Wróć do katalogu

karmazyn

Moje pierwsze w życiu opowiadanie

fairydream, opublikowano , 9 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tego lipcowego dnia czując przyjemny chłód powietrza który wkradł się do domu i osiadł miękko na jej policzku obudziła się. Zwykła pościel tuląca śniące dusze była jak obłok miękkiej rajskiej chmury, którą teraz czuła pod stopami. Otwierając oczy wypełniła ją niesamowita energia, nie tak jak zawsze zaraz po przebudzeniu lekkie osowienie. Jakby w ogóle nie spała…A spała i to dobre dwanaście, czternaście godzin. Cała ta błogość, dziwne podniecenie oraz uczucie paraliżującego szczęścia trwało może zaledwie dwie sekundy lecz na opisanie tego stanu potrzeba by było znacznie dłużej. Niczym robot zaprogramowany po wciśnięciu jednego przycisku wstała jak na komendę. W głowie miała tylko jedną myśl, to co ją zbudziło, jakże subtelnie i lekko. Jedyne czego pragnęła to poczuć to. Biegła niedbale po drewnianej podłodze w kolorze tureckiej kawy niezgrabnie stawiając stopy, które kontrastowały z nią swoją bladością. Kroki jakże chaotyczne i ciężkie na pozór, jednak bardzo lekkie i nieśmiałe wyrażające jakąś nieopisaną chęć, entuzjazm. To były kroki z tych jakimi biegniemy na spotkanie z kimś dla nas ważnym. Wtedy liczą się tylko one i cały świat dokoła się nie liczy, jest głuchy a one dają takie dziwne nie naturalne echo i głośność, do naszych uszu dochodzą jakby z pewnym opóźnieniem i wydają się wolniejsze niż w rzeczywistości. Ona, też biegła na spotkanie. Otworzyła z impetem drzwi. Pierwsze zetknięcie się z tym przeszywającym powietrzem było jak zaciągnięcie się całą przyrodą świata . Było takie świeże, przenikliwe, czyste, niczym nie skażone. Deszcz. Agresywny, głośny, szybki bombardujący kroplami rynnę, liście wszystko dokoła. Mimo to taki ciepły przyjemny, mile kojący skórę o tej dziwnej porze dnia, która jest latem najpiękniejsza. Słońce wtedy żegna się z dniem, ale jeszcze czeka na księżyc który idzie pod rękę z nocą i przez parę chwil są jakby razem. Z tego duetu niebo ogarnia piękny karmazyn a czasem przypomina paletę farb malarza, który miesza na próbę ze sobą pastelowe kolory. Nie jest wtedy ani ciemno ani jasno. Właściwie to trudno jest określić tę porę dnia. Zjawiskowość trwa niezwykle krótko i nie raz, możemy ją przeoczyć. Stojąc na ciepłej, lekko wilgotnej podłodze tarasu i wdychając te krystaliczne powietrze czuła ulgę jakby wcześniej odcięta od tlenu dusiła się, teraz czuła, że naprawdę oddycha. Westchnęła lekko. Obróciła się do drzwi tuż za nią, które zamknęły się automatycznie i lekko uchylając zawołała miękkim głosem pełnym podniecenia, adrenaliny i pasji. - Chodz Jakby była świadkiem jakiegoś cudu. -Chodz do mnie. Powtórzyła. - Wstawaj ! Po paru sekundach usłyszała leniwe, powolne kroki dochodzące z sypialni coraz głośniejsze już przy korytarzu prowadzącym na taras w tylnej części ich drewnianego domu. Kroki ucichły a drzwi naruszyły lekkim skrzypnięciem piękną melodie deszczu, który wystawiał swą popisową sztukę jak w teatrze. Poczuła na swych biodrach ciepłe jakby utkane z pergaminu dłonie a na szyi jeszcze cieplejszy oddech. W tym cichym objęciu jej ciało momentalnie obsypało się gęsią skórką, które lekko przemoknięte i zmarznięte po chwili stania w samym przemoczonym podkoszulku poczuło przyjemne ciepło. -Wejdzmy pod dach Zaproponował Przysunął do siebie leżak o bursztynowym kolorze. Leżeli obejmując się. W skupieniu i w ciszy obserwowali deszcz, który już nie karmił ich skóry swoimi kroplami, lecz dalej czuli się jego częścią. Spójność ich myśli i pisanej przez niego muzyki była taka sama. Wokół pełno drzew, dających poczucie schronienia

Tej chwili nigdy nie było. Nie zdarzyła się naprawdę. Czaiła się gdzieś w zakamarkach czystej, nie skażonej wyobrazni. Mogła zaistnieć naprawdę, lecz Życie to śmiech przez łzy. Jedno westchnienie z zachwytu i dwa jęki bólu.

Wspomnienie które teraz przywołam jest natomiast wspomnieniem, które życie objęło czule w ramiona i jeszcze czulej puściło. Tego letniego wieczora siedział wśród drzew i parkowych ławeczek w samym środku Warszawy, gdzie dochodził go zgiełk nie śpiącego jeszcze miasta i dzwięk silników samochodów. W tak wydawało by się centralnym punkcie stolicy, gdzie odgłosy muzyki z różnych miejsc gdzie lubi bawić się młodzież mieszają się, zegarki spoglądających ludzi, którzy czekają na spotkanie tykają ostentacyjnie, gwar rozmaitych rozmów unosi się to miejsce jest ciche… Zamiera w bez ruchu, będąc głuche na otaczające go tempo i nastrój sobotniej spieszącej się nocy. Ono…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych