Wróć do katalogu

Kapitan Moljarte cz.I i II

Opowiadanie o złym losie, smutku, rozpaczy i walce o przetrwanie... .

Żubr, opublikowano , 17 min czytania, 4,2 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Kapitanie! Luk magazynowy przecieka! Główny maszt zerwany, sternik nie żyje a resztki naszych okrętów odpływają! Kapitanie! Na zęby Gaha … !– Do krzyczącego bosmana, odwróciła się mokra od słonej wody twarz. Czarne jak czeluści otchłani włosy zakrywały zmarszczone czoło, jego głos był jak piorun w czasie ciszy. Wokół wrzała walka a abordaż jednego z pirackich okrętów stał się prawdą. Nie dało się w jego głosie wyczuć krzty strachu, w jego oczach nie było miejsca na panikę. - Imeshia nie odpłynie. Walczymy do końca. Ustawić kusze na pomoście, strzelać na mój rozkaz, w kierunku mostków przechwytujących. Niech te morskie kundle, wejdą na mój okręt. Może i będzie to ostatnia walka, ale Hetrion mi świadkiem! Że nie będzie nikogo, kto chwalić będzie się tym zwycięstwem. Zażarta walka trwała jeszcze z godzinę kiedy z zachodu nadciągnęła olbrzymia burza. Większość z Imeshiyjskiej floty zdołała już opuścić pole walki, pozostawiając w tyle kilka doszczętnie spalonych i zniszczonych okrętów. Straty w ludziach były olbrzymie a piracka flota zdołała zdobyć dwa statki, typu „Ciężki Pielgrzym”. Imeshia tego dnia poniosła dotkliwe straty, lecz o tym wiedzą tylko ci którzy zdołali uciec z trwogi i strachu, ale nie kpt. Moljarte Blayk. On i jego okręt „Aneriia” byli ostatnimi którzy mieli zejść z tej krwawej sceny, tego krwawego przedstawienia. Jednak wola bogów była inna niż śmierć na swoim pięknym okręcie. Niektórzy marynarze jak i sam kapitan mieli inne przeznaczenie. Gdy nastała burza a deszcz ulewny zaczął utrudniać szermiercze wyczyny walczących, na pokładzie zaatakowane okrętu Imeshi, sztorm przerósł najśmielsze oczekiwania. Oba okręty, połączone drabinkami i linami przygotowanymi do abordażu, chwiały się i kiwały jak szmaciane lalki na wietrze. Wtedy to zaczęły uderzać pierwsze pioruny i niszczyć ten wojenny porządek. Pierwszy oberwał piracki statek „Martwa Mgła”. Kajuta dowódcy korsarzy buchnęła płomieniami , a sami piraci zlękli się gdy ich kapitan z wrzaskiem wpadł do oszalałego morza. Morale łamały się po obu stronach gdy w „Aneriie” uderzył kolejny piorun, podpalający jedyny ocalały maszt. W wrzawie bitwy słychać było krzyki „przekleństwo jakie!” „uciekajmy! Gaha się gniewa!”. Wtedy okazało się że wokół nie ma już żadnych innych okrętów. Wszyscy uciekli, tylko nie dwa statki, jak kochankowie przytuleni do siebie. Ogień szalał wszędzie, wrzask i szczęk broni przeistoczył się w krzyki paniki i chaos ucieczki. Ranny kpt. Moljarte krzyczał do swoich „Ostańcie na stanowiska! Bo nie przeżyjecie! Pozostańcie na statku! Hetrion wybawi swoich wiernych żołdaków!”. Jego krzyk zagłuszany jednak był przez wszechogarniające uderzanie fal które raz za razem uderzały o burtę… . I ten dźwięk został zapamiętany przez nich wszystkich jako ostatni. W kilku sekundach nadeszła olbrzymia fala która przewróciła oba statki, wszystkich pochłonęło morze. Lecz tutaj historia się nie kończy, tutaj historia dopiero się zaczyna… .

Kapitan obudził się na małym skrawku zieleni wchodzącym w morze, gdzie wokół niego leżały szczątki statków. Nawet teraz ściskał kurczowo rękojeść szabli, a przez jego ciało co róż przechodziły dreszcze spowodowane zimnem. Nie był w swoim kraju, to na pewno. Nie był też na żadnej wyspie gdyż plaża ta ciągnęła się, rzec by można nieskończenie w obie strony. Był cały mokry, zmęczony i głodny. Rana cięta lewej ręki wymagała natychmiastowej pomocy cyrulika, to wiedział na pewno i tylko ta myśl teraz zaprzątała mu głowę. Gdy wstał lekko chwiejąc się na nogach, usłyszał w oddali jakieś krzyki. Głosów było kilka, jednak woda w uszach zniekształcała na tyle dźwięki z oddali iż nie był w stanie ustalić dokładnego ich położenia. Skupił się więc najmocniej jak tylko mógł, i z zaciśniętymi zęba zaczął iść po skrawkach piaszczystej części plaży w kierunku domniemywanego hałasu. Słońce zachodziło powoli, chowając się w odmętach morskiej kipieli. Powietrze było chłodne i miało ten swój specyficzny zapach. Morjarte był święcie przekonany że jest na kontynęcie. Tylko pytanie, czy nadal na znanych terenach świata czy może wylądował w jakiejś poza sferycznej płaszczyźnie. Tyle słyszał o tych bzdurach, na obiadach u Hrabiego Festusa, że teraz pluł sobie w brodę że nie przykładał do tego większej uwagi. Kilku Astrologów i Wyższych zakonnych kapłanów wspominało o wyładowaniach mocy w czasie burz. Mówili wtedy że każdy obiekt może zostać przeniesiony w czasie i przestrzeni bez żadnej dodatkowej czynności lub jakiegokolwiek zabezpieczenia lub umiejętności. Takie wydawać by się mogło bzdury, dla oficera Imeshyjskiej floty, a gdyby dowiedział się o tych „bzdurach” czegoś więcej to może mógłby teraz ustalić gdzie, do jasnej cholery, się znajduje. Idąc tak plażą, chwiejąc się trochę na zmęczonych nogach i przecierając oczy podrażnione piaskiem wypatrywał źródła dźwięku. Resztki promieni oświetlało kawałki okrętów, najprawdopodobniej te pirackie psy też wylądowały na plaży. Chyba że te drewniane kawałki nie pochodzą z teraźniejszych dni. Zresztą, nie miał czasu i chęci tego sprawdzać. Znowu usłyszał krzyk, ale tym razem też do jego uszu dobiegł odgłos szczęku broni. Nie był w stanie biec, ale przyspieszył kroku. Szedł tak szybko jak tylko pozwalały mu na to nogi. Pod wpływem tego wysiłku, jego organizm rozpoczął powolną i mozolną regeneracje. Jego ciało zaczynało się ogrzewać, a zmysły wyostrzać. Powoli wracał do życia, lecz lewa ręką traciła z każdą minutą sprawność. Moljarte wiedział że jeżeli się tym szybko nie zajmie to jeżeli przeżyje, nie obejdzie się bez amputacji . A ta wizja nie była w żadnych świetle optymistyczna. Po minucie w końcu zauważył przyczynę hałasu. Jakieś 30 metrów w głąb lasu który nie był w cale tropikalny, raczej przeważały drzewa liściaste. Resztka jego załogi odpierała ataki kilku też zmęczonych i poranionych piratów. Walka wyglądała żałośnie, ciosy w ogóle nie dochodziły do celu po obu stronach. Obie grupki zdawały się walczyć bardziej z faktu że tak należy a nie że chcą. Kapitan pozbierawszy siły wydał głośny okrzyk „Zarżnąć tych wszarzy!” I to chyba było wystarczająco silnym bodźcem aby te ludzkie wraki zmobilizowały się do jeszcze jednego wysiłku. Okrzyk kapitana wzbudził w nich nową nadzieje, iskrę życia która dogasała z każdą minutą tej bezsensownej potyczki. Jak lwy rzucili się na oszołomionych okrzykiem piratów. Wystarczało kilkadziesiąt sekund aby pierwszych dwóch korsarzy padło z przebitymi brzuchami. Jeden z nieprzyjaciół słysząc okrzyk kapitana wyrwał w jego kierunku. Ten jednak, rozstawił nogi w pozycji obronnej i z gracją wymaganą wśród oficerów floty wojennej czekał na nieprzyjaciela. Pierwszy cios padł skierowany prosto w głowę, Morjarte szybko zbił szable i nie męcząc się wykonał płaskie cięcie w bok. Ten bryznął krwią, jednak mimo rany wróg resztką sił próbował dźgnąć swego rywala w brzuch. Jednak Oficer tylko sparował te żałosne uderzenie i wbił mu szable w czerep. Potem tylko przyłożył stopę do barków nieszczęśnika i wyjąwszy broń, wytarł w tamtego ścierwo. Jego resztki załogi, jakieś pięciu marynarzy, właśnie dobijało pozostałych przeżyłych. W tej walce na tej nieznanej plaży stracił dobrych kilku ludzi. Kapitan jednak nie zamierzał tego w żaden sposób ukazywać, bo w czasie całej tej bitwy, za przyczyną której znaleźli się na tej wyspie, stracił o wiele więcej ludzi i to nie tylko szarych szeregowych. Straty były zbyt duże aby okazywać cokolwiek, jedynie co mógł zrobić dla swoich ludzi to wyprawić im przyzwoity pogrzeb. Dlatego od razu po tym jak odkaził ranę rumem, który znalazł jeden z jego ludzi przy martwym korsarzu i przewiązał ją kawałkiem szmaty. Kazał wykopać groby i pochował poległych z wszystkimi honorami.

Nie wiedział gdzie się znajdują , jego statek zatonął a najwyższy stopniem w tym pięcioosobowym oddziale był mat’em. Taki przebieg wydarzeń i takie możliwości nie nastrajały do dobrego samopoczucia. Kapitan jednak zdawał sobie sprawę, że jeżeli on czegoś nie wymyśli, szybko wszyscy albo pomrą z głodu, albo zostaną zabici przez tutejszą ludność lub zwierzęta. -Hetrionie! Oby tu mieszkali rozumni ludzie! – Pomyślał Moljarte i rozporządził aby wyrąbać dziurę w dużej części wraku, który leżał jak martwy morski olbrzym, czekający na skonsumowanie przez drapieżników. Wrak ten nie należał ani do piratów ani do jego floty więc rąbiąc ten stary kadłub wszyscy mieli…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych