Wróć do katalogu

Jak mogłaś to zrobić Karolina

Karolinę owładnęła nuda już po dwóch miesiącach pobytu w słonecznym mieście. Jak każda kobieta potrzebowała kogoś z kim mogła by to wszystko dzielić.Pewnego dnia kompletnie znudzona swoim życiem spakowała walizki i kupiła bilet w jedną stronę. Była p

beata.rakowska, opublikowano , 23 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I oto jestem – pomyślała Karolina z rozgoryczeniem. Jetem w tym raju na ziemi gdzie miłość przelewa się jak woda w oceanie! I co? I nic Kochana! Zupełnie nic... Wstała, rozciągnęła się jeszcze dwa razy i pobiegła dalej. Pogoda w Perth była jak zwykle piękna. Ciepłe słońce i bezchmurne niebo. Biegła blisko brzegu, a jej równy oddech odmierzał kroki jak co dzień już od pół roku.

Karolinę owładnęła nuda już po dwóch miesiącach pobytu w słonecznym mieście. Przytulne kafejki, cudne plaże, palmy – to wszystko piękne, ale nie gdy się je odkrywa samotnie. Jak każda kobieta potrzebowała kogoś z kim mogła by to wszystko dzielić. Będąc jeszcze w Anglii pożerała romanse w Australijskiej scenerii, aż pewnego dnia kompletnie znudzona swoim życiem spakowała walizki i kupiła bilet w jedną stronę. Była pewna, że wszystko się zmieni, że życie wreszcie przyspieszy i nabierze barw...

***

Była sobota. Jak na taką pogodę aż dziw brał, że nikt tu nie przyjechał. Plaża świeciła pustkami. Karolina leżała na brzuchu. Chciała opalić wiecznie białe nogi, które złośliwie brązowiał tylko z przodu. Czytała najnowszą książkę blondynki. Dostała ją od mamy na urodziny. Rozkoszowała się samotnością. Miała całą plaże dla siebie. No nie licząc tych 50 surferów w wodzie i stada wrzeszczących mew. Było jej przyjemnie. Słońce grzało mocno. Bryza od morza chłodziła rozgrzane ciało. Czasem odrywała się o książki żeby popatrzeć na przybywających surferów. Muskularni chłopcy z blond czuprynami i złocistą opalenizną. Tego właśnie dnia, na tej prawie bezludnej plaży coś się wrzeszczcie zmieniło w życiu Karoliny.

Podszedł do niej gdy była najgłębiej pogrążona w lekturze.

- To musi być świetna powieść – powiedział a Karolina skoczyła do góry przestraszona.

Podniosła się szybko z ręcznika starając się odnaleźć język w gębie. Mężczyzna wyrażnie na to liczył, gdyż jego przystojna twarz rozpromieniła się w uśmiechu.

- O przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć – powiedział trochę nie szczerze.

- Zazwyczaj kobiety uśmiechają się na mój widok, a nie bledną z przerażenia – zaśmiał się dźwięcznie.

Fajny facet pomyślała Karolina. Był straszy od niej o jakieś pięć lat. Ciało miał szczupłe, ładne i wysportowane. Twarz z dwu dniowym zarostem i szczery, olśniewający, biały uśmiech.

- Książka niezła. Polecam, o ile nasz jakiś wschodnioeuropejski język – odparła najbardziej obojętnym tonem na jaki mogła się zdobyć. Ale wszystko w niej krzyczało: Facet... Facet... Facet... i to jaki! Wow!

-Raczej nie mogę pochwalić się taką wiedzą. Jestem jak każdy typowy anglik... urwał na chwile by spojrzeć jej w oczy – leniwy - dodał po chwili oderwał wzrok od jej twarzy i uśmiechnął się jeszcze bardziej rozbrajająco.

- Chciałem Cię prosić o coś – karolinie serce skoczyło do gardła - Czy mogę zostawić Ci mój kluczyk do samochodu? Chciałem wskoczyć a deskę na piętnaście minut. A głupi kluczyk nie jest wodoodporny i nie mam co z nim zrobić.

- Jasne! Odparła dziewczyna starając się ukryć zawiedzenie w jej glosie.

-A nie boisz się, że odjadę tym Twoim samochodem w siną dal?

- Raczej nie... Ja znam się na ludziach, a Ty mi wyglądasz na bardzo fajną dziewczynę! – puścił jej oczko rzucił kluczyk na ręcznik i pobiegł do morza.

Dziewczyna patrzyła za nim zachłannie, ale zaraz skarciła się w duchu i wróciła do lektury. Jednak nie mogła skupić się na tekście, ciągle zwracała się do morza by znaleźć w śród innych itrygujacego nieznajomego. Po piętnastu minutach zaczęła się niepokoić. Może coś mu się stało? Może powinna porozmawiać z ratownikiem. Podniosła się z piasku by lepiej widzieć w tym samym momencie ktoś przyłożył jej zimne, mokre ręce do pleców. Odwróciła się gwałtownie i z rozgniewaną miną popatrzyła na chłopaka. On jednak niezrażony jej zachowanie uśmiechnął się do niej i zapytał:

- Wybierasz się dokądś?

Dziewczyna nie wiedziała co opowiedzieć. Przecież nie mogła mu wyznać, że się o niego martwiła. Uznała zatem, że najlepszą obroną jest atak.

- Tak miała zamiar już jechać do domu.

- Ja też, w takim razie chodź, pomogę ci z tą wielką torbą i odprowadzę cię do samochodu.

***

Karolina oparła się o maskę swojego samochodu. Jo, bo takie było imię mężczyzny, zmieszał się trochę.

- Nie mogę uwierzyć, że jeździsz takim samochodem.

Karolina obejrzała się za siebie. Tak to był jej samochód. Popatrzyła na chłopaka trochę urażona. -Czemu? Coś z nim nie tak?

-Wygląda trochę jak samochód twojego chłopaka inżyniera albo malarza? – na jego ustach zagościł wyraz nadziei.

Karolina zrobiła minę.Czego on chce – Pomyślała. Auto jak auto, cztery koła, pięcioro drzwi i jedna kierownica. Kolor srebrny.

- Kombi jest wygodne – odparła rzeczowo – A poza tym nie potrzebuję żadnego inżyniera do wyboru samochodu.

Była już wyraźnie zniecierpliwiona. Nie chciała już gadać z tym facetem. Jak zwykle nie spełniła męskich oczekiwań... Zawsze coś było z nią nie tak. Za małe usta, za wysokie wykształcenie, za szczupły tyłek a teraz ten samochód! Niech się gryzie przeleciało jej przez myśl. Pożegnała się krótko wsiadła do samochodu i odjechała. Katem oka widziała jeszcze Jo wyraźnie z czegoś ucieszonego, ale to nie był już jej problem. Postanowiła nie oglądać się za siebie dwa razy.

***

Weekend się dłużył Karolinie jak czekanie na spóźniony pociąg. W planach miała spotkanie ze znajomymi, jednak nie wyczekiwała na nie z utęsknieniem. Wstręt ją brał patrząc na czułości swoich znajomych. Potem zawsze miała sobie za złe, że tak o nich myślała. Przecież ona na pewno robiła by tak samo gdyby się zakochała. I zawsze wracała do niej ta jedna myśl, że przecież nie jest zakochana. Nawet nie ma chłopaka, nawet takiego który by ją denerwował. Gorycz wypełniała jej duszę.

***

Jak zwykle wyszła pierwsza. Zatłoczona knajpa została za nią. Owładnęła nią cisza i spokój. Zaparkowała samochód przed sklepem, zadowolona, że udało jej się znaleźć parking w cieniu. Wyjęła listę zakupów i skierowała się do wejścia.

Sklep był mały. Wszystkie supermarkety były tu małe. Nie da się porównać ich do Polskich hipermarketów pomyslała dziewczyna. Karolina kluczyła pomiędzy półkami w poszukiwaniu składników. Dostała ten przepis od mamy i dzisiaj zamierzała go wypróbować. Podniosła do rąk puszkę z fasolą, żeby upewnić się, że to na pewno ta.

- Czy mogę Pani w czymś pomóc?

Karolina poczuła jak drżą jej ręce z wkurzenia. Jakże ona nienawidziła nadgorliwych ekspedientów. Przecież czyta tylko etykietę. Czy naprawdę wygląda jak ktoś, kto nie umie zrobić zakupów samodzielnie? Zebrała się jednak w sobie i przykleiła na usta milutki uśmiech.

-Nie dziękuje – powiedział obrzucając ekspedienta przelotnym spojrzeniem.

Jej wzrok nagle zatrzymał się i wrócił na twarz mężczyzny. To był on. Chłopak z plaży. Stał przed nią uśmiechnięty z koszykiem pełnym egzotycznych produktów.

-Oh! – wyrwało się zaskoczonej Karolinie

- Doprawdy dziewczyno, twoje reakcje są wyjątkowo niestandardowe.

- Zaskoczyłeś mnie – wyjąkała Karolina bardzo zmieszana.

Poczuła się zakłopotana jak mała dziewczynka. I zirytowana na samą siebie. Co jet? Czemu on tak na mnie działa? To tylko znajomy. Nie muszę mu się podobać – pomyślała.

- Ładnie dziś wyglądasz – Powiedział Jo jakby czytał jej myśli. Karolina podziękowała w duchu, że zobaczył ją jak wraca z miasta, bo zwykle robiła zakupy w dresach i japonkach.

- Wybierasz się gdzieś? Zapytał

-Nie.. W prost przeciwnie, wracam do domu spędzić spokojny wieczór. – Uśmiechnęła się jakby przepraszająco.

- A ja myślałem że idziesz na randkę.

Jonatan przekręcił lekko głowę i popatrzył na nią jakby rozbawiony.

- Na randkę – zaśmiała się trochę ironicznie - chyba, że randką nazywasz wieczór z DVD. Zadrwiła.

-Ale chodzisz na randki? Jo oparł łokieć o półkę i podparł sobie głowę ręką. Wyglądał bardzo seksownie. Tym bardziej ją zdenerwowała jego uwaga. To nie jego sprawa – pomyślała – ale jak chce wiedzieć...

-Oczywiście że chodzę! Odparła. Niech wie – dodała w myślach.

-Hmm... Mężczyzna zawiesił głos i zrobił pauzę. W takim razie do zobaczenia jutro w Grand Luna o 20:00 – dokończył po chwili. Energicznie osunął się od półki i oddalił się w stronę kas, oglądając się za siebie dwa razy.

Karolina stała jak wryta. Myśli cisnęły się jej do głowy. To znaczy że on chce się ze mną umówić na randkę? Patrzcie jaki pewny siebie! A jak nie przyjdę. No przecież mogłam mieć już inne plany. O boże w co ja mam się ubrać?! Musi być podobne do tej sukienki w końcu powiedział, że ładna. STOP!!! Krzyknęła w duchu Karolina. Nie stój tak! Rusz się! Niech nie myśli, że Cię zaskoczył. Siłą woli zrobiła jeden krok, potem następny, aż zniknęła za regałem niedostępna dla jego wzroku. Teraz mogła pomyśleć. Myśli gnały jak szalone. Serce łomotało jej w piersi.

- Czy mogę w czymś pomóc? Karolina popatrzyła rozmarzonym wzrokiem na ekspedienta ekspedienta. Pewnie pochodzi z Indii pomyślała patrząc na piękny odcień jego skóry. Obdarzyła go ciepłym uśmiechem.

-Nie, I am fine. Ale dzięki za troskę – powiedziała i skierowała się do wyjścia.

***

Dochodziła dwudziesta. Karolina stała przed lustrem niepewna co robić. A jak on się z niej tylko śmiał? W końcu czy taki przystojniak mógł interesować się taką przeciętniara jak ona? Spojrzała w lustro. Widok był przyjemny. Dorze dobrany strój, ciepły makijaż, wyglądała ładnie. Może nie oszałamiająco, ale można by się zakochać – pomyślała. Podjęła decyzję i wyszła.

***

Stolik był kwadratowy. Dwa nakrycia, a w kieliszku czerwone wino. Karolina uniosła kieliszek do ust. Miało przyjemny, cierpki smak. Upiła jeszcze łyk, żeby dodać sobie odwagi. Nie mogła spojrzeć mu w oczy. Onieśmielał ją jak nastolatkę.

- Nie lubisz chińszczyzny? – zapytał cicho.

- Lubię. Czemu pytasz?

- Wyglądasz na spiętą.

Ups pomyślała Karolina.

- Powiedz gdzie byś chciała być teraz?

-Teraz... Karolina zawahała się na chwilę – chwiałabym być na plaży. I popatrzyła mu wreszcie w twarz. Jo uśmiechną się do niej słodko. . Wstał. Podał jej rękę. Rzucił na stół banknot i poprowadził Karolinę do wyjścia.

***

W sumie była wniebowzięta, choć trochę przeszkadzał jej fakt, że facet, którego widziała trzy razy w życiu na oczy, tak dobrze ją zna. Koc, dwie pochodnie, świece, mały rozkładany stolik postawiony na kocu. Nawet nie zapomniał o przenośnej lodówce, a w mniej mnóstwo egzotycznych przysmaków. Powoli rozkładali je na stoliku, oliwki, humus i mus z awokado do krakersów, marynowane owoce morza i winogrona. Palce lizać. Obrzuciła jeszcze raz wszystko spojrzeniem.

- Powiedz mi jak to się stało? Czy przypadkiem miałeś te wszystkie rzeczy w samochodzie, czy tak zazwyczaj podrywasz wszystkie dziewczyny?

Jo uśmiechnął się do Karoliny, a w oczach pojawił mu się szelmowski błysk. Chciał coś powiedzieć, ale zmienił zdanie. Ujął rękę dziewczyny w swoje cieple dłonie i popatrzył jej prosto w oczy.

- Przecież mówiłem ci,że znam się na ludziach. Mam szósty zmysł i on podpowiedział mi, że będziesz woleć spokojną plażę, niż zatłoczoną restaurację.

-Teraz ty mi coś powiedz. Czy przypadkiem, nie pomyślałeś, że mógłbym na tej bezludnej plaży zabić cię bez świadków, poćwiartować i rzucić rekinom by dokończyły robotę?

Karolina zrobiła rachunek sumienia. Nie nie przeszło jej to przez myśl. Zastanawiała się przez chwilę czy to źle. W końcu odparła.

- Z jakiegoś powodu mam do Ciebie zaufanie.

- Sama widzisz jak to z nami jest. – powiedział Jo jakby to miała wszystko wytłumaczyć. Puścił jej rękę i podniósł kieliszek do góry. Karolina odpowiedziała na…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych