Intruz
Kontynuacja "Prosto w ogień". Zapraszam do komentowania i oceniania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ku pamięci wszystkich, którzy polegli w konfliktach zbrojnych XX wieku.
-Ciemno tu jak w dupie... - Stwierdził Miles O'riley, regulując kontrast oświetlenia wskaźników w samolocie. A-6 Intruder leciał z prędkością ponad ośmiuset kilometrów na godzinę, kierując się w stronę Wietnamskich brzegów... Pół godziny wcześniej, na lotniskowcu USS Enterprise, zarówno Miles jak i jego BN, Morgan McCutty wysłuchiwali odprawy. Misją na tę noc dla załóg samolotów szturmowych było zbombardowanie fabryki, w której prawdopodobnie produkowana była amunicja. No właśnie - prawdopodobnie... Miles wiedział, że najpewniej podczas bombardowania zginie więcej cywili niż żołnierzy... -Okej, za dziesięć minut będziemy u celu... - Powiedział Morgan, jak zawsze spokojnie. Miles często zastanawiał się, jak on to robi. Cokolwiek by się nie działo, on nawet nie podnosił tonu... O'riley przeleciał wzrokiem po przyrządach. Wszystko było w porządku. Monotonny lot nagle zakłóciło szybkie pikanie. Na niewielkim ekranie zapaliła się czerwona kontrolka z napisem "MISSILE". -Mamy SAM'a na piątej. Już leci... - Stwierdził Morg. Miles zrobił ostry zwrot w prawo i wypuścił flary. Kątem oka dostrzegł jasny punkcik, przelatujący niedaleko samolotu. -Minęliśmy go. Dobra robota. - Pochwalił go McCutty - Trzy minuty do celu... Miles zmienił częstotliwość i połączył się z dowództwem okrętu. -USS Enterprise, tu Diabeł Trzy-zero-trzy, trzy minuty do celu, proszę o pozwolenie na atak. -Diabeł, masz pozwolenie. Udanego polowania... Miles zwolnił do trzystu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, obniżył pułap. Lecieli teraz na ledwie trzystu metrach. -Morg, namierz tą pieprzoną fabrykę. - Poprosił pilot. -Okej, jest namierzona. - Powiedział Morg, nie odrywając wzroku od ekranu komputera pokładowego. -Dobra, zrzucaj... - McCutty wcisnął czerwony guzik na swoim wolancie. Z belek uzbrojenia lekko oderwały się bomby Mk-82. Po chwili ciemny ląd rozświetliła eksplozja. -Brak eksplozji wtórnych... Znów tylko rozoraliśmy ziemię... - Stwierdził zawiedziony Morgan. -USS Enterprise, tu Diabeł Trzy-zero-trzy, potwierdzam trafienie, brak eksplozji wtórnych... - Powiedział Miles do intercomu. -Diabeł, wracajcie na matkę. Kurs jeden-osiem-pięć. -Jeden-osiem-pięć, potwierdzam. Diabeł, bez odbioru. Miles skierował maszynę na podany kurs. Lecieli nad morzem, z prędkością ponad siedmiuset kilometrów na godzinę.
2
-Widzę piłkę. - Miles połączył się z dowództwem floty powietrznej lotniskowca. -Trzy-zero-trzy, jesteś za wysoko, obniż lot. - O'riley pchnął lekko drążek. A-6 opuścił dziób o kilka stopni. -Dobra, jesteś na ścieżce. Tak trzymaj. Odległość jeden-koma-pięć. - Miles starał się utrzymać samolot na właściwej ścieżce schodzenia. Za półtora kilometra musiał usiąść idealnie na pokładzie, aby złapać którąś z trzech lin. Pociągnął za przełącznik odpowiadający za wyciągnięcie haka hamującego. To samo zrobił z podwoziem. -Kilometr. - Głos Morgana wyrwał go z koncentracji. - Pół. Samolot zadrżał. Potem dało się wyczuć potężne uderzenie, oznaczające, że Intruder siadł na pokładzie. Samolot zaczepił o którąś z lin, po czym gwałtownie zahamował. -Trzecia lina, pięknie, stary! - Pochwalił go dyżurny CAG, będący jednocześnie jego znajomym. W kajucie było bardzo duszno. Miles nie mógł spać. Wszedł jego współlokator, Johny "Jednoręki Bandyta" Kazinsky. Potężny pilot z hukiem zwalił się na pryczę. -Miles, ustrzeliłeś coś dzisiaj? -Tylko kilka drzew i wiewiórkę... Czyli to co zwykle. - Miles był wyraźnie przygnębiony. - Codziennie ryzykujemy życia dla kilku jebanych drzew. Ta pierdolona wojna jest bez sensu... -Spokojnie, stary. Za dwa tygodnie będziemy na Filipinach, to sobie pobzykasz te dziwki w porcie i odpoczniesz... -Jedyne o czym mażę, to dziwki. - Stwierdził ironicznie O'riley. Po chwili się zreflektował i zapytał: -Sprawdzałeś grafik na jutro? Mam jakąś misję? -Polecisz tankowcem i napoisz chłopaków. -Kurwa, to będzie cholernie nudna noc...
3
-Klapy? -Rozłożone. -Ciśnienie? -W normie. - Morgan odczytywał checklistę. KA-6D, powietrzny tankowiec, zbudowany na bazie samolotu szturmowego A-6, stał na drugiej katapulcie lotniskowca. Miles lubił takie starty. Samolot rozpędzał się do ponad trzystu kilometrów na godzinę w dziewięćdziesiąt metrów. Przeciążenie wgniatało w załogę w fotel, ale i tak było fajnie... -Krowa Dojna Pięć, gotowy do startu. - Zakomendował Miles. Pracownik obsługi technicznej lotniskowca zasalutował. O'riley i McCutty odpowiedzieli mu tym samym. Mężczyzna podniósł lewą rękę do góry, po czym ruchem kolistym dotknął pokładu. Był to znak. Katapulta zaczął działać. W ciągu trzech sekund samolot rozpędził się do trzystu kilometrów na godzinę. Miles przyciągnął lekko drążek, po czym dziób tankowca uniósł się. Pierwszy był szwadron myśliwców F-4 Phantom. Tankowanie w powietrzu wymaga sporych umiejętności. Cysterna ustawia się na odpowiedniej wysokości, po czym wypuszcza przewód paliwowy zakończony dozownikiem, wyglądającym jak lotka do badmingtona. Pilot samolotu musi włożyć sondę w ową lotkę. Wtedy paliwo zaczyna płynąć. Po zakończeniu tankowania, szwadron oddalił się w sobie tylko znanym kierunku. Miles sprawdził wskaźnik paliwa. Dwie tony. -USS Enterprise, tu Krowa Dojna Pięć, mamy mało paliwa. Wracamy na okręt. -Zrozumiałem, bez odbioru. Sprowadzenie cysterny odbyło się bez większych kłopotów. Samolot złapał drugą linę. -Trochę za nisko podszedłeś, Miles... - Stwierdził Bandyta, kiedy mijali się na pokładzie. -Lecisz? - Zapytał O'riley. -Tak, cholerny CAS... Jakby dupki z piechoty nie mogły poradzić sobie sami... Miles poszedł do kajuty. Przyszły listy z domu. Od dziecka O'riley uwielbiał latanie. Pamiętał, jak w wieku pięciu lat pierwszy raz leciał samolotem. Jego ojciec też był pilotem. Latał w Korei na myśliwcu F-86 Sabre. Po wojnie kupił niewielką farmę w Wirgini i wiódł życie farmera. Odradzał swojemu synowi karierę wojskową...
4
Ocean błyszczał w słońcu. Samolot szturmowy leciał miarowo, szybko zbliżając się do brzegów Wietnamu. Kolejny dzień, kolejne bombardowanie... Miles nie mógł już zliczyć, ile bomb zrzucił. Tak samo, jak ilu ludzi zabił... -Morg, powiedz mi szczerze... Co my tu do cholery robimy? - Morgan odwrócił wzrok znad radaru i teraz wpatrywał się w jasne niebo przed nimi. -Miles, nie wiem po co ta wojna... Ale wiem, po co ja tu jestem. Jestem tu po to, aby bronić Ameryki i za nią walczyć. - powiedział Morgan spokojnie. -Tylko że, za co my właściwie walczymy? Wietnam nigdy nie zaatakował Stanów. -Szczerze? Nie wiem, nie mój interes. W moim interesie leży zrzucenie kilku ton bomb na drzewa i tyle w tym temacie... - uciął Morg. Lecieli bez słowa przez jakieś piętnaście minut. W końcu Morg się odezwał: -Mamy cel za dwie minuty.... Miles przyciągnął lekko przepustnicę do siebie, zwalniając przy tym A-6. Przez intercom połączył się z lotniskowcem: -USS Enterprise, tu Diabeł Trzy-zero-trzy, cel za dwie minuty, proszę o pozwolenia... -Diabeł, macie pozwolenie. Udanych łowów... - Teraz Miles zwrócił się do Morgana: -Morg, uzbrajaj... BN przełączył przycisk "MASTER ARM" z pozycji "OFF" na "ON". O'riley zszedł na wysokość pięciuset stóp. Po chwili byli nad punktem docelowym. Na krótką komendę "wal" Morgan zrzucił bomby, które lekko wysunęły się z pylonów po czym poszybowały na cel. Nagle w kabinie zrobiło się ciemno, działał tylko awaryjny żyrokompas. Było bardzo cicho. -Kurwa, wygląda na to, że ewoluowaliśmy na szybowiec... - Stwierdził Morgan. Miles szybko powtórzył w pamięci procedurę startową, po czym zaczął ją wykonywać. Byli na zbyt małej wysokości, aby się katapultować... Morgan zaczął odczytywać wysokość. -Czterysta. Nagle O'riley, jakby w transie zaczął mówić, nie przerywając procedury. -Idąc ciemną doliną... -Trzysta. Zapłon nie działał. -Dwieście. -Zła się nie ulęknę... Jeszcze trochę! Zaskocz! Miles był coraz bardziej sfrustrowany. Zginąć w samolocie, który przez jego głupotę nie może odpalić? -Sto. Jest. Odpalił. O'riley pchnął mocno przepustnicę do do przodu, po czym szybko podniósł dziób. Jak byli już na bezpiecznej wysokości, Morgan, wyraźnie rozbawiony, stwierdził: -Wiesz, jesteś pierwszym facetem, który po zrzuceniu bomb gasi samolot... No cóż, niezły unik... Miles równie rozbawiony odparł: -Pieprz się, Morg. Pieprz się po całości...
5
Lotniskowiec miarowo kołysał się na fali... Letnie słońce niemiłosiernie parzyło techników znajdujących się na pokładzie startowym. Na ten dzień nie przewidziano lotów. Miles stał na rufie i przyglądał się wodzie, kotłującej się pod wpływem pracy śrub... Kołtuny fal wypływały spod statku i niknęły w odmętach Morza Południowochińskiego. Za tydzień będą na Filipinach... O'riley nawet nie zauważył, że od tyłu podszedł do niego Morgan. -Co tak stoisz? Zamierzasz skoczyć? - Zapytał, szczerząc zęby. - To wstrzymaj się z tym do jutra, bo jednak dzisiaj lecimy. Odprawa za pół godziny... - Miles nie krył zdziwienia. Przecież miało nie być lotów! -Że co? Powaliło ich, czy jak? -Nie wiem, tylko ci przekazuję, co powiedział stary... -Kurwa... - Mruknął Miles i odszedł. Postanowił wziąć jeszcze prysznic pred lotem.
Szybki start z katapulty. Podwozie - w górze. Klapy - w górze. Paliwo - siedem i pól tony... O'riley odczytywał checklistę. Po ustawieniu Intrudera na odpowiednią wysokość, włączył autopilota. Widok z wysokości ponad trzech kilometrów był nieziemski... Zachód słońca, w oddali brzegi Wietnamu, chociaż wrogie, to jednak piękne... W tej chwili szum silników był jakiś taki przytłumiony, dochodził jakby z oddali... Wszystko to tworzyło bardzo ciekawy efekt. Spojrzał na prawo. Zobaczył sylwetkę drugiego A-6, którego pilotował Bandyta... Na pylonach widać było bomby typu Mk-82. Oba samoloty wyglądały pięknie na tle zachodzącego słońca. Dwa wielkie ptaki wojny, jednocześnie malownicze z góry, jak i siejące strach i agonię z dołu... Kogo dzisiaj zabiję? Małą dziewczynkę, czy może starego rolnika, będącego jej ojcem... Ta myśl nie dawała pilotowi spokoju. Jego zadumę przerwał głos Morgana: -Mamy kontakt... Namierzają
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil szopu335
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…