IQ
Bo Mensa jest słabym pomysłem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- “To bardzo ładnie z ich strony”. - Martha popatrzyła na mały, niebieski przedmiot leżący w jej dłoni. Wyglądał niewinnie, zupełnie jak bezpiecznik z dwoma wystającymi metalowymi płytkami. - “Ale nie możemy się łudzić, że zrobiliby to samo, gdyby ich syn nadal żył.” - dodała prawie obojętnie. W pokoju obok kuchni spała trzyletnia Mel. Melvin uparł się, żeby wszyscy mieli imiona zaczynające się na literę M. Był zwykłym robotnikiem i codziennie o szóstej zaczynał pracę na budowie. Tym razem powstawało centrum handlowe Golden Gates w burżujskiej dzielnicy Nowe Miasto. Martha pracowała w niej jako kucharka wspierająca w ogromnej, stylizowanej na barok - tak jej powiedziano, że barok - restauracji Carnivore. Głównie podawano różne gatunki mięs i ryb dla bogatej socjety. W przerwie na papierosa ukręconego z gazety podglądała piękne, szczupłe kobiety w kieckach skrojonych na miarę i umięśnionych mężczyzn w garniturach od słynnego Velvy. Kiedyś miała szansę dotknąć marynarki od tego projektanta - co za jedwab, co za precyzyjne wykonanie, co za zamsz i ile kasy na nią wydanej. Do tej pory czuje muśnięcie jedwabnej podszewki. Marzenia w tym świecie spełniały się od ręki. Rozmowy były fascynujące, o życiu, o nauce, o polityce. Jedzenie nie smakowało jak papier, a dni nie zlewały się w jeden ciąg wystukiwany monotonnym rytmem: praca-dom-praca-dom-zakupy-praca-dom. Czasami, gdy główny szef kuchni odwrócił głowę, udawało jej się uszczknąć plasterek szynki przed wyłożeniem jej na talerz. O tak, życie na Nowym Mieście było czymś. Tymczasem gnieździli się w skromnej klitce na jednym z wielu osiedli robotniczych. Ich blok miał piętnaście pięter wysokości i cienkie ściany. Co noc słyszeli kłótnie pijackie od sąsiadów z lewej i płacz niemowlaka z prawej. Na nimi tupała wysokimi szpilkami młoda kobieta o regularnych rysach twarzy. Prawie wszyscy wiedzieli, że była striptizerką i poniekąd dziwką w Paradise - lokalnym nocnym klubie dla roboli, choć jej aspiracją było Niji - ekskluzywny klub dla dżentelmenów na Nowym Mieście. Żeby tam pracować, trzeba było nie tylko mieć interesującą twarz, kocie ruchy i gładką skórę bez cellulitu, klientela wymagała również wiedzy, ogłady i dobrych manier, a ona przecież skończyła zaledwie podstawówkę i to bez rewelacji. Do liceum nie miała szans się dostać. Niji przypominało nieco starodawne herbaciarnie japońskie. W końcu po japońsku znaczyło “Tęcza”. I takie barwne było życie dziewczyny tam pracującej. W połowie traktowanej jak dawną geish, które nie musiała wstawać rano po ciężkiej nocy zakrapianej alkoholem na imprezie. Nie musiała być przesadnie upudrowana i ubrana w kiczowaty róż. Czasem nie musiała iść z klientem do łóżka i jedynie brała udział w rozmowie z nim. Zresztą klient, zanim wszedł na główny salon Niji, kąpał się w darmowej łazience. Mógł skorzystać z sauny. Zamówić masaż. Dziewczyna musiła mieć ciekawą osobowość, umieć sprawić, że klient czuł się wyjątkowo. W łaściciele dbali o taką. Posyłano ją na szkolenia, na wizyty do specjalistów, superwizję przechodziła raz na pół roku. O tak, życie na Nowym Mieście - nawet dla prostytutki - było czymś. Martha obróciła niby-bezpiecznik w palcach. Taka mała rzecz, a cieszy. - “Coś podobnego w zeszłym tygodniu kumpel Luca próbował wszczepić swojemu jedynakowi” - odezwał się Melvin prawie obojętnie, patrząc uważnie na żonę. - “ale nie udało się i dzieciak umarł po trzech dniach z otwartą raną głowy”. Sam się lekko wzdrygnął na samą myśl, że taki sam los może spotkać jego Mel. Już zapomniał, kiedy ostatnim razem odebrał ją z robotniczego, przepełnionego przedszkola. Zwykle robiła to jego mama - krawcowa na emeryturze. Po zakończeniu pracy zawodowej dorabiała, szyjąc ubrania podobne do projektów Velvy, wymieniając tkaniny pierwszej jakość na te z trzeciej, czwartej. Piąta kategoria nadawała się na szmaty do podłogi, ale robotnicy i robotniczki nie narzekali - byleby wyglądać schludnie i nie chodzić nago. Ojciec Melvina wyzionął ducha nie zobaczywszy swojej wnuczki. Zabiły go opary chemiczne, przy których…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil purpleblackblueberry
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…