrybucji? Skoro wiemy gdzie jest fabryka to nie musicie się za każdym razem fatygować - oznajmił Lepus. - Tego nie było w umowie - odezwał się Kumd. - I nie będzie. - powiedział spokojnie Ben. - Nikt bez naszej wiedzy i zgody nie będzie przylatywał do naszych fabryk. Jeśli zjawicie się tu w innym niż wyznaczony termin - zawiesił głos. - zerwiemy porozumienie. Nie robimy wyjątków dla nikogo. Nawet dla sojuszników. Fabryka jest dobrze ukryta, możemy ją odciąć w każdym momencie i wtedy nikt się do niej nie dostanie. - wstał i zaciągnął się fajką - musimy się szanować. - Oczywiście - odpowiedział szybko Lumak. - to była tylko propozycja. - Czy nikogo na prawdę nie interesuje, że Baratri nie żyje? Naprawdę? - podniósł głos Retax. - Ależ oczywiście, że interesuje - powiedział Lumak. - ale nasze gadanie nie wróci jej życia. Istoty pojawiają się i odchodzą. Łącznie z mało planowanymi odejściami. Nie zapominajmy, że Mandalorianie prowadzą wojnę, a ona była oficerem. Po za tym nie przepadałem za nią. Napsuła nam dość krwi. - Nam też. - odezwał się Kumd. Choć ciekawi mnie, kto za tym stał. Mówi się, że szykuje się coś wielkiego, że Republika i Mandalorianie przygotowują się do nowej ofensywy. - Dziwna wojna. - rzucił Lepus. - więcej w niej polityki niż walki. Nie lubię takich sytuacji. Wole stanąć z kimś na przeciwko siebie i dać sobie po razie. Konkretnie. Niech wygra lepszy, a nie takie nie wiadomo co.
Retax przeszedł na drugą stronę pomieszczenia. Oba blastery kołysały się przy pasie. Nalał sobie trochę whisky i zapalił papierosa.
- Nie wierzę w tą ofensywę. Mówię Wam, coś wisi w powietrzu i za niedługo się ujawni. Wspomnicie wtedy moje słowa. - obrócił się na pięcie i stanął przy drzwiach. - muszę na chwilę wyjść. Ta whisky działa na mnie w piorunującym tempie - rzucił lekki uśmiech i zniknął za zamykającym się włazem.
Wszyscy odprowadzili Retaxa wzrokiem. Teraz znów ich uwaga skupiła się na interesach. Pozostawała ostatnia kwestia tego spotkania. Odebranie kolcty. To z tego powodu się tutaj spotkali. Miało to być pierwsze przekazanie ładunku od czasu zawarcia porozumienia i od czasu wydarzeń na Kothlis. Ta sytuacja była cały czas otwarta. Ben nie chciał odpuścić, choćby ze względu na młodego Yokigo. Bothanie jednak musieli trochę poczekać. Potrzebował czasu na dopięcie innych spraw zanim się nimi ponownie zajmie. W świat nie mogła pójść wiadomość, że można tak traktować Rodzinę. To mogłoby źle wpłynąć na interesy.
- To jak panowie? Nasz transportowiec wisi na orbicie i jest gotowy. Możemy go tutaj wezwać? - Ładunek jest już przygotowany. - zaczął Ben. - niech wasz statek skieruje się do sektora C14/34 według mapy, którą otrzymaliście ostatnio. Jak będzie na miejscu to nie pozwolimy mu przegapić lądowiska.
Lumak i Lepus spojrzeli na siebie. Ich miny były mieszanką zdziwienia, zaskoczenia i niezrozumienia. Ich oczy obróciły się na Bena, po czym z powrotem na siebie. Lepus wyciągnął mały wizualizator i wyświetlił mapę. Wpisał koordynaty i wybrany sektor zaczął migać na żółto.
- Ale to prawie po drugiej stronie planety? - powiedział zdumiony. - Wiem. - odpowiedział spokojnie Ben i zaciągnął się fajką. - Nie zastanawialiście się nad rzuceniem palenia? - Lumak zmienił ton na zaczepno - wesoły. - kiedyś wam zaszkodzi. - Spokojnie. - w pokoju pojawił się Retax. Uderzył pudełkiem o drugą dłoń. Wyskoczył z niego pojedynczy papieros, którego wziął do ust. - jakoś sobie będziemy musieli z tym poradzić.
Lepus podszedł do nich bliżej. Chwilę wcześniej połączył się ze swoją flocie na orbicie.
- Nadałem komunikat. Nasz frachtowiec skieruje się w wyznaczony sektor.
Lumak schował komunikator do bocznej kieszeni kurtki. Po chwili jednak ten zaczął migać i wydawać charakterystyczny dźwięk. W pokoju zrobiło się cicho i wszyscy obrócili głowy w kierunku Lepusa. Ten szybko wyjął go z powrotem i odezwał się pierwszy.
- Coś jeszcze kapitanie? Myślałem, że wszystko jest jasne. - Przepraszam sir, ale to ważne. - Słucham. - W sektorze pojawiły się okręty nieznanego pochodzenia. Są jeszcze dość daleko, dlatego pewnie planeta ich nie widzi. Powinni pojawić się na waszych ekranach za jakieś dziesięć minut. To dość dziwne, że wyszli z nadświetlnej w takiej odległości.
W pokoju zapanowało małe zakłopotanie. Retax zaczął krążyć co było oznaką, że się denerwuje. Ben zaciągnął się fajką i odezwał spokojnie.
- Nie mają agresywnych zamiarów. Za mało ich. Wolni Lotnicy mogą ich zmieść w każdej chwili. To delegacja... choć niezapowiedziana, ale na pewno dobrze zorientowana. - Może i tak. - powiedział Lepus, po czym odezwał się do komunikatora. - niech dwanaście myśliwców ich eskortuje. Mają się zidentyfikują albo ich zestrzelimy.
*****
Dwanaście myśliwców, stanowiących jedną trzecią osłony obecnych na Alzoc sił Wolnych Lotników wykonało szybki manewr przez lewe skrzydło i zeszło kilkaset metrów poniżej pozostałych jednostek. Jednocześnie obrócili się tyłem do śnieżnobiałej planety i skierowali w stronę nieznanych przybyszów. Na białym tle dało się jeszcze dostrzec czerwony frachtowiec w asyście dwóch jednostek naprowadzających, który kierował się mniej więcej na południowy biegun, do sektora C 14/34.
Gdy statek przedarł się przez atmosferę natrafił na taką pogodę, na jaką mógł natrafić na tej planecie. Niezależnie czy przyleciałby wczoraj, jutro czy za rok, trafiłby na burzę śnieżną. Wolni Lotnicy byli jednak znakomitymi pilotami i takie warunki nie były dla nich wielkim problem. Na wirtualnej mapie migał sektor, do którego mieli się skierować. Przez okna nie było widać za dużo, chyba, że ma się na myśli tony śniegu. Tego było pod dostatkiem. Komputer przybliżył cel, który okazał się kolejną niezbyt wysoka górą wśród całego pasma, które ich otaczało. W pewny momencie jednak pilot zauważył, że na szczycie tej góry zaczęło niepokojąco migać światełko.
- Widzicie to? Trzysta metrów przed nami - zwrócił się do pilotów statków, które go eskortowały. - Tak. - odezwał się głos. - Mają rozmach. Będziemy cię naprowadzać. - Zrozumiałem. - potwierdził pilot.
Góra przed nimi zaczęła się ruszać i migotać. Przednia ściana, która była bardziej płaska od pozostałych zaczęła się zsuwać w dół otwierając przed nimi dok,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil husarek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…