Wróć do katalogu

Harry Potter i Pentakl Wężoustych, rozdział 3

Trzeci rozdział ósmego tomu Harry'ego Pottera kontynuującego wydarzenia z "Insygniów Śmierci"

dygus, opublikowano , 19 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b} Rozdział 3. Urodzinowe przyjęcie {/b}

Profesor McGonagall rozkleiła się. Nie mogąc mówić, wyciągnęła z kieszeni szaty chusteczkę. Głośno wydmuchała nos i z roztargnieniem wręczyła ją zaskoczonemu Ronowi. Ten zakłopotany, nie mogąc ukryć obrzydzenia, cisnął chusteczkę do kosza na śmieci stojącego w kącie. Wymienił z Harrym niespokojne spojrzenie. Profesor McGonagall była zbyt rozbita by to zauważyć. Harry dał jej chwilę aby mogła dojść do siebie. - Pani dyrektor, proszę nam opowiedzieć dokładnie co zaszło – zaproponował spokojnym głosem, kiedy nauczycielka dopiła kolejny kieliszek brandy. - Argus Filch patrolował ubiegłej nocy korytarze – zaczęła nieco spokojniej – Jak pamiętacie, uczniom nie wolno wałęsać się nocą po szkole... - Tak nam mówiono – wtrącił Ron puszczając oko do Harry'ego – Zawsze mieliśmy problem, żeby to zapamiętać. Harry uciszył Rona piorunującym spojrzeniem. Profesor McGonagall kontynuowała swoją opowieść. - Kotka zaalarmowała woźnego, że ktoś kręci się po korytarzu na siódmym piętrze. Kiedy pobiegł na górę nikogo nie znalazł. Usłyszał jednak hałasy, gdy mijał schowek na miotły. Zajrzał do środka i znalazł martwego Filiusa... Kobieta ponownie nie zdołała się opanować. Zadrżały jej ręce. Chcąc wytrzeć łzy zaczęła szukać w swojej kieszeni chusteczki. Ron machnął różdżką i na biurku Harry'ego pojawił się kartonik z jednorazowymi. Harry podał go nauczycielce. - Pani profesor, jakie dokładnie hałasy usłyszał Filch? - zapytał Ron. - Z tego co zdołałam się dowiedzieć – zaczęła powoli kobieta – Przypominało to łomot. Jakby przypadkowo trącona miotła uderzyła o wiaderko. Harry i Ron wymienili porozumiewawczo spojrzenia. - Dziwi was zapewne, że się tak bardzo rozkleiłam? - zapytała McGonagall pociągając nosem, Harry i Ron gorączkowo zaprzeczyli, musieli być jednak mało przekonywający – Filius Flitwick zaczął pracować w Hogwarcie w tym samym czasie co ja. Łączyła nas wieloletnia przyjaźń i dużo miłych wspomnień. Po śmierci Albusa był jedyną osobą w szkole z którą łączyła mnie bliższa więź. - Profesor Flitwick był zastępcą dyrektora? - zapytał Ron. - Tak. Od kiedy objęłam ten urząd wiedziałam, że tylko on może mnie zastępować. Nagle otworzyły się drzwi. Do gabinetu wtargnął rozgorączkowany mężczyzna. - Szefie, w Dziurawym Kotle doszło do zadymy z udziałem kilku goblinów! - zwrócił się do Harry'ego – Podobno jednemu z naszych skurczyli głowę! - Wyślijcie tam Perca i Cromberego – warknął Harry obrzucając mężczyznę groźnym spojrzeniem – I nie zawracajcie mi głowy takimi drobnostkami. Widzisz, że jestem teraz zajęty. - Tak jest. Przepraszam – odrzekł mężczyzna i zniknął za drzwiami. - Widzę, że nie narzekacie na brak zajęć – zaczęła po chwili rzeczowo McGonagall – przejdę więc do rzeczy. Niepokoją mnie ostatnie wydarzenia w szkole. Jeśli czegoś nie zrobię, inicjatywę przejmie Rada Nadzorcza. - Wyśle do zamku kilku moich ludzi – odrzekł pośpiesznie Harry, obawiając się tego co za chwile może usłyszeć – Przyjrzą się dokładniej sprawie... - Mój drogi, Filius był moim przyjacielem. Liczyłam, że osobiście zajmiesz się tą sprawą – stwierdziła kobieta z nutą zawodu w głosie – Akurat poszukujemy nowego nauczyciela zaklęć. - Pani profesor, bardzo schlebia mi ta propozycja – zaczął niepewnie Harry – Ale nie mogę zostawić Kwatery Głównej bez nadzoru. Poza tym borykamy się w tej chwili z kilkoma poważnymi problemami... - Ja cię zastąpię – wtrącił stanowczo Ron – Myślę że poradzimy sobie kilka tygodni bez ciebie. Przez ten czas możesz prowadzić śledztwo w szkole i pracować jako nauczyciel. Harry obdarzył przyjaciela wściekłym spojrzeniem. - Nie musisz podejmować decyzji w tej chwili – zapewniła go McGonagall – Nie ukrywam jednak, że zależy mi na szybkim rozwiązaniu tej okropnej sprawy. Harry nic nie odpowiedział. Za bardzo był wściekły na Rona. Próbując opanować drżenie rąk, zapełnił swój kieliszek brandy i jednym haustem wypił całą jego zawartość.

