Wróć do katalogu

Historia pewnej legendy

Jak się rodziła jedna z największych legend rycerskich

hanibal, opublikowano , 16 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Grupa wieśniaczek nad rzeką wspólnie robiła pranie. Zarówno młode, jak i stare, mocno pochylone nad leniwym nurtem, zanurzały w nim brudne, prawie że sztywne ubrania, które wyciągały z ciężkiej drewnianej misy. Te, które już były wymyte wieszały na potężnych konarach drzew, rosnących niedaleko. Była to ciężka robota, jednak wieśniaczki śmiały się, wzajemnie ochlapując wodą. Gdyby nie to że pracowały z wodą, można by powiedzieć że robota paliła im się w rekach. Dzięki temu, że było ich kilkanaście praca nie wydawała im się ani męcząca, ani nużąca. Ich śmiechy, oraz radosne okrzyki niosły się nad nurtem rzeki. Uwielbiały te wspólne wyprawy na pranie, gdyż wtedy we własnym tylko towarzystwie mogły sobie plotkować do woli, nie zwracając uwagi na ewentualne czyjeś długie uszy. A to było bardzo ważne. Powodów do rozmów było bardzo dużo. Szczególnie interesującym tematem byli młodzieńcy. Ale czy można było się dziwić? Przecież dla większości z nich, dużymi krokami zbliżał się czas opuszczenia domu rodzinnego i podążenia z lubym do jego nowej, przez niego starannie przygotowanej siedziby. Dlatego też, z wypiekami na policzkach rozmawiały o tym, który do której z nich jest albo będzie przypisany. O ich atrybutach, oraz tym co z nimi będą robić. W ten sposób ubierały swoje głęboko ukryte marzenia w słowa.

Był to najbardziej z pasjonujących tematów, dlatego nie zwracały uwagi na nic, co się wokół nich działo. A zaczynało dziać się bardzo dużo. Przede wszystkim wszystkie zwierzęta w jednej chwili jakby zaginęły. Nawet ptaki, donośnie się przekrzykujące z różnych gałęzi umilkły nagle. W całym lesie zrobiło się zupełnie cicho. Wyglądało to tak, jakby jakaś groza zakneblowała wszystkie dzioby i pyski. Ta cisza była szokująca, gdyby ktoś zechciał zwrócić na nią uwagę. Jednak rozbawione praczki nie zwracały na to żadnej uwagi. Raptem na ziemi pojawił się jakiś dziwy podłużny cień, który szybko zaczął się przesuwać w kierunku dziewcząt. Kiedy słońce nad ich głowami zostało w pewnym momencie przesłonięte, oburzone na tak niedobrą pogodę podniosły twarze do góry, by wyzwać chmurę, która śmiała przesłonić najlepszą suszarkę na świecie. Jednak kiedy zobaczyły przyczynę zaćmienia, z ich gardeł wyrwał się pełen przerażenia okrzyk grozy. Nie zważając na pozostawione na drzewach oraz ziemi rzeczy, poderwały się i krzycząc w przerażeniu wniebogłosy, uciekały w stronę wsi. W ich umysłach rozbrzmiewał przeraźliwie zimny, pełen wyważonego okrucieństwa głos, który mówił:

- Pożrę, pożrę was wszystkich. Nic ani nikt nie ocaleje.

Strach dodawał im skrzydeł i nie minęło kilka chwil, a już były we wiosce gnając pod chatę starszych:

- Ratunku, smok, smok straszliwy chce nas pożreć! Ratujcie!

Wieśniacy poruszeni tak niecodziennym alarmem, przybiegli pod dom narad. Na ich czele, stał pomarszczony, stary mężczyzna na którego twarzy można było łatwo wyczytać mądrość i doświadczenie. On był starszym całej wioski, do którego każdy podążał z problemami, których nie był w stanie sam, we własnym zakresie rozwiązać. Słysząc te dziwne okrzyki, starzec błyskawicznie wyszedł na zewnątrz, próbując ogarnąć całe zamieszanie. Podniósł rękę i zamarł w bezruchu. Emanujący z niego spokój i dostojeństwo wkrótce zaczęło działać. Ludzie zaczęli się uspakajać. Kiedy już zapadła zupełna cisza starszy przemówił:

- Spokojnie, powoli, co widziałyście?

Dziewczęta poruszyły się niespokojnie. Jedna na drugą zaczęła spoglądać, wypychać się nawzajem łokciami do przodu. Wreszcie ta, która była najbardziej śmiała z nich wysunęła się przed całą grupę. Pełnym uroku ruchem zgarnęła z oczu długie, opadające włosy i powiedziała:

- Byłyśmy nad rzeką i robiłyśmy pranie. W pewnym momencie zrobiło się ciemno i spojrzałyśmy do góry. Wtedy zobaczyłyśmy go. Był potężny, zielony wisiał nad nami jakby chciał spaść i nas pożreć. Nie ruszał gębą, ale w głowie słyszałyśmy okrutny głos: „pożrę was” Co miałyśmy zrobić? Uciekłyśmy...

