haiku głupcze
nie zawsze się udaje optymistycznie, ale sami zobaczycie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
^
Natknęłam się na haiku (japońską sztukę pisania wierszy) dawno temu, w książce Deana Koontza „Fałszywa pamięć”. Forma wiersza jednak na krótko w myśl zapadła i do głowy mi nie przyszło szukać zasad i zagłębiać się w ten skondensowany koktajl. Bynajmniej nie było czasu na encyklopedię, hasła i testy. Minęło sporo czasu i wiele się zmieniło. Dziś mogę powiedzieć, że uwielbiam haiku - uporządkowany, jednak pełen emocji, świat. Chaos spięty w ład i rytm 5/7/5 złożony z 17 sylab z puentą, cięciem. W trójwersie wszystko jest wiadomo, rządzą pory roku i filozofia zen. Jak ma być zima, to ma być, jak lato, to ono boso przez łąki ściele kwiecie. Jak alkowa i zmięte prześcieradło; przyśpieszony oddech; oczy z masła, trzeba tylko porę dnia wcisnąć w treść, albo kaprys pogody i da się nazwać, napisać wszystko; kiedy zaciskamy dłonie, wprawiając ciało w osobliwą medytację z wydobywającym się ust:(…). Wszystko tkwi w chwili zwanej czasem „aha”.
Zasady, stare jak Japonia, z których haiku wzrosło. A do tego ład i wybuch tożsamo; wyrzut kolorów lub szary kadr; przejaskrawienie i próżnia; dźwięk i pęknięte struny; przenikające emocje, albo zupełne nic... Poniekąd zasady są jak więzienie, dla wolnego człowieka szczególnie. Haiku zaskakuje. To wzór na to, jak pogodzić ze sobą niemożliwe w prostym, wymownym i nieskomplikowanym trójwersie. (Czyż to nie przykład na ową różnorodność, o którą tak w Europie się zabiega; czyż nie transparentność i tolerancja, która ma ramy, szkielet, wymogi pozostawiające jednak swobodę. ) I nie, nie jestem hurraentuzjastką Japonii, (raz do roku za kwitnienie wiśni całkowitą). Spina mnie jak słyszę, że gejsza to zaszczyt; (od kiedy wykorzystywanie kobiet do posługiwania panom z pełną kiesą może być zaszczytem i sztuką – stawianą - o zgrozo - na równi z ikebaną.) Moje wiadomości o wyspach zamykają się w kilku, w zasadzie, każdemu znanych faktach: ich uwielbienia dla Holendrów; wulkan Fuji-san, Hiroszima, Nagasaki, Sony, kamikadze, karłowate drzewka i tak dalej. Nikt tu jednak przecież nie skazuje nikogo na uwielbienie bezgraniczne bynajmniej, ale na uporządkowanie i dyscyplinę warto zwrócić uwagę.
Wybiórczość względem haiku cementuję bardzo, albo jeszcze bardziej, kiedy raz na jakiś czas śledzę miejscowe (rdzenne) dokonania bezbarwnych postaci z tv i nie tylko. Z jednej strony natłok informacji, a z drugiej strony bełkot dla bełkotania. Traf chciał, że dzisiaj wypadło śledzenie; że trafiłam na pogodę, z pogodynką ubraną od stóp do głów poprawnie, bez szału. (Jak się ma takie ciało, to w lnianym worku i szyk się znajdzie). Europa mnie zaskoczyła. Proszę, coś się stało w nowoczesnej, że styczeń w listopadową pogodę nogi włożył i moczy w misce z ciepłą wodą odmrożenia. U nas nawet „przebiśniegi” kwitną na drogach, nazbyt wcześnie. Przyprawiają sobą drogowców o ból głowy. Jakby nie wystarczyło, że zima ich zaskakuje w środku przetargu na odśnieżanie, albo co gorsza, zakup sprzętu. W załamaniach „przebiśniegów” utrącają się miski olejowe, spojlery i wahacze; gną felgi; klną jak szewcy kierowcy.
W szarówce, mgle, bezpardonowej, błotnej, pośniegowej wilgoci emocje trudno utrzymać na wodzy. Albo apatia, senność do zaniku ruchu; albo próby pobudzeń, i agresja, która przez mgłę niesie dźwięki klaksonów daleko w przestrzeń. Na drodze trwa walka. Czasem wygląda to tak, jakby bitwa pod Grunwaldem nigdy się nie skończyła. Ewoluował przez lata tylko oręż. Rycerze dysponują elektrycznymi przyłbicami , podgrzewanym siodłem, lusterkami, ESP, ABS, GPS. I wciąż są w zwarciu, na ogonie przeciwnika, w ciżbie, w ciągu wyrywni na trzeciego. To nic, że widoczność spod przyłbicy mają ograniczoną. Zakuci w lśniące od wosku zbroje wciąż zdobywają przyczółki, atakują z flanki i przemykają przez martwe pola.
Pomyśleć, ile romantyzmu znalazłby Mickiewicz w tej desperacji i marzeniu o przestrzeni; mógłby napisać: Ruszyłem na szerokie pasma wyasfaltowania / przestrzeń mnie pochłania, nikt mi nie przeszkodzi / przyczepności nie mam, lecz to nic nie szkodzi / omijam nieustannie, mów do mnie: mistrz wyprzedzania. Za Mickiewiczem wespół podążyłby…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil coca monka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…