Kartki z podróży 4
Tym razem podróż do Słodkowa.A tam magia,która okazuje się być...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kartki z podróży 4 Słodków I 14.10.2007 Potrzeba wolności jest w każdym z nas. Móc być w miejscach, o których zawsze marzyliśmy. Wykonywać zajęcia, które zawsze chcieliśmy robić. Smakować rzeczy, na które zawsze mieliśmy ochotę. Lecz w miarę jak coraz więcej z tej wolności korzystamy, komuś to zaczyna przeszkadzać. Ktoś próbuje nas ograniczać, czegoś nam zabraniać. My jednak, jesteśmy coraz bardziej z tego powodu wściekli. Coraz więcej siły musimy włożyć w to, by jednak nadal pozostać sobą. Krąg wolności coraz bardziej wokół nas zacieśnia się. Z każdym dniem mamy coraz mniej miejsca na ruch, wściekamy się coraz bardziej i coraz bardziej zacieśnia się krąg wokół nas. W końcu zostajemy odcięci (oddzieleni) od świata murem. Walimy wtedy w niego głową, by rozpaczliwie go przebić. Już przestajemy być ludzcy, upodobniamy się do zwierza z ogrodu zoologicznego, niszczącego swoją rasę i siebie samego. Wolny weekend pozwolił mi na podroż do kolegi, który aktualnie przebywa na wsi. Tak właśnie potoczyło się jego życie. Jakże dziwne są zakręty losu, jakże niewiele dzieje się w naszym życiu (wciąż tylko przetrwanie kolejnego dnia, bez nadziei ze w następnym będzie inaczej). Jakże nasze życie jest monotonne. Noce spędzane pod ziemia (prawie jak żywy trup), byle kawał betonu ochroni od wiatru, deszczu i śniegu. Niestety sen w takich warunkach nie jest możliwy, byle do rana. A rano wyjście z podziemi by zdobyć tyle rzeczy, właściwie jedną. Tą najważniejszą. A potem chwila zapomnienia o otaczającej go rzeczywistości. Coraz niżej i niżej.
Spadam, niczego już nie pragnę i niczego nie powiem. Tracę czas i myśli, których coraz mniej w głowie. Mój mozg to tylko samozadowolenie. Wszyscy spiskują przeciw mnie, ja o niczym nie chce i nie wiem. Podążam drogą w błocie i własnej wypoconej krwi. Gdzie się zatrzymam, odór, ktoś uwagę zwraca mi. Nigdy nie będę tam gdzie nie chciałbym być. Tą jednak drogę najbliżsi zafundowali mi. Bosman, marynarz i morze w głowie, fale rozbijają się o brzeg. Ściana, głowa o tą ścianę, w nienawiści rozłupany łeb. Kto się spodziewał, kto wiedział, kto to pierwszy mówił mi? Czasem trzeba zamknąć by móc na rozcierz otworzyć drzwi.
Ile to czasu minęło od chwili, kiedy razem spędziliśmy cały dzień? To było wieki temu. Oczywiście były przypadkowe spotkania. Gdy zamieszkał w Słodkowie, przyjeżdżał do miasta, leczy były to spotkania i rozmowy zdawkowe. Podróżując do niego, miałem tylko jedno pragnienie, by zobaczyć kawałek prawdziwego lasu, kawałek przyrody, która wciąż żyje. Przy okazji zrobić kilka zdjęć. Może jedno z nich nawet będzie interesujące? Jego osoba nie mogła zadecydować o mym dobrym samopoczuciu, choć w duchu pragnąłem by nasze rozmowy były szczere i prawdziwe. Podczas podroży do niego w pociągu nawiązałem rozmowę z chłopakiem, który okazał się być marynarzem i właśnie wracał z rejsu do domu. Był niewiele młodszy ode mnie. Bardzo mnie to ucieszyło, bo wiedziałem ze opowie mi o miejscach, w których zawsze pragnąłem być. Japonia, Afryka, były Związek Radziecki, Chiny. Dość szybko okazało się ze kolega raczej nie należy do ludzi najprzyjemniejszych. Opowiedział mi kilka ciekawych historii, ale przebywanie z nim było nad wyraz meczące. Wiedziałem ze jadąc mogę spodziewać się spokojnego weekendu, bez szaleństw i nienawiści. Sam bardzo pragnąłem odpocząć od Wawy i zaciągnąć się orzeźwiającym powietrzem, które było jego własnością. Wysiadłem na stacji w miasteczku i oczom moim ukazała się mieścina, jakże mała i okropna. Oczywiście pierwsze kroki skierowaliśmy do baru by wypić piwo, a ja także ochłonąć po podroży. Była pora popołudniowa i jak się okazało większość barów była zamknięta. O tej porze nie było klientów, więc otwarcie ich przed wieczorem było pozbawione sensu. Nie ma klientów. W Wawie większość knajp, pabów czy barów jest juz otwierana we wczesnych godzinach, zawsze jest tam ktoś, kto ma zamiar wpaść na jedno piwo czy cos zjeść. Tu się wydaje pieniądze, tu je sie zarabia. Jakże ogromne są przepaście pomiędzy miastami a miasteczkami. Jakże inny standard życia. Ale jedna rzecz nie wygra nigdy z życiem na wsi. Tutaj, jeżeli człowiek oczywiście się postara, może odnaleźć ten wieczny spokój, który szuka się przez cale życie.
Docieramy do polany i siadamy w kamiennym kręgu. Słodkawy smak zielonych liści spowodował ze polana staje się nagle magicznym miejscem. Zawsze tęskniłem za magią. To ona powoduje ze nasze życie staje się bardziej znośne. Ciągła walka i pogoń. Szybciej! Prędzej! Biegiem! A tu nagle czas przestaje istnieć. Może to tylko iluzoryczne spostrzeżenie, ale i tak jest to namiastka czegoś większego, nieokreślonego, ale bardzo namacalnego. Jest wiele rzeczy na tym świecie których nigdy nie zobaczymy, ale można je poczuć. Rozmowa zeszła oczywiście na życie. Właśnie okazało się że jego dziewczyna jest w ciąży, a on sam okazuje sie być robotnikiem, który ociepla bloki. Co za gówniane życie, pomyślałem sobie. Chciałbyś swojej kobiecie dać wszystkie klejnoty świata, a walczysz o każdy kolejny dzień. Stajesz…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil fixon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…