Przez resztę dnia Harry był obrażony na Rona. Nie odezwał się do niego ani słowem. Miał wrażenie, że przyjaciel za wszelką cenę stara się wejść w jego buty. W końcu, nie po raz pierwszy czegoś mu zazdrościł. W czasach szkolnym sława Harry'ego przyćmiewała osobę Ronalda, który dla większości był po prostu niezauważalny. Po upływie lat sława Harry'ego wzrosła jeszcze bardziej (pogromca zabójczej chimery z Foligno, wampira z Zagłębia, oraz dzikiej kolonii kwintopedów z Castellamonte). Gdy więc objął stanowisko szefa Kwatery Głównej Aurorów, zazdrość Rona stała się jeszcze bardziej zauważalna. Koniec tygodnia Harry powitał z nieukrywaną radością. Weekend był doskonałą okazją do odpoczynku od wszelkich spraw służbowych (w Kwaterze wszyscy wiedzieli, że w sobotę i niedzielę szef ma czas tylko dla rodziny). Humor poprawiał mu także fakt, że w sobotnie popołudnie obiecał zabrać córkę na mecz quidditcha (Lily, ku uciesze ojca pasjonował ten sport). Harpie z Holyhead miały zmierzyć się z Nietoperzami z Ballycastle, najznakomitszą, zdaniem Harry'ego, drużyną irlandzką. Ted Lupin pojechał do Hogwartu odwiedzić Victoire (od kiedy James przyłapał oboje całujących się na peronie 9 i ¾, dla każdego stało się jasne że oboje są w sobie zakochani) a Ginny zajęta była przygotowaniami do przyjęcia niespodzianki. Harry miał więc rzadką okazję aby cały dzień spędzić tylko z córką. Po meczu zabrał ją do sklepu z magicznymi dowcipami Weasley'ów, który po śmierci Freda George prowadził wspólnie z Ronem. - Freddy pisał, że ogłoszono żałobę w szkole – stwierdził George, siedząc za ladą z Harrym (Lily wraz z grupą innych dzieci rozglądała się po sklepie) – Podobno Flitwicka zamordowano. - Tak – odrzekła Harry wodząc oczami za córką – Ona zawsze się zachowuje, jakby tu była po raz pierwszy – mruknął rozbawiony ale widząc zdziwione spojrzenie Georga dodał – Wysłałem do Hogwartu dwójkę najlepszych moich ludzi. - Są lepsi od ciebie? - zapytał natychmiast George szczerząc złośliwie zęby. - Oczywiście, że... nie – mruknął zakłopotany, George był ostatnią osobą, której chciałby wyjawić dlaczego tak bardzo wzbrania się przed powrotem do Hogwartu – McGonagall nalega, żebym objął posadę nauczyciela zaklęć... - To dlaczego tego nie zrobisz? - spytał natychmiast George – Przecież umiesz lewitować pióra równie dobrze jak Flitwick. Harry milczał przez chwilę. Czuł potrzebę wytłumaczenia się przed Georgem. - Mamy problemy z goblinami – zaczął w końcu, siląc się na przekonywający ton - Jeśli rozmowy nie pomogą, grozi nam rebelia. Od miesiąca próbujemy poradzić sobie ze smokiem. Nie mogę tak po prostu to wszystko zostawić i wrócić do Hogwartu. - Stary, wiem że masz odpowiedzialną fuchę – stwierdził z rozbawieniem George – Ale od kiedy stado zbzikowanych goblinów i nadpobudliwy smok są ważniejsze od Hogwartu? Harry milczał. - Bez względu na to co się tutaj dzieje – kontynuował George – Nie zapominaj że w Hogwarcie są nasze dzieci. Jeśli grasuje tam jakiś morderca karłów to mój Fred może być w niebezpieczeństwie. Harry parsknął śmiechem. - Freddy wcale nie jest taki niski – odrzekał rozbawiony. Choć natura Georga powodowała, że wszystko obracał w żart, mężczyzna uświadomił Harry'emu jedną, zdawałoby się oczywistą, kwestię. - Nie ma nic ważniejszego od bezpieczeństwa naszych dzieci – wyznał żonie, kiedy późną nocą oboje leżeli wtuleni w siebie – Jeśli jakiś morderca grasuje po zamku, muszę go złapać i dopilnować, żeby nie zrobił krzywdy żadnemu uczniowi. - A co z twoimi obowiązkami w Ministerstwie? - zapytała Ginny gładząc męża dłonią po policzku i wpatrując się z troską w jego zielone oczy – Możesz sobie pozwolić na kilkumiesięczny urlop? - Twój brat świetnie mnie zastąpi – odrzekł Harry usiłując przekonać samego siebie – Charlie już zajmuje się smokiem a Ted uczestniczy w pertraktacjach z goblinami. W razie czego będę mógł wyrwać się z zamku. Pocałował ukochaną w policzek. Ginny westchnęła. - A do kogo będę się tulić w długie jesienne i zimowe wieczory? - zapytała uśmiechając się nieznacznie. Harry nic nie odpowiedział. Objął ją mocniej, zbliżył jej twarz do swojej i zaczął namiętnie całować.

Niedzielny poranek był mroźny. Harry obudził się bardzo wcześnie. Podczas gdy wszyscy spali, nałożył na siebie szlafrok Ginny leżący na szafce nocnej. Zszedł do kuchni. Panował jeszcze półmrok. Machnął różdżką i natychmiast zapłonęły świece. Rozejrzał się po kuchni, jakby czegoś szukał. Jego uwagę przykuło niewielkie zdjęcie stojące na kredensie. Podszedł i podniósł je. Przedstawiało szczupłego mężczyznę z czarnymi włosami i okularami na nosie, który czule obejmował kobietę o kasztanowych włosach i zielonych oczach. Lily i James Potterowie uśmiechali się do swojego syna radośnie. Niezmiennie piękni i młodzi. Harry dostrzegł swoje odbicie w szklanych drzwiczkach kredensu. Momentalnie uświadomił sobie, jak wiele życia ma już za sobą. Jego przyprószone siwizną włosy sterczały na wszystkie strony, zupełnie jak przed laty, kiedy ciotka Petunia usilnie starała się je ułożyć. Pomyślał o swym ojcu. Czy jego włosy po latach wyglądałyby tak samo? Czy twarz Jamesa Pottera byłaby podobna do twarzy Harry'ego? Liczne blizny, oparzenia i zmarszczki. Twarz będąca swoistą mapą zmartwień, trosk i przygód jakich w swoim trzydziestosześcioletnim życiu doświadczył. Tego typu refleksje dopadały Harry'ego za każdym razem, gdy nękały go nocne koszmary. A zdarzało się to bardzo często. Mimo upływu lat, wciąż widywał w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych