Wróć do katalogu

Jeden dzień z życia i śmierci

Żyj tak, aby każdy dzień miał być ostatnim dniem w twoim życiu. Drugiej szansy nie będzie. Pamiętaj.

luckyman, opublikowano , 12 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jeden dzień z życia i śmierci

Pojęcie szczęścia często kojarzone jest z wolnością. Tak właśnie się czułem. Szybowałem jak ptak w przestworzach. Wolny od trosk i kłopotów. Niezależny. Wiatr we włosach dawał mi poczucie mocy. Byłem panem świata. Mogłem budować i niszczyć. Decydować o losach innych ludzi. Rozkazywać … . Poczułem nagle szarpnięcie. Po chwili kolejne. Jakaś siła ściągała mnie w dół. - Wstawaj! Znowu zaspałeś! Spóźnisz się do pracy! – usłyszałem jakby z oddali głos Beaty, mojej żony. Powoli świadomość powracała do ciała. Leniwie otworzyłem oczy. Ujrzałem rozczochraną kobietę z którą ożeniłem się kilka lat temu. Widok jak co dzień. Wykonałem mechanicznie poranne czynności higieniczne i zacząłem wkładać mój garnitur służbowy. - Masz dzisiaj odebrać dziecko z przedszkola. Pamiętaj. Bez słowa spakowałem drugie śniadanie do teczki słuchając dalszego monologu mojej drugiej połowy. - Zrób także zakupy i … - ta chwila ciszy zaniepokoiła mnie na tyle, że podniosłem wzrok na Beatę – dzisiaj jest nasza rocznica ślubu. Chyba nie zapomniałeś? Przyjdź wcześniej do domu. Zrobię coś pysznego. - Dzisiaj akurat wrócę późno. Muszę sfinalizować transakcję z klientem. Wiesz jak długo pracowałem nad tą sprawą? No to na razie – rzuciłem na pożegnanie. Szukałem w pośpiechu kluczyków do samochodu, kiedy pojawił się jakiś łachmaniarz. - Szefie, daj złotówkę na bułkę. Od wczoraj nic nie jadłem – usłyszałem chwiejny głos. - Spadaj dziadu! Nie będę utrzymywał darmozjadów. - Może tylko pięćdziesiąt groszy? - Odejdź, bo zawołam policję! Ale to już! Wreszcie znalazłem kluczyki i zapaliłem silnik samochodu. Mimowolnie spojrzałem na wyświetlacz zegarka. Dochodziła ósma. Szef w pracy uraczył mnie spojrzeniem, które mówiło: znowu zawaliłeś, będę o tym pamiętał. Wszedłem do mojego pokoju. - O! Cześć Zbyszek! Jednak zdecydowałeś się trochę popracować? – powiedziała drobna blondynka. - Tak Kasiu. Wyobraź sobie. Gdzie są dokumenty dla naszego klienta? Dzisiaj jest spotkanie. - Jak zawsze na twoim biurku. Zacząłem wgłębiać się w sterty tabelek i wykresów. Kolumny pełne liczb. Setki sformułowań prawnych. Musiałem się porządnie przygotować do rozmowy. - Nie zauważyłeś jakieś zmiany dzisiaj? – zapytała Kasia. - Zmiany? Nie. Nie zauważyłem – odparłem nie podnosząc wzroku. - Ale popatrz na mnie. - Przecież patrzyłem. - Zmieniłam uczesanie. Nie zauważyłeś? - Nie. Ale jakbyś powiększyła sobie cycki to bym zauważył. - Cham! – rzuciła natychmiast. Zaśmiałem się szyderczo. - Dobra zabieram te papiery i lecę na spotkanie – powiedziałem i wybiegłem z biura. Miejska dżungla wcale nie różni się od naturalnej. Trzeba być Tarzanem, żeby w godzinach przedpołudniowych dostać się szybko na drugi koniec miasta. Nie wszyscy to potrafili. Ja byłem w tym mistrzem. Omijałem slalomem stojące w korku samochody i wykorzystywałem wszelkie okazje, aby posuwać się do przodu. Przepisy ruchu drogowego są przecież dla maluśkich. Ja należałem do elity. Właśnie przejeżdżałem przez kolejne skrzyżowanie na lekko czerwonym świetle, gdy nagle ujrzałem przed sobą ogromną bryłę stali, która nieuchronnie zbliżała się do mojego samochodu. Odgłos rozdzieranego metalu był ostatnim dźwiękiem który zarejestrował mój umysł. Potem nastąpiła ciemność.

***

To dziwne, ale czułem się bardzo lekki. Spokojny. Nic mnie nie bolało. Rozejrzałem się wokół. Byłem w sterylnie białym pokoju, którego ściany sprawiały wrażenie przeźroczystych barier. Wszystko było dziwne i niezrozumiałe, ale nie czułem niepokoju. Spojrzałem na ręce i nogi. Wszystko wydawało się być w porządku. Jak to możliwe? – zastanawiałem się. Miałem jeszcze w pamięci ostatni obraz wypadku samochodowego. - Zbigniewie! Ktoś mnie woła? Gdzie? Kto? – pomyślałem szybko. - Gdzie ja jestem? Co się stało? - Jesteś w niebie Zbigniewie. Spotkało cię to, co nieuchronne. Zresztą sam zabiegałeś o to. Co za brednie – pomyślałem. – Kim jesteś? - Ja? Jestem, który jestem. Żart? Nie mogłem zrozumieć. Więc umarłem? Ja? Umarłem? Przecież nie można tak sobie odejść z tego świata. Miałem jeszcze tyle spraw do załatwienia. Byłem umówiony na spotkanie … . - Zbigniewie. Pozostaw swoje ziemskie sprawy. Już ciebie nie dotyczą. Jesteś w niebie, ale raczej przejściowo. Z tego co widzę nie byłeś specjalnie lubiany. - Dlaczego!? - Spójrz przed siebie. Pokażę ci obraz z twojego pogrzebu. Ujrzałem małą grupkę osób stojących obok wykopanego w ziemi dołu. Obok na podswyższeniu leżała trumna. Wysiliłem wzrok aby przeczytać napis na tabliczce:

Zbigniew Machoń żył lat 29 pokój jego duszy

Niemożliwe! To był mój pogrzeb. Przyjrzałem się dokładnie postaciom obok trumny. Słyszałem dokładnie o czym rozmawiali, każdy szept, widziałem każdy grymas twarzy. - Mamo! Długo jeszcze? – z niecierpliwością pytał kilkuletni chłopiec. Mój syn. - Bartuś! To jest pogrzeb twojego ojca. Nie zadawaj takich pytań. Wiem, że pewnie go nie pamiętasz. Tatuś rzadko bywał w domu. Ciągle pracował. Jak dorośniesz pokaże ci go na zdjęciu – mówiła Beata. - Będzie padać – stwierdziła szeptem stojąca obok Kasia, moja koleżanka z pracy – nie wzięłam parasolki. Byłeś męskim szowinistą i przez ciebie mam jeszcze zmoknąć? Idę już. Moje zdziwienie nie miało granic. Moja rodzina i przyjaciele tak mnie widzieli? Czyżbym był aż takim draniem? Z trudem docierało do mnie jak żyłem i ile błędów popełniłem w trakcie tak krótkiego życia. Mój dotychczasowy system wartości był nic nie znaczącym tutaj aktem. - Tak Zbigniewie. Zatraciłeś to, co najważniejsze. Miłość do drugiego człowieka. Twój egoizm zniszczył nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych