Wróć do katalogu

Heban

Wakacje. Noc. Rom i Polka. Pisząc bawiłam się całkiem dobrze - działała wyobraźnia:) Ciekawe jak to się czyta innym?

ciotka_od_wariatów, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jaśmina przyszła na świat wiosną. Starsze kobiety z miasteczka mówiły, że jest w czepku urodzona, co miało być szczęśliwą wróżbą na przyszłość. Matka Jaśminy wierzyła, że jej córka wyrośnie na wyjątkową kobietę, że przejdzie przez życie niosąc innym radość. Dziewczyna skończyła studia weterynaryjne z wyróżnieniem. Zawsze marzyła o pracy ze zwierzętami. Nie sądziła jednak, że zamiast w klinice, zacznie pracować w cyrku. To nietuzinkowe zajęcie dało jej ogromną satysfakcję. Rozwijała nie tylko wiedzę zawodową, ale także coraz wyraźniej wytyczała swoje życiowe cele. To był przypadek, że poznała Nedzia - czarnookiego Roma z Polski. Było piękne lipcowe popołudnie. Jaśmina pojechała ze starymi przyjaciółmi z rodzinnego miasta, na jedno z wielu wakacyjnych ognisk nad brzegiem rzeki. Uwielbiała leżeć na rozgrzanej słońcem trawie i patrzeć na przepływające po niebie chmury. A gdy nadeszła noc, wypatrywała spadającej gwiazdy. Miała wiele życzeń do spełnienia. Ognisko strzelało błyszczącymi iskrami, tworząc ich prywatny mikrokosmos. Alkohol dodawał im skrzydeł, niektórzy lewitowali już w prywatnych przestworzach. A żeby tradycji stało się zadość, Polak po wódce winien wylać swoje wartościowe przemyślenia na temat polityki. Tak, więc nastał czas poważnych rozmów po wódce. Jaśmina nie miała ochoty dłużej słuchać tego bełkotu. Powiedziała w eter, że idzie na spacer. Nikt chyba tego nie usłyszał. Mogła wreszcie pobyć sama ze swoimi myślami. Noc była urzekająca. Ze wszystkich stron cykały świerszcze. Dźwięki układały się w niezapomnianą symfonię. Z błotnistych sadzawek w swoim rytmie rechotały podniecone żaby. Jaśmina przyjeżdżała tu często na ogniska. Przez wiele lat było to jej ulubione miejsce spotkań. Bez strachu, więc szła wąską ścieżką, bo dobrze wiedziała dokąd ona prowadzi. Za młodymi brzózkami, nad brzegiem rwącej rzeki, niemal wbrew prawom fizyki, wisiała półka skalna. Tam właśnie chciała usiąść i chłonąć energię z rozgwieżdżonego nieba. Gdy przebrnęła przez lasek zarośnięty krzewami, nagle się zatrzymała. Zobaczyła, że w wybranym przez nią miejscu ktoś siedzi i bez lęku dynda nogami. Odeszła już znacznie od przyjaciół, a że nie miała pewności kto tam siedzi, wycofała się cichutko i przez chwilę z ukrycia przyglądała się sylwetce nieznajomego, zastanawiając się, co robić dalej. Wiecie, jak to jest, kiedy ktoś przygląda się nam wnikliwie. Niemal namacalnie czujemy na sobie jego spojrzenie. Jaśminy nie było widać, ale nieznajomy bezbłędnie spojrzał w miejsce, w którym stała. Odruchowo ukryła się głębiej, robiąc filmowo wielki huk złamaną gałęzią, na której stanęła. To tym bardziej przykuło uwagę nieznajomego. Jaki mógłby być ciąg dalszy? Jest kilka wariantów, np.: obserwowany pójdzie sprawdzić co lub kto zrobił hałas albo da spokój i zajmie się swoimi sprawami, co da szansę podglądaczowi na ucieczkę. Jaśmina wybrała inną wersję. Zebrała całą odwagę, która w niej drzemała i wyszła z ukrycia. Jakby nic, szła żwawym krokiem w kierunku wstającego zwinnie nieznajomego. To był mężczyzna, chłopak, w każdym razie przedstawiciel tzw. płci brzydkiej, choć ten był zupełnym zaprzeczeniem tego określenia. Zauważyła jego oryginalną urodę od razu. Zaintrygowany pojawieniem się dziewczyny stał i czekał na rozwój sytuacji. Inicjatywę przejęła ona: - Dobry wieczór - powitała chłopaka kurtuazyjnie. - Dobry wieczór - odpowiedział. Jaśmina kontynuowała: - Widzę, że znalazł pan moje ulubione miejsce. - Nie sądziłem, że należy ono do kogoś konkretnego - powiedział z nutką ironii. Zresztą nie spodziewałem się, że o tej porze mogę nie być tu sam. - Ja też się tego nie spodziewałam - powiedziała jakby do siebie. - I co dalej? - pomyślała, ale tym razem, to chłopak próbował podtrzymać rozmowę. - Może się przedstawię. Jestem Nedzio - powiedział szybko i wyciągnął rękę. - Jaśmina. Widzę, że oboje możemy pochwalić się nietuzinkowym imieniem - uśmiechnęła się nieśmiało i podała rękę. Nedzio potrząsnął nią zdecydowanie, ale subtelnie. - Jestem Romem, a imię odziedziczyłem po dziadku, ojcu matki. Podobno był niezwykłym człowiekiem. Matka chciała, żebym kontynuował jego pracę. Dużo informacji o sobie, jak na spotkanie z nieznajomą - pomyślała Jaśmina, ale została na tyle zaintrygowana, żeby zaraz zapytać: - A czym zajmował się twój dziadek? - Był dyrektorem cyrku i treserem koni. Od kilku pokoleń moja rodzina prowadzi własny cyrk. - Wow! Fajnie! - żywo zareagowała. - Ty też jesteś treserem? - Tak, występuję od dziewiątego roku życia - pochwalił się Nedzio. - Super! To musi być ekscytujące!? Opowiedz coś więcej - szczerze prosiła. - Nie boisz się, że cię porwę do taboru? - zadziornie zapytał Nedzio. Popatrzyła na niego badawczo przechylając na bok głowę. - A porwiesz? - uśmiechnęła się. - Pozwolisz, że najpierw zastanowię się czy warto? - zakpił. Jednak natrętnie patrzył na coś za jej plecami, więc poczuła się nieswojo. Nagle wrzasnęła i podskoczyła do góry przerażona, bo z tyłu ktoś dotknął jej ramienia. Machinalnie odwróciła się szybko, zamarła na chwilę. Nie zauważyła nikogo, ale gdy wróciła do poprzedniej pozycji, wrzasnęła jeszcze głośniej i odskoczyła tył. Obok siebie zobaczyła wielki koński łeb. Koń wyciągnął szyję i ponownie chciał trącić ją pyskiem. Nedzio śmiał się na cały głos. - Hej, no nie bój się - mówił śmiejąc się ciągle. To Heban. Nie zrobi ci krzywdy - tłumaczył rozbawiony sytuacją. Jaśmina oddychała ciężko. Trzymając się z dala od konia. - Kurwa bardzo zabawne, bardzo zabawne - powtórzyła kilka razy. Przecież wiem, że mnie nie pożre, ale dlaczego do cholery tak się skradał? - prawie krzyczała. Nedzio próbował opanować swój śmiech. Wreszcie uspokoił się i spoważniał widząc zdenerwowanie dziewczyny. - Poczekaj wyjaśnię ci. To taka sztuczka. Zawsze proszę kogoś z widowni, zagaduję go, a Heban skrada się i bawi, jak małe dziecko. Dotyka czyjegoś ramienia, a potem przechodzi na drugą stronę, tak jakby to nie on trącił gościa. Rozumiesz? Zawsze odruchowo odwracamy się przez to ramię, w które ktoś nas dotknął. A tu nie ma nikogo - uśmiechnął się. Był zadowolony, że koń zrobił sztuczkę bezbłędnie i to dla czystej zabawy. - Obaj jesteście porąbani! - odetchnęła trochę i lekko się uśmiechnęła. Heban parsknął głośno, a Nedzio i Jaśmina zaczęli się śmiać. Gdy emocje opadły dziewczyna rezolutnie zauważyła: - To przyjechałeś tu na koniu. Nie zauważyłam go wcześniej. Zlał się z mrokiem. Widzę, że tylko źrenice ma białe, bo paskudne zębiska ma żółte - rzuciła sarkastyczną uwagę w stronę Hebana, a ta bestia, jakby w odpowiedzi parsknęła jej w twarz. - Heban spokój - upomniał go Nedzio. Koń zrobił…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych