Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.3
Historia na podstawie kultowego filmu Georga Lucasa. Opiera się na kanonie Gwiezdnych Wojen aż do Powrotu Jedi. Dalsze losy galaktyki zostały opowiedziane na nowo.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Statek, którym podróżowała ekspedycja na Kothlis nie był najnowszym odkryciem techniki. Trzęsło nim okrutnie przy każdym ostrzejszym manewrze, jednak był niezawodny. Udowodnił to już wiele razy w czasie licznych misji dla Rodziny Solo. Teraz wykonywał kolejną. Arni, bo tak pieszczotliwie o nim mówiono, był średniej wielkości republikańskim statkiem transportowym po kilku przeróbkach. Między innymi zwiększono jego szybkość. Ta cecha często się przydawała.
Za sterami siedział Kumd. Na mostku znajdowali się jeszcze Retax i młody Yoki. Reszta, czyli Moli i Pad rozmawiali w jednej z kajut.
- Daleko jeszcze? – Zapytał zaciekawiony Yoki. - Już nie – rzucił Kumd – zaraz będziemy wychodzić z nadprzestrzeni.
Chłopak siedział na fotelu i strasznie się kręcił. Wszystko było dla niego nowe. Pierwszy raz opuścił planetę Tatooine. Całe to trzymanie młodych na planecie do określonego wieku, uznawał za niemądre postępowanie. W końcu miał już szesnaście lat. Uważał, że już dawno powinien zobaczyć coś więcej niż rodzime piaski. Na zewnątrz jednak nigdy nie pokazywał swojego niezadowolenia. Wiedział, że ten dzień w końcu nadzieje. Tak. Dziś jest jego pierwsza misja. Może nie jest spektakularna, ale zawsze to coś. Będzie w miejscu produkcji kolcty. W akademii i tak mu będą zazdrościć.
- Wychodzimy z nadprzestrzeni! – podniesionym głosem powiedział Kumd – proszę zapiąć pasy i być w gotowości. - W końcu - pomyślał Yoki. Podróż tunelem nadprzestrzennym jest po prostu nudna. Niech w końcu zacznie się coś dziać.
- Spokojnie Yoki. – to Retax podszedł bliżej. – Nie stresuj się. - Nie stresuje się – zaprzeczył szybko chłopak. - To w takim razie się wyluzuj. To rutynowa misja. Przylecimy, zrobimy co mamy zrobić i wrócimy. – Powiedział to najspokojniej jak potrafił, ale sam pamiętał swoją pierwszą misję.
Rozmowy handlowe na Mustafarze. W ostateczności nic ciekawego się tam nie wywiązało, ale przed wylotem nasłuchał się o tej planecie strasznych rzeczy. Krew mu się mroziła przed samym wylotem. Jego natura odkrywcy i poszukiwacza kazała mu dowiedzieć się o Mustafarze wszystkiego i przez przypadek dowiedział się może trochę za dużo. Nigdy jednak nie podzielił się z nikim tym czego odkrył. Wolał zachować to dla siebie.
Statek zmienił teraz kierunek i rozpoczął manewr skręcania. Przez moment ukazała się przed nimi ogromna gwiazda Koth`lar. Była ona jedynym naturalnym źródłem światła dla tego układu. Miała w sobie coś co przykuwało uwagę. Jej rubinowy kolor żarzył się pięknie na tle ciemnej przestrzeni. Gwiazda jednak szybko wyszła z pola widzenia i przed nimi ukazała się planeta Kothlis. Była prawie całkowicie pokryta wodą. Co prawda istniało nieco stałego lądu, ale był on bardzo zniszczony. Za dawnych czasów działała tutaj kompania węglowa Raynor, która doprowadziła planetę do ruiny ekologicznej. Stała się ona własnością rodziny Solo parę lat po rozpadzie Imperium. Tutaj znajdowała się jedna z baz rebeliantów, przez co byli oni z nią związana od dawna.
- Tutaj Arnold, kod wejścia BBT7650. Proszę przygotować lądowisko na wschodniej platformie. - Głośnik lekko zatrzeszczał i zapadła głucha cisza. Kumd popatrzył zdziwiony na Retaxa. - To nie ja sprawdzałem sprzęt przed wylotem. Nie patrz tak na mnie. - Może trzeba jeszcze raz spróbować – zrzucił Yoki. - Proszę bardzo, panie Yoki. Pana kolej – Kumd odsunął się od pulpitu. - Ale ja? Co? Co mam mówić? - Wymyśl coś, już włączyłem nadawanie. - Yyyy – zawahał się Yoki. – Tutaj Arni, przybywamy z klanu Solo, żeby… - zaciął się… - Podaj numer wejścia – wtrącił cicho Retax. Kątem oka widział ten uśmiech na twarzy Kumda. Zawsze szukał okazji żeby uatrakcyjnić pierwsze misje. - Aaa. Numer wejścia… - Chwila ciszy – BBT7650. – Znowu chwila ciszy. - Witamy państwa na planecie Kothlis. Przepraszamy za ten chwilowy brak komunikacji, ale mieliśmy małe problemy techniczne. Oczywiście przygotujemy dla państwa wschodnie lądowisko. Czekamy z niecierpliwością. Do zobaczenia.
Kumd zerknął na Retaxa i teraz to na jego twarzy malował się uśmiech.
- Chłopak ma talent, nie ma co. - Albo szczęście. - Równie potrzebne jak talent. a może i bardziej. Bez szczęścia zawsze ktoś znajdzie drogę aby obejść twój talent. a szczęście ma cię zapewnić, aby nie znalazł tej drogi. - No. Już dość nauk. – rzekł Kumd - Panie Yoki, dobra robota. Umie pan sterować tym statkiem? - Nie za bardzo. - To w takim razie proszę mnie dopuścić do panelu.
Yoki teraz zorientował się, że przywarł do panelu jakby był jego częścią. Nie lubił sytuacji gdzie ktoś stawia go przed sytuacją o której nie ma pojęcia. Najważniejsze to spokój, Nie denerwować się – powtarzał słowa Retaxa w myślach. Mina stanowcza, postawa nienaganna.
- Już się odsuwam. Proszę działać – rzucił w stronę Kumda z największą pewnością na jaką go był obecnie stać. Jeszcze mu pokaże – pomyślał.
*****
Cała stacja zajmująca się produkcją kolcty znajdowała się na wodzie. Ląd był zniszczony, a poza tym można by było tam zaatakować placówkę z ukrycia. Tutaj, gdzie w koło rozciągał się bezkresny błękit morza nie było takie możliwości. Istniał jeszcze jeden powód tej lokalizacji. Kto wie czy nie najistotniejszy. Najważniejsze pomieszczenia i ciągi komunikacyjne były nieustanie napylane hormonem ACH, który blokował możliwość zmiany kształtu przez Clawdite. Taki system łatwiej było utrzymać na odizolowanym terenie.
Stacja była dość pokaźnych rozmiarów i składała się z trzech podstawowych sektorów. Pierwszy stanowił planację kolazhi, czyli hybrydy kolto i alazhi. Ta hybryda była wynaleziona w dawnych czasach przez Seegov Thranx, jeszcze za czasów Rebelii. Była niezwykle skutecznym środkiem leczniczym, który pozwalał rannym żołnierzom dochodzić do siebie w bardzo szybkim tempie. Wszystkie strony wszystkich konfliktów chciały ją mieć aby usprawnić i przyśpieszyć swoje działania. Nikt dokładnie nie wie jak to się stało, że to właśnie Rodzina Solo weszła w jej posiadanie. U schyłku swojego życia, Hanowi Solo udało się nawiązać ciekawe relacje ze spadkobiercą tajnej wiedzy Vratiksomów, nijakim Ruutim. Pracował razem z Seegov w laboratorium. W zamian za przysługę, którą Han mu uczynił stworzył dla niego pierwsze Kolcty i pokazał jak uzyskać z nich ostateczną formę. Teraz planacja rozciągała się na obszarze kilkuset metrów kwadratowych. Maszyny czuwały nad odpowiednią temperaturą i nawodnieniem.
Drugim sektorem było laboratorium. Także całkowicie skomputeryzowane. To maszyny zajmowały się rafinacją kolcty oraz specjalnym mieszaniem kolcty z niedużą ilością bacty. Tam też gotowy roztwór był nalewany do beczek i przygotowywany do transportu. Transport następował szybko po produkcji. Rodzina dbała o to, żeby towar zbyt długo tutaj nie zostawał. Po co kusić los.
Ostatni sektor stanowił obszar socjalny. Nie dało się wszystkiego powierzyć maszynom. Dlatego zatrudniono lokalną rasę Bothan, aby nadzorowała proces. Nie mieli wstępu do laboratorium. Aby tam wejść trzeba było znać kod i mieć odpowiedni klucz dostępu. Rodzina wysyłała swoich ludzi, którzy zajmowali się konserwacją maszyn i ich kalibracją. Transport także realizowany był przez zaufane osoby. Inaczej jednak podchodzono do samej uprawy. Tam dopuszczano Bothan, którzy okazali się dość dobrymi ogrodnikami. Dzięki temu starano się także utrzymywać przyjazne stosunki z tubylcami.
Na przywitanie delegacji wybiegło czterech Bothan. Nieduże stworzenia, wzrostem sięgające nie wiele ponad pas przybyłym. Pokryte były gęstym futrem. Retax, Kumd, Yoki, Pad i Moli właśnie schodzi z trapu. Uderzyła w nich bryza i morskie powietrze. Pogoda była dość dobra… nie padało. Wody w koło były spokojne jakby na coś czekały. Yokiem na pierwszy rzut oka spodobał się ten widok. Jakże był on inny od tego co do tej pory widział. Woda była wszędzie, bryza przyjemnie smagała skórę. Przez chwilę zastanawiał się dlaczego jego przodkowie wybrali Tatooine z tak surowym klimatem. Pewnie mieli ku temu ważne powody. W oddali zauważył płetwę wystającą z wody, która właśnie się zanurzała. Pomyślał, że to piękny widok. Jak na swoją pierwszą misję, trafiła mi się całkiem ładna planeta.
Bothanie stanęli przed nimi. Jeden wysunął się do przodu.
- Witam. Jestem Wrepeg, ale możecie mi mówić Wep. Witamy na państwa plantacji. - A gdzie jest Pako? Coś z nim nie tak? – zdziwił się Kumd. - Nie, wszystko w porządku – odpowiedział Wep. Pochorował się. Nie wszystkim służy ten morski klimat. Mam nadzieję, że szybko się wykuruje. - Możemy się jednak z nim zobaczyć? – wtrącił Retax. - Niestety. Wrócił na kontynent, żeby dojść do siebie. Ale zajmiemy się państwem jak najlepiej. Zapraszam za mną.
Wszyscy podążyli za Bothanem. Pozostali mieszkańcy w ogóle się nie odzywali. Retaxowi i Kumdowi nie podobało się, że nie było tutaj Pako. Zawsze był. Przez głowę przebiegła im niepokojąca myśl. Ale wszystko w koło wyglądało normalnie. Nie otrzymali żadnych niepokojących informacji. Popatrzyli na siebie i kiwnęli lekko głowami. Miało to oznaczać jedno – musimy być czujni, coś tu nie pasuje.
- Co państwa do nas sprowadza? – zagadnął Wrepeg. – Niedawno konserwowano instalację. Produkcja następnej partii skończy się dopiero za tydzień. - Nie ma konkretnego powodu – powiedział Kumd. Chcieliśmy zobaczyć czy wszystko w porządku. - W jak najlepszym proszę pana.
Przed nimi otworzyła się śluza i znaleźli się wewnątrz kompleksu. Pierwsze pomieszczenie było stosunkowo małe i stanowiło przedsionek przed długim, szklanym korytarzem skąd można było się dostać do laboratorium i na plantację. Na końcu korytarza znajdowały się drzwi prowadzące do części socjalnej.
Wszyscy minęli pierwszą śluzę, a jeden z Bothan właśnie otwierał kolejne drzwi.
- Czy chcą państwo odpocząć chwilę po podróży i może czegoś się napić? - Może później. Na razie udamy się od razu do laboratorium. – Powiedziała Moli. - Oczywiście. Ktoś będzie na państwa czekał przy drzwiach. Zaprowadzi was do sali. Podamy tam napoje i coś do jedzenia. Będziemy mogli spokojnie porozmawiać. - Dobrze.
Druga śluza się otworzyła i delegacja zaczęła wchodzić do korytarza. Wszyscy już się w nim znaleźli oprócz Retaxa. Ten cały czas stał w przedsionku. Oczy zwróciły się na niego. Stał bez ruchu i wpatrywał się w rękę. Nagle podniósł wzrok do góry, po czym znowu przyglądał się ręce.
- Wszystko w porządku? - rzucił Yoki.
Bez odpowiedzi. Przez chwilę można było zobaczyć w oczach Retaxa zaskoczenie. Podniósł głowę i rozglądną się w koło. Po chwili znów był spokojny.
- Nie, znaczy tak. Wszystko dobrze. Już idę. Przepraszam.
Dołączył do pozostałych i wszyscy przeszli do korytarza. Nie było tutaj nikogo. Po prawej stronie znajdowała się kolejna śluza, a przy nie specjalny panel. Moli podeszła do niego i wsunęła swoją kartę. Wstukała kod i drzwi się otworzyły.
- Tutaj państwa zostawimy. Piloko poczeka na państwa i zaprowadzi do sali – wskazał jednego z Bothan, który lekko skinął głową. - Dobrze. Zatem do zobaczenia - rzucił Kumd. Śluza się za nimi zamknęła.
*****
Laboratorium było pokaźnych rozmiarów. Cały proces został dobrze zmechanizowany i skomputeryzowany, tak
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil husarek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…