Illision?
"...i ułożył się tak, aby żadnym, najmniejszym nawet fragmentem swojego ciała jej nie dotykać – nie był pewien, czy umiałby się wtedy powstrzymać..."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nienawidził tej niepewności, która ogarniała go zawsze w towarzystwie. Wszyscy wokół, tak pewni siebie, swoich zalet i przekonani o bezwarunkowej akceptacji i sympatii, mogli wygłupiać się, mówić bez sensu i po prostu swobodnie bawić, a on siedząc z boku, jedynie obserwował całe zamieszanie. Uczył się od mistrzów, prawdziwych imprezowych wyjadaczy, ludzi, którzy mieli wystarczające zaplecze przyjaciół i oddanych znajomych, żeby nie musieć się przejmować opinią świeżo poznawanych. Dopiero ostatnio dowiedział się, że bez niego nie mogłyby odbywać się żadne imprezy, że przecież to z nim ustalany jest skład wypadu i to jego pierwszego pytają, czy ruszy się z domu. Cieszył się, miał nadzieję, że teraz wszystko się zmieni – potrafił odezwać się pewnie w towarzystwie nieznanych sobie osób, rzucić ciętą ripostą do dobrego znajomego, który nie brał tego do siebie, czy też podsumować złośliwie daną sytuację. Oczywiście nie umywało się to do ideału, którego wizję miał w głowie, jednak postępy cieszyły go mimo wszystko. Do czasu. Największa próba, którą odwlekał zawsze przy sprzyjających okolicznościach (czego teraz bardzo żałował), stanowiła równocześnie "być albo nie być" dla jego z trudem budowanego poczucia wartości. Próba ta miała na imię Oliwia. Nie wiedział skąd się wzięła, właściwie poznał ją dużo wcześniej, niż zwróciła jego szczególną uwagę. Była jedną z tych koleżanek, która zawsze znajdowały się w pobliżu, rozkręcały imprezy i stanowiły przeciwwagę wymieszaną ze swego rodzaju hamulcem dla ich męskich, często bardzo prymitywnych, zachowań i rozmów. Często słuchał tego, co mówiła. A mówiła dużo, nie zawsze z sensem, nie zawsze śmiesznie i nigdy... do niego. Oczywiście, że czasem o coś zapytała, czemuś zaprzeczyła, uśmiechnęła się, czy poinformowała o planach, ale on nigdy nie zaczął z nią rozmowy. Nie miał odwagi. Nie potrafił. I tego właśnie żałował – mógł próbować wcześniej na różnych dziewczynach, których pewnie nie zobaczyłby nigdy więcej, ale zawsze znajdował jakiś powód, żeby uciec od konfrontacji. Te, z którymi rozmawiał były odważniejsze niż on, same podchodziły i podtrzymywały rozmowę, ale to często jeszcze bardziej go krępowało. I nie miało znaczenia ile wypił czy spalił – zawsze wszystko musiało wyjść od laski. Czasem się rozkręcał, wnikał w wypowiadane przez nie słowa i zdania, ale wtedy czuł tylko ich desperację i, co za tym szło, obojętność – nie ważne kto, ważne, żeby się zainteresował. To stanowiło jego punkt oparcia każdego flirtu – jak najwięcej mówić o niej, jak najmniej o sobie. Jednak z Oliwią było inaczej. Właściwie nie wiedział za bardzo kiedy i w jakich okolicznościach zaczął myśleć o niej prawie non stop. Być może po jakimś wypadzie do klubów, gdzie zauważył, że nieziemsko się rusza, być może po posiadówce, na której przyłapał ją, gdy poprawiała delikatny makijaż przy szeroko otwartych drzwiach łazienki (a ich spojrzenia spotkały się w lustrze), albo kiedy zrobiła pieska origami i zostawiła od niechcenia na stole kuchennym podczas jakiejś imprezy u niego w mieszkaniu – nie miało to chyba większego znaczenia. Ważne, że nie umiał przestać. Wszędzie czuł jej zapach, słyszał jej śmiech, a całą postać widział za każdym razem, gdy zamykał oczy. Chciał, żeby wiedziała o nim wszystko, żeby pytała jak najwięcej... Mógł powierzyć jej wszystkie swoje sekrety, najskrytsze myśli i uczucia. Nie mówiąc już o reakcjach jego organizmu przy przypadkowych muśnięciach i w ogóle jakimkolwiek kontakcie fizycznym. Pamiętał każde słowo, które do niego skierowała. Starał się być jak najbardziej naturalny i spokojny, gdy jej odpowiadał. Parę razy prawie sam zaczął rozmowę, ale ostatecznie rezygnował – ona była inna niż on. Roześmiana, otwarta, otoczona znajomymi i przyjaciółmi. Potrafiła rozmawiać z każdym. Przebojowa, zwracała na siebie uwagę wszystkich, gdy tylko pojawiała się w jakimś towarzystwie. Taka dziewczyna NIGDY nie mogłaby zwrócić uwagi, na chłopaka, który nie potrafi się do niej nawet odezwać... Bał się rozmawiać o tym z którymkolwiek z kumpli – wszyscy ją znali. Milczał więc, nie mając nigdy nadziei na cud. Raczej na sprzyjające okoliczności... Któregoś dnia, w knajpie, podczas jednego z wypadów, tak jakoś rozlokowali się naokoło stolika, że jego miejsce wypadło obok niej. W miarę upływu czasu przychodziło coraz więcej osób, a kanapa się nie powiększała – robiło się coraz ciaśniej. Myślał tylko o tym, że czuje tuż obok jej ciepło, może do woli napawać się jej zapachem i słuchać jej głosu, śmiać się razem z nią i nie obawiać się, że ktoś się czegoś domyśli. Muzyka sącząca się z głośników wprawiała go w stan jeszcze większego rozluźnienia i radości, przestał kompletnie zwracać uwagę na to, co się dzieje. Pomyślał, że jej włosy, tak ślicznie rozsypujące się po ramionach i odbijające światło, muszą również cudownie pachnieć. Żeby to sprawdzić, wystarczyło jedynie mieć jakąś sprawę do kumpla, siedzącego z jej drugiej strony – musiałby się nachylić i coś powiedzieć, a potem... tylko oddychać. Jak wymyślił, tak zrobił. I nie mylił się w twierdzeniu, iż pachną znakomicie. Dopiero po chwili zorientował się jednak, że coś poszło nie tak... gdzieś popełnił ten jeden, decydujący błąd i ona zauważyła, co robił. Ogarnęła go panika – co teraz? Przestanie się w ogóle odzywać, już nigdy więcej nie będzie chciała wspólnie wyjść! Całkowicie urwie się ich kontakt...! Próbował się uspokoić, przekonać sam siebie, że jednak pewnie nie zauważyła, że może to lekko zaskoczone spojrzenie dotyczyło czegoś innego, że nie miało żadnego związku z jego chwilą słabości. Od tamtej pory tego wieczoru upijał się na smutno. Właściwie nie wiedział za bardzo, czemu nie uciekł od razu, przecież nie mógł już na nią patrzeć... a tak bardzo lubił to robić, zwłaszcza, gdy tańczyła. Unikał jej do końca wieczoru, gdy dzielili się na podgrupy, które przenosiły się, wybierały wcześniej do domu lub zostawały na miejscu, niewiele myśląc, postanowił się ewakuować. Stał przed klubem, czekając na towarzyszy i, z przerażeniem i radością zarazem, zobaczył Oliwię i jednego z kumpli, którzy najwidoczniej również zdecydowali się skończyć wcześniej dzisiejszą imprezę. Dopiero przysłuchując się ich rozmowie dotarło do niego, że kolega zaraz ich opuści, udając się w inną zupełnie stronę i na jego własne barki zostanie zrzucone zadanie odprowadzenia Oliwii. I dokładnie tak się stało. Kilka minut szli w milczeniu, czuł ogromne napięcie, które sukcesywnie narastało wraz z każdym przemilczanym krokiem. W końcu, oczywiście, ona postanowiła się odezwać. - Masz jutro coś ważnego? - W sobotę rano? Powinienem pojechać do rodziców, ale podejrzewam, że jak zwykle nic z tego nie wyjdzie. - Dlaczego? – stukanie jej obcasów o chodnik wprawiało go w jakiś dziwny nastrój oczekiwania. Wiedział, że teraz ten dźwięk będzie mu się kojarzył właśnie z tą nocą. - Bo pewnie znajdę coś ciekawszego do roboty. Nie chce mi się wydawać pieniędzy... – znów nastała niezręczna cisza. Wiedział, że zostało jakieś 10 minut do skrzyżowania, na którym będą musieli się rozstać. Przeglądał w głowie wszelkie możliwe tematy, ale żaden nie wydał mu się na tyle interesujący, żeby móc rozpocząć go tu i teraz. W końcu postanowił pójść po najmniejszej linii oporu – A ty? – uśmiechnęła się pod nosem. - Ja chciałam wrócić w miłym towarzystwie. – lekko zawirowało mu w głowie. "To nic nie znaczy...! Po prostu jesteś miłym znajomym. Nie miała na myśli nic więcej!" powtarzał w myślach. – Wiesz... zawsze się zastanawiałam... dlaczego nigdy nic do mnie nie mówisz. – zatrzymała się i uporczywie patrzyła mu w oczy. Kumulował całą swoją siłę woli, żeby nie odwrócić wzroku – Wydawało mi się, że mnie nie lubisz... zastanawiałam się dlaczego, bo przecież nie zrobiłam nic... przynajmniej nigdy świadomie... – podeszła trochę bliżej. Dzieliło ich zaledwie pół kroku - Nie! – zaprzeczył gwałtownie. Nigdy nie pomyślałby, że tak mogła odebrać jego zachowanie. Teraz to wszystko... całe ukrywanie się z fascynacją i sympatią, było totalnym gówniarstwem, czymś, z czego pewnie sam by się śmiał, gdyby mógł obserwować z boku. I przy okazji zaprzepaścił wszelkie szanse, jakie być może miał... - ...dopiero dzisiaj... – nie wytrzymał tego napięcia i spuścił wzrok – chyba, że zdawało mi się... – nic nie odpowiedział. Nie był w stanie wydusić ani słowa. Wiedział, że tu i teraz rozgrywa się coś ważnego, ale jeszcze to do niego nie docierało. – Przepraszam, głupi temat. – usłyszał jakby gdzieś z boku – A co w końcu chcesz robić po studiach? – ruszyła przed siebie, jak gdyby nigdy nic. Uwielbiał to w niej, że potrafiła tak naturalnie przechodzić z tematu na temat, że nic nie było w stanie wyprowadzić jej z równowagi, a tak naprawdę bardzo wszystko brała do siebie. Wiedział to, bo znał każdy jej ruch, każdą reakcję na słowa, westchnienia i obawy, o których nie mówiła na głos. Obserwację ludzi opanował do perfekcji. Choć może raczej obserwację Oliwii. Po chwili luźnej wymiany zdań znaleźli się na rozstaju. Stał z rękami w kieszeniach i patrzył na jej rozwiewane wiatrem włosy, żeby mieć o czym rozmyślać przez długi czas, w którym pewnie nie będą się widzieć. Choć równie dobrze mogłoby to być jedynie pięć minut, będzie mu jej brakować tak samo. - Zaprosiłabym cię do siebie na ciepłą herbatę... ale nie mam warunków... – chłodny wiatr zaróżowił jej policzki - No to może... chodźmy do mnie, jeśli... moje towarzystwo cię nie nudzi... – sam nie wiedział, dlaczego to powiedział. Nawet nie liczył na to, że się zgodzi, na pewno musiała już wracać. A jeśli nie musiała, to... chciała. - Właściwie... mogę. – uśmiechnęła się miło. Co teraz? Odwrócił się w swoją stronę i słyszał jak idzie za nim. – Jakie jest twoje największe marzenie? - Chciałbym... – myślał, jak powiedzieć wszystko, nie mówiąc nic.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Atomówka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…