Jezioro Lodowe cz.1
Kiedy wyruszał w swą podróż nie wiedział jeszcze, że to jezioro które kiedyś miało go zgubić, zemściło się w inny sposób.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1. Tamtej nocy było cicho. No, można tak powiedzieć. Chociaż dudniącego pociągu z pewnością nie nazwałbym ciszą nigdy wcześniej, to tym razem brak jakichkolwiek innych dźwięków wobec nieustającego terkotu kół wydał mi się wręcz dziwny. Ostatnie trzy dni mocno dały mi w kość. Nieustanny niemalże deszcz lał się non stop przez szpary między deskami, mocząc mi głowę i rozwalone po ciasnym wagonie siano. To z kolei, zaczęło powoli pleśnieć i wydzielać wiejski smród rodem z zaniedbanej stodoły. Do tego, sam wagon walił spróchniałym drewnem i jakimś nieznanym, wszechobecnym grzybem, który tylko czekał, żeby wypełznąć z którejś ze szczelin. Była to pierwsza sucha noc od dawna. Gorący wiatr przynosił z zewnątrz zapach błota i rdzy, urozmaicając tę, jakże piękną, podróż. Pomimo tego rzekomego nawiewu powietrza, klitka ta była tak ciasna, tak duszna i tak cuchnąca, że zaczęła mi doskwierać klaustrofobia oraz halucynacje. Te drugie, najczęściej przychodziły w czasie krótkiego, półświadomego snu, który spływał na mnie zdecydowanie zbyt rzadko, a kiedy już to robił, to można było umierać. Koszmary, brak oddechu, czy dawno zapomniane, żenujące wspomnienia to tylko wierzchołek. Parne, letnie powietrze wymogło na mnie pot. Uświnione, mokre ubranie przykleiło się do mojej skóry jeszcze bardziej i miałem wrażenie, że nią. Lato było w pełni. Deszcz absolutnie nie przynosił żadnego ukojenia, ba! jedynie zawilgocał ciężkie powietrze i utrudniał i tak ledwie dostrzegalne oddechy. Oparłem głowę o mokre deski. Górzyste lasy i doliny falowały niczym wzburzone morze w czasie sztormu, a księżyc świecił mocnym, żółtym blaskiem imitując promienie słońca odbite od słonej tafli. W kilka chwil później straciłem przytomność. Zatęskniłem znów za morzem... Za tym słonym smakiem w ustach, piaskiem pod stopami. Przeganianiem ze stoiska pani Velroy głupich, nieznośnych mew skubiących szprotki, które sama zainteresowana trzymała najpewniej w jakiejś cuchnącej piwnicy. Naturalnie, nie za darmo - w zamian za słoik przesolonych śledzi. Za panią Mestert goniącą za pijanym mężem w wąskich, krętych uliczkach. Za małą Sweezy, którą, nie wiedzieć czemu, bawiły słabe żarty Kaena, opierające się głównie na pierwotnych odruchach i najprostszych potrzebach. Za skąpym Tillim, kradnącym kozi ser prosto z obory Dzikiego Bena. Za Emerald, jej mężem i ich wysiedzianymi fotelami, w których pija się herbatę ze słodkim syropem. Za ciotką Feris, która ciągle narzeka, ale nigdy nie skąpi serca. Za mamą, która wciąż czeka. I za Karminą. Za moją lilią, moim światem, stalą w moim mieczu. Przesłodką, przesłodką Karminą... Nagle wagon szarpnął w tył. Pociąg raptownie się zatrzymał, nie dbając o wstrząs zawartości. Sam odbiłem się od desek uderzeniem w głowę. Chwyciłem się za zbolałą skroń i syknąłem. Cholerny maszynista znów pewnie się upił! Tymczasem, z zewnątrz zaczęły dochodzić głosy. Ciężkie kroki stąpały po twardym podłożu, krążąc tuż za drewnianą ścianą. Znajomy, żołnierski ton kazał mi wstać i odejść w ciemny róg wagonu, by w razie wejścia nie zostać od razu wykrytym. Tak jak zresztą przewidziałem, sekundy później, głęboki głos rozległ się po drugiej stronie drewnianych wrót. Kolejna kontrola... Tak naprawdę do teraz nie wiem, czemu służyły te nieustanne rewizje, ale jednego byłem wtedy pewien. Ja nie byłem mile widzianym gościem. Nie minęła minuta, a masa przesunęła się za moimi plecami. Zacisnąłem usta, powstrzymując oddech, który mógłby mnie zdradzić. Do środka wdarło się trochę lżejszego powietrza, a następnie do środka wstąpił żołnierz. Nigdy nie spodziewałbym się takiego żołnierza gdziekolwiek, a już na pewno nie w jednostkach rewizyjnych. Malutki chłopaczek, w o wiele za dużej żołnierskiej kurtce i czapce opadającej na oczy. No, szeregowiec jak się patrzy... On stał tak przez moment, wydzielając z siebie aurę zagubienia. Dopiero, gdy donośny głos wrzasnął na niego z zewnątrz, ten się ocknął. Cały aż podskoczył i trzęsącymi rękoma wydobył zza pasa ogromną latarkę. Skierował ją przed siebie, a z niej błysnął jasny promień światła, który, niestety, zniknął tak szybko jak się pojawił. Wadliwy sprzęt z transportu numer 23... Głos z zewnątrz wrzasnął po raz kolejny, tym razem posyłając za sobą ciężką, żelazną manierkę, która trafiła chłopaka w ramię. Ten stęknął się i skulił na ziemi. Niemalże natychmiast…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ShootingStar
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…