Znowu zrobiło się zamieszanie. Chłopi groźnie zaczęli mruczeć do siebie. Starszy znowu podniósł rękę. Kiedy zapadła cisza przemówił:

- Uspokójcie się. Wpierw musimy stwierdzić, czy to naprawdę smok. Potrzebujemy dwóch dzielnych zwiadowców, którzy pójdą i zbadają sytuację. Kto się zgłasza?

Zapadła cisza. Jakoś nikt nie był chętny do robienia za potencjalną przekąskę dla bestii. Jednak Starszy nie miał zamiaru czekać. Wskazał dwóch stojących najbliżej i powiedział:

- Wy dwaj pójdziecie. Tylko zobaczycie, potwierdzicie i wrócicie. Ale tak raz, raz.

Obaj wybrani mężczyźni, przez chwile stali niezdecydowani, po czym udali się we wskazane miejsce. Niebawem wrócili, biegnąc ciężko. Na ich twarzach malował się szok połączony z przerażeniem. Zaczęli krzyczeć, jeden przez drugiego:

- Smok, olbrzymi, leży i patrzy... Co my teraz zrobimy?!

Znowu podniosło się olbrzymie zamieszanie. Jednak znowu starszy wszystkich uspokoił, podnosząc rękę:

- Zaraz, spokojnie, jak to leży i patrzy? Co widzieliście?

- Szliśmy tak, jak nam powiedzieliście. Na polanę przy rzece, gdzie zawżdy kobity piorą. Kiedy dochodziliśmy do skraju polany, zobaczyliśmy go. Leżał przy rzece i patrzył na nas. Co to był za widok! Potężny, zielony wyłupiaste ślepia. I tak strasznie patrzył...

Wszyscy patrzyli na mówiącego, jak w obraz. Nawet szept się nie wyrwał z niczyich warg. Tylko od czasu do czasu można było usłyszeć czyjś cichy jęk:

- Kiedy tak staliśmy a on patrzył na nas, w głowach usłyszeliśmy jego głos: „Pożrę was wszystkich, Chyba że będziecie mi służyli. Będziecie moimi niewolnikami." Wtedy uciekliśmy

Wszyscy obecni zaczęli krzyczeć. Jedni chcieli uciekać, inni łapać za broń, kto co miał i iść na smoka. Starszy znowu podniósł rękę. Po chwili zapadła cisza:

- My tu nic nie zdziałamy, bo niewprawni jesteśmy. Pamiętacie jako wczoraj, jakowyś rycerz, mieniący się pogromcą smoków, przejeżdżał tutaj. Pogoniliśmy go precz bo zdawało się że nas chciał naciągnąć na spanie i napitek . Nie powinien być daleko. Rudy, tyś najszybszy z nas, skocz no za nim i przyprowadź go. Jeżeli on jest tym, za kogo się mienił, powinien nam pomóc.

Chłopi przytaknęli radośnie. Prawda, wszak wczoraj miało miejsce takie zdarzenie. Przybył taki darmozjad, jednak szybko został przez nich przegoniony, Teraz trzeba szybko tego, co mienił się pogromcą smoków znaleźć i przyprowadzić z powrotem. Rudy nie czekał na więcej nakazów. Błyskawicznie zebrał się w sobie oraz pobiegł w kierunku gdzie wczoraj zniknął rycerz.

Nie było go dosyć długo. Wszyscy już zaczęli się niepokoić, kiedy pod wieczór im słońce skryło się za drzewami usłyszeli tętent kopyt na leśnej drodze. Wkrótce oczom zgromadzonych wieśniaków ukazał się ubrany w lśniącą zbroję rycerz, za którego plecami, mocno trzymając się siodła jechał Rudy. Potężny, lśniący potem ogier, z rżeniem zatrzymał się przed chatą Starszego. Pierwszy ześlizgnął się z konia Rudy, następnie z chrzęstem żelaznej zbroi zszedł rycerz. Kiedy znalazł się na ziemi, dokładnie zmierzył ich swoim spokojnym wzrokiem z jasnoniebieskich oczu. Promieniował z niego ogromny spokój i jakąś dziwna potęga. Przez chwilę stał w milczeniu, po czym powiedział:

- Wasz człowiek wyznał mi już wszystko. Macie tutaj smoka. Macie szczęście, że byłem ciągle w pobliżu. Wczoraj zachowaliście się wyjątkowo nieelegancko. Powinienem teraz zostawić was swojemu własnemu losowi.

Zamilkł na chwilę, rozkoszując się żałosnym zawodzeniem wieśniaków. Wszyscy, jak jeden mąż, przepraszali go za ten swój błąd i obiecywali poprawę. Po chwili podniósł głowę i przemówił:

- Macie szczęście, że walka ze smokami oraz ratowanie innych jest celem mego istnienia na tym świecie. Pomogę wam. Ale... nie za darmo. Sami widzieliście, jak traktujecie rycerzy. Nie jesteście jedyni w takim zachowaniu Gdzie indziej wcale nie jest lepiej.A ja muszę z czegoś żyć.

Chłopi popatrzyli na siebie z niepokojem. Nie za darmo? Ile taki rycerz może chcieć za swoją pomoc? W

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych