Wróć do katalogu

Historie wymyślone cz.1 - Julia

Wymyślone miejsce, wymyśleni ludzie, realne problemy

MartaG, opublikowano , 1 godz. 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

JULIA

Słyszała, jak podłoga ugina się pod jego ciężarem. Sapiąc, szedł przez długi hol, żeby spocząć w łóżku obok niej. Wzdrygnęła się na myśl przed tym, co zaraz miało się stać. Drzwi otworzyły się powoli. Do małżeńskiego łoża zbliżał się otyły, stary mężczyzna, który z obleśnym uśmiechem zaczął ściągać z niej pierzynę. Zamknęła oczy i wyobraziła sobie żyzne pola Morenu i bujne łąki pełne kolorowego kwiecia. To trochę złagodziło ból, do którego nadal nie mogła się przyzwyczaić.

Marzec 1415. Dzień był wyjątkowo piękny, jak na tę porę roku. Słońce właśnie osiągnęło swój najwyższy punkt na niebie i mocno ogrzewało ich smutne twarze. Siedziała z Lucjanem w ogrodzie za domem. - Ja tak dłużej nie mogę – skarżyła się. Spojrzała w blado – niebieskie oczy i znowu się rozczarowała. - Powinnaś być wdzięczna Karolowi za te krótkie chwile, kiedy możemy się spotykać – usłyszała zamiast wyczekiwanego pocieszenia. - On znowu to wczoraj zrobił – głos się jej załamał. Tym razem nie próbowała powstrzymywać łez. Czuła się opuszczona przez wszystkich – rodziców, którzy wydali ją za mąż za Karola i przez Lucjana – tchórza na usługach jej męża. Teraz była już całkiem sama przeciwko człowiekowi, który stanowił dla niej wcielenie całego zła świata. Wyswobodziła się z ramion kochanka. - Żałuję, że jesteś tym, kim jesteś – powiedziała pogardliwie. Poruszony siłą, którą nagle w niej ujrzał, cofnął się lękliwie. - Nie masz prawa mnie oceniać. Roześmiała się. - Byłeś moim królewiczem na białym koniu… – przerwała i odwróciła się do niego plecami. – Wiesz, że dla Karola znaczysz mniej niż jego psy? Ruszyła przed siebie, nawet nie próbując wyobrazić sobie jego miny. Weszła do zimnego korytarza, a jej złość stopniała do zera. Zamiast niej, w sercu pojawiła się nieoczekiwana obojętność wobec tych dwóch mężczyzn, którzy byli w jej życiu. Nagle poczuła się silna. Już zbyt długo czekała, aż jej sytuacja ulegnie zmianie. Ostatnio coraz częściej myślała, żeby wziąć wszystko w swoje ręce. W jej głowie zrodził się plan niezbyt wyszukanej zemsty, prosty i łatwy w wykonaniu. Nie bała się represji grożących ze strony bliskich jej i męża. Nic nie mogło jej powstrzymać, bo wszystko było lepsze od życia, które prowadziła. Oparła policzek o chłodną ścianę. Matka siłą narzuciła jej to małżeństwo, nie dbając o dobro córki. Julia była przekonana, że Anna wiedziała o podłym charakterze Karola. Między jej matką a mężem istniało jakieś porozumienie, które zobowiązywała Annę do takiego wyboru dla córki. Julia, wychowana w poczuciu szacunku dla rodziców i dla wszelkich ich decyzji, godziła się na wszystko. Jeszcze rok temu, w swoim zachowaniu, Karol był tak słodki, ujmujący i kochany, że namowy rodziców nie trwały długo. Zaręczyny odbyłyby się jeszcze szybciej, gdyby nie ciągłe sprzeciwy ze strony niani, która potajemnie śledziła każdy ruch Karola. Jednak urok doświadczonego mężczyzny zwyciężył. Julia uwierzyła, że nie ma na świecie lepszego męża dla niej. Zaraz po ślubie, w pierwszą wspólną noc, przekonała się, że jest inaczej. Leżąc, obita i obolała, w podartej, umazanej krwią koszuli, wspominała słowa Gertrudy, swojej niani i jedynej osoby przeciwnej małżeństwu z Karolem. - Kochane dziecko – mawiała niania. – Nie powinnaś wychodzić za mąż za tego człowieka. Źle patrzy mu z oczu. Nie będziesz z nim szczęśliwa, a wierz mi, ja znamię na mężczyznach. Twoja matka oczekuje tylko własnych korzyści, a nie twego dobra, nalegając na to małżeństwo. Jednak nie martw się, zawsze będę ci towarzyszyć w smutnych chwilach. Julia doceniła jej pomoc i wsparcie po przeprowadzce do Zielonych Wzgórz, kiedy Karol pokazał swoje prawdziwe oblicze – brutalne i samolubne. Często, po okrutnej nocy, Gertruda przychodziła zmyć krew z twarzy swej pani. Płakała wtedy razem z Julią i, tuląc ją w ramionach, powtarzała: - Piękny ci los matka zgotowała, drogie dziecko. Nic więcej na ten temat od niej nie usłyszała. Kiedyś próbowała zapytać, ale niania odpowiedziała, że powie jej wszystko w swoim czasie. Zmarła trzy miesiące po ślubie i nie zdążyła jej już nic więcej przekazać. Julia mocno to przeżyła. Podejrzewała, że śmierć Gertrudy nie była naturalna. Po tak krótkim pożyciu z Karolem, była w pełni przekonana o jego podłych czynach. Nie mógł znieść, że niania, jako jedyna, ma odwagę i mądrość, żeby mu się przeciwstawić, co wykorzystywała za każdym razem, kiedy jej pani źle się działo. Nie interweniowała tylko w momentach, gdy Karol zamykał się z Julią w komnacie i dawał gwałtowny upust swoim żądzom. Wiedziała, że jakakolwiek próba przerwania tej chwili, może skończyć się tragicznie. Stała wtedy pod drzwiami i czekała, aż Karol opuści komnatę, by mogła jak najszybciej przytulić swoją wychowankę. Nie wybaczyła Karolowi, kiedy brutalnością zmuszał żonę do głośnego błagania o litość. Czasem nie wytrzymywała i uciekała do ogrodu, żeby tylko do jej uszu nie dochodziły krzyki Julii. Wiele razy zdecydowana była zabić Karola, ale zawsze w ostatnim momencie brakło jej odwagi. Kiedyś jednak popełniła błąd. Pokazała swemu panu, jak bardzo go nienawidzi. Po raz pierwszy i ostatni ujrzała cień strachu w jego oczach. Od tamtej chwili już niedługo cieszyła się życiem. Pół roku po śmierci Gertrudy Karol wyjechał w ważnych sprawach, więc Julia mogła od niego w końcu odpocząć. Mąż przydzielił jej nową służącą, niedostępną, zimną kobietę, nadgorliwie wypełniającą swoje obowiązki wobec pani, a jeszcze dokładniej wobec Karola, donosząc mu o każdym kroku żony. Pewnego wieczoru, udając bardzo zmęczoną, Julia uśpiła czujność służącej i wymknęła się z komnaty. Trzymając w ręku kaganek, przemierzała długie, zimne korytarze. Doszła do celu, końca jednego z nich, i przesunęła ręką wzdłuż wielkich, ociosanych kamieni, wyczuwając głaz głębiej osadzony od pozostałych. Wcisnęła go do środka. Ściana odsunęła się do tyłu, ukazując kolejny korytarz. Z tyłu widniały kręte, strome schody prowadzące na wschodnią wieżę do przestronnej komnaty wypełnionej książkami i różnymi specyfikami, od proszków po płyny. Nie była to jej pierwsza wizyta w tym miejscu. Razem z nianią odkryły przez przypadek tajemne przejście i komnatę Karola. Gdyby mąż dowiedział się, że przeczytała prawie wszystkie znajdujące się tu księgi, pewnie nie skończyłoby się to dla niej dobrze. Niania ostrzegła ją, że wykształcona kobieta jest niebezpieczną dla mężczyzny i dlatego w żadnym wypadku nie powinna tego wyjawiać. Julia przebywała w wieży niezbyt często, ale czas ten, wykradziony z jej podłego życia, wykorzystywała do ostatniej sekundy, poświęcając go głównie na czytanie. Nie bała się także eksperymentować. Przygotowała sobie ziołowy preparat powodujący poronienie zaraz na początku ciąży. Pomysł ten podsunęła jej Gertruda, przekonując, że Julia na pewno nie chciałaby wydać na świat syna potwora. Na szczęście, jak do tej pory, nie miała okazji zażyć środka. Pewnego dnia dokonała odkrycia, które przyprawiło ją o jeden, wielki napad śmiechu. Głęboko, za różnymi buteleczkami, znalazła inną z lekiem na potencję. Od tamtej pory ilekroć mąż zbliżał się do jej łoża, wyobrażała sobie jak chciwie łyka śmierdzący, zielonkawy płyn, żeby później móc pozbyć się nadmiaru żądzy rozpalającej jego umysł a nie ciało. Wróciła myślami do rzeczywistości. Nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się w zamkowej kuchni. Na środku pomieszczenia stała drewniana wanna, a w kotle gotowała się woda. Julia miała w zwyczaju podglądać czasami swoją służbę, zazdroszcząc ludziom, że pracując mogą zapomnieć o złym losie i o tym, jak muszą ciężko harować, żeby zarobić na chleb. Ktoś wszedł do kuchni. Postanowiła nie wychylać się zza szafy, obok której stała. Drgnęła na widok nieznajomego, jak się jej wydawało, mężczyzny, który zdjął z pieca gorący gar i wlał wrzątek do balii. Jego pojawienie się poruszyło w niej nutę melancholii, tęsknoty za Morenem i latami niewinnego dzieciństwa. Na twarz mężczyzny padł odblask ognia z pieca i Julia poznała w nim Mateusza, przyjaciela z dzieciństwa. Był on drugim wychowankiem Gertrudy. Julia nie wiedziała skąd pochodził, kim byli jego rodzice ani dlaczego niania wzięła go pod swoją opiekę? Nigdy się nad tym nie zastanawiała, po prostu taktowała Mateusza jak najlepszego przyjaciela. Lecz przyszedł czas, że musiała go pożegnać, ponieważ wyjechał do szkoły, daleko na północ. Od tamtej pory nie spotkała go ani razu. Stał przed nią mężczyzna o śniadej cerze i głęboko zaznaczonych rysach twarzy. Orli nos i zaciśnięte wargi nadawały mu ostry i zdecydowany wygląd. Mateusz zdjął z siebie strój podróżny i wszedł do wanny. Do uszu Julii doszedł cichy syk, kiedy zanurzył się w gorącej wodzie. Po cichu wyszła z kuchni, nie wiedząc, że została zauważona. Do wieczora widziała przed oczami nagiego mężczyznę, na którego szczupłe ciało padał nikły odblask ognia. To wspomnienie nie pozwoliło jej skupić się na żadnej czynności tego dnia. Lucjan był bardzo zdziwiony, kiedy przeszła obok niego nawet go nie zauważając. Wbiegł do komnaty Karola, skarżąc się na obojętność jego żony. - Moja żona w końcu zmądrzała – Pan domu roześmiał się głośno. Lucjan zmarszczył brwi, a Karol spojrzał prosto w jego blade oczy. - Któż by chciał taką pokrakę, jak ty, najdroższy Lucjanie? Jeszcze tego samego dnia obrażony mężczyzna odjechał do swego dawno niewidzianego domu, ganiąc się w myślach, dlaczego tak długo dawał się zwodzić obietnicom Karola, że ujrzy choćby skrawek ciała Julii. Wyrzucał sobie od durniów, ale odprawiony, potulnie opuścił głowę i poszedł przygotować się do wyjazdu. Karola zaniepokoiło zachowanie żony, ten nagły brak zainteresowania kąskiem, który sam jej podsuwał. Od paru miesięcy, kiedy zrozumiał, że żona nie da mu potomka, jego odwiedziny w sypialni Julii służyły tylko zaspokojeniu żądzy. Rzadziej do niej przychodził i mniej też sprawiał jej bólu. Pragnienie wyrządzanie krzywdy malało z każdym tygodniem, a umysł Karola zaczął nawiedzać lęk przed tym, co nieuniknione. W takich momentach zamykał się w swojej wieży i wypijał środek pobudzający jego aktywność seksualną. To były czarne chwile dla Julii. Ostatnia z nich miała miejsce poprzedniego wieczoru. W nocy postanowiła sobie, że więcej się to nie powtórzy. Na szczęście Karol nie miał pojęcia, co chciała, wręcz pragnęła zrobić, bo nawet on przeraziłby się nie na żarty. Nadeszła pora kolacji. Julia wyczekiwała wieczoru z myślą o ponownym ujrzeniu Mateusza. Nie zawiodła się. Odświeżona, po całym dniu, weszła do sali jadalnej. Zobaczyła Karola u szczytu stołu i Mateusza siedzącego zaraz obok. Nakrycie dla niej przygotowano naprzeciwko gościa. - Czyżby podstawiał mi kolejny kąsek? – Pomyślała. Mateusz wstał z krzesła. Była przekonana, że powitanie będzie bardziej spontaniczne, tymczasem on popatrzył na nią surowo i pocałował w rękę. - Cieszę się, że miałem przyjemność cię poznać, pani. Julia przełknęła ślinę i wbrew sobie odpowiedziała z uśmiechem: - Dla mnie poznanie ciebie, panie, byłoby zapewne większym zaszczytem, gdybym wiedziała, dlaczego mamy przyjemność gościć cię w naszych progach? Mateusz nie odpowiedział. Odprowadził ją do krzesła. Odezwał się Karol. - Mateusz przybył do nas z dalekiej Północy. Od jutra przejmie część obowiązków związanych z prowadzeniem zamku. Będzie tu teraz najwyższym zarządcą. Nałożył sobie pół ogromnej pieczeni. - Dziwię się, że do tej pory jeszcze się nie poznaliście. Julia już miała powiedzieć, że owszem znają się nawet dosyć dobrze, gdy poczuła na sobie wręcz palące spojrzenie Mateusza. Teraz dopiero zdała sobie sprawę, że mężczyzna wyraźnie nie chce przyznać się do jakiejkolwiek z nią znajomości. - Mateusz był już u nas – kontynuował Karol. – Za każdym razem skarżył się, że go unikasz, pani. Zmarszczyła brwi i zwróciła się do gościa. - Skoro do tej pory jeszcze się nie spotkaliśmy, to tylko przez moją nieuwagę. Mateusz błysnął oczami znad kielicha z winem. - Nie martw się, pani. Teraz będziemy mieli okazję częściej się widywać. Na tym stwierdzeniu urwała się wymiana zdań. Do późnej nocy wino lało się strumieniami. Karol nabrał nagle dobrego humoru i poczuła, że ta noc nie skończy się na kolacji. Przysłuchiwała się rozmowie męża z gościem, który okazał się człowiekiem innym, niż się spodziewała. Zachowywał się czasem tak nienaturalnie, że wzbudziło to w niej pewne podejrzenia. Chęci przypodobania się panu domu przez służbę nie był jej obcy, ale Mateusz przeszedł chyba samego siebie. Po paru godzinach rozmowa zboczyła na bardziej nieskromne tematy. Tego Julia nie wytrzymała. Przywołała chłopca stojącego za jej krzesłem i opłukała ręce w trzymanej przez niego misce z wodą. - Panie mój – zwróciła się do męża. – Wybacz mi tą niedyspozycję, ale od wina bardzo rozbolała mnie głowa. Karol spojrzał na nią zamroczony. Uznała, że jej sława nie dotarły do niego, więc skinęła Mateuszowi głową i wyszła do swojej komnaty. Jeszcze długo nie mogła usnąć. Dopiero, kiedy ciemności nieco się rozjaśniły i na dworze zaczął wstawać dzień, zamknęła oczy, wiedząc, że mąż jej dzisiaj nie złoży wizyty. Około południa zbudził ją krzyk dochodzący z podwórka. Przewróciła się na drugi bok, ale hałas nie dawał jej usnąć. Zirytowana, wstała z łóżka i wyjrzała przez okno. To, co zobaczyła sprawiło, że nogi się pod nią ugięły. Do wielkiego pala, który stał na podwórzu odkąd tu mieszkała, przywiązany był staruszek ze wsi. To z jego gardła wydobywał się ten nieustający krzyk. Starzec miał na sobie grubą, płócienną koszulę poprzerywaną razami zadawanymi mu przez bat w ręku Mateusza. Z ran na plecach mężczyzny sączyła się krew. Karol stał obok i przyglądał się wszystkiemu z uśmiechem. Julia siłą odsunęła się od okna. Litość, która w niej wezbrała na ten widok, stała się nie do pokonania. Na swoich plecach czuła ból staruszka i może by go zniosła, gdyby nie oburzenie, które nie pozwoliło jej zapomnieć. Nie przejmując się, że ma na sobie tylko koszulę, zbiegła na dół. Szybko przebyła podwórze i stanęła twarzą w twarz z Mateuszem, który zamachnął się do kolejnego razu. Siłą wyrwała mu bat, kiedy dostrzegła w jego oczach, oprócz zupełnego zaskoczenia, wyraz cierpienia. Ten wzrok był odbiciem bólu człowieka pod pręgierzem. Jednak z zaciętych ust Mateusza nie wyrwało się ani jedno słowo. Nie mogła zrozumieć, dlaczego czyny tego człowieka tak bardzo kłóciły się z jego uczuciami. Otrząsnęła się z chwilowego szoku. - Tyran z ciebie – zasyczała i odwróciła się w stronę Karola. – Panie, proszę cię o litość dla tego człowieka. Karol podszedł do niej. - Jak śmiesz?! Nawet nie wiesz, co zrobił. Spuściła głowę. - Tak, mężu. Nie wiem, co też uczynił ten człowiek, ale błagam, on już nad to wycierpiał, żeby jeszcze więcej go karać. Karol wyciągnął palec w jej stronę, wyraźnie grożąc, ale w tym momencie został powstrzymany przez Mateusza. - Wybacz, panie, że się wtrącam, ale służba obserwuje. Karol rozejrzał się dookoła. Patrzyło na niego wiele par oczu, w których widniało przerażenie. Zabrał Mateuszowi bat i spojrzał na Julię. - Jeszcze tego pożałujesz, moja droga.. Złapał ją za ramię i pociągnął w stronę zamku. W przelocie zwrócił się do robotników. - Odwiązać go. Znaleźli się pod jej komnatą. Pchnął Julię na ścianę i przytknął bat do jej policzka. - Teraz, droga żono, udasz się do swojego pokoju i nie wyjdziesz do wieczora. Puścił ją. - Chcę cię widzieć na kolacji – dodał i poszedł z powrotem na dół. Odetchnęła z ulgą. Na razie wizja kary nieco się oddaliła, ale wiedziała, że tylko na krótki czas. Zastanawiała się, co wpłynęło na Karola, że przyjął na tak wysokie stanowisko nieznajomego człowieka. Niepokoiło ją też zachowanie Mateusza. Pamiętała go, jako słodkiego łobuza, skłonnego zawsze i wszędzie zrobić komuś nieszkodliwego psikusa. Miał dobre serce. Przypomniała sobie pewien listopadowy dzień, kiedy znaleźli w lesie młodego jastrzębia ze złamanym skrzydłem. Julia chciała go zostawić, ale Mateusz troskliwie zaopiekował się ptakiem, nastawiając mu skrzydło i wsadzając je w drewniane łupki. Gdy na wiosnę wypuszczali jastrzębia, Mateusz długo jeszcze chodził smutny i zamyślony; bardzo przywiązał się do ptaka. Nie mogła uwierzyć, że człowiek może się aż tak zmienić, ale miała przecież niezaprzeczalny dowód w osobie samego Mateusza. Mimo to, ciągle wahała się w ostatecznej ocenie. Pamiętała jego spojrzenie, kiedy wyrwała mu bat. Czuła, że zaskoczony, nie zdołał ukryć przed nią cząstki swych prawdziwych myśli. - Kogo on próbuje oszukać? – Spytała samą siebie. Do wieczora przeleżała na swoim łóżku targana wewnętrznymi sprzecznościami. Do tej pory, jeszcze żaden mężczyzna nie wzbudził w niej takiego zainteresowania. Słońce skryło się głęboko za chmurami i na zamku zapłonęły świece. Julia, tak jak poprzedniego dnia, usiadła naprzeciw Mateusza. - Dlaczego nie podobało ci się dzisiejsze przedstawienie, żono? – Spytał Karol. Nadzieja o spokojnym wieczorze okazała się pomyłką. Mąż miał tego dnia wyjątkowo wredne poczucie humoru. Siłą woli powstrzymała się od oblania winem jego błyszczącego kaftana. Spojrzała Karolowi prosto w oczy. - Nie rozumiem, mój mężu, czym zasłużył sobie ten biedny człowiek, żeby potraktować go w tak barbarzyński sposób? Karol powoli wypił wino. - Już od dawna podkradał jedzenie z kuchni. Kara mu się należała. W Julii wezbrało oburzenie i zapomniała o wszelkich zasadach panujących w tym domu. - Może gdybyś płacił mu za wykonaną pracę, to nie musiałby kraść. Wzrok Karola zmącił się z wściekłości. - Myślę, że już dosyć dzisiaj powiedziałaś. Zdumiało ją, że słowa męża nie przestraszyły jej, tak jak on tego pragnął. Gwałtownie szarpnęła krzesłem dom tyłu i wstała. - Ja nie myślę, że dużo dziś powiedziałam. Powiodła wzrokiem po twarzach mężczyzn. Karol był purpurowy ze złości, a Mateusz uparcie wpatrywał się w jej twarz. Julia była tak zaślepiona, że nie wyczytała w jego spojrzeniu tej niemej prośby, żeby się uspokoiła. - Jeszcze mało ode mnie usłyszałeś. Uniosła dumnie podbródek i wyszła. Wiedziała, że bardzo zapędziła się w słowach, ale wbrew rozsądkowi, tym razem na pewno zasłużyła na karę. Siedziała w komnacie i gryzła paznokcie do krwi. Niedługo miał przyjść Karol, a wtedy nie będzie już dla niej ratunku. Powoli podeszła do łoża i spod poduszki wyjęła długi sztylet o cienkim ostrzu. Delikatnie przejechała po nim kciukiem, z którego spłynęła kropla krwi. Muskała rękojeść, jakby była to najdroższa rzecz na świecie. Po chwili, słysząc kroki, wsunęła ostrze w fałdę sukni. Karol był przerażająco spokojny. Usiadł na krześle w rogu komnaty i podparł brodę ręką. - Nie obawiaj się o swoją cnotę – odezwał się w końcu. – Znalazłem inny sposób na twoją butność, moja pani. Julia przełknęła ślinę. Już zaczęła żałować swojego wybuchu przy kolacji. - Wyjrzyj przez okno. Otworzyła okiennice. Podwórze oświetlone było pochodniami. Pod pręgierzem stał Mateusz i niecierpliwie na coś czekał. Karol objął żonę ramieniem. Dopiero teraz zauważyła w jego ręku niewielki bacik, do którego przyczepionych było kilka skórzanych pasków zakończonych malutkimi haczykami. - Kazałem przygotować to specjalnie dla ciebie, moja droga. Twoje ciało nie sprawia mi już takiej przyjemności, jak dawniej, więc czas był najwyższy pomyśleć o czymś innym. Julia zadrżała. - Nie możesz tego zrobić. Szybko dotknęła dłonią wypukłości na sukni. Karol brutalnie złapał ją za ramię i pociągnął w stronę drzwi. - Muszę przecież dokończyć wymierzanie kary. Nie widziała cienia szansy, żeby wyrwać się Karolowi. Mateusz czuł, że cała wieczność upłynęła, od kiedy skończyli jeść kolację. Niecierpliwie chodził po podwórzu, czekając na Karola i zastanawiając się, co też ten tyran wymyślił. Obawiał się, że tym razem złość Karola dosięgnie Julię, a tego by nie chciał. Niestety, do końca musiał grać rolę, która sam sobie wyznaczył, bez względu na osobiste uczucia. Cała sytuacja wymagała od niego ogromnej siły i samodyscypliny. Do tej pory stał w swoim życiu na przegranej pozycji, ale już wkrótce miało się to zmienić. Cieszyło go, że Karol nic nie podejrzewał, a Julia nawet spojrzeniem nie zdradziła, że się znają. Odwrócił się i zobaczył Karola ciągnącego za ramię swoją żonę. Drugą ręką trzymał mały, ale niebezpieczny bat. Mateusz od razu zrozumiał, co będzie musiał zrobić. Brutalność pana domu przeszła jego najśmielsze oczekiwania, a on miał być narzędziem posłusznie wypełniającym polecenia. Nie wiedział, ile będzie w stanie wytrzymać. Karol szarpnął Julią i postawił ją pod pręgierzem. Kobieta cały czas szła ze spuszczona głową i nawet teraz nie podniosła wzroku. Stała, jak kamień nie zdolny do życia. Mateusz poczuł niepohamowaną litość dla tej wiotkiej osoby, która musiała znosić więcej bólu niż jakakolwiek inna kobieta. Karol podał bicz Mateuszowi. - Od tej chwili poszerzam zakres twoich obowiązków. Mateusz długo wahał się przed podjęciem zadania. Karol roześmiał się. - Skoro nie chcesz wykonać polecenia, sam to zrobię. Julia zagryzła wargę. Zbierała się na odwagę, żeby odwdzięczyć się mężowi za półtora roku bólu i upokorzeń. Cieszyła się, że nie będzie musiała ugodzić nożem także Mateusza, który z niedowierzaniem patrzył na spokój, jaki wpłynął ma twarz Julii. Karol w tym czasie przygotowywał się do tortur. Podszedł do żony i odwrócił ją w swoją stronę. - Teraz, moja droga, na zawsze zapamiętasz sobie, kto tu jest panem. Wszystko stało się w ułamku sekundy. W dłoni Julii błysnął cienki sztylet, którym pchnęła dwa razy. Twarz Karola wykrzywiła się z bólu, a jego ręka wystrzeliła do góry, uderzając biczem w odsłonięte ramię żony. Mateusz, jak urzeczony, patrzył na całą scenę. Karol osunął się na ziemię, a jego błękitny kaftan przesiąkł krwią. Julia stała trzymając się za ramię. Ze zbrodniczej dłoni wypadł jej sztylet. Mateusz odzyskał swobodę ruchów i głos. Ukląkł przy Karolu i wsłuchał się w jego słaby oddech. - Głupia – zwrócił się do Julii. – Coś ty zrobiła? Miała odpowiedzieć, lecz w tym momencie straciła przytomność. Upadła uderzając głową w kamień. Zsuwająca się z jej ramienia dłoń ukazała długie, poszarpane rany.

Kwiecień 1415 Tydzień po tym wydarzeniu uparła się, żeby wyjść do ogrodu. Było ciepłe, słoneczne popołudnie. Wbrew nazwie, Zielone Wzgórza położone były na nizinie. Tu nic nie wskazywało, że nieco wyżej śnieg jeszcze nie stopniał. Otulona grubym płaszczem podszytym futrem, usiadła na ławce między gołymi krzakami róż. Do jej stóp przydreptał strachliwy wróbelek szukający pożywienia. Służąca poruszyła dłonią i ptaszek odleciał. Julia patrzyła, jak trzepoce skrzydełkami w powietrzu i pozazdrościła mu swobody. Chciałaby móc, tak jak on, pofrunąć wysoko w niebo i nigdy więcej nie wracać do tego zamku i Karola. Od tamtego marcowego wieczora nie widziała męża ani Mateusza. Przez mgłę pamiętała unoszące ją ręce, a później ten okropny ból w ramieniu. Ktoś delikatnie, ale boleśnie zszywał jej rozerwaną skórę. Odruchowo dotknęła ramienia. Rana bolała mniej niż świadomość czynu, którego się dopuściła. Nigdy nie przypuszczała, że sumienie może aż tak ją dręczyć. Cieszyła się, że nie zabiła męża; to byłby grzech przerastający jej odporność psychiczną. Mimo swoich rozterek, zdawała sobie sprawę, że cierpiałaby po stokroć gorzej, gdyby wtedy nie zaatakowała. To było jej jedyne usprawiedliwienie. Wczoraj dowiedziała się, że to Mateusz pozszywał rany i czuwał przy niej pierwszą noc. Później już go nie widziała, ponieważ cały swój czas poświęcał pielęgnowaniu Karola. Nikt nie chciał powiedzieć Julii, jak się czuje jej mąż. Wszyscy dookoła udawali, że nie znają prawdy o stanie jego zdrowia. Służąca poinformowała ją, że jedyną osobą, która dogląda Karola, jest sam Mateusz. Poza nim nikt nie ma wstępu do pokoju pana. - Widzę, pani, że lepiej się czujesz – usłyszała głos Mateusza. Służąca oddaliła się, a mężczyzna zajął jej miejsce na ławce. Julia splotła ręce. - Jeszcze nie miałam okazji podziękować ci, panie, za wyleczenie mojej ręki. Mateusz uśmiechnął się ciepło. - Julio, pomińmy proszę, te wszelkie grzeczności. Znamy się nie od dziś i nie ma powodu udawać, że jest inaczej. Odwzajemniła jego uśmiech, zastanawiając się nad zmianą w jego zachowaniu. - Myślałam, że jesteś zły za to, że chciałam zabić męża. Mała chmurka zaciemniła jego spojrzenie. - Moja złość nie minęła, ale próbuję być miły. Popatrzyła na niego z powątpiewaniem. - Śmiałam myśleć, panie, że znowu jesteś tym Mateuszem, którego kiedyś znałam. Teraz widzę, że to nadzieja przesłoniła mi prawdę. Zbyt gwałtownie wstała i zakręciło się jej w głowie. Ciągle była zbyt słaba. Mateusz złapał ją pod ramię i z powrotem posadził na ławce. - Nie uciekaj z mojego powodu. Podniósł się z miejsca. - Szkoda taki dzień spędzić w zimnych murach. Musisz jak najszybciej nabrać sił. Wyciągnął rękę w stroną jej ramienia i po namyśle szybko cofnął. - Jak twoje rany? - Goją się dobrze. - Przyślę maść, żeby blizny nie były tak widoczne. Jednak najpierw zdejmiemy szwy. Zastanowił się chwilkę. - Dzisiaj wieczorem. Po tych słowach ruszył w stronę zamku. - Jak się czuje mój mąż?! – Zawołała za nim. Powoli podeszła do niego. - Nadal jestem żoną Karola – powiedziała dostrzegając jego wahanie. - Jego stan nie jest najlepszy, ale prosił, żeby tego nie rozgłaszać. Odszedł, nie patrząc na nią więcej. Zamyśliła się, mając przed oczami jego oddalającą się postać. Ten mężczyzna był dla niej zagadką, której nie umiała rozwiązać. Raz ją wzburzał, innym razem ciekawił i zachęcał do zawarcia przyjaźni. Nie mogła odnaleźć się w grze, którą prowadził, zarówno z nią, jak i Karolem. Ciekawiło ją, jaki ma w tym interes i dlaczego Karol zgadza się na to wszystko? Przecież jej mąż zawsze był bardzo przenikliwym człowiekiem. Czyżby nagle coś zakłócało mu odbiór rzeczywistości? Od wschodu powiało chłodem. Szczelniej otuliła się płaszczem. Chmury zasłoniły słońce, a niebo przybrało ciemno- szary kolor. Zaczął sypać rzadki śnieg. Poczuła się bardzo zmęczona dniem, więc poszła do swojej komnaty, gdzie spała do wieczora. Słońce dawno już zaszło, kiedy służąca zbudziła swoją panią. Przy łóżku stał Mateusz. - Przyszedłem zdjąć szwy. Czekała na jego polecenia. Usiadł obok. - Musisz zdjąć suknię, pani. Pytająco uniosła brwi. W tym momencie wprowadziła do relacji między nimi własny element gry. Postanowiła, że to nie będzie tylko jego zabawa. - Całkowicie? – Spytała niewinnie. Nic nie mogło zburzyć powagi Mateusza. - Nie, pani. Odsłoń tylko ranę. Przywołała służącą, która rozwiązała jej suknię na plecach i pomogła wyswobodzić rękę z wąskiego rękawa. Spod sukni ukazał się szeroki opatrunek przesiąknięty zakrzepłą krwią. - Już najwyższy czas by zmienić bandaże. Przynieś mi szczypce, ciepłą wodę i czyste szmatki – zwrócił się do służącej. Kobieta wyszła, a Mateusz uśmiechnął się zaczepnie do Julii. Złapał jej suknię i pociągnął na dół, ukazując szkaradny opatrunek w całej okazałości. Przyjrzała się jego dłoniom – szczupłym o długich i silnych palcach. Zastanawiała się, jakim cudem są takie delikatne. - Czym zajmowałeś się na Północy? – Spytała. – Po twoich dłoniach widzę, że nie pracowałeś ciężko. - Nie orałem pola, jeśli to masz na myśli, mówiąc o ciężkiej pracy. Jestem uzdrowicielem. Spojrzała na niego z podziwem. - Leczysz ludzi, naprawdę? Roześmiał się na widok jej zachwytu. - Po to kończyłem wszystkie szkoły i Uniwersytet Północny. - Nie widziałam cię bardzo długo – powiedziała z namysłem. – Cały ten czas się uczyłeś? Skinął głową. - Dlaczego tak wykształcony człowiek jest jednocześnie tak zaślepiony, iż nie widzi prawdziwego oblicza mego męża? Mateusz drgnął na te słowa. Mógł przypuszczać, że Julia nie jest głupią gęsią. Popatrzył na nią w skupieniu. - Może mam swoje powody, o których nie chcę rozmawiać. Nie nalegała więcej. Służąca wróciła z potrzebnymi przyborami, a przy niej Julia nie chciała prowadzić rozmowy o mężu.

Maj 1415. Przez kolejne dwa tygodnie Julia odpoczywała i nabierała sił. Jej rany, pod czujnym okiem Mateusza, goiły się szybko, a czerwone, szerokie blizny zbladły i zmieniły się w różowe kreski. Natura, przez ten czas, także odżyła. Krzaki róż, puste do tej pory, przybrały się zielonymi pączkami, a drzewa powoli rozwijały liście. Zielone Wzgórza zakwitły. Julia siedziała w ogrodzie, wdychając wiecznie młody zapach wiosny, kiedy poproszono ja do Karola. Z pewnym niepokojem weszła do komnaty męża. Karol wyglądał, jakby wypłynęła z niego cała krew. Wyciągnął do żony białą, nadal tłustą dłoń, którą posłusznie pocałowała. Jego oddech był płytki i urywany. Pobieranie powietrza wyraźnie sprawiało mu trudność. Z zaciekawieniem patrzyła na mężczyznę siejącego postrach, a teraz takiego malutkiego i żałosnego w swej chorobie. Nie mogła uwierzyć, że to ona tego wszystkiego dokonała. - Przyszłam, jaki prosiłeś – odezwała się. – Jak się czujesz, mężu? Z gardła Karola wydobył się charkot, który zapewne miał być śmiechem. Mężczyzna zaniósł się kaszlem. - Bezczelna z ciebie osoba, Julio- Powiedział, kiedy kaszel ustał. – Kto mógł przypuszczać, że zdobędziesz się na taki czyn? Powinnaś dostać za to order odwagi i tytuł rycerza. Mimo swojego marnego stanu wyraźnie z niej kpił. Lecz Julia zdążyła uodpornić się na jego zachowania. - Drogi Karolu, przez długi czas kopałeś, szturchałeś i biłeś swojego psa, a kiedy nadarzyła się okazja, on odgryzł ci rękę. Tego nie przewidziałeś, prawda? Zastanowił się. - Myślałem, że bardziej się mnie boisz. Roześmiała się. - Ależ, Karolu, zrobiłam to, ponieważ bałam się ciebie tak bardzo, iż ze strachu mało, co zmysłów nie postradałam. Nie znałeś umiaru w swym okrucieństwie i dlatego za to zapłaciłeś. - Nie przewidziałem, że córka Anny może mieć tyle odwagi. Twoja matka wiele razy chciała zrobić to, co ty. Złapał ją za rękaw i przyciągnął do łóżka tak blisko, że jego twarz znalazła się naprzeciw jej twarzy. - Widziałem to w jej oczach – szepnął. – A wiele razy były tak blisko, jak twoje teraz. Julia cofnęła się. W jej wyobraźni powstał obraz Karola trzymającego w objęciach Annę. Ciekawa była, jak bliska zażyłość łączyła tych dwoje. Jednak nie śmiała pytać. - Twoja matka była za młodu piękną kobietą. Jesteś nawet do niej podobna, ale brak w tobie tej stanowczości w dążeniu do upatrzonego celu. Nazwałbym to nawet bezwzględnością i wyrachowaniem. Ty, Julio, masz w sobie dobroć, ale też i nieopanowanie, przez co nie do końca mogłem przewidzieć twoje zachowanie. Zastanawiam się, ile jeszcze sekretów chowasz przede mną? Popatrzył na nią przenikliwie. Przez moment była pewna, że Karol wie o jej odwiedzinach w jego tajemniczym pokoju, o jej umiejętności czytania i pisania, a przede wszystkim o znajomości z Mateuszem. Postanowiła odrzucić wszelki niepokój, Karol nic jej teraz nie mógł zrobić. Spojrzała na niego odważnie. - Nie mam przed tobą już żadnych sekretów, mężu. Strach przed karą paraliżował mnie za każdym razem, kiedy chciałam zrobić coś wbrew twej woli. Wydawało się, że ta odpowiedź w zupełności go usatysfakcjonowała. - Wezwałem cię, ponieważ Mateusz przekonywał, że powinienem dać ci więcej swobody. Julia nie mogła uwierzyć własnym uszom. - Teraz, kiedy twój godny pożałowania czyn zmusił mnie do leżenia w łóżku i nie możności korzystania z wdzięków mojej żony, nie mam ochoty nawet na ciebie patrzeć. Wzbudzasz we mnie wstręt Julio, tak jak i myśl o twoim ciele. Dlatego rób, co chcesz dopóki ja nie wyzdrowieję. Lecz kiedy to już nastąpi, możesz być pewna, że spotka cię zasłużona kara. Po plecach przeszły jej ciarki. Mogła się tylko modlić, żeby Karol już nigdy nie wstał z łóżka. Tego dnia postanowiła udać się na konną przejażdżkę do lasu. Od dłuższego czasu Karol nie pozwalał jej opuszczać zamku, więc dawno już tam nie była. Jako dziecko często jeździła konno po wszystkich polach, po lasach i łąkach Morenu. Matka wyszydzała, że zachowuje się jak chłopak i łajała ją, że ciągle niszczy suknie. Julia nie dbała, co mówiła jej matka. Chciała czuć wiatr we włosach i zapach lasu na skórze. Wracała zmęczona i brudna, w poszarpanej sukni do domu, ale przepełniało ją uczucie szczęścia. Świat należał do niej. Nikt, aż do ślubu, nie był w stanie zmusić jej, żeby zrezygnowała ze swojego świata. W stajni czekała ją niespodzianka. Usłyszała śmiechy dochodzące z góry, gdzie leżało siano. Nie zastanawiając się, weszła po drabinie i stanęła nad roześmianą dziewczyną, która pochylała się nad Mateuszem i gładziła jego nagi tors. Julia spojrzała prosto w oczy mężczyzny, który nie skrępowany jej widokiem, z rozkoszą poddawał się pieszczotom, gładząc ręką uda służącej. Dziewczyna, nie świadoma zaistniałej sytuacji, wsunęła rękę w spodnie Mateusza. Julia poczuła, jak jej buzia okrywa się rumieńcem, a ciało drętwieje. Nigdy wcześniej nie widziała, aby kobieta w tak śmiały sposób pieściła mężczyznę. Zahipnotyzowana wpatrywała się w Mateusza, którego wzrok zmętniał, a usta ułożyły się w niemym błaganiu. W pewnym momencie westchnął głęboko i wyprężył ciało. Dziewczyna położyła głowę na jego piersi, a on czule pogładził ją po plecach. Julia po cichu zeszła z drabiny, nie chcąc psuć tej chwili intymności. W skupieniu zakładała siodło na konia, kiedy za plecami usłyszała kroki. Instynktownie wyczuła Mateusza. Wzięła głęboki oddech i odwróciła się. - Czy nie uważasz, pani, że spotykamy się zawsze w niezbyt sprzyjających okolicznościach? Julia nie mogła pozbyć się widoku twarzy Mateusza naznaczonej rozkoszą. Uśmiechnęła się. - Chciałam byś osiodłał mi konia, ale miałeś ciekawsze zajęcie, więc sama sobie poradziłam. Wybieram się na przejażdżkę do lasu, gdyby ktoś mnie szukał. Nagle przyszłą jej do głowy pewna myśl. - Jeżeli mój mąż kazałby ci jechać za mną, to zignoruj go, proszę. Mateusz uśmiechnął się. - A już myślałem, że mąż trzyma cię przy sobie siłą, pani. Stanął przed nią bardzo blisko. Czuła jego oddech na czole. Uniosła głowę i spojrzała mu w oczy. Zobaczyła w nich wesołe ogniki. - Szkoda, że nie ma okazji oglądać twojej twarzy w momencie prawdziwego podniecenia. Zaczerwieniła się na wspomnienie niepokoju, który ogarnął jej ciało, kiedy patrzyła na Mateusza. Ten mężczyzna budził w niej nieznane dotąd uczucia. Widząc przed oczami jego nagi tors, zastanawiała się, dlaczego nikt wcześniej nie uświadomił jej rozkoszy, znanych kochankom. Juliusz był zimnym narzędziem w ręku Karola,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych