Harry Potter i Kula Cienia, prolog
Prolog mojej fanowskiej powieści będącej kontynuacją piątego tomu Harry'ego Pottera, która aktualnie liczy już 15 rozdziałów!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}PROLOG{/b}
{b}{u}Przepowiednia sprzed lat{/u}{/b}
Był zimny, deszczowy wieczór, gdy sędziwy mężczyzna z długą brodą i siwiejącymi włosami odziany w szkarłatną suknię wykończoną pozłacanymi nićmi wkroczył do brudnej, śmierdzącej stęchlizną izby baru o nazwie „Pod Świńskim Łbem”. Bar ten od wielu lat uchodził za miejsce, w którym dziwacy i najgorsze szumowiny spotykali się, by wypić kufelek kremowego piwka, choć prawda była taka, że żaden z klientów nigdy nie kończył na jednym kufelku. Mężczyzna rozejrzał się żywo po izbie i nie widząc najwyraźniej osoby, z którą umówił się na spotkanie, podszedł do zakurzonego baru przy którym stał wysoki, szczupły mężczyzna o wyniszczonej twarzy, naznaczonej licznymi ranami i zmarszczkami. - Och! – jęknął barman na widok przybyłego mężczyzny – Witamy w naszych skromnych progach szanowny panie! Mężczyzna ukłonił się przyjaźnie. Ludzie, którzy dotychczas zajęci byli rozmowami i popijaniem piwa, teraz na chwilę zwrócili swoją uwagę na barmana i tajemniczego mężczyznę, którego tak serdecznie i z wielkim szacunkiem przywitano. Jednak trudno się temu dziwić, gdyż owym mężczyzną nie był byle kto, a sam Albus Wulfryk Brian Dumbledore, powszechnie szanowany czarodziej, pełniący funkcję dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, starym zamku nieopodal Hogsmeade. - Daj spokój Bob – powiedział spokojnie Dumbledore – Peszą mnie takie powitania, a poza tym nie chcę zwracać na siebie zbytniej uwagi. Barman mrugnął okiem ze zrozumieniem wymalowanym na twarzy. Poczekał aż pozostali ludzie siedzący przy starych, obdartych stolikach ponownie zajęli się sobą, i zapytał: - Co sprowadza do nas szanownego pana? Dumbledore uśmiechnął się życzliwie i przysiadł na stołku. - Praca Bob. Ostatnio mam tyle zajęć, że nie mam nawet czasu wstąpić na kufelek kremowego piwka. Dziś wydarzyła się ku temu niebywała okazja. Dostałem list od pewnej czarownicy, która chciała się ze mną spotkać tutaj w sprawie pracy. - Hogwart poszukuje nauczyciela? – zdumiał się nieco barman sięgając po brudny puchar i nalewając do niego złocistego piwa z pianką na dwa palce, jak przystało na dobrego barmana – Na koszt firmy! Dumbledore sięgnął po puchar i pociągnął zdrowo. Na jego siwej brodzie i wąsach osiadła piana. W tej sytuacji wyglądał dość zdumiewająco. Gdyby zobaczył go teraz ktoś z Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów z pewnością by mu nagadał. - Właściwie to mamy w szkole komplet nauczycieli, ale ta czarownica bardzo nalegała by się spotkać. Nie miałem już siły odpowiadać na jej ciągłe listy, więc postanowiłem się w końcu z nią spotkać. - To ci dopiero! – zawołał rozbawionym głosem barman Bob – Taki potężny czarodziej jak pan, który radzi sobie z wielkimi i okrutnymi czarnoksiężnikami, nie może poradzić sobie z natrętną babą! Na twarzy Dumbledore pojawił się nikły rumieniec. Każdy kto znał owego mężczyznę choć trochę lepiej, wiedział, że ma on spore trudności w kontaktach z kobietami. Bynajmniej nie wynikało to z jego olbrzymiego pociągu do kobiet, a z nieśmiałości. - Wiesz Bob – powiedział w końcu do barmana – To ja to piwko dopiję przy stoliku. Barman uśmiechnął się nieco złośliwie obnażając popsute, czarne zęby. - Jak pan chce – powiedział. Dumbledore pochwycił puchar i udał się w stronę wolnego stolika, który stał niemalże w samym koncie izby. Przy owym stoliku były akurat dwa krzesła, więc Dumbledore uznał, że będzie to dogodne miejsce na rozmowę z natrętną czarownicą. Minęło sporo czasu nim Dumbledore doczekał się swojej rozmówczyni. Zdążył już wypić do dna swoje piwo i dwukrotnie odmówić barmanowi, który nalegał, by dyrektor wypił jeszcze jedno piwko. Kiedy drzwi do izby uchyliły się skrzypiąc przy tym niemiłosiernie, Dumbledore i kilka innych osób spojrzało w tamtą stronę. W wejściu stanęła niska i chuda kobieta, odziana w zielono-mdłą suknię, z rozwianymi włosami opatulonymi zawiłym, zwiewnym szalem, który tak ściśle zakrywał twarz, że widać było tylko grube szkła olbrzymich okularów, które powiększały oczy kobiety do nienaturalnych rozmiarów. Wyglądała jak wyrośnięty owad. Kilka osób parsknęło widząc śmieszną postać, jednak, kiedy Dumbledore chrząknął dając do zrozumienia, że to niegrzeczne, śmiechy ucichły. Czarownica o owadzim wyglądzie nie przejęła się jednak reakcją innych na jej widok, sprawiała wrażenie, jakby w ogóle ich nie widziała. Od razu dostrzegła w koncie izby Dumbledore’a i zbliżyła się do niego chwiejnym krokiem. - Szanowny profesor Dumbledore?! – zapytała podnieconym głosem. - Eee... tak, tak – odrzekł nieco zakłopotany mężczyzna – To ja droga pani. - Nazywam się Sybilla Trelawney, bardzo zależy mi na stanowisku nauczycielki wróżbiarstwa w pańskiej szkole – zaturkotała kobieta stojąc nadal przy stoliku i wpatrując się olbrzymimi oczami w Dumbledore’a. - Domyślam się – odrzekł dyrektor – Może pani zechce usiąść. Kobieta wzdrygnęła się, zaskoczona propozycją i pospiesznie odparła: - Wolałabym porozmawiać na osobności. - Dobrze – odparł spokojnie Dumbledore powstając od stolika – Proszę za mną. Dyrektor podszedł do barmana, poprosił go o udostępnienie pustej izby i udał się za nim na zaplecze. Sybilla Trelawney podążała krok w krok za Dumbledorem. - Niezwykła osobliwość – szepnął Bob dyrektorowi zerkając na Trelawney i wyszedł z pokoju, zostawiając go sam na sam z czarownicą. - Zechce pani spocząć – zaczął Dumbledore, Trelawney nerwowym ruchem usiadła na drewnianym krześle i spoglądała niespokojnie na czarodzieja. - Cóż – zaczął w końcu Dumbledore – Z listów, które pani mi przysłała, wynika, że jest pani praprawnuczką słynnej wizjonerki... - Tak – przerwała mu Trelawney – Odziedziczyłam po niej zdolności. Mam wewnętrzne oko! - No tak – odparł bez przekonania mężczyzna – A co pani potrafi? W czym objawiają się pani zdolności wizjonerskie? - Och, potrafię bardzo wiele. Wróżę z fusów, gwiazd, tarota, patrzę w kryształową kule. Czasami potrafię przewidzieć pewne rzeczy albo dostrzec coś, co się wydarzyło, a czego nie byłam świadkiem. - Na przykład? – zapytał Dumbledore nadal niezbyt przekonany. - No, na przykład mojej wewnętrzne oko podpowiada mi, że wypił pan piwko nim zdążyłam się zjawić – oznajmiła z dumą
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dygus
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…