Jedna z wielu
Prosta historia dziewczyny, której przeznaczenie nie jest niczym dobrym.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Planeta Vertax, położona na zachodnich rubieżach galaktyki cieni była omijana z daleka przez promy pasażerskie, oraz handlowców. Istniał jedynie jeden, bardzo stary szlak handlowy, który zahaczał o tamte niegościnne, pełne licznych zabłąkanych meteorytów rejony.
Sama planeta również nie była zbyt gościnna. Stwórca podzielił jej powierzchnie na siedem kontynentów, które dzieliła wraz ze swoimi odnogami wielka rzeka „Amma”. Jedynie nieliczne mosty zbudowane przez antycznych „Nigerian” spajały ze sobą siedem różnych światów. Były to wąskie nitki czegoś w rodzaju dróg, które były dla lokalnej ludności tak cenne, że pierwsze prawo naturalne „Nigerian” mówiło wyraźnie o zakazie ich niszczenia i żaden z siedmiu królów nigdy nie odważył się go złamać.
Ludność, która uważała się za bezpośrednich następców swoich boskich poprzedników nie stroniła od wszelkiego rodzaju konfliktów. Granice imperiów jednak od wieków przebiegały nienaruszone wzdłuż wielkiej rzeki, a wszelkie zmiany w układzie terytorialnym miały często charakter incydentalny i chwilowy.
Najwyższym punktem planety była lodowa góra nazywana często „Dachem”. Był to punkt położony na jednym z najgorętszych kontynentów, którego niemal całą powierzchnię porastała bujna dżungla. To jej wyjątkowo duża wysokość sprawiała, że temperatura na górnych partiach często była niższa niż minus dwadzieścia stopni w ziemskiej skali.
Często widoczny nad pułapem chmur szczyt górował nad gęstym lasem różnego rodzaju drzew, co czyniło go znakomitym punktem orientacyjnym dla licznych karawan kupieckich nawet i na całym kontynencie.
Szarpany różnego rodzaju wiatrami wierzchołek stanowił również idealny punkt orientacyjny dla licznych handlarzy, którzy w swoich transporterach powietrznych, ze względu na toczący się w tamtych okolicach konflikt plemienny często zaglądali w tamte strony.
Ze względu na ilość konfliktów rynek broni był niezwykle chłonny. W wojnach wojowano dosłownie wszystkim, jednak wciąż podstawowym narzędziami walki pozostawały łuki i miecze. Nie brakowało również prymitywnych armat. Jeżeli jakiś wyjątkowo chciwy handlarz sprzedał któremuś z władców bardziej zaawansowaną technicznie broń natychmiast stawał się wrogiem numer jeden dla całej reszty monarchów.
Karolina nie należała do strachliwych kobiet. Braku jakichkolwiek zahamowań nauczyły ją okolice, w których się wychowała. Niespokojna środkowa część starego kontynentu na starej planecie, również była pełna zdrady i różnego rodzaju nie przemyślanych decyzji. Wychowała się na nich i sama często popełniała głupie błędy. Zwłaszcza jeżeli chodziło o mężczyzn.
W swoim zawodzie nie miała co liczyć na związek z bogatym maklerem, albo jeszcze lepiej – przystojnym aktorzyną.
Tak naprawdę nigdy tego nie pragnęła. No morze za swoich dziewczęcych lat lubiła uciec od przygnębiającej rzeczywistości pełnej czołgów i broni palnej w świat fantazji. Wyrosła jednak na piękną i co ważniejsze – mocno stojącą na gruncie rzeczywistości – kobietę.
Nie lubiła dyscypliny, jakichkolwiek zbliżeń i stroniła od porządku. Jej znacznie przestarzały technicznie UV010 nigdy chyba nie był wystarczająco zadbany, by dla kogokolwiek przedstawiać jakąś wartość. Dla niej samej transporter był jedynie narzędziem podłej pracy. Niczym więcej.
UV010 był prostokątną bryłą z czteroma silnikami wtopionymi w burty z obu stron transportera. Wąskie szyby wbudowano jedynie w kabinie pilotów, gdzie znajdowały się tylko dwa fotele i stanowisko radiotelegrafisty.
Masywną kierownice umieszczono jedynie przed siedzeniem z lewej strony, a ewentualny drugi pilot mógł co najwyżej czuwać nad licznymi wskaźnikami wbudowanymi w panel przed nim. Większość z nich była okrągła za wyjątkiem kwadratowego ekranu, który znajdował się na samym środku tablicy rozdzielczej.
Nie działał już w chwili gdy kupowała cały ten sprzęt od jakiegoś podejrzanego dilera, gdzieś po drugiej stronie galaktyki.
Kierownica również szwankowała i zawiodła kobietą już nie jeden raz, dlatego za zwyczaj musiała polegać jedynie na autopilocie, który na szczęście dawał się programować w trakcie trwania podróży.
Kierownica aktualnie służyła jedynie do oparcie na niej stóp w skórzanym obuwiu, które było już znacznie sfatygowane, ale nie śpieszyła jej się z jego wymianą. Głównie dlatego, że najbliższy sklep z frykasami tego typu mieścił się dwie galaktyki dalej.
Kobieta siedziała wygodnie, oparta plecami o wyżłobione oparcie fotela, które pełne dziur i plam po różnorakich napojach ledwie spełniało swoje pierwotne zadanie.
Obcisłe spodenki, stanowczo już sprane kleiły jej się do ud Karoliny. Częściowo z brudu, a częściowo w skutek źle nastrojonego systemu podtrzymywania życia, który sprawiał, że temperatura w przedziale pilotów wynosiła chyba z trzydzieści sześć stopni Celsiusza. Nogawki były długie aż do kolan, głównie dlatego wpatrywała się w nagi goleń jednej z nóg i myślała sama nie wiedziała o czym.
Nader wszystko nie znosiła zapachu metalu w kabinie, którego nigdy nie zdołały pokonać jakiekolwiek urządzenia wytwarzające zapachy. W końcu zdesperowana dziewczyna dała za wygraną i przestała je stosować. Pulpit i tak w końcu był dość zagracony chociażby całą stertą pustych puszek po napojach.
Do zapachu zdołała się w końcu przyzwyczaić, podobnie jak do uporczywego uczucia żelaza w jamie ustnej, który zawsze w końcu jej towarzyszył podczas długich podróży.
Czarna koszula z krótkimi rękawami, która była nie tylko męska, ale i stanowczo za duża dla kobiety o tak smukłej figurze jak ona, również nie wyglądała szczególnie elegancko. Jednak górna cześć garderoby wyglądała znacznie lepiej, głównie dlatego, że czarna koszula nie była aż tak sprana.
Karolina nigdy specjalnie nie zwracała uwagi, na to jak się ubrać. Najważniejszą rzeczą dla dziewczyny było jedynie to, żeby było co na siebie wrzucić. Niestety niechlujny wygląd, oraz zawód jaki wykonywała często nie wystarczył by odstraszyć potencjalnych adoratorów. Bawiło ją to do czego skłonni są mężczyźni by zdobyć kobietę. Czasem nawet im się to udawało, lecz żaden z nich nie mógł jak do tej pory liczyć na dłuższą znajomość.
Ciemne włosy z jasnymi odrostami, pomimo, że ścięte do kości brody wiązała w kucyk, który sterczał z jej głowy często figlarnie niczym u małej dziewczynki.
Karolina odchyliła głowę do tyłu na oparciu fotela i spojrzała leniwie w bok, gdy mijała „dach”. Przez dawno nie mytą szybę widziała jak biały od śniegu szczyt góry mija ją równie leniwie.
Uśmiechnęła się lekko do swojej romantycznej duszy, gdy zwróciła uwagę na malownicze obłoki chmur, które gnane wiatrem rozdzierały się o szczyt góry niczym prześcieradło.
Rysy twarzy na co dzień ostre i wyraźne stały się w jednej chwili łagodne. Dziewczyna zmrużyła oczy, które wiecznie wydawały się jej za duże. Na wąskich ustach, których chyba nigdy jeszcze nie wymalowała żadną szminką pojawił się nieznaczny uśmiech. Zmarszczyła nieco grube brwi w zamyśleniu.
Mały punkt w ognistej łunie, który wydawał się początkowo lecieć wzdłuż toru lotu transportera, stawał się stopniowo coraz większy. Dziewczyna oczywiście zwróciła na niego uwagę, jednak w skutek zmęczenia długim lotem źle oceniła trajektorię lotu ognistej kuli.
Zareagowała gwałtownie dopiero gdy ujrzała meteoryt w całej jego okazałości, czyli zdecydowanie za późno. Gwałtownym skurczem mięśni brzucha znalazła się przy masywnej kierownicy transportera. W panice przesunęła wajchę autopilota i pchnęła kierownice przed siebie, modląc się niemal na głos o jakąkolwiek reakcję maszyny. Ta zareagowała jednak zdecydowanie zbyt powolnie, a potężne uderzenie przekrzywiło kadłub o solidne stopnie w lewo.
Nie zapięte jakimikolwiek pasami ciało dziewczyny najpierw upadło gwałtownie na podłogę, potem uderzyła głową o burtę. Nie było czasu na dochodzenie do siebie, a tym bardziej sprawdzanie czy głowa jest cała. Karolina jak najszybciej wskoczyła z powrotem na fotel i spróbowała ocenić sytuację, a zarazem dojść do siebie.
Wszystkie alarmy huczały w niebo głosy. Czerwona żarówka wisząca w środkowej części sufitu obmiatała pomieszczenie raz za razem czerwonym światłem. Dziewczyna spojrzała w pierwszej chwili na okrągły wskaźnik wysokościomierza, umieszczony tuż za kierownicą. Gruba wskazówka zegara powoli, ale konsekwentnie informowała ją o coraz niższej wysokości transportera. Gęsty las porastającej ogromne połacie terenu dżungli właśnie się kończył, ustępując tym samym miejsca piaskom pustyni.
Dziewczyna w panice przekręciła kierownicę w lewo i pociągnęła do siebie. Maszyna obróciła się tym razem o wiele sprawniej w drugą stronę. Ulżyło jej, gdy tylko znowu zobaczyła za popękaną szybą drzewa dżungli, oraz wierzchołek dobrze znanej sobie z widzenia góry.
Sama nie wiedziała czemu, ale poczuła się chociaż na moment bezpiecznie, a napięte dotychczas do granic możliwości mięśnie brzucha i karku rozluźniły się wprawiając dziewczynę w błogi nastrój.
Patrzyła nieprzytomnie przed siebie, prosto w sam biały wierzchołek. Nagle przestał ją obchodzić dźwięk alarmu, który ciągle wył. Gdy ledwie słyszalny, metaliczny głos obwieścił z ukrytego gdzieś w kabinie pilotów głośnika :
- silnik jeden, dwa wyłączony.
Nie spuszczając wzroku z celu swojej podróży po raz kolejny przechyliła kierownicę, jednak tym razem w zupełnie drugą stronę. Lewy bok maszyny, mimo wszystko zaczął powoli obracać się w dół. Słyszała wyraźnie jak czubki najwyższych drzew zaczynają omiatać spód kadłuba.
Dla pewnej części duszy dziewczyny stało się natychmiast jasne, że nie uda się rozbić na samym szczycie. Była już zdecydowanie za nisko ponad ziemią. Z poza czubków kolejnych drzew wyłoniła się niemal nieruchoma tafla jeziora.
Karolina nawet nie zasłoniła twarzy przed hektolitrami letniej wody jaka natychmiast zalała pomieszczenie pilotów, gdy tylko kwadratowy przód transportera z niebywałym świstem spadającego samolotu uderzył w toń jeziora. Impet uderzenia był jednak z początku zdecydowanie za silny by dziewczyna usiedziała na fotelu. Już myślała, że uderzy w gruba szybę, więc zacisnęła powieki.
