Wróć do katalogu

!irrlandija

!irrlandija to druga strona racjonalnej rzeczywistości

NeuroManTyk, opublikowano , 56 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

!irrlandija

Czyli dzieło przypadku planety „między naszym ziemskim wymiarem, a czymś więcej, a czymś dalej!”

Z dedykacją dla duszy Ś.P. Piotra „Magika” Łuszcza. Żyje w pamięci, jest ” wspomnieniem, które nigdy nie zginie... to jedno, co na pewno zostanie, reszta przeminie, jak znoszone ubranie”. On już szybuje bez balastu, a tym, co po sobie pozostawił, szydełkuje moich wspomnień moc.

„Podejdź bliżej, niech Twój mózg opuści klatkę”. Co wybierasz; + 3 -? wybierz czy wybrać +i-. „Porównaj to z-resztą, wybierz wartość największą”. Stoję przed Tobą byś się przekonał, że nie ma rzeczy niemożliwych. Na innych, niż znane Twojemu rozumowi, zasadach, wyruszysz w podróż by poznać swoją Matkę. To także moja Matka, matryca całego spektrum, które składa się na to choćby, że nazywasz się człowiekiem. Nie mogę zmieścić się w słowa jakimi operuje świadomość, niczym chirurg serce, Wasza cywilizacja, ale nie jestem zupełnie obcy. Powstałem także w wyniku tarcia Osi Rzeczy, tak jak kształtują się góry na planecie. Nie ma dymu bez ognia, a ja Tobie daję szansę byś poznał pierwotny ogień. Nazwij mnie Odpowiedz Sam, Pieczęć Złam lub Tampoja Rakata, nie mam imienia rzeczywistego, nie jestem istotą rzeczy, więc me imię jest nieistotne. Gdybym identyfikował się z przymiotami rzeczywistymi, które obejmuje rozum, nie mógłbym poznać świata „za tapetą”. Dzieci często mają wrażenie, że ich kolorowa tapeta jest zastygłym obrazem świata, który znajduje się w jej głębi. Podziwiają na tyle otoczenie, że potrafią zaufać swojej wyobraźni i przekroczyć tą granicę. Fantazjują, że latają na motylach, które zatrzymują się na każdym kwiecie, by dać dziecku poczuć smak zapachu, a przez dotyk niepowtarzalnie przyjemnej konsystencji kielicha, czują że mają w zasięgu ręku konstelację gwiazd. Jednak najbardziej ze wszystkiego pragną przenieść coś przez twardą i zastygłą granicę tapety. Niezmiernie tego pragną, choćby płatek z jednego kwiatu, chciałyby także chmurkę, która zastępowałaby im poduszkę. Te próby obrazują sny, kiedy spotykasz jakąś ukochaną, całujesz i z całych sił pragniesz, żeby na jawie znalazła się wtulona w Ciebie. W takich snach czujesz ten pocałunek, to nie jest tak, że jesteś obserwatorem. To esencja Twojej uczuciowości – dusza uwolniona z serca, ją całuje. Dlatego tak bardzo pragniesz mieć to po stronie Osi Rzeczy, bo rzeczy nie ulatują tak szybko. Czasem śni Ci się, że masz w ręku coś upragnionego lub w ogóle wartościowego, ale tylko rzeczowo. Śnisz o tym, co dałoby Ci władzę po drugiej stronie snu. Znów to czujesz. Już we śnie budzą się wątpliwości zwane świadomością, że prawdopodobnie nie zdołasz tego mieć po przebudzeniu. Budzisz się we śnie i wiesz, że nic z tego, nie przeniesiesz świata snu na tą stronę. Zdobyte marzenie senne, rozpływa się jak wapno musujące w wodzie, kiedy próbujesz to przemycić na jawę. To jak wpadanie ciała niebieskiego z kosmosu w atmosferę ziemską – spala się. Obrazuje to także odwrotna sytuacja – przyciąganie ziemskie i bezwład w kosmosie. Istnieje ta nieuchwytna dla rozumu granica Osi Rzeczy, racjonalnej Zasady i !irrlandi gdzie panuje uczucie na irracjonalnej Zasadzie. Przejdziesz przez granicę Osi Rzeczy, porzucisz to, co Cię nauczyli, odejdziesz od więzi, odrzucisz rzeczy świata tego. Ponad nimi będzie unosić się Twoje ego, jako duch rzeczy przemijalnych. To pamięć bliźnich o Tobie i wytarte przez Ciebie ścieżki. Rzeczywistość i tak kiedyś minie, a teraz stanowi miny na Twojej drodze do niewiadomej wieczności, bo nikt w Osi Rzeczy nic wiecznego nie może zagwarantować! Wielmożni robią dobre miny do złej gry. Głoszą swoje idee o pseudo !irrlandi, kreują „ziemię obiecaną”, abyście na ich rzecz składali ofiary. Posługują się irracjonalną Zasadą by Was omamić. Pojmujesz czemu ich słuchacie? W krzywym zwierciadle pokazują Wam !irrlandię. Wy ich słuchacie, bo chcecie ją poznać... a więc dążycie do niej, instynktownie, przy czym wielkim dramatem jest, że jesteście kuszeni Zasadą !irrlandi, dla wartości racjonalnych, tych rzeczywistych, doczesnych, przemijalnych. Jesteście marionetkami ideałów, które nie mają nic wspólnego z Osią Rzeczy. !irlandia jest okradana, a za jej wartości kupowane Wasze dusze. W świecie Osi Rzeczy, Twoje ego zostało wyrzeźbione spuścizną historii i teraźniejszych jej przeobrażeń, ciągle wypaczanych interpretacją zdarzeń. Kolejne zdarzenia wykrzywiają obraz Matki jeszcze bardziej, gdyż możni tego świata kierują się tym, by posiadać jak najwięcej tych waszych, marnych rzeczy, które nie są więcej warte niż polna trawa – lecz to, że tego nie rozumieją ludzie, to wina urzeczywistnionych dążeń i pragnień. Pojebanych słowem pierwotnych instynktów, myśli, intencji, uczuć i tych wszystkich przejawów ze świata !irrlandi. Ja sam jestem w trudnej sytuacji, bo muszę posługiwać się słowem, przez co – dosłownie - siłą rzeczy wypaczam !irrlandię i Matkę. Próby urzeczywistnienia, unaocznienia macierzystych instynktów, podejmują poeci, filozofowie i psycholodzy. Przypomina to udowadnianie istnienia UFO. Prawda jest, po prostu, nie trzeba jej szukać, lecz ludzie tego nie widzą i ciągle tworzą nowe rzeczy, w których chcą ją dojrzeć i pokazać innym, że odnaleźli „UFO”, czyli przenieśli !irrlandię na swoją stronę, zamknęli ją w menzurce i wsadzili do zamrażarki. Pewnego dnia odnaleźli pierwiastek !irrlandi w DNA. Grecki filozof, Anaksagoras, był na tyle sprytny by spojrzeć za granicę świata Osi Rzeczy i stworzył teorię, która mówi, że „we wszystkim jest część wszystkiego”. On poczuł coś, czego nie da się zobaczyć okiem. Patrzył oczami duszy. Współcześni ludzie podjęli tą ideę w badaniach DNA. Zobaczyli, że w DNA jest część wszystkiego i będą poświęcać swoje życie, by Was lepiej omamić. To wielkie niebezpieczeństwo dla równowagi tego wszystkiego, co powstało z Matki. Ludzie nazywają To Wszechświatem, Galaktyką, Świętą Trójcą itd. W Monecie, gdy wyrzekniesz się świata Osi Rzeczy, rzekniesz co wybrałeś pomiędzy wartością + a -, lub wybierzesz cały zbiór wyboru, przyrzekam Ci, że już na początku znajdziesz się w toni tajemnicy, którą ludzie nazywają Chwila Ulotna czy Magia Chwili. „Jeden Moment, długa Chwila.” Światy Momentu i Chwili czasem się ścierają, wtedy dostrzegasz w ułamku tarcia ten ulotny i wieczny zarazem land. To jak najmniejsza materia ze słońca do badania tych urzeczywistniających naukowców. Tak można by Waszym poetyckim językiem nazwać to zjawisko – moment, w którym ocierają się o siebie świat !irrlandi i Osi Rzeczy... a niektórzy z Was potrafią wychwycić tą iskrę i mówią „poczułem smak chwili”. Będę Twoim wodzirejem w urzekającej !irrlandi. Jeśli będziesz wytrwały i zaufasz swojemu pierwotnemu instynktowi, który wywodzi się od Matki wszystkich wartości, będzie Ci dane Poczuć tajemnicę istnienia. Na początku poznasz już tak wiele, że wystarczyłoby Ci być jednym z tych uduchowionych Rzeczy-wistych dygnitarzy. Musisz przejść jednak wiele, by poznać czym jest Matka. Jest pewien motyw w Waszej historii o człowieku, który w świecie Osi Rzeczy żył Zasadą, która panuje w świecie !irrlandi. Kierował on się uczuciem miłości, a historia nazwała go Jezusem Chrystusem. Wytrwale słuchał swojego serca, ale – jak już Ci mówiłem – urzeczywistnianie irracjonalnych instynktów na płaszczyźnie rzeczywistej osi, kończy się tragicznie. On był jak płomień we wodzie. Ukrzyżowali go właśnie ci możni, którzy posiadają tylko jedno ego, kreowane przez Zasadę materialnej korzyści. Nie mogli zrozumieć jego intencji, instynktu czy głosu serca, bo zabijając wcześniej w sobie super ego, zgładzili jego super ego. Ograniczenie do rzeczy, do rzeczywistości, do oczywistości, do tego co widzą oczy. Dla nich liczyła się ponad wszystkim forma. Nie mogli pojąć tego, że to w co wsadzili swój świat może mieć inną stronę - !irrandię. Tak się dzieje do dziś, a jak długo jeszcze to będzie trwać, dowiesz się może Ty. Dlaczego Jezus z Nazaretu ufał swemu super egu, którego nazwał Bóg Wszechmogący? Nikt nie wie tego i to jest prawidłowa odpowiedz. To odpowiedz, w której zawiera się tajemnica !irrlandi... szukaj jej między wierszami, gdyż – znów podkreślę – ona jest niewidzialna, nie jest wsadzona w formę, wtedy by znikła, jak wyśniony pocałunek ukochanej napotykający granicę jawy. Jego niemożliwą drogę opisali inni. Zauważ, że on sam nie napisał ani jednego słowa. Inni dla formalności zapisali, to co rzekomo mówił. „A słowo stało się ciałem” i wsadzili je w różne formy. Ile ciał, tyle interpretacji jego słów. Ten rozdział jest jedną z najważniejszych kart rzeczywistego świata. Sformalizowanie samego początku - którego istota jest tak bardzo ulotna – stanowi jeden z fundamentalnych czynników kształtowania się dalszych form. Żadne inne wydarzenie nie było bardziej irracjonalne niż dzieje Jezusa, a zarazem nie ma w Waszej historii ważniejszego wydarzenia. Jezus mówił tylko to, co myślał. Rzadko myślał, co mówi i jakie będą tego skutki. Myślał co mówi tylko wtedy, gdy ludzie nękali jego sumienie. Jednak nie sprzeniewierzył się własnemu ideałowi i spotkała go kara największa. Zabili jego istotę, której nie znali i poznać nie mogli. Być mądrym wśród głupców jest bardzo niebezpieczne. Święcą go dzisiaj ci, co go zabili. Głoszą tą jego zabitą istotę. Jest królem, ale nadal w cierniowej koronie. Wystawiają na ołtarze, a z wiecznie ranionego ciała leje się na nich jego krew. „Obejrzyjcie swe dłonie i twarze, są czerwone od Boga krwi! Zastanówcie się co zrobiliście, czy naprawdę go zabiliście.” Jezus nazywał swoje super ego Bóg Wszechmogący i wierzył w niego do końca. Tylko jemu udało się zajść za nim tak daleko, a przynajmniej tylko o nim wiecie, to też przykre. Od jego czasów, gdy ktoś zaufa swemu super egu, jest znów zabijany. Jest heretykiem i płonie na stosie, już bez korony. Czemu tak się dzieje? Pewnie już kojarzysz... ludzie ograniczeni do racjonalnego pojmowania, wykastrowani z ideałów, to ich są czyny. Najpierw zabijają w sobie „Boga”, to jak wycinanie sobie serca. Toną w rzeczywistości i zajmują się rzeczami do tego stopnia by tylko zagłuszyć tym grajdołem wołanie uciemiężonego, jak Jezus na krzyżu, głosu. Nieraz są narażeni na spotkanie się z nim, w tym świecie, w którym się tak skrzętnie kryją. Widzą ich w ludziach mądrych i nazywają ich heretykami. Wtedy tacy racjonaliści w panicznym strachu zabijają go, zabijają uosobienie swoich lęków wepchniętych do najciemniejszych lochów. Widzą w takiej osobie tego potwora, który gnił cały czas w tym lochu nie mając możliwości wyjścia na powierzchnie, a on tylko chce pokazać, skrawek !irrlandi. Ludzie boją się prawdy, boją się tego co pierwotne. Świat Osi Rzeczy opiera się na !irrlandi. Z !irrlandi zrobili piekło, z „Boga” Jezusa, z pierwotnego instynktu zrobili potwora.

Opowiem Ci jak znalazłem się po tej stronie. Można ją zobrazować, jako strona w stronie, kiedy przewracasz kartki w książce. Tak mijają dni w Twoim życiu; strona za kartką, dzień za nocą. Omijasz !irrlandię ukrytą pomiędzy tymi cyklami. Ona mieści się w każdym czynie i przejawie życia na Twojej płaszczyźnie. Każda litera na stronicach, to te przejawy odbijające się ze strony !irrlandi, nadającej cień literom. !irrladnia nie jest czarno – biała, jak dzień i noc. Jest jak koło i zawsze porusza się po całym swoim obwodzie, nie jest nigdy na dole, a potem u góry, ale w dwóch, we wszystkich, punktach jednocześnie.

Pewnego dnia wybierając się do lasu na spacer, założyłem sobie, że będę szedł aż wyjdę na brzeg tego boru po drugiej stronie. Chodzę do tego lasu od dziecka i wiele, wiele cennych wrażeń i wspomnień niczym szlachetne grzyby z niego przyniosłem. Nauka !irrlandi przyszła z lasu. Nie wiem, jak to wytłumaczyć – to ponad zrozumieniem – ale nigdy nie myślałem, żeby dotrzeć na koniec tego lasu. Z wiekiem zapuszczałem się coraz dalej, ale nigdy dalej, jak do tzw. „Trzeciej Strony”. W bardzo młodym wieku rozróżniliśmy z kolegami takie trzy strony w naszym „borowskim” lesie. Dziecięca fantazja zaskakuje mnie dziś trafnością. Zaledwie kilka dni przed trafieniem do !irrlandi, pojąłem, że te granice lasu z dzieciństwa charakteryzują się odmiennym klimatem każdej ze stron. „Strona Pierwsza” jest rozrzedzona, przeważają sosny. Każdy jest do niej tak już przyzwyczajony, że nie trzeba myśleć, w która stronę iść, żeby gdzieś dotrzeć – przemierza się ją intuicyjnie. „Drugą Stronę” poprzedza pas młodych, gęstych drzew liściastych, takich jak brzozy, dęby, leszczyna czy lipy. Właściwa środkowa strona zaczyna się za stawem, który jest na końcu tej kniei liściastej, a także przedziela ją strumyk, który tam gdzieś w końcu do morza umyka, bo "Morzem staje się każda kropla, która dociera do morza, a dusza staje się Bogiem, kiedy dociera do Boga". Za małą wodą zaczyna się gęściejszy las iglasty, w którym oprócz sosen brzóz i lip, jest mnóstwo świerków i to one tworzą klimat na wagę odmienności tej strefy lasu borowskiego. Odczuwa się tam bardzo bliski kontakt z naturą, jakbyśmy znajdowali się na scenie, a ona nas oglądała. Świerki w większości są młode i mierzą tyle, co przeciętny dorosły człowiek. Ich gęstość i zapach doprawiają to błogie uczucie spokoju i ukrycia w pierwotnym łonie Matczynej Natury. Tutaj ściółka też jest bogatsza i gęściejsza. Masa igieł i pędów borówkowych. Stąpa się bardzo miękko i znów wzmaga się wrażenie odrealnienia i duch może odetchnąć świeżym powietrzem, nie zagrożony obecnością innej formy (ciała) człowieka. Ta bardzo wygodna dla ducha strona, kończy się na poligonie i drodze, która przecina las. Niesamowite jest wrażenie kiedy robimy tych kilka, dosłownie, kroków, przeskakujemy przez rów przydrożny i stoimy już na „Trzeciej Stronie”. Tutaj nasz duch rozszerza nam oczy, bo rwie się do wyjścia z ciała, a oczy to jego portal. Ta strona różni się najbardziej od pozostałych, jakbyśmy wchodzili do innego już lasu i można powiedzieć, że przecież tak właśnie jest. Uderza stary drzewostan, którego z zaszczytem podziwiamy jednostki drzew. Niesamowite są ich kształty. Owijają się wokół siebie, przytulają, jak stoiccy kochankowie spragnieni swoich ciał aż spróchnieją. Inne drzewa majestatycznie stoją pośród młodych, niskich świerków, a te z kolei rosną bardzo blisko siebie, tak że nie da się przez nie przecisnąć i trzeba wybrać inną drogę. Wydają się bronić swojego serca, które znajduje się gdzieś w głębi tej zadziwiającej otuliny. Bronią swojego istnienia i autonomii, wystawiając na intruzów Twojego pokroju, niezliczone kolce. Tylko zwierzęta mają do nich dostęp, bo bliżej ziemi są korytarze, przez które zdołają przejść. Pojawiają się bluszcze, które potęgują tajemniczy klimat. Pną się po drzewach ku górze, a ich pnącza swawolnie przeplatają się po sąsiednich drzewach. Niespotykane wcześniej, są także piramidalne kopce dużych mrówek. W tym zjawisku znowu dostrzegamy przeniesienie świata !irrlandi, w tak kruchej formie, którą tworzą miliony stworzeń. Piramidy są symbolem życia wiecznego od wieków, a tutaj pojawiają się w tak krótkiej formie, jak kopce mrówek, które zamierają po kilku ciepłych miesiącach. Tak jak piramidy budowało mrówczą pracą mnóstwo ludzi i umierało przy tym, tak mrówek do tego potrzeba milionów, aby mogły przetrzymać zimę i żyć na nowo. W ten dzień, kiedy odnalazłem portal !irrlandi, biegłem truchtem prawie przez całe dwie strony lasu. W „Trzeciej” jest za gęsto, ale pobudzona krew nie zwalniała zbytnio i z energią mijałem drzewa zostawiając za sobą na śniegu swoje ślady. Po niedługim czasie czułem, że granica jest już blisko i horyzont ciągle mi się jawił jako koniec lasu. Ale las się ciągnął i szedłem przed siebie, jak słynny osioł za marchewką na kiju. Tak na mnie działało to, co widziałem przed sobą. Kolejne opady terenu i wzniesienia wprawiały mnie w podekscytowanie, które pobudzało krew, a ta przyspieszała pracę organizmu i z coraz większym zapałem śnieg w ziemie wgniatałem. Po jakichś 30 minutach tej wędrówki wreszcie ujrzałem drogę. Z wielką radością i podnieceniem wszedłem na nią i z ogromnym zdziwieniem patrzyłem na kolejną stronę lasu! Tego się zupełnie nie spodziewałem, gdyż wiedziałem, że ta strona musi prowadzić na skraj polny. To zadziwienie wzmogło moją radość z odkrycia całkiem nowego miejsca, o którym nie miałem zielonego pojęcia. Patrzyłem na tą czwartą stronę, jak na inną krainę, czułem się jak w bajce. To tak jakbym znalazł się na oceanie i z żadnej strony nie było widać lądu, nie wiedziałem, w którą stronę się ruszyć. Każdy krok, ruch głową i rzut okiem, to było zatopienie się w wrażeniach z czegoś zupełnie nowego. Wreszcie zdecydowałem się ruszyć na prawo drogą, żeby zobaczyć co tam jest. Po kilku krokach przystanąłem zafascynowany pewnym drzewem, które wyglądało jak „Y”, ale te boczne gałęzie były w kształcie „U”, a nawet bardziej rozchylone. Mój mózg, który zalał się większą ilością niezwykle rzadko wydzielanych substancji, próbował to zrozumieć i podrzucał mi takie informacje z archiwum Osi Rzeczy, jakby to drzewo było istotą która spadła z nieba i wbiła się w ziemię głową w dół, a te gałęzie to były jej nogi. Takie obrazy często widujemy w kreskówkach i pewnie stąd taka próba znalezienia punktu zaczepienia o coś, co już znałem z życia. Przestrzeń w rozchyleniu gałęzi tej sosny, działała na mnie bardzo silnie, jakby wołała moją duszę. Oderwałem się jednak od tej sosny po chwili i ruszyłem powoli dalej. Za moment zobaczyłem poligon. Kolejna fala chemii z zastałych studni w mózgu, mnie poniosła na wzburzonym oceanie wrażeń. Rozum spanikował, a dusza cieszyła się jak nigdy. Chwilę trwały zmagania i w momencie, jak zrozumiałem ostatnim trzeźwym tchnieniem z mózgu, że to jest ten sam poligon, co na granicy „Drugiej” i „Trzeciej Strony”, poczułem, że z tą chwilą jestem w innym świecie i mam życie bogatsze o nowy wymiar. Nie jestem już człowiekiem chodzącym tylko głową do góry, która czasem – ja każdemu – paruje w chmury, ale teraz także nogami chodzę po chmurach, a głowa toczy się po ziemi jak koło czy globus Świata Rzeczy. Zdążyłem dopłynąć na fali uczuć do skojarzenia, że ta sosna, to był portal, z którego ten świat mnie zaczarował. Była to nowina radosna, pachnąca jak sosna, niepojęta jak podróże w snach. Nie byłaby to matczyna !irrlandia, gdyby nie wieloznaczność tego zjawiska i kontaktu z N!ą: [w tym miejscu w oryginale znajduje się zdjęcie sosny, która zainspirowała mnie do napisania tego psychoopowiadania. Niniejsza publikacja niestety nie daje mi możliwości zamieszczenia go] Sosna: SOS - Matki potrzebującej, Save Of Soul – ochrona duszy w jej łonie. SOS o sny, o świat snu, takie wołanie tej sosny wsadzonej w formę Osi Rzeczy. Ona dała mi te sny. Sos do życia, z którym zawiera się doskonały smak ulotnych chwil. Jak proca, która wystrzeliła mnie w kosmos. To także symbol matczynej płodności – rozchylone gałęzie, jak nogi. To łono, z którego urodziłem się na nowo. Portal świata !irrlandi. W chwilach gdy czułem obejmujące ciepło mojej Matki, otrzymywałem oświecenie o marności i złudności bytu Rzeczywistego, jednego ego. !irrlandia zabrała mnie na fale ponad świat Rzeczy Osi – rzeczywistą ością - swą doskonałością. Wylądowała w sośnie z kosmosu po mnie i tak samo ja, gdy doznałem uczucia, że widzę ten sam poligon, co zawsze , stanąłem na głowie i wszystko to, czego nauczyłem się z życia w Osi Rzeczy przybrało maskę klauna, który bezustannie mnie rozśmiesza. Miejsce, które znałem bardzo dobrze, miało zupełnie inną duszę gdy do niego trafiłem. Stało się tak dlatego, że poszedłem w „Trzecią Stronę” lasu z nastawieniem, że dotrę tam gdzie jeszcze nie byłem. Kierowałem się uczuciem i udowodniłem, że ono jest ważniejsze aniżeli naoczna rzeczywistość. Podczas gdy ona się nie zmieniła, czyli trafiłem do tego samego miejsca, moje uczucia zmieniły wszystko i znalazłem się w nim z nowymi wrażeniami, jakbym wchodząc do wanny znalazł się w łódce na jeziorze. To wszystko dzięki temu, że szedłem za głosem serca, do którego wpływała ożywiona krew, oczyszczana kojącą nutką tego szeptu. Całe Twoje życie takie jest. Dzień w dzień rodzisz się i umierasz, a Ty wciąż myślisz, że żyjesz niewłaściwie i boisz się śmierci. Gdy się rodzimy otrzymujemy wszystko na starcie. Potem gdy dorastamy tracimy wszystko, by na nowo to zdobyć i pójść z tym do matczynego grobu, do Matki Ziemi. Wkrótce po urodzeniu obmywają z nas „grzech pierworodny” i to jest jak strzał sędziego na start do biegu, do wyścigu szczurów, które własnymi zębami wygryzają swój tor, zagryzając innych, żeby dotrzeć do trywialnego celu. Ciało żyje tylko po to, żeby umrzeć, a dusza pomaga mu w tym, żeby stał się nieśmiertelny gdy jego osoba odejdzie. Kiedy ciało się spopieli zostaje ta dusza, która walczyła z prawami Osi Rzeczy o swój byt, o pamięć tego Jedynego, bo każdy z nas jest boską istotą. To wieczna walka między materią a duchem. Twoja i moja Matka stara się jak może, kochać swoje dzieci i swym matczynym instynktem woła do zduszonych racjonalizmem dusz, by się nie poddawały tym złudnym wartościom, które ją mocno ranią, bo dusza w człowieku wtedy zanika. Ci, którzy swój byt opierają tylko na tym, co materialne, dopiero w dobitnym momencie, jakim jest śmierć, dostrzegają wagę życia wiecznego, domu duszy !irrlandi. Tylko jednostki przenoszą się do łona swojej Matki za życia. Reszta musi umrzeć aby się narodzić na nowo. Wyścig do miejsca, z którego przybył każdy z nas jest makabryczny, okrutny, kierowany pseudo wartościami takimi jak władza nad światem Osi Rzeczy. Muszą zabijać by mogli żyć, jak szczury. Rozwijają wachlarz możliwości technicznych, a w samej Zasadzie bytu nic się nie zmienia, jak tylko wyostrzanie zębów na drugiego, by lepiej odgryzać kęsy z niego. Albo testują jeden na drugim jak bardzo są potężni i niepojęte jest to, że niszczeniem pokazują swoją wielkość, która w Osi Rzeczy polega na kreatywności kolejnych samobójczych nowinek. Najpotężniejszy jest ten, który może zgładzić wszystko. To zwierzęcy instynkt, ale po co zmarnowanie tyle życia aby osiągnąć, to co ma bezrozumne zwierze? Jeden z Waszych poetów to dobrze określił; „techniczny postęp, coraz lepszy dostęp do zła! Pomiędzy ludźmi odstęp wydłuża się, poszerza jak skórny rozstęp… mostem świat niszczony, przyrostem umysłu spaczony, kosztem tych nowo narodzonych”. Zawzięcie zmierzacie do samozagłady i nie podziwiam nawet ogromnych trudów tych na czele do tytułu totalnego ludobójcy. Wielu powiedziałoby, że taki jest bieg historii, ale historia to jak grób umrzyka, który powinien mieć spokój, podczas gdy Wy ciągle zmieniacie jego oblicze, wykorzystując to do celów zagłady siebie samych. Jedni czczą „słowo boże”, a drudzy z tego samego źródła, czyli Chrystusa, umartwiają swoje ciała, podczas gdy idea zbawienia jest ta sama. Tak wykorzystujecie swoją historię, ekshumując jej zwłoki, które chcą już na wieki spokojnie zasnąć w łonie swojej Matki. Mało który wierzy, że ciesząc się z każdej chwili w tym bycie materialnym, może znaleźć się już wtedy bliżej ciepła, dobroci i czułości swojej pierwotnej Matki i tą drogą spokojnie do niej dotrzeć, a pamięć po nich nie zaginie, bo szli za głosem serca. Dusze, które usłyszą to troskliwe wołanie Matki, nie będą nękać tych, którzy już przeszli przez świat Osi Rzeczy. Oni będą nadzieją !irrlandi, gdyż pójdą własną drogą, a tym samym zostaną zapamiętani, jak ich poprzednicy. Każdy może usłyszeć ten głos, zbawienny szept, aby iść ścieżką wprost do !irrlandi. Wielu jednak się go boi, bo sądzą, że stracą wszystko. Ale co to jest tym wszystkim? To co minie z czasem, materialne wartości, to jest dla nich wszystkim, a dla Matki niczym, bo ona wydała ich ze swego łona nagich i tylko takich przyjmie ich z powrotem. Kiedy przemierzam !irrlandię widzę całe Wasze życie od początku do końca i każdy zakątek Waszego świata. Jak to możliwe? Bo jestem w jego sercu, które tłoczy Waszą krew abyście mogli przyjść do niego z powrotem... a Wy się oddalacie. Waszymi ideałami są: jak najwyżej, jak najdalej, jak najgłębiej i jak najwięcej. Myślicie, że w ten sposób zajdziecie się tutaj, a tak naprawdę idziecie wstecz. Wybuchem splendoru nowego odkrycia, zasypujecie sobie wejście do !irrlandi.

Ja jestem martwy i żywy jednocześnie, bo nie docześnie. Przebudziłem się w !irrlandi, która przyszła po mnie w sośnie i śnię na jawie. Nie opowiedziałem Ci wszystkiego, bo i tak w tej sytuacji, w której jesteśmy mógłbym opowiedzieć Ci tylko połowę, wypełniając do granic rzeczywistości, głowę. Udało mi się odnaleźć przejście do !irrlandi i czuć miłość matczyną na swej duszy aż po koniec i początek, ale moje ciało zostało w świecie Osi Rzeczy, które tam nigdy cielesnego ciepła, czułości i miłości nie zaznało. Wiem, że wróci do Matki Ziemi, ale nie wiem, co je spotka po drodze, gdyż to jest z ingerencją materialnego stanu rzeczy. Ono żyje po to, żeby umrzeć, ja zaś jestem jego wyższą istotą i będę żył wiecznie. Jestem jego odbiciem w !irrlandi. Ideą wyrosłą na instynkcie. Ciało jest tylko rzeczą taką jak całe spektrum, które jawi się w Osi Rzeczy. Ja zostałem wymyślony i dlatego będę trwał do początku i końca, bo to od myślenia, idei, wszystko ma swój początek. Kiedy cielesna istota ludzka traci wszystko, co zebrała wokół siebie podczas wędrówki przez świat Osi Rzeczy, zostaje jej tylko myślenie, rzecz ostateczna, a zarazem początkowa, by zacząć wszystko od nowa. Tak stuka Naturalna Kolej. Wszystko płynie, a co materialne rozpuszcza się w czasu płynie. To jak stacja kolejowa, która dla Ciebie jest końcem pobytu w danym mieście, a przybysz stawia na niej pierwsze kroki w nowym miejscu. Stacje dla jednych są startem, a dla drugich finiszem. Tylko pociąg naturalnie przemierza pasy szyn. Mnie udało się dostrzec stację, którą zoczyłem oczami duszy i jestem w każdym miejscu jednocześnie, bo nie jestem ograniczony już Waszymi nazwami i przynależnością – jakby – do butelki z daną etykietą, przeznaczoną dla pewnego rodzaju konsumentów, od startu do mety. Wybrałeś już najwyższą wartość? + 3 -? 3 może +i-? Kalkuluj i kieruj się instynktem. Twój czas upływa, a !irrlandija z jego natręctwa obmywa. Czy zastanawiałeś się skąd dobiega mój głos, pod którą z tych marnych rzeczy, co Cię otaczają, się ukryłem? Czy to butelka z wodą, swym kolorem układa Twoje myśli w zrozumiałe wyrazy, a w niej woda stanowi dla Ciebie źródło !irrlandi, które do Ciebie przybyło? Spróbuj się napić, może to tam dostrzeżesz portal, w tym doznaniu. Czy Twoja percepcja wyczuwa drgania prądu z gniazdka, które napędzają Twoją świadomość mną, a wtyczki to moje oczy? A może Twój włos na dłoni jest anteną, za pomocą której odbierasz moją projekcję? Nikt nigdy nie wiedział jak dostać się do !irrlandi, jedynie ich czułość na szczegóły w szczegółach, pozwoliła im ją odnaleźć w niezmierzonym ogóle i poznać czym jest kraina, w której wszystko się zaczyna. Czy jestem rzęsą na Twym oku, a za pomocą nieuchwytnego tarcia przy mruganiu, tworzę Ci obrazy, a te przerabiasz na wyrazy? Jeśli nawet już nie chcesz mnie słyszeć, to nie krępuj się i nie przestawaj mrugać. Na pewno nie odejdę. Twój czas upływa. Obliczaj oblicze !irrlandi wyrazami wyobraźni.

Ja nie wybierałem. Ja tego doznałem, a nieuchwytność chwili była tak porażająca, że żadna próba tego opisania nie będzie możliwie precyzyjna. Tak jak opowieść o !irrlandi nie zmieści się w Twojej obecnej świadomości. Dopiero, kiedy Twoja dusza odleci do Matki, uwolni się z więzienia Rzeczy – wistej egzystencji. Cielesnej powłoki, która przywiązała ją żyłami i zamknęła w mózgu. Po trochu zostały nią pokropione oczy, język, skóra, nos i uszy, wszystko to okruszyny z duszy, zgniecionej jak ciastko, kiedy położyć go pod pociąg na szyny. Została schwytana w maszyny i ludzie każą jej wykonywać, jak niewolnikom, najcięższe prace ku ‘rozwoju cywilizacji’. Tak, jak faraonowie zaprzęgali niewolników do budowania piramid. Te wszystkie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych