Historyjka nie całkiem fikcyjna.
na koniec małe wyjaśnienia
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wesołe piekło na wózku! Wstęp Opowieść swą zaczynam pisać leżąc na brzuchu ponieważ mam niewielkie odparzenia po za długim siedzeniu na wózku. Nie wiem jak długo będę w tej pozycji. Stukam jednym palcem. Klawiatura leży na podłodze. Pisze bo chce cos robić. Nic już chyba w tym życiu nie osiągnę wiec chce chociaż opisać to co przeżyłem przez ostatnia dekadę. Cierpiałem z uśmiechem i poprzez rozrywkę spychałem problemy na margines. Sam sobie jestem psychologiem i sam wyznaczam tor jakim mam iść. Poznałem mnóstwo ludzi a opisane flirciki to już chyba tylko uśmiech losu. Nie lubie być sam. Zastanawiałem się czy kobiet nie wyciąć. Zostałby tylko bol i cierpienie. Nie to nie o mnie by było. Ja za bardzo kocham zwariowane Życie. Opowiem swoją historię! Historia człowieka pełnego humoru, przyjaźni do ludzi którego los rzucił w otchłań jak to niektórzy nazywają piekła! Ja nie dramatyzowałbym aż tak bardzo. Choć życie moje nie należy do lekkich jednak potrafiłem się w nim odnaleźć no może nie całkiem do końca! Mam złamany kręgosłup no i po części Życie! Stało się to jak wiele takich przypadków na ulicy. Broniąc młodego człowieka przed bandą pijanych opryszków sam stałem się ich ofiarą! Nie wiem jaki był przebieg tego zajścia ponieważ dostałem jakimś przedmiotem w głowę i niektórych szczegółów do dzisiaj nie pamiętam. A pełną świadomość zacząłem odzyskiwać dopiero po trzech latach. Szczegół po szczególe analizowałem i zbierałem do kupy! Sprawców rozpoznałem trzech! Nawet dwóch z nich osądzili ale wyszli wcześniej z wiezienia niż ja ze szpitala. Może to i dobrze bo więcej złego by się tam nauczyli. Takie mamy prawo niestety. Trzeciego Ci dwaj wypchnęli z pociągu bo chciał ponoć opowiedzieć o całym zajściu policji. Chłopak wypadając z pociągu uderzył w slup i trup na miejscu. Dwudziestolatek i lezy w piachu. Ktoś od dzieciństwa nauczył mnie szanować ludzi, zwierzątka, przedmioty. Do dziś nie żałuję ze nie wyrosłem na bandytę. Ktoś zadał mi pytanie czy wolałbym ich pozabijać i siedzieć w wiezieniu zdrowy czy tak zostać jak jest teraz? Nie byłbym sobą jakbym miał na sumieniu takie coś jak oni zrobili. Wolę swoją krzywdę i czyste sumienie. Zacznę od tego jak ocknąłem się w środku nocy na ulicy na obrzeżach miasta. Nie mogłem się podnieść ani poruszać nogami. Przez głowę przeszła mi myśl że mam uszkodzony kręgosłup. Pewnie wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy jakie to mi przysporzy przygody. Bo czym jest życie jak nie wielką przygodą? Leżałem tak może z trzy godziny dopóki nie zaczęło świtać a ludzie zaczęli powoli ruszać z domów do pracy. Dzisiaj już nie pamiętam kto mnie znalazł. Jakiś tam dalszy znajomy. Leżąc nie zastanawiałem się nawet co mi się takiego stało. Do domu było blisko bo około dwóch kilometrów. Niestety zbyt daleko bo wróciłem do niego dopiero po jakichś dwóch latach. Puławy - ortopedia I Wezwane pogotowie zawiozło mnie do szpitala rejonowego na oddział ortopedii w moim mieście. Z resztą to jedyny szpital. A raczej wykańczalnia. Ze mnie tu od razu postawia na nogi nie mogłem liczyć. Oczywiście liczyłem na jakakolwiek pomoc. Zrobiono mi podstawowe prześwietlenie kręgosłupa i stwierdzono złamanie! Ułożono w niezbyt wygodnym łóżeczku. Tylko kilka epizodów pamiętam. Ze obracała mnie taka fajna grubiutka pielegniareczka i ze założono mi kołnierz na szyje. Ciekawy jestem po co? Lublin- rehabilitacja Po nocy przebytej na tym oddziale przewieziono mnie do Kliniki medycznej w Lublinie. Tutaj już dysponowano lepszym sprzętem i zrobiono mi tomografię komputerową uszkodzonego odcinka kręgosłupa. Mila twarz asystenta profesora towarzyszyła mi podczas badań. Stwierdzono poważny uraz z pofragmentowanymi kręgami które wbiły się w rdzeń kręgowy. Pomyślałem pewnie ze czeka mnie jakaś operacja krótka rehabilitacja i wrócę do normalnego życia. No trochę było to naiwne myślenie bo operacja nie dawała żadnych gwarancji a doktorzy od razu założyli że nie mam szans na chodzenie i skazany jestem na wózek. Wtedy jeszcze to do mnie nie docierało! Denerwowało jednak to powtarzanie o poważnym uszkodzeniu kręgosłupa. Myślałem ze to się dzieje tylko w książkach i w filmach. No to jak tak to chyba zostałem aktorem swojego scenariusza. Scenariusz napisało Życie. Dla mnie nie było rzeczy niemożliwych. A jednak. Denerwowało mnie niekontrolowane oddawanie moczu i kału! Wiadomo stresujące to jest i niestety na tamtym etapie potrzebowałem pomocy pielęgniarek lub salowych. Bez ich pomocy leżałbym zabrudzony a wiadomo jakie niesie to następstwa. Rodzina mieszkająca 50 km od szpitala nie mogła zapewnić mi dostatecznej higieny. Odczuwałem brak nikotyny a palaczem byłem zawziętym. Wiec co? Zajadałem. Jak jadłem to i srałem. Niestety jak jest przychód musi być i odchód. Pozostało mi cierpliwe czekanie na zbawienny dla mnie zabieg. A jadłem przeważnie dużo jabłek bo obok mnie leżał sadownik i synowie dostarczali mu tych jabłek nie do przejedzenia. Oprócz tego zjadałem dużo pieczywa no i tyłem. Jadłem właściwie wszystko co dało się przegryźć. Przytyłem z 10 kg. Po pertraktacjach z doktorami ustalono mi zabieg za tydzień. Mama chciała mnie wywieźć do specjalizującej się kliniki w leczeniu urazów kręgosłupa. Doktorzy w Lublinie zapewniali że nikt od nich lepiej tego nie zrobi a po za tym nie chciano mnie skierować do innego szpitala. W międzyczasie przeprowadzono mi niezbędne badania. Koledzy i rodzina oddali dla mnie kilka wiader krwi. Przyszedł dzień operacji a tu zaskoczenie! W banku nie ma dla mnie tej ratującej życie cieczy. Nie pamiętam co czułem wiedziałem że mogą mnie najwcześniej zoperować za tydzień bo oddział na którym leżałem nie miał swojej sali operacyjnej tylko raz w tygodniu dzierżawił od innego oddziału. Czekanie! Znowu myślenie co będzie? Jaka przyszłość przede mną. Już zdążyłem zapoznać się szerzej z podobnymi urazami do mojego i poglądem chorych leżących ze mną na ten temat. Budowałem swój świat na wózku choć sam w to nie wierzyłem. Potrzebny byłem w domu zdrowy. Ojciec jest zbyt prosty żeby pojąć ze inwalida to tez człowiek. Przyszłość pokaże ze miałem słuszne obawy. Dla niego noszenie okularów to już kalectwo. Wróćmy do szpitala. W dzień przychodziła siostra z jakimś stymulatorem na nogi który pobudzał moje mięśnie. Oczywiście ja tego nie czułem i podchodziłem do tego sceptycznie. No ale jak to miało pobudzić moje zdechłe nogi do chodzenia to co mi tam. Niech testuje na mnie ten aparat. Siostry obracały nasze zleżałe tyłeczki dokładnie co dwie godziny i oklepywały nam nasmarowane ciałko spirytusem. W koło unosiła się dusząca woń tego specyfiku. Chroniło nas to przed odleżynami. Pod tym względem nie spotkałem już oddziału żeby dbał tak o profilaktykę przeciwodlezynowa. Nie obrażając tu innych placówek gdzie też kładzie się wysoką wagę na profilaktykę. Jakby nie było tylko w Lublinie obracany byłem co 2 godziny. Na oddział ten przyjmowano w większości pacjentów z uszkodzeniem rdzenia kręgowego. Z dwu i czterokończynowym porażeniem. Do tych drugich potrzeba było dodatkowego personelu do karmienia. Przychodziły w tym celu siostry z innych oddziałów. Nie raz można było pomyśleć ze jest ich więcej niż pacjentów. Ja jadłem sam. Rurka piłem napoje i zupkę a resztę ząbkami. Zawsze pełno okruchow miałem pod plecami. Nadszedł dzień zabiegu. Poświęcę chwilkę podejścia ludzi do zabiegu. Podobno tylko głupi nie boi się. Ja nie boje się i nigdy nie balem zabiegów. Nie wiem czym jest to podyktowane. Mogę powiedzieć ze jestem nimi zmęczony bo w chwili pisania książki byłem po dwunastu operacjach. Przecież idąc pod nożyk zdaje sobie sprawe ze będzie bol ze mogą być mdłości może być tysiące zdarzeń. Czego jednak się bac? Tak jak nie boje się pójść z kobieta do łóżka. Tak nie boje się położyć na stole operacyjnym a przecież i tu i tu można fujarkę stracić hihihi. Teraz już przekonany że mnie pokroją z uśmiechem i optymizmem czekałem na transport na salę operacyjną, a tu wpada doktor i zrywa napis "OPERACJA". Zdenerwowanym głosem krzycząc: "Operacji nie będzie"! No zmartwiłem się trochę bo mimo doskonałej pielęgnacji to przy każdym ruchu odczuwałem dotkliwy ból! No i to upokorzenie które czułem po każdym wypróżnieniu. Do dzisiaj mam to że jak czuję zapach gówienka to zaraz myślę że to ode mnie. Tak myślałem i wtedy. No i za każdym razem stres i łzy w oczach. I wściekłość do całego świata i siebie. Bo gdzie to żeby niespełna trzydziestoletni facet robił pod siebie. Pogodzić tego nie sposób. Nawet po latach jest to dla mnie coś okropnego choć w dużym bardzo stopniu nauczyłem się z tym radzić. Wróćmy do oczekiwań na operację. Nadszedł upragniony dzień. Zawieźli mnie na salę operacyjną. Tam po narkozie oczywiście widzę ciemność, ciemność widzę hihihi. Zabieg trwał ok. 5 godzin. Pobrano przeszczep z biodra i uzupełniono zniszczony fragment kręgosłupa. Włożono jakiś metal żeby to wszystko było stabilne. Bolało bo część tej nazwałem to drabinką, wystawała na części nieporażonej. W dodatku leżałem na wznak i to wszystko wpijało się we mnie. Takie odnosiłem wrażenie. Minęła noc. Pierwsza przespana od 3 tygodni. Pierwsze śniadanie po głodówce - jajeczko. Bardzo głodny zjadłem je migiem i za pół godziny już było na prześcieradle. Tak szybko to jeszcze nie trawiłem. Przeleciało po prostu przez kiszki jak przez lejek. Pierwszy opatrunek i leżenie na brzuchu. Koszmar. Zacząłem się dusić ale nie miałem wyjścia bo jak inaczej zmienić opatrunek na plecach? Podczas zmiany opatrunku pielęgniarki plotkowały sobie. Nagle jedna zaczęła szlochać. Zacząłem przysłuchiwać się ich rozmowie. Niewiele rozumiałem z tego o czym mówią. Rozmawiały o pacjencie któremu robiono operacje i bez dokończenia zaszyto. Po latach dopiero wydedukowałem że to o mnie chodzi. Napiszę o tym potem gdyż będzie to wykryte po szczegółowych badaniach. Wtedy nie skojarzyłem tej rozmowy z sobą. Nie wiem czy to dobrze czy źle. Jak później się okazało zmieniło by to trochę bieg mojej historii. No i tak z dnia na dzień miałem dochodzić do siebie. Przyszedł doktor zmierzył szerokość mojego tyłka i mama przyprowadziła mi wózek ze sklepu ortopedycznego. Teraz dopiero po latach doceniam to ile ta kochana kobieta dla mnie zrobiła. Wlazłem na wrażliwy dla mnie temat: MAMA! Teraz sama jest po wylewie a ja niewiele mogę jej pomóc. No ale pomagam jak mogę. To mój obowiązek, a może źle to nazwałem bo, to tak powinno być. Posadzono mnie na wózek. Przedtem krótka pionizacja czyli, przyzwyczajanie do pozycji pionowej na specjalistycznym stole. Pojeździłem trochę i z powrotem na łóżko. Ból w plecach nie do wytrzymania. Wmawiano mi że to przejdzie. Musi tylko wygoić się. Nie dość że ból, to jeszcze ograniczało mi to ruchy. Nie mogłem odkręcić się na bok. Guzik to kogo obchodziło. Codziennie jeździłem na godzinkę poćwiczyć na salę gimnastyczną. Ćwiczyłem oczywiście rączki na atlasie. Wiem że dużo marzyłem już wtedy. Największym moim marzeniem było żeby samodzielnie usiąść na łóżku samemu się ubrać. Na tym etapie było to niewykonalne z tego powodu że nie trzymałem pionu na siedzący. Takie malutkie marzenie dla zdrowego a dla mnie wielkie wyzwanie. Z zapowiedzianej rehabilitacji na sześć tygodni, już po dwóch wypisano mnie do rejonu. Siostry które wkładały mnie do karetki dawały mi ostatnie rady jak mam postępować ze sobą i o co dbać! Przestrzegały żebym nie leżał w mokrym i żeby zawsze prześcieradło było dobrze napięte. Przedtem wydawały się takie złośliwe teraz okazały się takie miłe. Puławy - rehabilitacja Przyjechałem do szpitala w Puławach na oddział rehabilitacji. Tutaj znajome twarze pielęgniarek. Z widzenia przeważnie. Puławy to małe miasto przecież. Na co dzień zlecony mam masaż i ćwiczenia bierne nóg. Ćwiczenia wykonują przeważnie praktykanci ze studium medycznego. Tak samo jak w Lublinie o czym zapomniałem wspomnieć. Masaż miałem tylko kilka razy. Pech chciał ze jak miał mnie masować to popuściłem i koniec z masażem. Znowu posadzono mnie na wózek i znowu ból i okropne pieczenie w stopach. Przyszła mama nalała mi zimnej wody w miskę i zacząłem te nogi moczyć. Bez rezultatu. Takie odczucia będą mi towarzyszyły jeszcze przez długie lata. Takie lub inne. Na razie jestem zupełnie wiotki ale za parę lat spastyczność ciała będzie nie do wytrzymania. Po kilku dniach wszystkie siostry włożyły mnie do wanny celem wiadomo kąpieli. Miały przy tym niezły ubaw. Niestety zostawiły mnie na kilkanaście minut. Woda wystygła ja nie mogłem sięgnąć żeby dolać ciepłej i wypełzłem w złości z wanny. No i zaczęła się afera. Dlaczego? Po co? Itd. Silne kobiety wrzuciły mnie szybko z powrotem do wanny. Pomogły się umyć i zawiozły na salę pachnącego Piotrusia. Ja tego bardzo nie pamiętam ale podobno tutaj planowałem z kolegami próbę samobójstwa. Tak mi mówi mama. Ja zaprzeczam. Wydaje mi się że żartowaliśmy wtedy. Za bardzo kochałem życie żeby jeszcze wtedy o tym myśleć. Podobno przygłuchy doktor podsłuchał naszą rozmowę i rozdmuchał to po oddziale. Nie omieszkał powiedzieć też o tym mamie. Która zaraz zalała się łzami. No i trochę mi się od niej oberwało. Jeden z kolegów z którymi o tym gadałem popełnił samobójstwo. Miał guza w mózgu i powiesił się zaraz po wyjściu ze szpitala. Podsumujmy staż mojego urazu. W Lublinie cztery tygodnie no i tu już w Puławach tydzień. Mama cały czas nie dawała za wygraną i szukała dla mnie ratunku w innych szpitalach. Znowu łzy mi napłynęły. Mimo zapewnień lekarzy w Lublinie i Puławach że dla mnie nie ma żadnych szans moja kochana kobieta nie poddawała się. Pytała każdego. Wiem że poszłaby wszędzie żeby mi pomóc. Nie wiem nawet czy na to zasługiwałem. Tylko że matka nie patrzy na nic. Dzisiaj to rozumiem i doceniam. Wtedy nie zwracałem na to uwagi. Ja zdążyłem już pogodzić się z losem. Chwilowo jak okazało się potem. Podczas wizyty cioci powiedziałem jej że nie chce żeby ktokolwiek do mnie przychodził. Leżałem obolały i zestresowany. W dodatku żarłem co mi podeszło pod rękę. Jadłem i s….. na okrągło. Nie mogłem się powstrzymać. Mama wreszcie znalazła szpital gdzieś pod Warszawa. Pojechała tam w nocy żeby dostać się do profesora z tamtej kliniki trzeba było już wcześnie rano zająć kolejkę do rejestracji. Pamiętam ze wyjeżdżaliśmy o 6ej rano. Byłem już ubrany i spadł mi cewnik. Kurcze musiał akurat wtedy. Szybciutko przebrałem się. Otwock - XII Wynajętą karetką pojechaliśmy na konsultacje. Przyjął nas bardzo miły dziadek. Szybko wydał polecenia żeby mnie prześwietlono. Dziadek chwile popatrzył pod światło na zdjęcie rtg po czym stwierdził ze mój rdzeń kręgowy nie jest wcale odbarczony. Tylko cały czas jest uciśnięty. Werdykt! Konieczny zabieg który może mi przywrócić jeszcze 15% funkcji organizmu. Popsuło mi to humor bo wiedziałem ze przede mną jeszcze dwie operacje. Co miałem robić? Grzecznie ze łzami w oczach dałem zawieźć się na oddział którego kierownikiem był dziadek z przychodni. Bez żadnego smaku w uśmiechu przywitała mnie tam sekretarka. Krótkim, witam w piekle. Położono mnie pod oknem na 10-cio osobowej Sali. Leżeli tu pacjenci z różnymi schorzeniami kręgosłupa. Jeden tylko leżał z czymś podobnym do mojego! Szybko nawiązaliśmy nić koleżeństwa . Powiedzmy że niteczkę bo kolega pochodził z Kurpiów a tam ludzie mają trudny charakter. Ciągle musiałem znosić jego uwagi na temat moich rozmiarów które od pobytu w Lublinie zwiększyły się znacznie i już wtedy ważyłem chyba ok. stu kilogramów. Z dnia na dzień poznałem personel. Zacznijmy od salowych. Były kobiety do rany przyłóż ale spotykały się też takie fleje że jak mnie myły to tylko chyba po to żebym się nie przykleił do prześcieradła. Leżałem nie raz taki rozmazany i śmierdzący. Sam miałem ograniczone ruchy. Pozostała tylko cierpliwość i nadzieja że długo tu nie poleżę. Pielęgniarki jak pamiętam to tylko dwie które wiedziały po co tam są. Reszta to chyba tylko nazywana była tym mianem. Najbardziej w głowie utkwiła mi taka jedna o dźwięcznej nazwie "Paryżanka". Pasowało to do niej bo przy swojej chudej dość budowie wyginała się idąc z basenem jak modelka w Paryżu na rewii mody. Po tym jak mnie straszyła tekstem "ty z białymi fartuchami nie wygrasz" skojarzyłem ja jako kochankę pewnego doktora o dość francuskim nazwisku. Po latach pytałem jej koleżankę i mówiła ze trafiłem z tym w dziesiątkę. Za tani koniak i z reszta na bank podrobiony te biedne dziewczyny oddały by dusze. Tam straciłem szacunek do tego zawodu. Na długie lata. Dopóki znów na swojej drodze nie spotkałem kobiet które ten zawód traktują więcej niż poważnie. Wróćmy na ten oddział którym rządzą jak mi to powiedziała Paryżanka, białe fartuchy z którymi się nie wygra. No i leżałem w tym piekiełku gdzie rządziły pielęgniarki zafascynowane tanim koniakiem od młodych lekarzy. Zastrzegam że nie wszystkie!!! Miło…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil competer
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…