Khe Sanh
Humorystycznie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Znaleźliśmy się pod ciężkim ostrzałem. Z nieba waliły pociski, rozpryskując czarną ziemię. Wszechświat skrył się za dymem płonących baraków. Ledwo co ukryliśmy się w czwórkę w niewielkim bunkrze. Summers w tych swoich ciemnych okularach ostrzeliwał żółtków usiłujących wejść na wzgórze. Ja i Hiszpan zasunęliśmy skrzynkami z amunicją drzwi, Platyna rozłożył się w kącie z radiem. Wietnamczycy zaatakowali z nienacka, jankesi nie zdążyli się nawet ogarnąć po ostatniej ofensywie. Woods poprowadził nas na prawą flankę, gdzie jankeskie dziewczynki nie zakopały beczek z napalmem. - Platyna! Powiedz tym debilom z gołębnika, żeby przestali do nas walić!! - ledwo przekrzyczałem karabin Summersa, po czym kazałem Hiszpanowi rzucić żółtkom parę granatów na śniadanie. Ściany drżały. Czasami przelatywał nad nami śmigłowiec albo zbłąkana rakieta. Amerykanie odpalili świeżo ustawione moździerze, które kapryśnie raz trafiały na wietnamców a potem w swoich. - Tu kwarta G osiemnaście, melduję - jesteśmy w sektorze ce cztery! Jesteśmy pod ciężkim ostrzałem... - jąkał do swoich słuchawek jasnowłosy najemnik. Zmieniłem Summersa, bo skończył mu się magazynek. To on był najlepszym strzelcem w oddziale, teraz bynajmniej było to jednogłośne. Resztę oddziału zmiotła beczka napalmu odpalona przez przestraszonych amerykańców, zostaliśmy tylko my czterej. Ja sam nie byłem dobrym strzelcem, ale wciąż lepszym od Hiszpana. Jego problem polegał na tym, że nie rozumiał ani słowa po angielsku. Przed misją pokazywaliśmy mu zdjęcie mundurów wroga, a on potem strzelał do tych które się ruszały. Wietnamców wciąż przybywało. Na miejsce jednego zestrzelonego przychodziło dwóch następnych. Kryli się za beczkami i skrzyniami zostawionych przez amerykańców. Garść naszych broniła głównej linii okopu ostatkiem sił. - Platyna! Weź się kurwa do roboty albo cię zaraz wykopię za drzwi! - Szefie, oni tu mówią, że najemnicy nie mają tu nic do gadania. Szukam po wszystkich kanałach, ale... Wystrzeliłem ostatnie łuski w żołnierza z miotaczem ognia. Pociski przebiły kanister z paliwem i nim biedny chińczyk się zorientował zamienił się w kulę płomieni. Usatysfakcjonowany, podszedłem do radiotelegrafisty i położyłem koło niego rozgrzany karabin. - Daj mi to radio i idź sobie popatrz jak walczą prawdziwi mężczyźni. Chłopak posłusznie wstał, gdy koło nas w ziemię przywaliła krowa i przez okno wpadła czyjaś oderwana ręka. Platyna nie wytrzymał i orzygał sobie buty. Poczekałem aż nieznośny pisk w uszach ustanie. - Ktoś jest ranny? - zapytałem, regulując radioodbiornik na fale oficerskie. - No, segnior! Madre de Dios! Se fue cerca... W słuchawce wyłowiłem spośród szumów i zgrzytów niski głos telegrafisty z bazy. - Indianin do Bazy, Indianin do Bazy, odbiór! - Indianin, tu Baza, słyszę cię, odbiór. - Baza, ja pierdolę, przyślij mi tu ptaszka, zorganizuj mi tu ewakuację, ce czwórka ledwo się tu trzyma. - Zrozumiałem. Wszystkie nasze siły są skoncentrowane na północy, sektor B13. Spróbujcie się przebić do punkty Delta Dog, odbiór. - Niech cię diabli! - rozłączyłem się. Okej, nie będę kłamać, jeśli powiem, że byliśmy w czarnej dupie. Musiałem coś wykombinować i to szybko. - Dobra, panowie, zmiana planów. Platyna, skończ pokazywać nam swoje śniadanie, przekaż jankesom obok, żeby przygwoździli wietnamców jak otworzymy drzwi. Summers, Hiszpan, przeładujcie, granaty - odpiąłem jeden od paska i pokazałem Hiszpanowi - pod ręką. Tam w dole, czekają na nas beczki z napalmem, musimy się nich przebić i zrzucić żółtkom prosto na łby, rozumiecie? Modliłem się, by tak.
- Na trzy... Słony pot spływał nam po twarzy i plecach. Słońce Khe Sanh było bezlitosne, kilogramy sprzętu, kamizelki i hełmy ciążyły. - Raz i trzy! Drzwi rozwarły się hukiem, usłyszeliśmy warkot dziesiątek broni, ryk tysięcy gardeł i miliony pocisków świszczących nad głowami. Uderzył mnie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil anime8fan
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…