Jestem swoją bezsennością
Opowiadanie o kolejnej bezsennej nocy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie mogę spać. Nie spałem od czterech dni, osiemnastu godzin i czterdziestu trzech minut. Od trzech dni, ośmiu godzin i piętnastu minut nie byłem w pracy. Od dwudziestu trzech godzin nie wychodziłem z mieszkania. Od trzech godzin nie wstawałem z łóżka.
Jestem ciałem w bokserkach od Calvina Kleina leżącym na dwuosobowym, wodnym łóżku z IKEI. Jestem swoją nogą wystającą z bokserek, na którą komar przeprowadza atak. I jestem dłonią zabijającą owada. Jestem oświetloną blaskiem telewizora twarzą z podkrążonymi oczami. Jestem swoją bezsennością trwającą cztery dni, osiemnaście godzin i czterdzieści osiem minut.
Czuję dokładnie każdą część swojego ciała. Czuję jak krew krąży w żyłach i słyszę jak serce pompuje tą samą krew. Jestem płytkami krwi przemierzającymi kilometry moich żył i tętnic. Jestem teraz w aorcie i w dużym palcu lewej stopy. Nie ma mnie tylko w penisie. Dawno mnie tam nie było. Zastanawiam się czy jestem impotentem czy nie staje tylko z braku kobiety. Nie onanizowałem się ponad miesiąc. Nie dotykałem swojego kutasa ponad miesiąc. Nie biłem Niemca po kasku, nie waliłem gruchy, nie biłem konia, nie jechałem na ręcznym od ponad miesiąca.
Zastanawiam się czy wróżbita Maciej jedzie na ręcznym. Zastanawiam się jak często to robi. Czy dotyka swojego kutasa i porusza nim w górę i w dół, w górę i w dół. Patrzę na jego głupkowaty uśmiech, idealnie proste i białe zęby. Zastanawiam się czy jest świadom swoich pięknych, prostych zębów. Chwytam telefon leżący obok poduszki i wybieram numer podany na ekranie.
Cisza, cisza, cisza, sygnał, cisza, sygnał, cisza, sygnał, cisza. - Witam, wróżbita Maciej. Karta prawdę ci powie, karta nie skłamie. Z kim mam przyjemność? – słyszę jego głos podwójnie, przez słuchawkę i z telewizora. - Nie mogę spać – odpowiadam krótko. Dziwnie słyszeć swój głos. Jakby nie mój. - Przykro mi – on na to – co chciałby pan wiedzieć? - Co? – zajęty swoim głosem, nie rozumiem pytania od razu. - Czego mam szukać w kartach? Czego? Co on pieprzy? - Kiedy zasnę – mówią moje usta. Nie chciałem tego powiedzieć. Widzę jak wróżbita Maciej rozkłada karty, coś mruczy i buczy. - Ciężko, ciężko. Karty nie są jasne – mówi i wyciąga wahadełko. Kręci nim jak kretyn, a moje oczy obserwują jak kamyczek z piórkiem zatacza kręgi. Jestem moimi oczami zataczającymi kręgi. - Ciemno, nic nie widzę- mówi w końcu i przestaje kręcić wahadełkiem. Moje oczy krążą nadal – czego innego mam szukać? Pokera. Szukaj pan pokera. - Pokera. Szukaj pan pokera – to mówię ja. Chciałem to powiedzieć. - Pokera? Nie mam tu pokera. Mam tylko parę. Dobrać karty? – śmieje się. - To słabo. Nie, nie dobieraj. Cześć – zmieniam kanał. Wytatuowana blondynka ssie kutasa wielkiego bruneta. On mruży oczy, ona mruczy ze smakiem. Kończy, a on w nią wchodzi. Zaczyna pieprzyć, ona zaczyna krzyczeć. Krzyczy głośno, prawie nieludzko, nienaturalnie.
Wstaje i ubieram się. Do kieszeni wkładam portfel i telefon. Pilotem pogłaśniam dźwięk w telewizorze. Jestem dumny z moich kolumn. Mają moc. Wynaturzone krzyki rozchodzą się po całym mieszkaniu, pewnie po klatce też. Sąsiedzi się wkurwią. Dobrze, nie cierpię chui. Wychodzę z mieszkania i zamykam za sobą drzwi. Klucze chowam do kurtki, drzwi zamknięte, odwracam się i idę. Za sobą słyszę krzyki. Ile on może ją pieprzyć? Ciekawe ile dziennie pieprzy, pewnie setki.
Na ulicy chłodno, orzeźwiająco, lecz ja tego nie czuję. Ciągle chce spać. Wciąż nie mogę usnąć.
Nie wiem w którą stronę mam iść. Nie wiem nawet po co wyszedłem, ale jak już tu jestem to idę przed siebie. Przyjemnie pusto na ulicach. Noc wygoniła kretynów, zostałem tylko ja. Skręcam w uliczkę i zostawiam za sobą swoje osiedle.
Z nowoczesnego, nowobogackiego rejony skręciłem w dzielnicę biedoty. Dziwnie planują miasto. Budują drogie apartamentowce obok starych czynszowych kamienic, obdrapanych i brudnych jak ich mieszkańcy. Okna są nisko, tuż przy chodniku i jedzie od okien wódką. Tanią, za dychę pół litra. Idę wzdłuż kamienicy i zaglądam w okna. Większość ciemna i zasłonięta. Pusto, pusto, pusto, pusto, bingo! Znów ktoś się pieprzy, od tyłu. Widzę babkę i widzę faceta. Ona inaczej krzyczy, łagodniej, jak człowiek. On czerwony na mordzie. Dyszy zmęczony, chyba długo nie pociągnie. Zauważa mnie. - SPIERDALAJ! – krzyczy, nie przerywa – WYPIERDALAJ CHUJU! Chwilę stoję, nie ruszam się. Po chwili i tak idę. Nie ma na co patrzeć. Gruby on, brzuchem chuja przesłania, a ona ma krzywy nos. Zupełnie jak biedota. Wiedziałem czego tu się spodziewać.
Idę ciągle wzdłuż kamienicy, mijam bramy, każda ciemna. W którąś warto skręcić, zobaczyć od środka. Nie wiem w którą, wybór jak w loterii, mogę przegrać, trafić pustą. Może trafi mi się pełna i wygram?
Wybieram trzecią w kolei, sto metrów od okna, grubasa, jego brzucha i kutasa, którego nie widzi.
Chyba przegrałem. Pusto tu. Nudne odpychające podwórko, paskudne jak kamienice i mieszkańcy tych kamienic. Odwracam się i wychodzę, a raczej chcę wyjść bo przede mną pojawia się dwóch w dresach i kapturach. Dresy chuja warte, po piętnaście na bazarze. Wiem, ojciec takie kupował. - Masz fajka? – pyta jeden. Dziwne, niższy ode mnie, prawie o głowę, a ja nie jestem wielkoludem, ledwie metr osiemdziesiąt pięć. Dziecko, myślę, dziecko, a pali. - Nie – krótko odpowiadam z obrzydzeniem. Chyba wyczuł moją pogardę bo wyciąga nóż. Zamacha się, lecz nie trafia. Słabo, chyba się nie przykłada. Drugi tylko patrzy. Założę się, że jest przestraszony. Założę się, że kupa w tempie TGV przeciska się przez jelito grube.
Znów macha nożem, bliżej mnie. Może jednak chce mnie trafić. Jestem sercem, które zaczyna bić szybciej. Jestem krwią, która szybciej krąży. Jestem swoją krwią na ziemi bo właśnie mnie trafił. Słabo, choć nawet nie boli. Chyba tylko drasnął. Jestem teraz moją pięścią, która bez rozkazu trafia w nos nożownika. Jestem dłonią, która chwyta upuszczony nóż. Pcham nożem na oślep i trafiam. Jestem oczami, które dostrzegają strach pod kapturem. Jestem znów swoją dłonią z nożem, która zadaje kolejny cios. I przez chwilę nie jestem sobą tylko bezwładnym ciałem wyrostka osuwającym się na ziemię.
Nóż ocieka ciemną krwią, wciąż jest w mojej dłoni. Zostałem sam z tym nożem i ciałem przed moimi stopami. Drugi gdzieś uciekł. W sumie to mi zwisa. Jemu mniej. Czuję, że mogę za nim biec. Jestem adrenaliną produkowaną przez nadnercza. Jestem sercem bijącym szybko, już nie ze strachu. Zapominam nawet, że sam krwawię. Nie zapomina o tym mój bok, choć nim rzadko jestem.
Klękam przy ciele i starannie wycieram nóż w dresowe spodnie. Potem chowam go do kieszeni kurtki. Czuję, że muszę przeszukać ciało, nie wiem po co, ale tak wypada. Wkładam rękę do prawej kieszeni spodni. Portfel i telefon. Telefon wyrzucam. W portfelu znajduję dowód osobisty. Proszę, jednak miał dwadzieścia lat. Raptem dekadę młodszy ode mnie. W drugiej kieszeni znajduję paczkę papierosów. Wyciągam jednego i zdaję sobie sprawę z tego, że nie mam zapalniczki. Nigdy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Hank
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…