Ściana wody odepchnęła jednak ciało dziewczyny zdecydowanie za wcześnie, by stała jej się krzywda. Nawet nic nie poczuła gdy przeleciała za oparcie fotela, a ból sprawiło jej dopiero uderzenie kręgosłupem o tylną ścianę kabiny. Najgorsze z tego wszystkiego był jednak cios w potylicę, który nastąpił setne sekundy później. Tylko dzięki niesamowitemu szczęściu, oraz chyba silnej woli udało jej się zachować przytomność umysłu.
Gdy otworzyła oczy całe pomieszczenie zalała już woda, a cały przód maszyny znalazł się pod tafla jeziora. Instynktownie nachyliła się w stronę przednich szyb kabiny pilotów. Odepchnęła się nogami z całej siły od tylnej ściany i zaczęła energicznie wiosłować rękami.
Płynąc niczym żaba przecisnęła się przez prostokątną dziurę, jaka powstała w miejscu, w którym była kiedyś szyba. Najpierw spojrzała w dół, gdzie zobaczyła całe mnóstwo różnego rodzaju zieleniny, potem w górę.
Błękitna tafla wody zbliżała się coraz bardziej, aż w końcu dziewczyna mogła wziąć głęboki oddech na powierzchni. Jeszcze przez chwilę patrzyła się w powietrze oddychając przy tym głęboko i nie mogąc uwierzyć we własne szczęście rozglądnęła się energicznie w obie strony.
Czuła w ustach smak słonej wody, a do jej uszu zaczęły dochodzić odgłosy jakiś dziwnych ptaków, które przelatywały chyba bezpośrednio nad jej głową. Widziała również wystającą z wody ładownię transportera z jeszcze widoczną dziurą, która za pewne powstała w skutek niedawnej kolizji.
Transporter wydawał się tonąć szybko na oczach dziewczyny, tak że w końcu błękitne wody jeziora pochłonęły go bez reszty.
Nie miała zielonego pojęcia jakie drapieżniki żyją w środowisku, w którym się znalazła, głównie dlatego zaczęła płynąć do najbliższego brzegu bardzo powoli. Naprawdę uspokoiła się dopiero gdy poczuła pod zniszczonymi podeszwami butów kamienie, a woda zaczęła sięgać jej zaledwie po pas.
Jeszcze dobrze nie wyszła z wody, a osunęła się na kolana. Była wykończona. Poczuła ogromny głód, który domagał się zaspokojenia. Zrezygnowana usiadła na kamienistym dnie i odgarnęła kosmyki mokrych włosów z czoła. Wiedziała, że musi pozbierać myśli, co wydawało jej się w tamtych chwili rzeczą nie możliwą. W dużej mierze z powodu wciąż pulsującego bólu w potylicy. Nawet zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie skończyło się na wstrząsie mózgu.
Odgarnęła natrętne myśli, które z pewnością nie były pomocne w zaistniałej sytuacji i spróbowała spojrzeć na swoje położenie nieco z innej perspektywy. Wylądowała, a raczej rozbiła się w zupełnie nie znanym dla siebie środowisku, bez żywności i jakichkolwiek przyrządów nawigacyjnych. Jak na razie wiedziała, że za dnia panuje ogromna wilgotność i wysokie temperatury. Nie miała zielonego pojęcia jakie rośliny są jadalne, a jakie trujące. Nie wiedziała wreszcie czy ta dzicz jest zamieszkana i jakie występują w niej drapieżniki. Jedyna broń na jaką mogła liczyć właśnie osiadała na dnie jeziora. Poczuła gwałtowne ukłucie w żołądku na myśli ile straciła już na samym początku tej parszywej przygody pieniędzy.
Spojrzała jeszcze raz tym razem z ukosa na wystający z poza najbliższej kępy drzew wierzchołek „dachu”. Nie wiedziała dlaczego, ale instynkt prowadził ją prosto na jaj skaliste szczyty. Czuła, że ma tam sprawę do załatwienia, jednak nie miała zielonego pojęcia jaką. Zawsze polegała na swoim instynkcie, a teraz nawet musiała. W końcu żaden inny pomysł nie przychodził jej do głowy.
Karolina wciąż nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil jaroslaw.juszkiewicz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…