Wróć do katalogu

jamajka :)

Opowiadanie napisane na potrzebe nauczycielki, która kazała nam pisać (klasie), by przygotować się do testu gimnazjalnego. Nauczyciel ten przez trzy lata z przerwami chorobowymi wmawiał mi, że powinienem zacząc się uczyć?! Czysta wyobraźnia, lekko po

basee, opublikowano , 10 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Mam na imię Tomek. Jestem studentem III roku dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Przez ponad dwa lata pracowałem na pół etatu przy promocjach w marketach, aby zrealizować swoje marzenie, jakim jest podróż na Jamajkę. Dodatkową motywacją były opowieści Mariusza, fotografa, którego poznałem na jednej z wystaw jego prac. Opowiedział mi o tym, jak zaczynał i obiecał, że jak będę gotowy do wyjazdu, zabierze mnie ze sobą. Od tamtego czasu minęły trzy lata. Uzbierałem pieniądze i czekałem tylko na ten dzień, który zbliżał się wielkimi krokami. Zadzwoniłem do Mariusza. Oddzwonił do mnie niemal natychmiast z miłą wiadomością. „Tomek, pakuj się – powiedział – wylatujemy za dwa tygodnie”. Czas ten minął, o dziwo, bardzo szybko. Był wtorkowy wieczór. Torby spakowane, spisy rzeczy do zabrania sprawdzone kilka razy. Postanowiłem zatem delektować się telewizją przy dużej pizzy pepperoni, wychodząc z założenia, że tak prędko telewizji ani pizzy nie zobaczę... Obudziłem się na fotelu, telewizor grał. Spojrzałem na zegarek. Była 5:05. Już tylko cztery godziny dzieliły mnie od podróży na bajeczne Karaiby, przesiąknięte niezwykłą, jamajską kulturą. Postanowiłem jeszcze chwilkę się zdrzemnąć. O 6:30 zadzwonił budzik. Doprowadziłem się do stanu używalności, sprawdziłem kolejny raz dokumenty, sprzęt fotograficzny oraz niezbędne rzeczy. Po 8:00 byłem na lotnisku, gdzie czekał na mnie Mariusz. Stąd mieliśmy samolot czarterowy do serca Anglii – Londynu. W tym zawsze tętniącym życiem mieście noc spędziliśmy w hotelu. Następnego dnia czekał nas już bezpośredni przelot do stolicy Jamajki – Kingston. Rano bez problemu dotarliśmy metrem na lotnisko i wsiadając do olbrzymiego boeinga 727 wszyscy mieliśmy już przed oczami zielono-żółto-czerwoną flagę. Po kilkunastogodzinnym locie dotarliśmy na miejsce. Tam czekał na nas Sean, znajomy Mariusza z poprzednich podróży. Sean był typowym Jamajczykiem, którego największym atrybutem były sięgające po sam pas dready. Wsiedliśmy do rozklekotanego jeepa i po dosyć długiej jeździe dotarliśmy do jego chaty położonej za malowniczym wzgórzem. Krajobrazy były przepiękne. Rzuciłem torby i zacząłem robić zdjęcia. Mariusz zareagował śmiechem i podsumował krótkim zdaniem: „Już Cię chwyciło”. Robiłem zdjęcia i rozglądałem się po tej bajkowej krainie. Wzdłuż jedynej w okolicy drogi ciągnął się rząd niskich, egzotycznych chatek. Bawiące się przed nimi dzieci spoglądały na mnie z zaciekawieniem. Odłożyłem aparat dopiero wtedy, gdy Sean przyszedł po moje torby i powiedział, że czekają na mnie głodni z Mariuszem już dobre pół godziny. Pora na posiłek. Przy typowym jamajskim jedzeniu – rybie, aż do zmierzchu rozmawialiśmy praktycznie o wszystkim. Wieczorem wybraliśmy się do jedynego w tej okolicy baru, w którym codziennie o tej porze zbierała się cała wioska. To, co zobaczyłem było doprawdy dziwnym obrazem. Starsi grali w karty, dzieci bawiły się w berka, jeszcze inni popijali rum i dyskutowali. Obecność obcych od razu została zauważona. Wszyscy nas witali i cieszyli się z wizyty kogoś nowego. W tle rozbrzmiewały rytmiczne takty reggae sączące się z bardzo starych kolumn, jednych z niewielu na wiosce. Gdy w radiu didżej puszczał konkretną piosenkę, knajpa ożywała. Cały bar wstawał z miejsca i niezależnie od wieku wszyscy doskonale bawili się przy muzyce. Zabawa z czasem przeniosła się pod bar. Właściciel knajpy – Anteiro, którego przy okazji poznałem, okazał się bardzo sympatycznym rastamanem i wystawił kolumny na zewnątrz. Wszyscy tańczyli na głównej ulicy, przerywając jedynie na chwilę, by przepuścić nadjeżdżający samochód. Gdy auto przejechało, zabawa trwała dalej i tak aż do rana. Następnego dnia wstaliśmy o 6:30. Na Jamajce życie toczy się innym rytmem, wszystko dzieje się tu, jakby w zwolnionym tempie. Na śniadanie czekaliśmy do 11:00. Mariusz pouczył mnie, że to normalne. Nigdzie nikomu się nie śpieszy, a ludzie, którzy w ogóle kiedykolwiek „patrzą na zegarek” to rybacy, którzy muszą wstawać wczesnym rankiem, by zapewnić wiosce to, co jest głównym pożywieniem jej mieszkańców. Po śniadaniu wzięliśmy torby oraz aparaty i razem z Mariuszem poszliśmy robić zdjęcia i przyglądać się życiu zaprzyjaźnionych już z nim Jamajczyków. Wszyscy przyjmowali nas z wielkim pokojem i ciepłem. Gdy dzieci biegały ucieszone prezentami, my fotografowaliśmy rodziny, ich chatki oraz to, jak żyją. Dzień minął nam w otoczeniu praktycznie nieznajomych ludzi, wśród których czuliśmy się jednak jak w rodzinie. Zupełnie inaczej niż w Polsce. Wszyscy promienieją szczęściem i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych