Wróć do katalogu

Imiona

Jak nazywać dzieci?

Vercotti, opublikowano , 9 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nikomu, kto odróżnia konia od zebry, nie trzeba udowadniać, że imię to rzecz ważna. Uczeni ustalili, że kiedy ludzie nauczyli się już operować takimi narzędziami jak młotek, nóż i trymer, bardzo szybko doszli do wniosku, że nie można na wszystkich znajomych wołać „Eee”, bo prowadzi to do wielu, brzemiennych w skutkach, nieporozumień. Praludzie postanowili więc ponazywać się jakoś, a to od drzewa (Ola, od olchy), a to od kwiatka (Fiodor od fiołka), czy od różnych cech związanych z wyglądem (Łukasz od wydatnych łuków brwiowych). Wybrali taki właśnie, szybki sposób, bowiem nie mieli za dużo wolnego czasu, gdyż trzeba było zdobywać pożywienie, mnożyć się i bronić przed dzikimi zwierzętami. Niestety, ci którzy z jakiegoś powodu spóźnili się na nadawanie imion, byli nazywani na szybko, bez zastanowienia i bez odniesienia do otaczającego ich świata, krótko, bez sensu (Karol, Oliwier, Sebastian, Jacek). Niektórzy mogą utrzymywać, że podane przeze mnie przykłady coś tam znaczą, jednak tacy ludzie oczywiście zmyślają, na siłę próbując zwrócić na siebie uwagę.

Tyle na temat historii powstania imion mówią, wymyśleni przeze mnie, naukowcy z Camfordu w Ąglii.

Imiona, oczywiście, zmieniały się przez lata. Jedne pokrył kurz historii, inne ewoluowały, a gdzieś tam jeszcze powstawały nowe.

Podczas moich dociekań, zastanawiałem się co też decyduje o tym, że pewne imiona znane już w starożytności, nadal są w użytku, a na innych postanowiliśmy postawić krzyżyk. Moje obserwacje, pod żadnym pozorem nie mogą być traktowane serio, chociaż może coś w nich jest?

Taki Juliusz, na ten przykład, do dzisiaj obecny w życiu codziennym może być efektem fascynacji rodziców twórczością Juliusza Słowackiego, czyli poety o największym kołnierzu wśród literatów (kto nie wierzy, niech sprawdzi dowolną podobiznę tego autora). Jednak w większości przypadków, że powołam się na wymyślone przeze mnie badania, rodzice chcieliby, aby ich dziecko nosiło imię po Juliuszu Cezarze, dumnym wodzu rzymskim, zadźganym przez kumpli na schodach, kiedy szedł do pracy. Piękne, historyczne imię, wspomnienie wielkiego człowieka prezentowanego nieraz z koroną zrobioną z przyprawy do rosołu.

Z drugiej strony, współczesny Juliuszowi Cezarowi, Wercyngetoryks. Jego imię nie zyskało już uznania w oczach przyszłych rodziców, szukających sposobu na nazwanie nazwanie swych dziatek. Może to dlatego, że Juliusz Wercyngetoryksa pokonał, a może dlatego, że nazywanie dziecka w ten sposób automatycznie zamknęło by mu drogę do jakiegokolwiek życia towarzyskiego, kierując je od razu, po odebraniu dowodu osobistego, do gabinetu psychoterapeuty lub do sklepu z mocnymi alkoholami.

Weźmy teraz na warsztat Napoleona. Imię z całą pewnością zyskało na popularności, kiedy ten ambitny wyspiarz zatrząsł całą Europą. Napoleon, znany jest też z tego, że zakładał kapelusze w ekstrawagancki sposób, chcąc w ten sposób odwrócić uwagę od swojego nikczemnego wzrostu. Podobno dyplomaci odwiedzający cesarza byli tak zaabsorbowani jego dziwacznym sposobem noszenia nakrycia głowy, że wielu z nich nie potrafiło nic o treści spotkania powiedzieć, tak przynajmniej twierdzą, wymyśleni przeze mnie, kronikarze. Po ostatecznej przegranej tego zawziętego dowódcy, kiedy wysłano go na wyspę św. Heleny i nakazano nie opuszczać jej pod żadnym pozorem, karmiąc go arszenikiem, popularność imienia Napoleon gwałtownie wzrosła by po jakimś czasie dramatycznie spaść. Dzisiaj w Polsce, gdzie nie za bardzo uczy się historii w szkołach, pamiętamy je tylko dlatego, że tak się nazywa pewien rodzaj ciasta, chociaż, jak poinformowali mnie bracia Kuroń, nazwa ta może pochodzić od miasta Neapol. Hm...

Kontynuując wątek wojenny, nie sposób pominąć imienia Adolf, które z wiadomych powodów było trendy w latach trzydziestych w Niemczech i państwach Osi. Historia popularności tego imienia jest tak krótka, jak żywot medialny dzisiejszych celebrytów. Kiedy rozpoczęła się era rządów nazistów, każda Helga i Hilda chciała, żeby jej syn nazywał się Adolf. Całe…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych