Iskierka
sami sobie zobaczcie ale ja zachęcam
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Scully jesteś tam? – Krzyknąłem, jednocześnie dobijając się do drzwi damskiej łazienki. Nie miałem pojęcia, co jej się stało, kiedy wybiegła z biura dwadzieścia minut temu. Bałem się, że to coś naprawdę poważnego. Od rana kiepsko wyglądała, a ja bałem się zapytać, co jej jest, właściwie to wiedziałem, jaką uzyskałbym odpowiedź. Nie chciałem tego więcej słyszeć, wiedziałem, że jest chora i próbuje ukrywać przed mną swoje niedyspozycje i gorsze dni…, ale jak wielkim kosztem??? Zauważyłem, że straciła na wadze, jej skóra z każdym dniem stawała się coraz bledsza – była szara jak papier, jej oczy straciły blask i nie było w nich już woli walki. Pogodziła się z losem… Widziałem, że nie miała więcej siły, aby mu się przeciwstawiać, a ja chciałem walczyć, nie chciałem żeby zmieniała swoją postawę… Żeby stawał się jedynie biernym obserwatorem tego, co działo się z jej organizmem. To było okropne – obserwowanie tego jak ostatni płomyk nadziei dogasa… Jeszcze raz zapukałem do łazienki i czekałem aż mi otworzy… Przystawiłem ucho do drzwi i próbowałem wyłapać jakikolwiek odgłos ruchu po drugiej stronie… Wydawało mi się, że słyszałem jak jej ciało opada na podłogę i przestraszyłem się, że może sobie dodatkowo coś zrobić… Wiedziałem, że nie zamknęła za sobą drzwi, ale nie chciałem tam wcześniej wchodzić, żeby jaj nie przeszkadzać. Jednak, kiedy w moim umyśle ukazał się obraz Scully: nieprzytomnej i z rozbitą o szafkę skronią, leżącą w kałuży krwi. Nacisnąłem na klamkę i powoli wszedłem do środka. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i nigdzie nie mogłem dojrzeć mojej rudowłosej partnerki. Jedne drzwi od kabiny były zamknięte i dochodził stamtąd hałas. Podszedłem do nich i delikatnie zapukałem… - Scully wszystko w porządku… - spytałem niepewnie. Wiedziałem, że nie przyzna się do swojej słabości, ale miałem świadomość, że chociaż dałem jej szansę… - Tak jest o.k. już wychodzę daj mi jeszcze chw… - reszta jej wypowiedzi został stłumiona przez głośny kaszel Dany. Wiedziałem, że zwymiotowała. Nie podobała mi się cała ta sytuacja. - Scully jesteś pewna, że wszystko w porządku? – Spytałem jeszcze raz. Tak bardzo pragnąłem żeby przyznał się, że nie, żebym mógł jej pomóc… Objąć ją, przytulić do siebie i szeptać jej do ucha słowa otuchy. Wyrazy, które pomogłyby jej przez to wszystko przejść, nakłonić ją do dalszej walki, do udowodnienia sobie i wszystkim na, około jaka jest silna i że potrafi walczyć… i zwyciężać… - Mulder daj mi jeszcze moment zaraz wyjdę. Tak wszystko jest o.k. – uprzedziła moje pytanie. Co miałem zrobić wyszedłem z łazienki i stanąłem zaraz przy drzwiach. Pięć minut później wyszła przez nie Scully. Spojrzałam na nią, była blada, miała załzawione oczy, a na jej czole było widać drobne kropelki potu… Wyglądał okropnie musiałem to przyznać. Popatrzyła na mnie i słabo się uśmiechnęła. - Naprawdę Mulder czuję się dobrze… nic mi nie jest. – Powiedziała i zaczęła iść w kierunku naszego biura nie czekając nawet na moją odpowiedź. Szedłem za nią i przyglądałem się jak każdy jej krok przysparza jej ogromnego wysiłku i chyba również bólu. Prawie doszliśmy do naszego biura, kiedy zobaczyłem jak jej drobne ciało zachwiało się i zaczęło opadać na podłogę… Podbiegłem do niej i udało mi się ją złapać. Ukląkłem i oparłem jej głowę na moich kolanach. Zemdlała, wiedziałem, że tak będzie - miałem przeczucie. Odgarnąłem włosy z jej czoła i delikatnie ułożyłem ją na podłodze. Szybkim krokiem, praktycznie biegiem wróciłem do łazienki, tam namoczyłem moja chusteczki wróciłem do Scully. Otarłem jej czoło wilgotnym materiałem, a następnie próbowałem ją w jakikolwiek sposób ocucić. Na szczęście udało mi się. Spojrzała na mnie zamglonymi oczami. Nie byłem pewny czy zdaje sobie sprawę z tego gdzie jest. Rozejrzała się do okoła, a ja zauważyłem, że nie potrafiła skupić wzroku na jednym punkcie przez dłuższy czas. Musiałem wziąć sprawy w swoje ręce, już zbyt długo pozwalałem jej na ukrywanie tego wszystkiego. Pogładziłem ja po włosach, spojrzała na mnie i próbowała się podnieść. Od razu złapałem ją za ramiona i delikatnie, ale stanowczo położyłem ją na ziemi. - Scully zabieram cię do domu. – Pokręciła głową i zaczęła otwierać usta żeby coś powiedzieć. – Nie, nie masz tu już nic do zrobienia jedziemy i koniec. – Ubiegłem ją. - Mam jeszcze raport do napisania, już jest dobrze. – Powiedziała słabym głosem i po raz kolejny spróbowała się podnieść. Była za słaba, spojrzałem na jej twarz i zobaczyłem jak na jej czole pojawiają się kropelki potu, a przez jej ciało zaczynają przechodzić dreszcze. - Nie kłóć się ze mną, przecież widzę, co się dzieje. Jedziemy do domu. – Popatrzyłem na nią i przestraszyłem się. Z nosa zaczęła jej lecieć krew. – Albo do szpitala. – Wyszeptałem do siebie, ale Scully mnie usłyszała i pokręcił głową. Wyjąłem chusteczkę i otarłem jej krew. - Musimy pojechać do szpitala. –Powiedziałem jednocześnie podnosząc ją z podłogi. - Nie Mulder, zabierz mnie do domu. – Powiedziała to tak cicho, że ledwo zrozumiałem jej słowa. Spojrzałem na nią i wtedy dotarło do mnie, dlaczego nie chciała jechać do szpitala… - Dobrze pojedziemy do ciebie. – Pocałowałem ją w czoło i zacząłem iść w kierunku windy, żeby jakoś wydostać się z tego cholernego budynku FBI…
Jakimś cudem udało mi się wyjść stamtąd tak, że nikt nas nie zauważył. Dopiero zaczęłyby się plotki o Scully. Wolałem nawet o tym nie myśleć. Podszedłem do mojego samochodu i udało mi się otworzyć drzwi jednocześnie trzymając Scully na rękach. Posadziłem ją na siedzeniu pasażera i zapiąłem jej pasy… Miała zamknięte oczy, oddychała ciężko, przez jej ciało, co jakiś czas przechodziły dreszcze, a na czole pojawiły się kropelki potu… Było mi jej szkoda. Ale byłem na nią również wściekły, za to, że przyszła do pracy w takim stanie i że nie chciała się przyznać do tego jak źle się czuje. Odgarnąłem z jej czoła kosmyk włosów i pogładziłem dłonią jej policzek. Był ciepły, miała temperaturę. Otworzyła oczy i spojrzała na mnie. - Mulder niedobrze mi. – Powiedział cicho a ja wiedziałem, co to oznacza. Odpiąłem ją z pasów i pozwoliłem jej wysunąć się trochę z samochodu. Odkaszlnęła kilka razy, ale nie udało jej się zwymiotować. Wypluła tylko ślinę i próbowała z powrotem usiąść na siedzeniu. Pomogłem jej się wyprostować i jeszcze raz odgarnąłem włosy, które opadły jej na czoło. - Możemy już jechać? – spytałem, a ona odetchnęła głęboko i pokiwała głową na znak zgody. Obiegłem samochód i wsiadłem za kierownicę. Jeszcze raz spojrzałam na moje partnerkę i na jej widok coś w samym środku mojej duszy zabolała mnie. Potrząsnąłem głową żeby odgonić te wszystkie myśli i odpaliłem silnik samochodu.
Dwadzieścia minut później dotarliśmy do jej mieszkania. Wyglądała jeszcze gorzej niż na parkingu FBI. Nie miałem pojęcia, co mam robić i jak się zachować w tej sytuacji. To było dla mnie takie dziwne. Zawsze Scully zajmowała się mną, ale to była odmienna sytuacja. Wyszedłem z samochodu i zabrałem Scully. Cała się trzęsła. Wydawało mi się, że z każdą sekundą robi się coraz bledsza. Dostaliśmy się do jej mieszkania. Scully spojrzała na mnie z nadzieją w oczach. Wierzył, że jestem w stanie jej pomóc, zdjąć z jej barków cały ciężar i ból, jaki na nich miała. Czułem jak łzy napływały mi do oczu, ale musiałem je powstrzymać, musiałem być silny, pokazać jej, że jestem w stanie to zrobić. - Dasz radne stanąć? - spytałem ją. - Tak mi się wydaje. – Powiedziała a ja wiedziałem, że nie da rady, ale nie odpuści dopóki nie spróbuje. Powoli opuściłem ją. Jej stopy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Karla
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…