Wróć do katalogu

haiku głupcze

nie zawsze się udaje optymistycznie, ale sami zobaczycie

coca monkaopublikowano 21 stycznia 20119 min czytania 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

^

Natknęłam się na haiku (japońską sztukę pisania wierszy) dawno temu, w książce Deana Koontza „Fałszywa pamięć”. Forma wiersza jednak na krótko w myśl zapadła i do głowy mi nie przyszło szukać zasad i zagłębiać się w ten skondensowany koktajl. Bynajmniej nie było czasu na encyklopedię, hasła i testy. Minęło sporo czasu i wiele się zmieniło. Dziś mogę powiedzieć, że uwielbiam haiku - uporządkowany, jednak pełen emocji, świat. Chaos spięty w ład i rytm 5/7/5 złożony z 17 sylab z puentą, cięciem. W trójwersie wszystko jest wiadomo, rządzą pory roku i filozofia zen. Jak ma być zima, to ma być, jak lato, to ono boso przez łąki ściele kwiecie. Jak alkowa i zmięte prześcieradło; przyśpieszony oddech; oczy z masła, trzeba tylko porę dnia wcisnąć w treść, albo kaprys pogody i da się nazwać, napisać wszystko; kiedy zaciskamy dłonie, wprawiając ciało w osobliwą medytację z wydobywającym się ust:(…). Wszystko tkwi w chwili zwanej czasem „aha”.

Zasady, stare jak Japonia, z których haiku wzrosło. A do tego ład i wybuch tożsamo; wyrzut kolorów lub szary kadr; przejaskrawienie i próżnia; dźwięk i pęknięte struny; przenikające emocje, albo zupełne nic... Poniekąd zasady są jak więzienie, dla wolnego człowieka szczególnie. Haiku zaskakuje. To wzór na to, jak pogodzić ze sobą niemożliwe w prostym, wymownym i nieskomplikowanym trójwersie. (Czyż to nie przykład na ową różnorodność, o którą tak w Europie się zabiega; czyż nie transparentność i tolerancja, która ma ramy, szkielet, wymogi pozostawiające jednak swobodę. ) I nie, nie jestem hurraentuzjastką Japonii, (raz do roku za kwitnienie wiśni całkowitą). Spina mnie jak słyszę, że gejsza to zaszczyt; (od kiedy wykorzystywanie kobiet do posługiwania panom z pełną kiesą może być zaszczytem i sztuką – stawianą - o zgrozo - na równi z ikebaną.) Moje wiadomości o wyspach zamykają się w kilku, w zasadzie, każdemu znanych faktach: ich uwielbienia dla Holendrów; wulkan Fuji-san, Hiroszima, Nagasaki, Sony, kamikadze, karłowate drzewka i tak dalej. Nikt tu jednak przecież nie skazuje nikogo na uwielbienie bezgraniczne bynajmniej, ale na uporządkowanie i dyscyplinę warto zwrócić uwagę.

Wybiórczość względem haiku cementuję bardzo, albo jeszcze bardziej, kiedy raz na jakiś czas śledzę miejscowe (rdzenne) dokonania bezbarwnych postaci z tv i nie tylko. Z jednej strony natłok informacji, a z drugiej strony bełkot dla bełkotania. Traf chciał, że dzisiaj wypadło śledzenie; że trafiłam na pogodę, z pogodynką ubraną od stóp do głów poprawnie, bez szału. (Jak się ma takie ciało, to w lnianym worku i szyk się znajdzie). Europa mnie zaskoczyła. Proszę, coś się stało w nowoczesnej, że styczeń w listopadową pogodę nogi włożył i moczy w misce z ciepłą wodą odmrożenia. U nas nawet „przebiśniegi” kwitną na drogach, nazbyt wcześnie. Przyprawiają sobą drogowców o ból głowy. Jakby nie wystarczyło, że zima ich zaskakuje w środku przetargu na odśnieżanie, albo co gorsza, zakup sprzętu. W załamaniach „przebiśniegów” utrącają się miski olejowe, spojlery i wahacze; gną felgi; klną jak szewcy kierowcy.

W szarówce, mgle, bezpardonowej, błotnej, pośniegowej wilgoci emocje trudno utrzymać na wodzy. Albo apatia, senność do zaniku ruchu; albo próby pobudzeń, i agresja, która przez mgłę niesie dźwięki klaksonów daleko w przestrzeń. Na drodze trwa walka. Czasem wygląda to tak, jakby bitwa pod Grunwaldem nigdy się nie skończyła. Ewoluował przez lata tylko oręż. Rycerze dysponują elektrycznymi przyłbicami , podgrzewanym siodłem, lusterkami, ESP, ABS, GPS. I wciąż są w zwarciu, na ogonie przeciwnika, w ciżbie, w ciągu wyrywni na trzeciego. To nic, że widoczność spod przyłbicy mają ograniczoną. Zakuci w lśniące od wosku zbroje wciąż zdobywają przyczółki, atakują z flanki i przemykają przez martwe pola.

Pomyśleć, ile romantyzmu znalazłby Mickiewicz w tej desperacji i marzeniu o przestrzeni; mógłby napisać: Ruszyłem na szerokie pasma wyasfaltowania / przestrzeń mnie pochłania, nikt mi nie przeszkodzi / przyczepności nie mam, lecz to nic nie szkodzi / omijam nieustannie, mów do mnie: mistrz wyprzedzania. Za Mickiewiczem wespół podążyłby…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych