Karina
Czym by było życie bez uczucia....
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
KARINA
1 Nie zastanawiając się już dłużej nad tym tematem Karina zebrała wszystko, co nadawało się do podręcznego bagażu i pojechała na dworzec. - Już nigdy, ale to nigdy więcej nie pozwolę mu na to - przyrzekała sobie ze łzami w oczach - Dzięki za wszystko, za cierpienie, ból, radość i nowe chwile doznania - dręczące myśli nie dawały spokoju. W głowie dziewczyny szumiało od niekończącej się depresji. - Dzień dobry bileciki proszę - słowa kontrolera nie docierały. - Bilet poproszę! Czy pani mnie słyszy!? - Słucham? - nagle Karina wróciła do rzeczywistości - Bilet, jaki bilet, po co, gdzie ja jadę? - Nie... Dobrze, że bilety były zarezerwowane dzień wcześniej, bo gdy refleksyjnie sięgnęła do kieszonki swojej torebki znalazła bilet do... - Nie ważne dokąd, ważne że teraz mnie zostawią w spokoju - myślała dziewczyna. - Proszę - Czy z panią wszystko w porządku? - niepokojąco zapytał kontroler. - Tak - cicho odpowiedziała i nie zwracając uwagi na ludzi pogrążyła się w myślach. W przedziale naprzeciwko Kariny siedziało jeszcze dwie osoby. Para zakochanych, którzy zmęczeni po czymś zapadli w sen. Jakiś mężczyzna w sile wieku wszedł do przedziału, ale po chwili zastanowienia poszedł sobie szukając wygodniejszego miejsca dla podróży. - Czy ja już nigdy nie zaznam spokoju, co on sobie wyobraża? Dobrze wystarczy - nagle w zmęczonej głowie pojawiła się kojąca myśl - Basta, nowe życie, nowe przygody, nowe problemy, to jest to czego potrzebuje. Ale jak tu zapomnieć o wszystkim? Momentami czułam się tak szczęśliwie. U jego boku nie musiała o niczym myśleć wszystkie problemy rozwiązywały się same, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki. - Dokąd ja jadę, kim jestem bez niego? Ciałem bez duszy? Nagle powieki zrobiły się zbyt ciężkie, opadły, i wymęczona dusza zapadła w sen.
2 Zatrzymując się na stacji benzynowej, wściekły mężczyzna około trzydziestki o imieniu Leon, grzebał w notesie szukając numer telefonu. Gdzieś pomiędzy stronami znalazł wreszcie karteczkę z napisem Tina i zadzwonił - Gdzie ona jest? Dlaczego nie odpowiada na moje telefony? Nie widziałaś jej? – wrzeszczał do słuchawki mężczyzna - Co to znaczy nie wiesz? – pytał rozwścieczony Leon ściskając biedny telefon. - Dobrze, musze się uspokoić. Pewnie siedzi gdzieś z koleżankami i użala się nad sobą. Dam jej trochę czasu. Później sama będzie mnie błagała o litość – mówiąc sam do siebie doszedł do wniosku Leon. Wsiadł do samochodu i odjechał. Po rozmowie z Leonem Tina, kuzynka Kariny, nie mogła się uspokoić. - Co się mogło wydarzyć między nimi tym razem? - zastanawiała się. Lubiła kuzynkę, gdyż ani jedna, ani druga nie miały rodzeństwa. Mieszkały blisko obok siebie, dlatego, Karina, pełniąc funkcje starszej siostry, stanowiła swoiste koło ratunkowe na jej problemy. Nikt inny nie rozumiał Tiny tak jak ona. Kuzynki godzinami mogły rozmawiać na różne niepokojące dziewczęce serca tematy. A jeśli nagle wynikała sytuacja alarmowa, Karina nigdy nie stała obok, zawsze starała się pomóc i jakimś znanym, tylko sobie, sposobem odnajdywała odpowiednie rozwiązanie problemu. - Mamo, nie wiesz, co się stało z Kariną? – zapytała Tina - Dzwonił do mnie Leon, jej przyjaciel, jest bardzo wściekły, a ja nie mogę skontaktować się z nią. Martwię się. Leon wściekły jest bardzo zły. - Nie wiem kochanie – odpowiedziała mama - Ale zaraz zadzwonię do Shili, ona na pewno wszystko wyjaśni. Nie przejmuj się, zapewne kolejna sprzeczka pomiędzy parą zakochanych. - Nie dzwoń, ja i tak miałam iść do cioci, więc zapytam się od razu co i jak - krzyknęła, Tina i pobiegła po schodach w dół. Biegła tak szybko, że nawet nie zauważyła jak już się znalazła w domu, gdzie Karina mieszkała z rodzicami. Shila, siostra mamy Tiny i Herold, jej mąż, mieszkali po przeciwnej stronie ulicy, wystarczyło tylko przejść. Dom rodziców Kariny był piękny. Jednorodzinny budynek wolnostojący, z użytkowym poddaszem, niepodpiwniczony. Na parterze znajdował się garaż, łazienka, hall, kuchnia, jadalnia, pokój dzienny. Na poddaszu trzy sypialnie, łazienka z suszarnią, garderoba. Rodzice Kariny dużo się napracowali, żeby móc mieszkać w takim domu. Ciężko było również dlatego, że dom nieraz był powodem do kłótni. Gdyż przez pewien okres, aż do 6 roku życia córuni, pochłaniał prawie cały budżet i mało zostawało na potrzeby rodziny. Lecz teraz byli dumni z tego, że im się udało. - Czego się napijesz? – zapytała Shila - Zrobię ci świetne capuchino w lodówce zostały lody, więc zrobimy sobie małą ucztę, co ty na to? - Świetnie, uwielbiam twoje capuchino - odpowiedziała automatycznie Tina, i już nie słuchając ciotki próbowała znaleźć odpowiedź na natrętne pytania, dlaczego on do mnie zadzwonił? Co się stało? A jeśli ciotka o niczym nie wie? - Proszę jest gotowe. Teraz siadaj, nie stój jak słup. Opowiadaj, co tam u ciebie słychać? Jak nauka? Co nowego na polu uczuciowym, na pewno chłopcy nie dają ci się nudzić? - Ach ciociu przestań, u mnie wszystko w porządku. Nauka jak nauka, wreszcie wakacje, dlatego mam chwile spokoju. - I więcej czasu na randki, co? - Dobrze już, jeśli tak cię to interesuje, spotykam się czas od czasu z Tomem, jest, moim kolegą – zawstydziła się Tina. - Powiedz mi lepiej gdzie jest Karina? Nie widziałam jej już tydzień, ciągle zajęta. - Tak to prawda odkąd zaczęła się spotykać z Leonem prawie nie widuje jej w domu. Zresztą sama wiesz jak ja się odnoszę do Leona, jest starszy prawie o 10 lat, nie jest to odpowiedni człowiek dla Kariny. Ale nic nie poradzę, jak ona sobie coś wkręci to koniec. Wczoraj pojechała nad morze do Tamary, mojej koleżanki jeszcze z czasów studiów. Znasz ją. Tamara odwiedziła nas rok temu. Byliśmy razem w górach, pamiętasz? - Tak – kiwnęła siostrzenica - Nad morze do Tamary ? - dziwiła się Tina, jej oczy i tak duże zrobiły się jak dwa wielkie czarne migdały, co dodawało uroku, i teraz można było je bez końca podziwiać. - Tamara ma tam dom letniskowy – z uśmiechem powiedziała Shila - Zapraszała nas jeszcze miesiąc temu. Gdy wczoraj zadzwoniła, żeby przypomnieć o zaproszeniu. Karina, bez zbędnych ceregieli, obiecała jej że przyjedzie. My z wujkiem mamy urlop dopiero za miesiąc, więc córa pojechała sama. - Ale tak nagle, nic nikomu nie mówiąc? - Też byłam zaskoczona, ale znasz ją, jest nieprzewidywalna. Dlatego postanowiłam nie zadawać zbędnych pytań, przynajmniej odpocznie trochę. Leon zabiera u niej wszystkie wolne chwile, a przecież jest jeszcze taka młoda i ciekawa świata, nie powinna stać w miejscu jako jego cień. Może ciasteczko? – zmieniła drażniący temat Shila - Nic nie jesz, mam nadzieje, że nie odchudzasz się znowu? Jesteś taka szczupła, że za niedługo znikniesz. - Nie ciociu dziękuje ci bardzo, ale obiecałam pomóc mamie przy obiedzie. Całuje cię. Pa. Tina wracała do domu spokojnym krokiem. Jej uwiązane dziewczęco i zarazem figlarnie po bokach czarne kucyki z żółtymi kokardkami pasującymi do koloru krótkich spodenek, rozwiewał wiatr. A piękne oczy zapadły gdzieś tak daleko, że nie można było dostrzec co im dolega. Zastanawiając się, nad wydarzeniami z tygodnia, gdy kuzynki nie miały okazji się spotkać, doszła do bloku. Wchodząc do klatki natknęła się na starszą panią. Przywitała się i nie czekając na windę poszła na siódme piętro, gdzie mieszkała. Weszła do swojego pokoju i włączyła komputer, żeby odebrać pocztę. Usiadła wygodnie w fotelu i patrząc na ekran monitora, jeszcze bardziej pogrążyła się w myślach. Ukochany kuzynki nigdy nie dzwonił do Tiny, czasami na domowy, ale tylko wtedy, gdy siostra była u niej. Dlatego dziewczyna pełna obaw czekała na jakąś wiadomość, jeśli nie od Kariny to przynajmniej od Leona. - Masz wiadomość - nagle metaliczny głos komputera ocucił, Tinę. Ale nie dostrzegając niczego ciekawego w skrzynce odbiorczej dziewczyna postanowiła się przebrać. Tymczasem Sara, mama Tiny, przygotowała obiad. Ponieważ ojciec wciąż nie wracał. Dziewczyny po krótkiej debacie doszły do wniosku, że nie będą na niego czekały. Umiejscowiły się w salonie i spożywając posiłek zaczęły oglądać zabawną komedie ze znanymi aktorami. W połowie filmu Tina zapomniała o problemie. Zabawna komedyjka sprawiła, że mama z córką uśmiały się do łez. 3 Minął następny tydzień, Tina zmęczona sprzątaniem pod bacznym nadzorem mamusi, siedziała przed telewizorem czekając chwili, gdy wreszcie będzie mogła wyjść z domu. Nagle zadzwonił telefon, Tina podniosła słuchawkę i usłyszała znane do bólu: - Hello laluniu, co u ciebie?- dziewczynę aż zatkało z wrażenia, po chwili się odezwała - Cześć! Karina to ty? - Jasne, że ja, co ty już mnie nie poznajesz? - Jak mogłaś mi to zrobić?! - odzyskując głos wrzasnęła Tina - Spokojnie, laluniu, nie denerwuj się, mam niespodziankę. Jutro z samego rana przyjedzie po ciebie Tamara. Rozmawiałam z Sarą, mówiła, że ostatnio nigdzie nie wychodzisz, a taka wycieczka dobrze ci zrobi. - Kiedy? Rano? Nie, ja jutro nie mogę. - Dlaczego? – zdziwiła się Karina - Mama mi nic nie mówiła, co ty znowu kombinujesz? – pytała zdezorientowana Tina - Nie mówiła nic, bo sama ją o to prosiłam. Chciałam ci zrobić niespodziankę. Myślałam, że się ucieszysz. - No tak, cała ty – już spokojniejszym głosem odpowiedziała Tina, - ale ja nie mogę, jadę jutro z Tomem na wycieczkę. - Na wycieczkę? Dobrze teraz muszę już kończyć. Zadzwonię wieczorem, a ty zastanów się jeszcze. Tamara i tak jedzie do mamy, więc będziesz mogła bez problemu zabrać się z nią z powrotem. Tu jest tak pięknie. Do zobaczenia! W słuchawce już było słychać tylko przerywające sygnały, ale Tina była tak zamyślona, że ocknęła się dopiero, gdy telefon zawodnił znowu. - Halo! - Tina?
- Słucham, kto mówi? - Tinelli nie poznajesz mnie? To ja Tom, co z tobą ostatnio się dzieje. Jesteś taka nieobecna? Właśnie przyjechałem, co powiesz na słodki koktajl? Za jakieś 30 min. będę na ciebie czekał w barze na rogu, Oki? - Dobrze Tom będę, ale za 45 minut Tak jak dziewczyna była w ciuchach które są tylko po to, żeby w nich chodzić po domu. Szykowanie się zajęło jej całą godzinę. Na dodatek rodzice postanowili pojechać na wieś, więc dodatkowo Tina musiała wysłuchać instrukcje mamy. Tom już zdążył wypić trzecią szklankę czegoś zimnego, ale spokojnie czekał. Spotykał się z Tiną już ponad rok i znał zwyczaje ukochanej. Była to jego pierwsza miłość i pierwsza poważna dziewczyna. Należał do typu mężczyzn poukładanych. Mimo młodego wieku wiedział czego chce, dlatego dziewczyna czując siłę jego uczuć i ciepłych, zawsze gotowych do przytulenia ramion, była bezpieczna i spokojna. Ciekawe, co się z nią dzieje? Zastanawiał się Tom. Ostatnio jest tak daleka od wszystkiego, ciągle o czymś myśli, no i gdzie się podziała jej siostra? Często spędzały czas razem, a teraz Tina nie chcę nawet mówić o niej. Cóż kobiety są dziwne, stwierdził. Po czym podszedł do baru żeby coś zamówić. Nie zdążył jeszcze otworzyć ust jak za plecami usłyszał głos: - Cześć! A co ty tak sam bez ukochanej? - Cześć - odwrócił się zdziwiony Tom próbując sobie przypomnieć skąd kojarzy tego człowieka. - Tina cię zostawiła? – żartobliwie dodał mężczyzna Po ostatnim zdaniu Tom już się zorientował kto do niego mówi. Tak mógł powiedzieć tylko jeden człowiek - Leon, przyjaciel Kariny. Bogaty blondyn, średniego wzrostu, cięty język, ale uczynny. Tom rzadko widywał się z Leonem. Częściej widział jego samochód, gdy przywoził lub zabierał Karinę, dlatego głos blondyna był dla niego obcy. - Ale ty też sam – odnalazł się Tom - To w takim razie, pogadamy po męsku - Dwa po sto koniaku, ale tego prawdziwego proszę! – rzucił Leon i zajął miejsce obok wolnego stolika - Ale ja nie mogę- zaczął Tom, lecz podeszła kelnerka z tacą - Czy podać coś jeszcze? - Myślę, że serowo- cytrynowe koreczki nam nie zaszkodzą - powiedział Leon Kelnerka bez chwili wahania pobiegła realizować zamówienie, widywała tu czasami Leona, dlatego liczyła na hojny napiwek. Tom zrozumiał, że niema sensu czegokolwiek negować, więc poddał się w całości sytuacji. Był zresztą ciekaw, o co chodzi blondynowi, gdyż nie w takich kręgach się obraca, dlatego musiał tu przyjechać specjalnie, to pewne, czegoś chce. W zamyśleniu nie zauważył jak podeszła Tina. - Dzień dobry! Myślałam, że umówiliśmy się na koktajl? - Tak, kochanie, ale jak widzisz spotkałem... wyjaśniająco niewinnym głosem Tom próbował coś wytłumaczyć, aż wtrącił się Leon - Tino usiądź proszę ja ci wszystko wyjaśnię. To moja wina. Twój luby niema z tym nic wspólnego. Przejeżdżałem obok, spotkałem Toma. I jak się dowiedziałem, że przyjdziesz. Nie mogłem odmówić sobie przyjemności zobaczenia tak pięknej, miłej i czarującej osóbki jak ty Tinulko - Czego się napijesz? Nie martw się, nie zajmę wam dużo czasu, mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. - Co podać? Nagle ni stąd ni zowąd zjawiła się uczynna kelnerka - Poproszę malibu dla pięknej Pani. O ile pamięć mnie nie myli zawsze ci smakowało, nieprawdaż? - Tak - Tina usiadła i poczuła dziwną ulgę. Podobnie czuła się wtedy, gdy Leon i Karina zabierali ją na wycieczki do parku, lasu, wesołego miasteczka. Ale to było tak dawno i nieprawda, że nie powinnam w tej chwili myśleć o tym skarciła siebie Tina. - Tom, ja może jednak pójdę do domu pogadacie sobie, a potem się spotkamy ok.? - Ależ skąd -wtrącił się Leon- ja nie pozwolę sobie wam zepsuć randki, jeśli już ktoś ma stąd iść to tylko ja - Tina czy naprawdę musisz iść, zostań, nie komplikuj- błagał Tom - Dobrze! wreszcie zgodziła się Tina - Malibu dla Pani - powiedziała podchodząc kelnerka - Dziękuję - Cóż nie będę w takim razie tracił czasu i powiem, o co chodzi – rzekł niewiarygodnie prawdomównie Leon, co w pojęciu Tiny, zupełnie nie pasowało do całości. - Tydzień temu ostatni raz widziałem się z Kariną. Byłem trochę zajęty więc nie dostrzegłem, o co jej tym razem poszło. Czy mogłabyś jej powiedzieć żeby przestała igrać ze mną i przynajmniej odebrała telefon? Moja cierpliwość też ma swoje granice. Leon nigdy nie zniżał się do poziomu błagania czy proszenia, miał wszystko a nawet więcej. Wiedział jak postępować z ludźmi żeby osiągnąć to, czego chce. Lecz nie zawsze można przewidzieć własne czyny. Szczególnie wtedy, gdy nieposłuszne serce namolnie błaga: idź do niej, zadzwoń, zapytaj co się stało, przeproś! A zdanie, które przed chwilą wypowiedział kosztowało jego więcej niż złoto z całego świata i Tina wiedziała o tym. - Wiesz Leo – zaczęła Tina – teoretycznie tak, ale Kariny niema w domu pojechała do Tamary i nie wiem kiedy wróci. - Tamary, jakiej znowu Tamary? Gdzie ona mieszka? Karina nigdy nie wspominała mi o niej. Dlaczego ona wyjechała i dlaczego ja nic o tym nie wiem? - Dlaczego? Może ty mi powiesz, dlaczego? Nie udawaj niewiniątka Leon! To ty dzwoniłeś do mnie w ten dzień, kiedy ona wyjechała, więc nie trudno się domyśleć z czyjego powodu Karina to zrobiła tak nagle. Blondyn gubił się w domysłach, nie wszystkie fakty pasowały do siebie. Chciał zadać jeszcze z milion pytań, ale nie mógł już sobie na to pozwolić, napił się koniaku i po chwili rzekł: - Czy możesz mi powiedzieć gdzie mieszka Tamara? - Nie wiem i nie próbuj ze mnie tego wyciągnąć, bo ja naprawdę nie wiem. Tamara jutro przy....– Tina ugryzła się w język, że też ona zawsze musi wszystko wypaplać przed Leo. Jego spojrzenie i podchwytliwe pytanka działały na nią bardziej niż ksiądz na spowiedzi. - Jutro przyjedzie – uzupełnił Leon - W porządku, Tina, nie denerwuj się ja nie jestem twoim wrogiem - bardziej opanowanie powiedział Leo z nadzieją, że jutro zobaczy ukochaną. Napił się jeszcze trochę koniaku i wyszedł rzucając na stół pieniądze z hojnym napiwkiem dla kelnerki. Zastanawiając się nad biegiem zdarzeń Tom doszedł do wniosku, że już nie będzie drążył niezręcznego tematu, objął Tinę najczulej jak potrafił. W oczach ukochanej rysowało się zmęczenie. Pomógł jej wstać i oboje przytuleni, nie mówiąc ani słowa wyszli z baru.
4 Tamara przyjechała zgodnie z obietnicą. Już o 9.00 rano razem z Shilą krzątali się po domu opowiadając niesłychane historyjki z czasów studiów. - Pamiętasz jak byłaś zakochana w brunecie z II grupy, ciężko było ci wybić z głowy tego Donżuana? – Mówiła rozpromieniona wspomnieniami Shila - Nie był z niego znowu taki Donżuan, teraz pewnie ma trojkę dzieci i pracuje jako kanalarz, bo na naukę nie miał zbyt dużo czasu – śmiała się Tamara - Tomka powiedz jak tam Karina sobie radzi, kiedy stąd wyjeżdżała wyglądała jakoś dziwnie. Ale jak z nią ostatnio rozmawiam mówiła, że byłyście na koncercie rozumiem, że nie narzekacie na brak zajęć. - Moja droga! Przy Karinie poczułam się jak bym miała znowu 20 lat. Twoja córa wręcz tryska energią codziennie planuje nam nowe wyzwania. Przy niej odkryłam, że rower nie jest taki zły, a tańce w rytmie samby są lepsze niż aerobik. - Cóż w takim razie jestem spokojna, może jest szansa, że wybije sobie z głowy tego Leona i zacznie normalnie żyć. - Shila, nie przesadzaj Karina jest mądrą dziewczynką, na pewno sobie poradzi-zaspakajała Tamara - A gdzie jest Tina? Miałam ją zabrać ze sobą. Twoja córa mnie prosiła żeby skontaktować się z nią z samego rana. - Zaraz do niej zadzwonię. Ona coś wspominała o wyjeździe z Tomem, więc może jednak nie pojedzie, ale nie będziemy gdybać już dzwonie Tymczasem Tina po wczorajszej rozmowie postanowiła jednak zmienić plany i pojechać do Kariny. Tom zgodził się, ale pod warunkiem, że będzie mógł je wkrótce odwiedzić. Rodzice Tiny ciągle jeszcze byli na wsi, więc po długich telefonicznych nastawieniach Sary o tym jak się należy spakować, zachowywać, co jeść i gdzie spać. Tina wreszcie odłożyła słuchawkę i zaczęła się pakować. Kiedy zadzwoniła Shila dziewczyna się dowiedziała że wyjeżdżają wieczorem. Gdyż przyjaciółki nie mogąc się nacieszyć swoją obecnością i wspomnieniami z młodości nie potrafiły się tak szybko rozstać. Obiecując sobie, jak za każdym razem, że wkrótce któraś wprowadzi się na stałe.
5 Tina z Tamarą pomalutku szykowały się do wyjazdu. A na brzegu morza Karina, leżąc na plaży tuż obok domku, cieszyła się każdym promykiem słońca. Wczuwała się w niepowtarzalną atmosferę, jaką daje to kojąco piękne i zarazem straszne przez swoją bezgraniczną tajemniczość morze. Pełne magnetyzmu i szumiących fal. Wszystko, co teraz robiła, myślała, czuła i dotykała nabierało nowego sensu. Już niema ograniczeń, już niczego się nie musiała bać, o nic martwić, wreszcie mogła oddychać lekko i swobodnie. Tak jak wtedy, gdy była malutką dziewczynką, której największym problemem było to, że miś Jogi złamał łapkę i już nie będzie mógł skakać na skakance razem z nią. Myśl, że Tina wkrótce przyjedzie dodawała jej jeszcze więcej energii i pomysłów na to, jak spędzić wolny czas. Tylko czasami, gdy budziła się rano ze snu wracały do niej wspomnienia o czymś, co gdzieś spakowane na dnie duszy, wywracało jej wnętrze i gnębiło. Chciało się wyrwać na zewnątrz, pogrążyć i unicestwić dar zapomnienia. Ale na szczęście dziewczyna nauczyła się z tym walczyć. Upychając wspomnienia najdalej, jak tylko to było możliwe, włączała muzykę, tańczyła, krzyczała i po chwili już wolna od dręczących myśli wracała do rzeczywistości. Wtedy, zazwyczaj, żeby nie pozwolić wrócić upartym wspomnieniom szukała sobie jakieś ciekawe zajęcia. Zapisała się na kurs nurkowania, latała na para lotni i zaplanowała skok ze spadochronem. Kiedy Tamara i Tina dojechały do domku nad morzem było już prawie południe, po drodze zatrzymały się żeby się przespać, gdyż kobieta po całym dniu z Szilą była zmęczona. Kiedy weszły Kariny nie było. - Rozpakuj się w pokoju Kariny – powiedziała Tamara - Jest na piętrze, na pewno przegadacie całą noc, więc będzie wam wygodnie. Ja, tymczasem, poszukam jej, zapewne jest na plaży. Domek Tamary nie był zbyt duży, ale pięknie zaprojektowany z dużym tarasem i pięterkiem, na którym mieścił się jeden duży pokój gościnny i łazienka. Na dole znajdował się gustownie wyposażony salonik, kuchnia, większa łazienka niż na piętrze i sypialnia, do której Tamara była sentymentalnie przywiązana, gdyż tylko w tym jedynym miejscu na całej kuli ziemskiej czuła się dobrze ze swoim mężem, którego już 5 lat nie było wśród żywych. - Dobrze – powiedziała Tina i zachwyconą nową atmosferą wzięła się za rozpakowywanie bagaży. Jak słusznie podejrzewała Tamara, Karina była na plaży. Leżała na leżaku sącząc soczek. Jej niemal wyrzeźbione ręką artysty opalone ciało było ubrane w niebieski dwuczęściowy strój kąpielowy. Na głowie burze ciemnych loków okrywał duży słomiany kapelusz, a zwiewna chusta osłaniała za bardzo opalone ramiona. W uszach ze słuchawek od walkmana donosiła się spokojna muzyka, oczy miała zamknięte dlatego nie zauważyła, że już nie jest sama. - Jesteśmy - poinformowała Tamara - Tęskniłaś za nami? - Hurra!- krzyknęła po chwili Karina - Jak tam podróż, nie była zbyt męcząca, przygotowałam smaczny obiad, gdzie jest Tina? - Spokojnie nie wszystko naraz – z uśmiechem oburzyła się Tamara - Tina rozpakowuje bagaże. Chodź do domu porozmawiamy przy obiedzie. Gotowanie nie było mocną stroną Kariny, ale zamówiony w pobliskiej restauracji obiad smakował wyśmienicie. Tina na razie o nic nie pytała, napawając się atmosferą, jaką sprawia niepowtarzalne morze, piasek i cudnie wkomponowany domek. Cieszyła się, że jednak pojechała, gdyż nad morzem ostatnio była mając 10 lat. Tamara natomiast opowiadała o podróży, a Karina obgadywała plany na trzy dni do przodu. W jej głowie roiło się tyle pomysłów, że Tina i Toma chwilami nie nadążali śledzić jej wypowiedzi. Gdy zadzwonił telefon, nikt nawet się nie ruszył żeby podnieść słuchawkę, po dłuższej chwili namolnego dzwonienia, odebrała Tamara. - Halo, kto mówi, nie słyszę proszę głośniej – zaczęła rozmowę Tamara, a dziewczyny żeby nie przeszkadzać udały się na górę do pokoju. Okazało się, że Tamara na parę dni musi wyjechać do domu. Trzysta siedemdziesiąt kilometrów od domku nad morzem prowadziła firmę transportową po mężu. Tak jak z wykształcenia była księgową wszystkie sprawy finansowe były jej znane do malusieńkich szczegółów. Nie pracowała tam jako księgowa, ale niektóre sprawy musiały się odbywać pod jej bacznym nadzorem. Dzięki temu firma prosperowała dobrze, a Tamara miała nie tylko na utrzymanie, ale także zajęcie, któremu poświęcała się bez reszty. Nawet, jeśli to czasami sprawiało niedogodności. Gdyż mimo, że wyglądała dosyć młodo jak na 45-letnią kobietę, miała pełne prawo czuć się zmęczona. Wyjazd Tamary był zaplanowany na rano, dlatego wieczór dziewczyny zorganizowały tak, żeby dać jej odpocząć i poplotkować słuchając ciekawych opowieści miłej kobiety.
6 - Dzień Dobry, czy zastałem Karinę? – zapytał Leo stojąc przed wejściowymi drzwiami domu z ogromnym bukietem róż - Dzień Dobry, Kariny niema – z widoczną niechęcią do Leona powiedziała Shila i zamknęła drzwi - Ja musze z nią porozmawiać Shila, nie zachowuj się jak niedojrzała nastolatka – krzyczał Leo, ale Shila nie reagowała. Po chwili Leo zaczął tak mocno walić w drzwi, że kobieta aż podskoczyła z wrażenia. - Dzwonie na policje Leon, jeśli za minutę stąd nie pójdziesz będziesz musiał spędzić noc na komisariacie, obiecuje – w miarę opanowanie komentowała Shila, nie otwierając drzwi - - Powtarzam po raz ostatni Kariny niema - Nie wystraszysz mnie policją oni dawno siedzą u mnie w kieszeni – nie za bardzo wiedząc, co mówi odpowiedział blondyn - Powiedz tylko, co z nią? Dlaczego nie odpowiada na moje telefony? Mam coś dla Kariny, sama prosiła mnie o to, czy możesz, chociaż przekazać jej ten mały drobiazg? - Czy ty zdajesz sobie sprawę, czego ode mnie wymagasz? – krzyknęła ze złością Shila - Nie rób scen, jeśli Karina, czegokolwiek będzie od ciebie potrzebowała sama się z tobą skontaktuje, czy to tak trudno zrozumieć. Żegnaj Leon, bo dzwonie i tym razem nie żartuje – ściskając słuchawkę ciągnęła Szila starając się jednocześnie uspokoić. Niema jej, niema, gdzie ona jest? W głowie Leona krążyły różne domysły, co tym razem chcę mi udowodnić ta nieodpowiedzialna smarkula? Zastanawiając się rzucił róże na wycieraczkę, wsiadł do samochodu, odjechał parę metrów dalej, zatrzymał się wziął do ręki telefon i za bardzo, nie wiedząc, dokąd zaczął dzwonić. Cóż za okropny typ, siedząc na kanapie w dalszym ciągu ze słuchawką w ręce, próbowała dojść do siebie Shila. Moje biedne dziecko, myślała, jak ona się uwolni od tego świra. Trzeba ją chronić, jak to dobrze, że jest teraz z Tamarą, mam nadzieje, że zostanie tam jeszcze parę tygodni, aż to wszystko się uspokoi. Co się mogło między nimi wydarzyć? Shila była zadowolona, że już nie są razem. Ale również zdawała sobie sprawę, od czego zapalają się iskierki w oczach Kariny, kiedy dzwonił Leon. Widziała jak uskrzydlona leci do niego niczego nie dostrzegając dookoła. Dlatego matczyne serce pękało na myśl o tym, że być może jej dziecko cierpi. Przecież sama kiedyś była ślepo zakochana i ból, który już dawno uszedł w niepamięć jeszcze momentami przypominał o sobie. Shila była dobrą matką, urodziła Karinę mając 20 lat i poświęciła całe swoje życie dla niej. Nie kochała na początku męża, była mu wdzięczna za Karinę i szanowała go za to. Nie raz wracała myślami do tego, który był ukojeniem dla zmęczonego serca. Lecz z czasem nauczyła się żyć z tym, próbując nie czynić wyrzutów ojcu Kariny. Nauczyła się również żyć z własnym mężem i z czasem nie potrafiła już sobie wyobrazić życia bez niego, tak dużo wspólnego było między nim a córką, że pokochała go tak samo jak dziecko. Herold, tato Kariny, wiedział jak jest naprawdę. Ale tak bardzo kochał Shile, że przeszedł przez to z godnym podziwu spokojem, zawsze wspierając żonę w trudnych chwilach. - Szila, co z tobą? – wchodząc do salonu z bukietem róż zapytał Herold - Długo tak siedzisz z tym telefonem, rozmawiałaś z kimś? Musiałem wchodzić przez garaż, bo drzwi frontowe zamknięte na łańcuch, czy coś się stało? - Nie, nic się nie stało kochanie. To tylko Leon, po prostu nie chciałam go wpuścić do domu - Jaki Leon? Ten, dla którego nasza córka straciła głowę? Dobijał się do naszego domu? To stąd te róże. Już ja mu pokaże niech się tu tylko zjawi pożałuje, że się urodził. - Przestań mój drogi, to nic poważnego – uspokajała Shila. Wiedziała, że Herold jest zbyt impulsywny i nie załatwi tej sprawy polubownie. Tak jak nienawidziła przemocy postanowiła nie mówić całej prawdy. - Spokojnie on tylko zostawił róże, w końcu to nic takiego, prawda? Drzwi zamknęłam, bo ostatnio tu się aż roi od złodziei. Tydzień temu okradli naszego sąsiada postanowiłam być ostrożna, gdy niema cię w domu. Herold nie był do końca pewny, że jest właśnie tak, jak to przedstawiła żona, ale milutki głosik ukochanej, jej słodkie spojrzenie powodowało, że topniał jak lód. Już po chwili siedział spokojnie na kanapie z pilotem w ręce czekając na obiad. 7 Zmęczony bolącym zastanawianiem się, gdzie jest Karina, wyczerpany Leon próbował odnaleźć się w objęciach zmieniających się, nawet dwa razy dziennie, kobiet. Rude, szatynki, brunetki, blondynki wszystkich łączyła jedna wspólna cecha – pieniądze. Widząc zadbanego faceta w porządnym samochodzie robiły wszystko z nadzieją, że zauważy ich wyeksponowane wdzięki. Nie można było powiedzieć, że Leo pragnął kobiecego ciała, dawno nie miał zwyczaju korzystać z usług drogich panienek. Lecz tym razem próbował wszystkiego, żeby nie myśleć o Niej. Gnębił w sobie słabość do tej złośnicy jak tylko mógł. Dojrzały mężczyzna rozróżniał miłość od pożądania i doceniał fakt, że jego serce jeszcze potrafi kochać. Lecz nie mógł znieść myśli, że jest od niej uzależniony. Jak młokos siedział, bywało, pod drzwiami Kariny tak, żeby nikt z domowników nie zauważył w nadziei na spotkanie. Przecież to nie przystoi mężczyźnie jego pokroju, był wściekły sam na siebie. 8 Pewnego popołudnia, siedząc w przytulnej knajpce Leon delektował się prawidłowo zaparzoną kawą z dużą ilością mleka. W głowie królowała pustka, chwila spożywania gorącego napoju kojąco działała na nerwy. Nie dostrzegając gwaru siedzących obok, z miłym uśmieszkiem na twarzy patrzył przez ogromną, dokładnie wyczyszczoną, szybę na bawiących się dzieci. Nieopodal za szklanym ogrodzeniem znajdował się plac zabaw. Pięciolatka ze śmiesznymi kucykami i czapeczką z daszkiem siedziała na huśtawce próbując złapać mydlane bańki wypuszczone przez nianie bawiącą się z grupką dzieciaków. Po chwili do niani podeszła elegancka pani. Choć nie było wyraźnie jej widać oko Leona dostrzegło, że ma około trzydzieści parę lat. Szczupła, filigranowa, kobieta ubrana w klasycznie skrojone spodnie i żakiet z lejącego się atłasu koloru kawy z mlekiem. Na głowie lśniła podobnego koloru apaszka wiązana na karku, co nie pozwalało uwolnić się wygładzonym kosmykom rudych włosów sięgających ramion. Kobieta przekazała niani sporządzoną wcześniej notatkę. Wydała jakieś polecenie. Potem podeszła do dziewczynki ze śmiesznymi kucykami, pocałowała ją w policzek i poszła w przeciwnym kierunku. Parząc na kobietę Leon poczuł, że musi ją poznać. Po chwili, gdy wyszedł na zewnątrz, żeby nie stracić jej z widoku, eleganckiej Pani już nie było. Cóż pewnie jest zamężna i szczęśliwa, i tak nie miałbym szans, pomyślał Leo i wrócił do kafejki. Zamówił jagodowy koktajl, a jego myśli nagle uciekły do malutkiej dziewczynki, nie widział jej wystarczająco dobrze, gdyż był skupiony na pięknej Pani. Lecz nie mógł oprzeć się poczuciu że skądś zna to maleństwo. Po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że to nie możliwe. Wyciągnął laptop. Sprawdził co ma dziś jeszcze do załatwienia oraz spróbował wysłać kilka maili. Skupiony na informacji z laptopa, blondyn, nie zauważył jak do kafejki weszła elegancka pani. - Świeżo wyciśnięty sok owocowy proszę – zimnym głosem powiedziała pani i usiadła obok stolika Leona, żeby móc widzieć plac zabaw. Sącząc sok wyciągnęła notes z włożonym do środka pięknie zdobionym piórem i zaczęła coś notować. Aromat świeżych perfum eleganckiej pani spowodował, że Leon przeniósł wzrok z ekranu na osobę siedzącą obok. Nacisnął przycisk „wyślij”, i po chwili już napawał się widokiem znajomej wizualnie pani zastanawiając się, równocześnie, czy warto z nią zagadać. Pięć minut później, gdy kobieta przestała pisać coś w notesie podszedł do niej - Czy my się znamy? – zapytała kobieta - Widziałem panią na placu zabaw – kokieteryjnie odpowiedział Leon - Wobec tego słucham, pana, czy coś się stało? - Hm, można powiedzieć, że tak, ponieważ w chwili, gdy panią ujrzałem już nie mogłem o niczym innym myśleć jak tylko o pani – słodko uśmiechnął się Leo i nie czekając na pozwolenie usiadł obok. Pozwoli Pani, że się przedstawię: - Leon Kuc - Paulina Mayer – zrewanżowała się nieznajoma - Czy mogę Pani coś zaproponować – ciągnął Kuc - Słucham – bez wahania odpowiedziała Paulina - Jestem w tej chwili trochę zajęty za 20 min mam spotkanie na drugim końcu miasta, dlatego pozwolę sobie zapytać czy nie dałaby się Pani zaprosić na kolacje w Sanset-restaurant? - Wybaczy Pan, ale....- przewidując, jaka będzie odpowiedź Leon przerwał - Błagam to tylko kolacja, moje serce pęknie, jeśli już nigdy nie zobaczę tak niebiańsko pięknej i uroczej kobiety jak Pani - Czy pan zawsze tak podrywa panienki? – Odezwała się Paulina i wstała kierując się do wyjścia Kuc, nie czekając ani chwili dłużej poderwał się, chwycił laptop i pobiegł za Pauliną - To jest moja wizytówka, proszę. Jeśli się Pani jednak namyśli czekam o 19.00 w Sanset-restaurant - rzekł Kuc i nie czekając na odpowiedź poszedł w kierunku zaparkowanego samochodu. Paulina spojrzała na wizytówkę „ Leon Kuc, dyrektor...”, dalej już nie czytała nie interesował jej dyrektor, potrzebowała raczej prawnika. Poszła na plac zabaw, zabrała pięcioletnią dziewczynkę i pojechała do domu nowo nabytym jaguarem. 9 Kiedy dojechali na miejsce mąż Pauliny właśnie wchodził do domu. - Miło, że jesteś Stiven – powiedziała do męża - Część, czy spodobał ci się mój prezent? - Ależ tak, dziękuje, podróż takim samochodem to sama przyjemność - nie ukrywając zadowolenia powiedziała Paula i biorąc na ręce dziewczynkę weszła do domu. - Co to za dzieciak? – Dziwił się Stiven - Gdybyś częściej przebywał w domu wiedziałbyś, że mamy gości. Wczoraj popołudniu przyjechała Teresa, ma jakieś sprawy na mieście i nie miała, z kim zostawić córki. - Ta rozwydrzona feministka ma córkę? – Nie ukrywając pogardy rzekł Stiven - Nie mam zamiaru wysłuchiwać twoich niedorzecznych komentarzy na temat Teresy – oburzyła się żona, oraz nie mówiąc więcej ani słowa, wzięła dziewczynkę za rączkę i poszła do pokoju gościnnego - Kiedy przyjedzie mama? – Odezwała się pięciolatka - Już niedługo kochanie, a teraz umyjemy rączki, przebierzemy się i pójdziemy do kuchni poszukać coś smacznego do jedzenia, co ty na to? - Dobrze, kiwnęła dziewczynka – i posłusznie udała się do łazienki Idąc do swojego pokoju, żeby się przebrać, Paula usłyszała pukanie. - Ja otworze – krzyknął mąż i podszedł do drzwi - Cześć Stiven, przepraszam nie wiedziałam, że jesteś – z uśmiechem przywitała się Teresa - Paulina u siebie w pokoju - obojętnie powiedział Stiven - Dzięki, widzę, że nic się nie zmieniłeś jesteś tak samo, wiecznie niezadowolony, jak 10 lat temu. Biedna Paula, jak ona cię znosi - To ja jestem niezadowolony? Teresa błagam cię nie ośmieszaj się – powiedział Stiven i chcąc coś dodać przerwał, gdyż do salonu weszła Paulina z dzieckiem - Cześć Teresa, dobrze, że jesteś właśnie... - Mamo, mamo – wtrącając się przerwała dziewczynka i pobiegła do Teresy - Część moje słodkie maleństwo, tęskniłam za tobą, mam nadzieje, że nie wymęczyłaś ciotki na amen. Wiem jaka potrafisz być nieznośna – śmiała się Teresa podnosząc córkę - Ależ skąd, nic podobnego – powiedziała Paula - Tak spokojnej i grzecznej małej damy jeszcze w życiu nie widziałam - To świetnie. Dziękuje ci kochana, ja już muszę lecieć. Czeka na nas taksówka - Tak szybko, dlaczego? Mam nadzieje, że nie z twojego powodu Stiven – odwracając się gniewnie do męża zapytała żona - Nie, Paula, ależ skąd, gdybym miała więcej czasu specjalnie bym została, żeby podrażnić trochę twojego zakochanego w sobie mężusia. Tym razem niestety, nie mogę. Muszę jechać, babcia z dziadkiem już dawno czekają, a ja obiecałam, że będę punktualnie – całując Paule w policzek z córką na rękach rzekła Teresa i pobiegła do taksówki nie czekając na odpowiedź przyjaciółki. - Pa, miło was było zobaczyć, zadzwoń do mnie jak dojedziesz – krzyknęła w ślad odjeżdżającej taksówki Paulina i zamknęła drzwi.
10 Duży dom Paulina dostała jako ślubny prezent od ojca. Tato prowadząc interesy gdzieś daleko od rodziny, rzadko bywał w domu. Zdarzało się nawet, że Paula nie widziała jego parę lat. Po czasie w miarę dorastania przyzwyczaiła się do faktu, że taty niema. Ojciec kochał swoją małą córeczkę i skrupulatnie dbał o to, żeby niczego nie brakowało jego ulubienicy. Mama, natomiast, nie rozpieszczała Pauliny. Sama była srogo chowana przez rodziców, dlatego starała się wychować córkę na prawdziwą damę, która umiałaby się odpowiednio zachować w różnych sytuacjach. Była dobrze wykształcona. Żeby nie miała barier językowych, mogła umiejętnie dyskutować na różne tematy z dziedziny literatury, filozofii, historii czy polityki. Umiała grać na fortepianie, bo to przystoi prawdziwej damie. W ten sposób dziewczynka czuła się okropnie odrzucona i samotna. Bywało, że godzinami płakała, nie rozumiejąc, dlaczego ona musi się uczyć, podczas gdy wszystkie dzieciaki w jej wieku, których czasami spotykała będąc na spacerze z nianią. Bawią się wymyślając coraz weselsze zabawy. Po ukończeniu 12 roku życia w jednej z prywatnych szkół Paula poznała Teresę. Dziewczyny od razu się polubiły, gdyż miały podobne problemy i wychowanie. Rodzice nowopoznanej dziewczynki zaprzyjaźniły się z mamą Pauliny. Teresa zostawała u koleżanki na noc. Podczas wakacji dziewczynki razem jeździły nad morze. Polubiły się jak siostry i to wyleczyło małe, dobrze wychowane kruszynki z samotności. Paulina wyszła za mąż mając 22 lata. Wybrańcem został rozpieszczony syn partnera taty. Ponieważ dziewczyna, jeszcze nie zdążyła się nauczyć jak postępować z mężczyznami, a Stiven okazał się pierwszym lepszym przystojniakiem, co do którego, tato nie miał zbytnio zastrzeżeń. Paula zgodziła się na ślub. Pierwsze pięć lat istnienia ich związku można by było nazwać najszczęśliwszymi. Stiven naprawdę się zakochał i robił wszystko, żeby zadowolić żonę. Lecz potem, tato Pauli zmarł na zawał. Rok później w jego ślady poszła również matka. I razem z nimi, jak na zamówienie, umarło szczęście małżeńskie Pauliny i Stivena. Mąż początkowo próbował ratować związek, ale po czasie ciągłe wyjazdy, kasyno, nowopoznane modelki zrobiły swoje. Stiven zapomniał jak dobrze może być u boku własnej żony, jedynej kobiety, przed którą niczego nie udawał i w której był naprawdę zakochany. Paulina nie potrafiąc się pogodzić ze śmiercią bliskich, nie próbowała niczego ratować, zmieniać. Udawała, że nic nie widzi. Zresztą nigdy ją, tak naprawdę, nie obchodziło, co robi mąż. Nie musiała okazywać uczuć, była tak wychowana. Mama, zgodnie ze swoim doświadczeniem, nauczyła córkę jak postępować z mężem, dlatego żona nie przeszkadzała i nie sprzeciwiała się Stivenowi. Po prostu była. Ich życie małżeńskie nabrało charakteru pewnej gry, jaką prowadzili oboje. 11 Po wyjeździe Teresy atmosfera w domu Mayerów zrobiła się napięta. Stiven nagle postanowił zostać. Rzadko zdarzało się, że w ogóle przychodził na noc, a tu proszę wczesne przyjście, drogi prezent dla żony. Natomiast Paulina podenerwowana całym zajściem nie miała ochoty zastanawiać się co kombinuje jej mąż. Jego obecność tak irytowała, że tym razem postanowiła ona wyjść z domu i nie mówiąc nic Stivenowi po prostu wyszła. Zadzwoniła po taksówkę, zostawiając, tym samym, swoje nowe cacko w garażu. Zbliżała się 19.30. Pomyślała, zatem, że trzeba zajrzeć do Sanset-restaurant i odprężyć się w towarzystwie dyrektora jakiegoś tam... W restauracji panowała zwykła, jak na ten dzień tygodnia, atmosfera. Nie dostrzegając Leona podeszła do wolnego stolika, usiadła wygodnie i studiując kartę win usłyszała grzeczny głos kelnera - Przepraszam, pewien pan prosił przekazać, że czeka na panią w sali vipów - Dziękuje – odpowiedziała Paula i spokojnym krokiem poszła do innej sali Miała na sobie dopasowaną, do kolan, czarną aksamitną suknie z otwartymi kusząco ramionami. Ramiączko zapinane na szyi było zdobione pięknymi kamykami w kolorze burgunda. Spinka w spiętych do góry włosach, zrobiona na zamówienie, również miała burgundowe kamyki, ale z dodatkowo pięknie wkomponowanymi diamencikami otoczonymi złotem. Pod spodem, założyła kupioną, na specjalną okazję, bieliznę z kolekcji Chantelle i pończoszki w kolorze skóry. Na pół otwarte eleganckie czarne szpilki z ostrym burgundowym noskiem pięknie pasowały do kreacji. - Ach jak miło, że zdecydowała się pani przyjechać – zapraszając Paule na wygodne loże rzekł Leon. Pozwoliłem sobie zamówić szampana, mam nadzieje, że pani to nie przeszkadza - Nie – obojętnie odpowiedziała Paula W międzyczasie podszedł kelner żeby przyjąć zamówienie. Pani zażyczyła tylko sałatkę z owoców morza. Leon, natomiast, zamówił danie dnia i nie namawiając Pauliny na nic więcej poprosił kelnera, żeby otworzył szampana. - Proponuje bruderschafta - podnosząc szklankę z szampanem rzekł Kuc – Będziemy mogli przejść na „ty”, jeśli pani pozwoli Paulina kiwnęła. W tej chwili jej było wszystko jedno, chciała po prostu się odprężyć. Kiedy w butelce od szampana było widać dno, miły, dobrze wychowany blondyn już pomalutku zaczął się podobać Pauli. Nie jest taki zły, myślała, coś w nim jest pociągającego, zauważyła, że wcześniej też nie za bardzo się sprzeciwiała jemu. Tak jak, nie miała w zwyczaju chadzać na randki z facetami poznanymi w barze, to można by uznać, że Leon był jedyny wśród nielicznych, których zaszczyciła swoją obecnością. Zazwyczaj, jeśli miała ochotę na romans, sama wybierała ofiarę wabiąc i jak piękny motyl znikając na drugi dzień. - Zatańczymy? - Nieśmiało zapytał Leo - Później – kusząco odparła Paola - Mam ochotę się jeszcze napić – powiedziała i wzięła kartę win - Proponuje stalowe Chardonnay – powiedział Leon – będzie doskonałe dla delikatnych krabów z twojej sałatki - Myślę, że żywe Sauvingnon Blanc bardziej będzie mi odpowiadało - odpowiedziała i zaczęła szukać wzrokiem kelnera. Po ceremonii degustowania wina, gdy kelner odszedł, Leon już nie mógł odwieść oczu od tej nieskazitelnej, eleganckiej i pełnej tajemnic kobiety. Tańcząc w przytulnej, zamówionej specjalnie na to spotkanie, sali, głęboko spoglądali sobie w oczy przekazując magnetyczny prąd pożądania. Kuc nie mógł uwierzyć, że wreszcie uda mu się zapomnieć, chociaż na chwile, o Karinie. Ta rudowłosa dama ma dar przyciągania, myślał, i coraz śmielej ją przytulał. Kiedy skończyli tańczyć zbliżała się północ. Paula chciała zamówić taksówkę, ale nie była w stanie tego zrobić. Gdy wyszli na zewnątrz, stojąc na świeżym powietrzu, pomalutku dochodziła do siebie. Była w stanie upojenia wybuchową mieszanką pożądania, zmęczenia i alkoholu. Kuc szarmancko zaproponował, że panią odwiezie. Otworzył drzwi podjeżdżającej taksówki, umiejscowił Paule na tylnie siedzenie usiadł tuż obok i czule ją objął. Kiedy taksówkarz zapytał, „dokąd”, nikt się nie odezwał, po chwili, Kuc zauważył, że zatrzymali się pod jego domem. Taksówkarz poznał Leona, gdyż nieraz zabierał go z Sanset- restaurant, dlatego nie przeszkadzając całującej się parze, zawiózł ich, zgodnie z poznanym wcześniej adresem. - Jesteśmy na miejscu – rzekł Kuc i pomógł pani wysiąść. Kiedy Leon, podtrzymując damę jedną ręką, próbował zapłacić za taksówkę, Paula zauważyła, że jest pod bramą jakiegoś domu. Próbowała coś powiedzieć, ale w głowie szumiało. Nie była w stanie wydobyć z siebie ani słowa. W tej chwili była całkowicie skazana na Leona, jej kroki podporządkowały się jego. Nie do końca świadoma własnych czynów weszła do mieszkania. Dom Kuca znajdował się na osiedlu domków jednorodzinnych, był częścią bliźniaczą szeregu domów z jednakowo uszeregowanymi wejściami frontowymi i garażem. Z tyłu każdego z domów znajdował się obszerny taras i pięknie zadbany trawnik. Leo zaprowadził Paule do pokoju gościnnego z łazienką. - Jak się czujesz? Pomogę ci się rozebrać – rzekł i zaczął rozpinać guziki sukienki. Paulina nie protestowała, ale jak tylko poczuła, że leży w łóżku, odepchnęła Leona, resztkami sił opatuliła się kołdrą i zasnęła. Kuc ściągnął jej buty poprawił pościel tak, żeby było jej wygodniej, i udał się do salonu. Podekscytowany nową przygodą, nalał sobie coś mocniejszego, odsłuchał kilka zostawionych wiadomości i poszedł do łazienki. Gdy dokończył drinka poczuł zmęczenie, miał ochotę wysłać jeszcze parę maili, ale nie będąc w stanie przemóc zmęczenia położył się spać. Paulina obudziła się około siódmej rano. Nie do końca rozumiejąc gdzie jest, wstała i poszła do łazienki. Patrząc na siebie w lustro zauważyła, że jest w sukience, która aż się prosi, żeby ją ściągnąć. Spinki we włosach drażnią, a zapuchnięte oczy z resztkami makijażu, wręcz, błagają o litość. Rozebrała się i weszła pod prysznic. Spadające strumyki chłodnej wody ocuciły Paule i pamięć powoli zaczęła wracać. Wyszła z łazienki opatulona ręcznikiem, po chwili na krześle zauważyła szlafrok. Założyła go i poczuła lekki niesmak z zaistniałej sytuacji. Jak ja mogłam sobie na to pozwolić? Zastanawiała się? Pulinę męczyło nie to, że między nią a Kucem mogłoby się coś wydarzyć, lecz to, że nie była w stanie kontrolować własnych czynów, najzwyczajniej w świecie poczuła się zawstydzona. Co ten dyrektorek sobie pomyśli? Ale jeszcze chwila i mnie tutaj nie będzie, postanowiła, i z tą myślą zakładając wczorajszą sukienkę zadzwoniła po taksówkę. Gdy zdała sobie sprawę, że nie zna adresu, rozłączyła się i trzymając buty w ręce wyszła z pokoju najciszej, jak to było możliwe. W salonie nikogo nie było, więc szybko przeszła do drzwi wyjściowych. Gdy szarpnęła za klamkę okazało się, że drzwi są zamknięte. Powalczyła chwile z zamkiem i już była na zewnątrz, wyszła za bramę, na szczęście, furtka była otwarta, spojrzała na tabliczkę z adresem i wezwała taksówkę. Leon obudził się po południu, nie wierząc własnym oczom, że tyle spał. Telefon dzwonił jak najęty, ale Kuc postanowił, że później się tym zajmie. Na razie ma ważniejsze sprawy, przecież rudowłosa piękność leży w pokoju tuż obok. Gdy zauważył, że Pauliny niema, ze zdziwieniem i lekkim zdenerwowaniem, wreszcie odebrał kolejny namolnie dzwoniący telefon. Dzwonili z firmy w której pracował jako dyrektor ds. rozwoju, więc odpowiedział coś na odczepkę i odłożył słuchawkę. Patrząc na telefon Leon zorientował się, że niema numeru, do Pauliny, ogarnęła go złość. Jak ja teraz ją namierzę, myślał. Trudno, sama zadzwoni, postanowił i poszedł się ubrać.
12 Na słonecznym brzegu w domku letniskowym Tamary, siostry, po trochę męczącym, porannym joggingu wzdłuż plaży, sporządzały niskokaloryczne śniadanko. - Czy wiesz, moja droga Tinulko, że płatki owsiane są bardzo zdrowe? - Wiem, ale nie lubię, wystarczy mi kawa - Kawa z mlekiem, rozumiem? - Tak, później zrobimy sałatkę owocową z tą pyszną polewą. Widzę, że Tamara napełniła lodówkę jak dla setki głodnych żołnierzy – śmiała się Tina - Mam nadzieje, że się nie odchudzasz, wyglądasz już ja wieszak na łachy, żyjesz tylko miłością? – żartowała Karina - I kto to mówi, to ty wiecznie się odchudzasz, ja nie mam takiego zamiaru, po prostu rano nie mogę dużo jeść. Apropos miłości, powiedz wreszcie, co się stało? Nie mogę uwierzyć, że ty i Leon nie jesteście razem. - Może pójdziemy popływać? – udając, że nie słyszy pytania, powiedziała Karina. Unikała tego tematu, nie miała ochoty rozdrapywać ran. - Nie, kochana, tym razem nie dam się tak ławo zbyć byle czym. Zasłużyłam sobie na nutkę szczerości. Opowiadaj! – rozkazująco rzekła Tina i zaciągnęła siostrę do salonu. Karina tak daleko, na dnie duszy, ukryła wszystkie swoje uczucia, że nie wiedziała jak zacząć i co powiedzieć. Zastanawiając się usiadła tak, żeby móc widzieć przez szeroko otwarte okno morze, które działało na nią kojąco. Zebrała myśli i runęła w wir bolących wspomnień. - Dwa dni przedtem, jak postanowiłam przyjechać tutaj, wyszłam z pracy wcześniej niż zazwyczaj. Leon był gdzieś na wyjeździe, dlatego nie czekałam na niego. Gdy byłam już na parkingu usłyszałam znajomy męski głos, który intrygująco coś szeptał. Zainteresował mnie ten fakt, więc cichutko podeszłam bliżej. Ponieważ zaparkowałam obok większego samochodu, nikt mnie nie zauważył. Znajomy głos mówił coś o nieświadomej bidulce, która ma na imię Karina wiec, jak sama rozumiesz, wysiliłam słuch maksymalnie. Po pięciu minutach dowiedziałam się, że pół godziny temu Leon pojechał złożyć wizytę swojej córeczce i jego mamie. Dalej już nie słuchałam. Gdy przyjechał po mnie wieczorem, zachowywałam się jakby nigdy nic. Pamiętam, że Leo był wtedy wyjątkowo pogodny, tryskał energią i zabrał mnie na romantyczną kolacje do jakiegoś nowo otwartego za miastem lokalu z dużym tarasem i basenem. Na miejscu czekał na mnie ogromny bukiet świeżych róż i powitanie przez tamtejszą kapele. Byłam tak oczarowana, że prawie o wszystkim zapomniałam, prawie dałam się nabrać. Ale zadzwonił jego telefon. Wtedy niechcąco usłyszałam „tato”. Po godzinie nie wytrzymałam i uciekłam stamtąd. Potraktowałam to jak ostatnią wspólną kolacje. Koniec. Wspomnienia sprawiły, że łzy bezwiednie zaczęły spływać po policzkach Kariny. Ona przestała mówić i tylko wpatrywała się w obraz przed sobą, gdzie zamiast morza, widziała twarz Leona, jego niebieskie, jak niebo oczy z gęstymi rzęsami, piękny uśmiech, który powodował, że na jego pełnych policzkach robiły się kochane dołeczki. Do niedawna ten uśmiech był lekarstwem na stres, a czułe ręce prowadziły do raju zapomnienia. Poczuła się tak jak wtedy, bezpieczna i silna, szczęśliwa. Głos Tiny sprowadził ją na ziemie. - Leon ma dziecko! Przecież to jakiś obłęd, ale z drugiej strony jak się dobrze zastanowić mógłby mieć stado dzieciaków, tyle czasu spędza w delegacjach. No dobrze już nie będziemy rozdrapywać więcej tego tematu - powiedziała, Tina i mocno przytuliła Karinę - Kochana, moja siostrzyczko, przepraszam! – po chwili głaszcząc siostrę po włosach dodała - Jak biegałyśmy zauważyłam milutki bar obok klubu żeglarskiego. Myślę, że nadeszła pora żeby się tam wybrać, co ty na to? A zresztą nie przyjmuję odmowy. Chodź, się ubrać, musimy dziś ślicznie wyglądać. Karina była bezbronna wobec postanowień kuzynki, która od dziecka zawsze stawiała na swoim, dlatego z pocieszającą myślą, że rozmowę o Leonie, już ma za sobą zajęła się garderobą. Lecz mieszane uczucia i krzyczące z bólu serce nie pozwalały się skupić na tym, co robi. Wszystkie wspomnienia, co tak desperacko ukrywała na dnie duszy, wróciły i niemiłosiernie szarpały rozklekotane nerwy. Miała ochotę krzyczeć, w głowie słyszała jakieś demoniczne głosy, które rozkazywały „zadzwoń do niego”. Ból się nasilał i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil nika_z
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…