Ja
Coś więcej niż prawda...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ja
Gdy przemierza się świat pociągiem wszystko wydaje się malownicze, spokojne, idealne, by spojrzeć, zachwycić się i pozazdrościć maszyniście codziennej pracy i może jeszcze tylko wyrazić nadzieję, że ciężar rutyny nie zdołał mu przyćmić tych oczywistych uroków. Patrząc przez uchylone okno w wagonie jednego z tych wielu ekspresów, oparłszy się o szybę, stałem już tam kilka minut. Zresztą i tak nic nie mogłem dostrzec. W okularach, czy bez, nie byłbym w stanie przebić się przez falującą, białą kurtynę mgły, która skrywała za sobą gęsty bór sosnowy. Gdy zrezygnowany odwróciłem się, cichy, zdławiony pisk hamulców oznajmił, że pociąg stanął. A stać miał długo…
***
Zniecierpliwiony, pośpiesznie, jakbym robił to pierwszy raz, wślizgnąłem się do pierwszego przedziału w czwartym wagonie. Pięcioro młodych ludzi siedziało nad rozłożoną na ziemi wielkoformatową, jaskrawo-kolorową mapą jakiejś miejscowości wypoczynkowej, jednej z tych, gdzie jedzie się poszaleć, drogo wypić i potem długo wspominać. Jedna z dwóch w tym doborowym towarzystwie dziewczyn odezwała się pierwsza. Poprawiłem się w pustym fotelu na myśl o nadchodzącej historii, tym bardziej, że zdawali się mnie nie dostrzegać.
- Czy to nie dziwne? – Niespokojnie zielone oczy spojrzały w zaparowane okno. – W środku dnia taka mgła? I żeby w środku lata było jeszcze tak zimno?
- Bo tobie jest zawsze zimno. – Najwyższy sprawiał wrażenie gotowego do zanegowania każdego jej słowa.
- Nieprawda… Faktycznie jest zimno. – Najniższy, w okularach i białej czapce z daszkiem gotów był za to do obrony. Ciekawe, że obaj starali się wyrazić do niej to samo uczucie.
- Tak! To pewnie przez ten efekt cieplarniany, co? Lodowce topnieją, biedne niedźwiadki toną w lodowatej wodzie, a nam przyszło umierać z zimna w pociągu w środku lasu… Albo nie – to sprawka wybuchu jakiejś elektrowni atomowej… Albo UFO! To by wyjaśniało, dlaczego stanął też pociąg… - Wysoki zapewne kontynuowałby, gdyby nie zabójczy wzrok zielonych oczu. Mniejszy jednak postanowił wypełnić ciszę:
- Biologicznie rzecz ujmując – w naturze działa zawsze wyłącznie zasada parsymonii… Najsłuszniejsze jest jedynie najprostsze wyjaśnienie. To nie UFO, to nie globalne zmiany klimatyczne, tylko pewnie jakieś lokalne zaburzenia pogodowe. – Poprawił okulary i z dumą dokończył. – Natura zawsze rządzi się prostymi prawami…
- Oho! Odezwał się nasz geniusz…
- Przestańcie! – Siła jej oczu, czy głosu ich uciszyła? – Dajcie w końcu spokój tym kłótniom. Pewnie jakiś czubek rzucił się pod pociąg i tyle.
I wtedy ich zobaczyłem. Parę, która nie odezwała się ani słowem. Siedzieli naprzeciwko siebie, patrzyli w oczy, w twarze, w dusze. Swoim milczeniem, jednym gestem opowiedzieli mi dużo więcej niż pozostała trójka tyloma słowami. Tak, ta historia o wiele bardziej przypadła mi do gustu…
***
W kolejnym przedziale siedziały istne dwie indywidualności. Dwaj studenci medycyny na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Włoch z krwi i kości i Francuz – raczej tylko z akcentu i nazwiska. Poirytowani, nie robiąc sobie nic z mojej obecności, od przeszło pół godziny intensywnie narzekali na PKP, na mgłę, zimno, na Polskę w ogóle. Ciekawe było jak to robili – tą ich łamaną, niezdarną polszczyzną, przerywaną jedynie ojczystymi, zapewne siarczystymi przekleństwami. Spodobała mi się możliwość posłuchania o ich rodzinnych krajach, międzynarodowych przeżyciach. Szybko się jednak zawiodłem, gdy zrozumiałem, że nie nauczę się od nich nic nowego poza wyrafinowanymi określeniami kraju Słowian…
***
Przystojny, siwy, elegancki, starszy pan siedział wygodnie przy oknie i majestatycznie zaciągał się cygaretką, by po chwili, wypuszczając powoli gęsty, szary dym, władczym i opanowanym wzrokiem zmierzyć pozostałych w przedziale, zapewne rodzinę. Jednak i on mnie nie dostrzegał, a nawet jeśli, to umiejętnie udawał obojętność, chłód. Cichym i stonowanym głosem odezwał się, obwieszczając początek historii:
- Gdy byłem jeszcze młody słyszałem opowieść o poecie z Katowic.
- To niedaleko stąd, prawda? – Niepewnie i dlatego także szybko wtrąciło jedno z dzieci. Karcący wzrok dziadka natychmiast jednak je uciszył, przecież starszym się nie przerywa.
- Poeta ten, jak każdy artysta cierpiał na chorobę wrażliwości. Mentalnie kruchy, słaby wewnętrznie, a przez to…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil erazmus
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…