...jest słodka
Dare You dare You double dare You
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
...jest słodka
Jesteśmy żołnierzami zwycięskiej armii Gieorgija Żukowa! Jesteśmy bohaterami! Nasza dywizja zmierza coraz bardziej w głąb Rzeszy. Ostatnie oddziały niemieckie schroniły się w Alpach. Nasi sojusznicy amerykanie nie mogą ich wykurzyć. Zmierzamy na pomoc przyjaciele! - Wołodia jest tam coś?- krzyknąłem do ‘’towarzysza’’, który jechał przed kolumną naszych T-34 w starym dobrym Czapaju - Nic a nic towarzyszu sierżancie- odpowiedział Wołodia - Czemu mnie to nie dziwi- mruknąłem do siebie- chłopaki chyba szanowny towarzysz komisarz nie będzie zły jak sobie zrobimy kilkugodzinną przerwę prawda? - ‘’Tak jest towarzyszu sierżancie!’’- odparł mi gromki okrzyk wszystkich czołgistów jacy byli w kolumnie. Cała nasza kolumna wjechała na rozległą bawarską polanę. Piękne widoki. Gospodarstwa, zboże rośnie sobie jak dawniej, nie pamięta o wojnie o obozach koncentracyjnych. Idealne miejsce na wakacje, a może i na całe życie. A na południu. Alpy, piękne góry. I ta alpejska czekolada. A my, jedziemy tam żeby zrównać te góry z ziemią. Mamy wysadzić w powietrze każdą jaskinie, każdy załom, każde miejsce, w którym mogą być hitlerowcy. Jak ja tu trafiłem? Byłem przecież zwykłym studentem na moskiewskim uniwersytecie. Teraz byłbym archeologiem, zawsze o tym marzyłem. Siedziałbym teraz we Włoszech i szukał skarbów starożytności. Ale nie Niemcy sobie wymyślili wojnę. Początkowo myślałem ze skoro działamy z nimi razem to nic nie przeszkodzi w zrealizowaniu moich marzeń. Ale rok 1941 pozbawił mnie jakiejkolwiek nadziei. Nasi wielcy przyjaciele wjechali na nasze tereny swoimi czołgami, zdeptali nas swoimi dywizjami piechoty i zbombardowali nasze miasta tysiącami bomb. I tak znalazłem się pod Moskwą, na szczęście uniknąłem Stalingradu. A teraz jestem tutaj. W Niemczech. W Bawarii. - Wasilij chodź z nami!- podbiegł do mnie Wołodia - Towarzyszu gdzie szacunek dla stopnia- starałem się zachować powagę Nie udało się. Wołodia parsknął śmiechem tak serdecznym że tez ciężko mi sie było powstrzymać. Zaczęliśmy rżeć jak głupi. - No dobra Wasilij nie pieprz mi tu głupot tylko chodź- powiedział Wołodia nadal chichocząc. - No już idziemy tylko się pozbieram. Szliśmy między czołgami, większość towarzyszy już miała lekkie problemy z równowagą ale co tam jutro będą jak nowo narodzeni. Doszliśmy do kręgu ogniskowego, ale jedna rzecz mnie w nim urzekła. Zwykle żeby płomień się nie rozszerzał leżą kamienie. Ale tym razem kamienie zastąpiły niemieckie hełmy. No cóż nie ma to jak inwencja twórcza. Siedliśmy na miękkiej trawie. Dokoła ogniska siedzieli zwykli żołnierze dla których w tej chwili nie miała znaczenia armia lub stopnie wojskowe. Wszyscy pili wódkę i wszyscy się świetnie bawili. Ja tez nie ukrywam lubiłem dobrą rosyjską gorzałkę. Napiłem się jeden kieliszek, drugi, trzeci, osiemnasty. I tyle, Wszyscy już spali, Wołodia też. Mówił coś przez sen ale on to ma w zwyczaju. Po kilku próbach udało mi się wstać i zatoczyć do swojego czołgu. Wdrapałem się na pancerz i za wszelką cenę chciałem dostac się do włazu. - Kuwa, kuwa mać, ździe ten właz. Wiele podobnych słów uleciało w nocne powietrze zanim udało mi się otworzyć właz i wpełznąć do wnętrza stalowego potwora. Usnąłem w ciągu kilkunastu sekund. BĘC BĘC BĘC - Cicho! Nie tak głośno! Mój łeb! - Wasilij żyjesz?! - Wołodia to Ty? - No, otwórz ten właz już się zbieramy - O jasna cholera zapomniałem. Otworzyłem właz i oślepiające światło wpadło do środka. - Słońce, kochane słońce. Wylazłem z czołgu i siedziałem dłuższą chwile na rozgrzanym pancerzu mojego T-34. Przyjemne ciepło ogrzewało moją skórę i gdybym tylko mógł przesiedziałbym tak cały Boży dzień. Cholera trzeba znowu gdzieś jechać. Od 4 lat ciągle tylko jeżdżę. - Dobra chłopaki wiem ze trochę wczoraj tego ale mus to mus jedziemy dalej. - Kto dzisiaj prowadzi kolumnę?- zapytałem Wasilija - My towarzyszu sierżancie. - No tak nie ma się czego dziwić, naprzód! Jechaliśmy pierwsi a za nami ruszyła cała kolumna dwustu czołgów. Wspaniały dźwięk i widok. Ryk silników rozrywa powietrze na strzępy. Ziemia drży pod gąsienicami straszliwych żelaznych bestii. Cała kolumna wjechała na ubity dukt wiodący nas przez ten wspaniały i odrażający kraj. Spoglądałem raz po raz za siebie czy wszystkie czołgi wjechały na drogę. Jako że my prowadzimy całą kolumnę to jesteśmy odpowiedzialni za resztę czyli sto dziewięćdziesiąt dziewięć czołgów. Co chwilę mijaliśmy jakieś bawarskie gospodarstwo z masą pięknych niemieckich dziewczyn z gigantycznymi piersiami. Za każdym razem słyszałem dobiegające z tyłu ‘’ meine Fraulein’’. Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Minęliśmy wiele takich domostw i po jakimś czasie wjechaliśmy w las. Teraz pierwszy jechał już Czapaj z Wołodią jako naszym ‘’Sokolim Okiem’’. Kolumna znacznie zwolniła gdyż las w rzeczywistości był o wiele bardziej gęsty i niedostępny niż się wydawał. - Stop, stop, zatrzymajcie się! - Wołodia co jest, co tam widziałeś? - Zaraz idę to sprawdzić, daj mi kogoś! - Iwan idź z Wołodią i weź pepeszkę, szybko!- wskazałem ręką młodego żołnierza, był naprawdę młody obok naszych starych wyjadaczy spod Moskwy. - Tak jest towarzyszu sierżancie! Iwan razem z Wołodią zapuścili się nieco w las penetrując jego gęstwinę. Trochę czasu tam spędzili. Zacząłem się denerwować i już zacząłem formować drużynę ratunkową. Chwilę później oboje przybiegli do mojego czołgu. - I co tam było?- zapytałem zniecierpliwiony - Nic, chyba mi się przywidziało, ale... - Co? Coś tam widział? - Wydawało mi się że tam była jakaś dziewczynka. - Jesteś pewny? - Nie wiem. - Dobra jedziemy dalej ale teraz macie uważać i niech drugi ran nic Ci się już nie przywidzi, zrozumiałeś? - Tak jest, rozumiem Jechaliśmy teraz naprawdę żółwim tempem. Co jakiś czas wołałem Wołodie i pytałem się czy czegoś nie zauważył. Odpowiadał ze nie. To co powiedział o tej dziewczynce nie dawało mi spokoju. Jemu nigdy nic się nie przywidziało. Ale trwa wojna, widzieliśmy wiele obrazów które były tak obrzydliwe że człowiek nie jest w stanie ich opisać żadnym ze znanych języków. Po kilkudziesięciu minutach las zaczął być coraz rzadszy, aż w końcu zaniknął całkowicie. Zostawiliśmy tą ciemną gęstwinę za sobą. Jechaliśmy ponownie przez polany i między kłosami zboża. Jednak tutaj nie było już słońca ani żadnych gospodarstw. Im dalej jechaliśmy tym bardziej było chłodno. Przecież jest maj powinno być ciepło. W pewnej chwili wjechaliśmy w lekką mgłę. Lecz z czasem ta mgła była coraz bardziej gęsta. Po kilku minutach nie byłem w stanie zobaczyć obiektu oddalonego o kilka metrów. Zawołałem Wołodie i kazałem im jechać zaraz przed czołgiem. To co stało się teraz przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Z nieba zaczął padać śnieg! Śnieg w maju! To jest niemożliwe! - Wołodia stój, słyszysz stop!! - Już, już słyszę. - Wołodia chodź tu! - Co chcesz towarzyszu... - Przestań chrzanić, widzisz to?! Śnieg pada w maju! - Wasilij widzę ale przecież to tylko śnieg połącz się ze sztabem korpusu i zamelduj o tym. Nic innego teraz nie możemy zrobić. - Masz racje Wołodia, musze się uspokoić i zawiadomić sztab, Iwan daj tu radiostacje! - Tak jest towarzyszu sierżancie.- odpowiedział młody podkomendny Wasilija - Tu 24 Dywizja Pa... C co jest?- zacząłem zwykłą formułkę ale radio było głuche - Wasilij co się stało? - Tylko szum nic więcej tylko szumi, co się tu dzieje do jasnej cholery? - Wołodia widzisz to? Tam jest jakiś znak, pójdziesz to sprawdzić? - Gdzie on jest, aa tam widzę jasne już idę, Iwan chodź ze mną Przeszli kilka kroków i zatrzymali się przed znakiem. Chwile się na niego popatrzyli, nieznacznie przy tym konwersując. Minęła niecała minuta a oni już byli z powrotem. - I co tam jest na tym znaku?- zapytałem Wołodie - To chyba nazwa miasta, Hu... Hege... - ‘’Hugel Grabesstille’’, towarzyszu sierżancie- powiedział z dumnym uśmieszkiem Iwan - Znasz niemiecki Iwan?- zapytałem młodego - Troszkę, ale nie wiem co to znaczy po rosyjsku towarzyszu sierżancie. - Zaraz się dowiemy gdzieś tu mam słownik- odparłem chowając się w wieżyczce czołgu- dobra mam ‘’Hugel’’ znaczy ‘’wzgórze’’ a ‘’Grabesstille’’ to ‘’martwa cisza’’. - ‘’Wzgórze Martwej Ciszy’’ niezła nazwa dla miasta- powiedział Wołodia - Dobra wjeżdżamy do tej mieściny, ruszajcie. Wzgórze Martwej Ciszy co to za nazwa. Jeszcze ta mgła i śnieg. Przerażające. Bałem się, mijając ten znak poczułem dziwne ukłucie w klatce piersiowej. Dojechaliśmy do pierwszych zabudowań. Murowane domy z szybami i firankami. Niby nic szczególnego, zwykłe miasto. Ale jednak... - Jezu Chryste!!!!- krzyknąłem niemal wpadając do wnętrza czołgu - Wasilij co się stało, Wasilij co jest?- wrzeszczał Iwan szarpiąc mnie za ramie - Tam, tam w oknie widziałeś prawda widziałeś? - Ale co Wasilij co??- Iwan nadal wrzeszczał trzymając mnie za ramie - Dziewczynkę tam w oknie była dziewczynka, ona nie miała nie miała ust!!!! W tym momencie podbiegł do nas Wołodia. Poklepał mnie po policzkach i zaczął mówić. - Widziałeś dziewczynkę? Bez ust? - Tak widziałem. Ty to widziałeś w lesie tez tą dziewczynkę? - Chyba ale nie jestem pewien może to tylko zwidy.- kręcił głową Wołodia- Iwan weź kilku ludzi i idziemy sprawdzić ten dom. A ty Wasilij zdrzemnij się to Ci pomoże- uśmiechnął się Wołodia. Szybko usnąłem. To miejsce sprawiło ze bardzo szybko usnąłem. Nie wiem czy to widziałem naprawdę. Musze znaleźć odpowiedź. Otwarłem oczy. Właz do czołgu był zamknięty, nie pamiętam żeby ktoś go zamykał. Z trudem podniosłem rękę i otworzyłem właz. Do wnętrza wpadło kilka płatków śniegu. - Kurwa mać to nie był sen!- zerwałem się uderzając głowa o pancerz czołgu Szybko wygramoliłem się z tej ciasnej nory. Tylko wypełzłem na powietrze i od razu cofnąłem się z powrotem do środka. Byłem tam tylko ja, tylko mój czołg, byłem sam! - Jasna cholera co teraz, co teraz, musze się stąd wydostać, wrócić do sztabu. Wyszedłem z czołgu i rozejrzałem się po okolicy. Po prawej stronie o gąsienice stał oparty półautomatyczny Tokariev oraz kilka magazynków walających się po ziemi. Podniosłem karabin a magazynki powkładałem do kieszeni. - Czekaj, czekaj ostatnio chcieli przeszukać dom. Dobra trzeba iść do tego domu. Przeszedłem przez ulice i stanąłem przed drzwiami tego domu. Bałem się nawet dotknąć klamki. Ale musiałem wiedzieć kim była ta dziewczynka. Nerwowo nacisnął klamkę. Odsunął się od drzwi i na tyle by mógł pchnąć je lufa karabinu. Drzwi ustąpiły z przeraźliwym zgrzytem. Powoli wszedłem do pokoju. Stał tam duży stół oraz kilka foteli. Podszedłem do stołu, zauważyłem na nim kilka zapisanych kartek. Były zapisane krwią! Wszystkie z wyjątkiem jednej były zapisane po niemiecku. Tylko na jednej była znana cyrylica , ‘’Dźwięk bez brzmienia, pierwsza lekcja, pierwsze nuty’’. Co to znaczy do cholery? Wiem! ‘’Pierwsza lekcja’’ czyli szkoła musze iść do szkoły. Gdzie jest szkoła? Dobra przeszukam resztę pomieszczeń. Poszedłem do kuchni przynajmniej tak mi się wydawało, był tam piec i kilka półek kuchennych, przeszukałem wszystkie ale tylko ostatnia była otwarta. Znalazłem w niej mapę. - Bogu dzięki mam mapę! Dobra teraz musze znaleźć szkołę czy coś takiego. Wróciłem do pokoju w którym był stół, usiadłem przy nim i rozłożyłem mapę. Trochę się pogubiłem ale wreszcie znalazłem swoją pozycję oraz szkołę muzyczną. Oprócz tych charakterystycznych budynków w mieście był również kościół oraz stary ratusz. Zebrałem ze stołu mapę i wyszedłem z domu. Na ulicy nie było już mojego czołgu tylko... ogień? Podbiegłem do tego miejsca. Na drodze płonął znak. - Co to jest jakaś gwiazda? Gdzie jest kurwa mój czołg?! Co się tu dzieje?! - Dowiesz się. To Cię tu trzyma.- powiedziała stara kobieta, miała na sobie ciemny płaszcz bardzo zniszczony, podziurawiony. - Kim jesteś? Czego chcesz? Wiesz co się tu stało? - Jestem Dhalia, będę Cię prowadzić. - Co? Gdzie ty chcesz mnie prowadzić, chce stąd tylko uciec i to czym prędzej - Naprawdę? Nie chcesz się czegoś dowiedzieć? Nie chcesz wiedzieć o niej? - O kim... o niej, chodzi Ci o dziewczynkę? Co o niej wiesz? Kim ona jest? - Musisz ja uratować, tylko Ty jesteś jej nadzieją. - Co Ty bredzisz kobieto, powiedz mi kim ona jest. - Dowiesz się tam gdzie zmierzasz. Dowiesz się na pierwszej lekcji. Do zobaczenia. - Ej czekaj skąd wiesz o pierwszej... Gdzieś ty się podziała. No i nie ma jej zniknęła. Co się tu dzieje? Rozejrzałem się wokół ale nie było już tej kobiety. Tylko mgła i śnieg. Ruszyłem z mapą w ręku w kierunku szkoły. Mijałem wiele domów, im bardziej zagłębiałem się w to miasto tym większy czułem lęk i coraz szybciej biło mi serce. Po kilkunastu minutach stanąłem przed ceglanym budynkiem z napisem ‘’Akademia muzyczna imienia Wolfganga Amadeusza Mozarta’’ przynajmniej tak mi się wydawało nie znam dobrze niemieckiego. Już chciałem nacisnąć klamkę ale usłyszałem jakieś jęki i wycia. Obróciłem się z gotowym do strzału karabinem. Przede mną stało coś... jakiś mały potwór cały zakrwawiony i bez twarzy, nie miał oczu ani ust. W ręku trzymało duży nóż, kuchenny nóż. - Czym Ty jesteś mała cholero- powiedział sam do siebie zgrywając przyrządy celownicze Strzał Mały stwór upadł na plecy bez głowy. Pocisk z Tokarieva rozerwał jego ‘’głowę’’ na strzępy. Teraz mogłem otworzyć drzwi do budynku. Podwójne odrzwia otwarły się skrzypiąc. Wielki hol był całkowicie pusty. Przy ścianach stały ławki a okna były pozabijane deskami. Na ścianie naprzeciw drzwi wisiała mapa całej szkoły. - Chyba ją wezmę przyda mi się. Zabrałem mapę i obróciłem się w stronę schodów. - Jasna cholera znowu?! - Pomóż mi- powiedziała drżącym głosem dziewczynka, po czym rozpłynęła się w powietrzu -
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil _Jaskier_
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…