iSTOTA
Odpowiedź na wszystkie kretyńskie opowiadania o nimfomankach, ludzie obudźcie się! ZMIENIONE RAK DUSZY
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I S T O T A
A: Jak było? Wywalili mnie.
A: Za co? Za nienaganne maniery, oczywiście za wybitne zdolności w tym zawodzie. No wiesz… Inteligencję, śmiałość, intuicję i kilka innych wad, o których nie chcę mówić, bo wyjdzie na to, że się chwalę, a wcale tak nie jest.
A: Załoga…Cóż od razu poczułam, że do nich należę, wiesz z dwudziestu osób tylko ja i kucharka posiadałyśmy wyższe wykształcenie. No i na dziesięć kelnerek niestety tylko ja nie znam uroków słodkiego macierzyństwa. No, mówię ci! Tak powinno być w każdym zakładzie.
A: Tak, wywalili mnie. Oczywiście za nienaganne kwalifikacje.
A: Przespałam się z szefem.
W „Kwartecie Aleksandryjskim: Justyna” Lawrenca Durrella na dwieście sześćdziesiątej czwartej stronie autor z rozmachem wpisał zdanie: Moralność nic nie jest warta, jeżeli stanowi tylko formę prawidłowego postępowania. Sądzę, że rzeczywiście dążenie do niej za wszelką cenę musi wywoływać drgawki i ciarki na skórze. Przekraczanie jej granic zdradza pewne podobieństwo do zabawy małych dzieci na podwórku w powtarzanie brzydkich wyrazów na głos. Moralność sama w sobie jako niewinny wyznacznik, zbiór luźnych praw nie przeraża, dopiero interpretacja wstrzymuje dech w piersiach, kładzie się ciemnym zakrzepem na sercu. Nie wolno, nie można, nie. Dudni w głowie jak dzwon. Kajdany cięższe od wyrzutów sumienia, trwalsze od karcącego wzroku matki, oplatają nie tylko przeguby rąk, wbijają się w każdy oddech naszego płowego życia, które paradoksalnie pragniemy zatrzymać jak najdłużej. Gdy złote kłosy zboża uderzą po raz kolejny w dłonie, poczujemy nie tylko ich ostrość i ból, będziemy cierpieć - tylko taka tułaczka wyzwala. Dłonie coraz szybciej kłębiące się między udami. Szept przymykający oczy, zboża, które układają się w dłonie, dotykające już nie tylko ciała, okaleczonej duszy… głębiej i głębiej, mocniej… ach… mocniej, szybciej… Westchnęła odchylając głowę, czując rozkosz spływającą jak odkupienie. Zagryzła wargi na wolnej dłoni, nie chciała krzyczeć. Nagle zerwała się. Biegła płacząc, koszyk obijał jej nogi, które drżały pod nią uginając się, spowalniając szalony pęd. Po wnętrzu uda sączyła się biała maź jak złowróżbne przeczucie dobijające się przez fałdy mózgu, czuła zapach cierpkiej słodyczy. Obudziło ją zimno świtu wciskającego się przez uchylone okno. Przez głowę przemknęła myśl „a gdyby tak nie odzyskać przytomności?” Liczyć naiwnie, że mimo wszytko posiada się wybór. Oczywiście, była by to bardzo brzydka sprawa, bardzo niemoralna, bardzo zła. Koniec końców, zło to przecież wypaczone dobro, czyli w głównej mierze czyni sobie dobro, a na pewno tym wszystkim Innym. Tym co będą w najbliższej przyszłości skazani na jej towarzystwo, wątpliwym szczęśliwcom, zdecydowanym przegranym. Gdyż dotykać jej i nie upaść to sztuka, której dokonują nieliczni. Chwilę obracała w dłoniach słoik tabletek patrząc na etykietkę. Gdzieś na niej wytłuszczono, że nie wolno brać więcej niż dwie. Wysypała na otwartą dłoń, więcej niż dwie, chciała policzyć, ale zaprzestała po dziesiątej. Popiła wodą i czekała jak półżywy, okaleczony ptak, nawet nie próbowała patrzeć na niebo, bała się, że może zapragnąć ostatni raz wznieść się w zamęt chmur. Spokój, cisza, rozwiązanie czystsze niż mogła to sobie wyobrazić. Możliwość, tak dokonać wyboru! Zawierzyć swojej myśli, swemu własnemu rozumowi, ślepej wierze w niewzruszoność, sięgającej do świętej nietykalności przekonań śmiertelnej istoty, uwięzionej w ciele kobiety tonącej we własnych namiętnościach.
A: Halo?
A: Tak już lepiej się czuję, jutro mnie wypisują.
A: Zapisałam się do jakiejś grupy wzajemnej pomocy.
A: Nie, nic więcej. Nie denerwuj się.
A: Nie zamierzam ci się spowiadać. Nie jestem szurnięta. Tylko trochę załamana, zdarza się.
A: Dziękuję za kwiaty są piękne. Poczułam się jakbyś mnie chciała już wysłać do grobu.
A: Przestań, to był żart. Przestań ryczeć, bo i mi się chce płakać. Przyjedziesz może do mnie?
A: Pracujesz, ach… no tak. Nie nic, rozumiem.
A: Tak, tak. Oczywiście, że odwiedzę was w święta. Tak, kocham was. No. B: Pa. A: Papa.
Nie cierpiący zwłoki problem nasilał się. Złapała się na tym, że nie mogła wytrzymać do następnego seansu, który teoretycznie miał jej pomóc. Masturbowała się wyobrażając sobie, że tam jest, że robi to z kierownikiem, a potem z kobietą z pierwszego rzędu, a potem z tym starym zgredem, który przychodzi tylko po to by posłuchać zboczonych historyjek. Przeżywała orgazm raz za razem, czasami na samą myśl, robiło jej się słabo. To, że ją wywalili, było kwestią czasu, który nieubłaganie rozciągnął się do miesiąca. Zdruzgotana siedziała w kawiarni jedząc na wpół roztopione lody. Uzyskiwanie pomocy wydało jej się trudniejsze niż początkowo sądziła. Poszukiwanie pracy też nie przebiegało najpomyślniej jak tylko mogła to sobie wyobrazić. Z ostatniej pracy musiała zrezygnować, na sam widok swego kierownika nie mogła oddychać. Śmiech w tym miejscu nie byłby na miejscu, chciano wezwać karatekę i tylko jej twarde zapewnie o tym, że już wszystko w porządku odżegnało krępującą sytuację. Lody wyglądały jak różnokolorowa papka, gdy przysiadł się do niej mąż przyjaciółki. - Jesteście w mieście? – Zapytała wpatrując się w jego fiołkowe oczy, usiłując prowadzić miłą konwersację. Mężczyzna uśmiechnął się zamawiając piwo. Nie miał bladego pojęcia o jej problemie. Rozbrajająco naiwnie pytał co u niej słychać, opowiadał o swych małych sukcesach, rozkosznie przy tym marszcząc brwi. - Będę miał tu wystawę. Wiesz, prasa, przyjęcia, wernisaże… Nie dają żyć człowiekowi! W sumie nie wiedziała. Od pierwszego roku studiów borykała się z różnymi swoimi, nic nie ważnymi, dość wstydliwymi problemami, więc nie posiadała żadnych większych osiągnięć na swoim koncie. Czuła się osobą przegraną, a przy nim uczucie wzrastało do rangi góry lodowej na mglistym morzu. - No tak – Odpowiedziała mieszając lody, nie zamierzając ich już jeść. Nagle zamilkł. Dotknął jej dłoni i spojrzał w oczy. Drgnęła patrząc z przestrachem w dwa fioletowe dna. Moralne salto na dnie jej brzucha zmieniło rytm, pierwsze sylaby zagłuszył tętent możliwości spędzenia wieczoru. - Słuchaj, dobrze się czujesz? Kasia mówiła, że…- W tym miejscu dramatycznie zawiesił głos, bojąc się nazwać rzecz po imieniu, nadając jej tym samym jeszcze bardziej makabryczny kształt. Może na swój artystyczny sposób czuł, że werbalizowanie całej sytuacji zrani nie wymownie zagubioną kobietę. Ona uniosła hardo twarz patrząc odważnie w jego oczy. Nie odczytała najszczerszych chęci, znalazła treści dla siebie ważne i czytelne. Wydobyła niemalże spod ziemi pokłady strachu, które zinterpretowało zachowanie męża Kasi jako odrazę do niej, samobójczyni. A może bał się, że zarazi się jej psychicznie steranym umysłem? Może powinna powiedzieć mu, że to nie jest zaraźliwe? A może powinna zgodzić się z nim? Jest głupią szmatą, dlaczego on jeszcze siedzi z nią przy stoliku? Powinien zapłacić i wyjść, by inni nie pomyśleli, że się znają. Ona by tak zrobiła, chroniłaby swoją reputację szanowanego artysty, przełamującego kanony współczesnej sztuki żerującej na skandalu. Już była zdecydowana odpowiedzieć, gdy jego dłoń nakryła jej zwiniętą pięść. Spojrzenie pełne gniewu powędrowało na rękę mężczyzny, myśli wynikłe przed momentem odleciały. Pewnie gdyby ją widział w łóżku, gdyby dostrzegł jej idealne ciało zmieniłby o niej zdanie. Zależało jej na tym, by miał o niej jak najlepsze wyobrażenie. Taki przyjacielski seks pewnie wiele by wyjaśnił. Czy istnieje przyjacielski seks? - Nie chciałem cię urazić. Wiem ile przeszłaś. – Rozległo się gdzieś w oddali. Jego dłoń puściła jej rękę złapała teraz papierosa, dym ożywił ją. - Palisz? – Zapytała roztargniona zmieniając temat. Każdy z nas podąża ścieżką wyznaczoną przez kogoś tam w górze, jakiegoś X lub może nawet Boga. Kobieta uśmiechnęła się do siebie. O wiele łatwiej jest gdy całą winą obarcza się kogoś, komu nawet nie można porządnie przywalić. - Tylko nie mów Kasi, ona jest taka delikatna pod tym względem. – Wyszeptał zadowolony ze zmiany tematu przerywając po raz kolejny jej milczenie, które dla niego było niczym więcej jak skrępowaniem, dla niej samej nigdy nie posiadało głębokości większej niż w tej chwili, gdy wdychał i wydychał dym nikotynowy. Poczuła dotkliwą świadomość tego, że potrzebuje intelektualnego zbliżenia. Od bardzo dawna nie zaznała takowego. Ssący głód kazał jej dalej utrzymać sfinksową ciszę bojąc się aby czar nie prysnął. - Ona tak się boi o Małgosię. – Ciągnął mężczyzna i najwidoczniej był już znużony swą wymarzoną rodziną. Cóż nawet idealność ma swe złe strony. Po pierwsze nie istnieje, a z dalszą częścią nie należałoby dyskutować. - A coś się stało? – Zapytała wbrew pozorom mało zainteresowana siedmioletnim szkrabem, pełna jednak dziwnej obawy, że on wstanie i odejdzie, zdumiony odmową kontaktu werbalnego, który od samego początku zapowiadał się na totalne fiasko komunikacyjne. Mimo to pragnęła podtrzymać tą łączność, czuła, że on jeden bierze ją na poważnie, nie ocenia przez pryzmat czynów. - Ależ skąd! – Zaprzeczył wyciągając następnego papierosa. Mówił teraz wolniej. Wyrzucał z siebie smutki, które chował na co dzień. Rozmowa w tym guście toczyła się przez co najmniej trzy godziny. Ona starała się usunąć jego obraz jako nagiego ogiera, każdy ruch sprawiał, że płonęła. Powstrzymywała ją tylko myśl, że czynem tym wbije nóż w plecy najlepszej przyjaciółki. Jednakże i ta myśl szybko przestała być skuteczną zaporą. Nigdy tak do końca nie wiedziała dlaczego Kasia zdecydowała się na właśnie ten egzemplarz testosteronu. Nie wyróżniał się niczym prócz talentem do robienia pieniędzy (niezwykle zresztą ważnym). Pieniądze, wedle wyświechtanego przysłowia nie są wszystkim. W ostateczności można wylądować na bruku ciesząc się przy tym ogromnym szczęściem. Kasia nie należała do osób, które nie mają pieniędzy ani którym imponuje duża suma. Ten mężczyzna musiał mieć w sobie coś głęboko ukrytego, przebijającego przez monotonię dobieranych tematów rozmowy. Gdyby pragnęła się z nim ożenić, najpierw zaproponowałby mu seks, wtedy wiedziałaby o nim wszystko. Może zbliżyłoby to ją do Kasi? Traciła z nią kontakt. Westchnęła. Czas nie miał tu za wiele do powiedzenia, zazdrość mówiła sporo, a kompleksy jeszcze więcej. Przeprosiła go na moment gdy zadzwonił telefon, skwitował to lekkim uśmiechem wymownie dającym znać, że miło spędza czas. Czuł, że znalazł porozumienie jakiego dawno już dawno nie miał z żoną. Wychodząc przed restaurację, dziwiła ją szybkość z jaką ludzie podejmują niedorzeczne decyzje i jak cudownie rozmawia im się z lustrami. Gdy odebrała komórkę, musiała lustro odwrócić. Telefon od Kasi zasmucił ją, bo zbliżając się do niej oddalała się od prawdy, którą mimo wszystko bardzo ceniła. W rzeczywistości pragnęła oszukać przyjaciółkę, jakaś czarna istota podpowiadała, że należy jej się chwila małego triumfu. Z drugiej strony nie mogła łgać bez wyrzutów sumienia, kochała Kasię. Wracając do restauracji spojrzała w pytające oczy mężczyzny i zapomniała kto dzwonił. Smutna zatopiła się w bezmyślny potok jego słów. W trakcie niego zorientowała się, że mężczyzna gra, nerwowo dobiera słowa, pali więcej niż na początku, łapczywie pożera ja wzrokiem. Schlebiało jej takie traktowanie. Odpowiedziała na nie z przyjemnością poddając się intelektualnej konwersacji o niczym. Seks w dzisiejszych czasach stracił wiele ze swej zwierzęcej autentyczności, subtelnej intymności, stając się wyrachowaną grą dwojga osób intelektualnie wybujałych, zmuszanych do myślenia, do ciągłych bilansów zysków i start. Staliśmy się ekonomistami, w każdym calu swej duszy, nawet tej należącej do diabła.
A: Tak, widziałam się z nim.
A: Gadaliśmy, nic więcej. O co ci chodzi?
A: Masz jakiś problem? Nie ufasz mi? Mylisz, że jestem skończona? Myślisz, że jestem do niczego?
A: Nie. Wiem, że tak nie uważasz.
A: Przepraszam, ja też. Wyprzystojniał, wiesz?
A: No, kończę. Minuty mi się kończą. Cześć.
- Mówiłam sobie, że jestem silna i potrafię z tym skończyć. Że muszę przestać być taką szmatą, pogardzaną przez ludzi, potępianą przez samą siebie! Przez kilka dni będzie mi ciężko. Potem przyjdą fale duszności, zawroty głowy, dreszcze, obsesyjne myśli i sny. W końcu wyluzuję. I będzie jeszcze gorzej niż wcześniej. Zrekompensuję sobie ten kilkudniowy celibat, na przemian masturbując się i śpiąc z facetami, kobietami, ze wszystkim co się rusza. – Wstała nerwowo szukając czegoś w torebce, znalazła paczkę papierosów. Otwarła i zapaliła, usiadła by pisać dalej. - Pewnej nocy poszłam do łóżka z mężem mojej najlepszej przyjaciółki. Potem miałam strasznego kaca moralnego. Nie mogłam tego znieść, pomyślałam, że tylko śmierć jest dla mnie wyjściem, że tylko ona może wyciągnąć mnie z tego bagna Patrzyła na jej zdjęcie i sięgnęła po…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kidzia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…