KICIA
rzecz z deczka pokopana, o Kici, Heńku i jeszcze kilku innych... z erotycznymi kawałkami :D
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1
TROCHĘ WCZEŚNIEJ Heniek długo stał przed lustrem starając się ocenić, czy wygląda wystarczająco doskonale, by czuć się dobrze z samym sobą. Zastygł z różem w ręce, jak co dzień zastanawiając się czy tego typu ekstrawagancja pasuje mu, szkodzi, czy też może jest niezauważalna. Ostatecznie lekko musnął się gąbką po policzkach i nie do końca zadowolony z efektu wyszedł z domu.
MNIEJ WIĘCEJ W TYM SAMYM CZASIE Maślana bułeczka rozpływała się w ustach, tak jak tylko maślane bułeczki najlepiej potrafią. Nic w tym dziwnego, bo dla tych ust, doprawdy warto się było starać. Warto się było starać dla każdej, najmniejszej nawet, najmniej efektownej cząsteczki ciała Kici, dla większych zaś, dla "konkretniejszych", które tak jak usta, od razu przyciągały uwagę, warto by nawet dać się pokroić. Kicia jednak nigdy nie kroiła maślanych bułeczek. Równiutkie, połyskujące perełki jej zębów odrywały niewielkie kawałeczki, pełne, ciepłe wargi zamykały się lubieżnie, a aksamitny, wilgotny języczek sprawnie pieścił, masował, rozprowadzał delikatny smak po podniebieniu wreszcie w absolutnym spełnieniu spuszczał w głębinę gardła... ...ach, Kicia, gdybyś tylko wiedziała... Jakże zmieniają się nasze pragnienia! Dzieckiem będąc marzyłem, by być pilotem, później wielkim indiańskim wojownikiem, podróżnikiem, odkrywcą, pisarzem... dziś oddałbym wszystko, by być maślaną bułeczką... Kicia dopiła herbatę i wstała od śniadania. Cienka, półprzezroczysta i frywolnie krótka nocna koszulka zafalowała i opadła... wróć... tfu, tfu, niedobry ty... ...Kicia już dawno była ubrana i to dość grubo, bo było chłodno. Aby już zupełnie dobić wszystkich ewentualnych miłośników jej kuszących wdzięków - mrrrrauu... - zarzuciła na głowę kaptur. Wyszła z domu. Deszcz bardziej siąpił niż padał, za to wiatr zdecydowanie nie powiewał a wiał, duł, gwizdał i szalał. Taki poranek nie napawał optymistycznie. Gdyby ktoś był przesądny mógłby wręcz uznać, że wisielcza pogoda jest zapowiedzią wydarzeń burzliwych i że jest groźbą, która zawisła niczym katowski miecz tuż nad landrynkowym światem pięknej Kici. Kicia tymczasem skryła się pod wiatą przystanku. Autobus miał być dopiero za kilkanaście minut, więc wyciągnęła książkę i zaczęła czytać. Nie zwróciła uwagi na mężczyznę, który tak jak ona, pod wiatą znalazł schronienie przed porywistym wichrem. Przez moment ich spojrzenia skrzyżowały się nawet, ale w ciemnych, połyskujących pod kapturem oczach mężczyzny, Kicia nie znalazła nic, co na dłużej by ją zatrzymało. Wróciła, więc do lektury.
NIEWIELE PÓŹNIEJ -Schlakken traffen - zaklął siarczyście pułkownik Hans Schmetterling i zdecydowanym ruchem zgasił papierosa. - Znowu robota. Jeszcze raz przeczytał rozszyfrowany rozkaz, po czym spalił kartkę. Na jego twarzy wyraźnie rysował się zniechęcenie, jednak z werwą poderwał się z fotela i sprężystym krokiem pokonał dystans dzielący go od drzwi. Czarny skórzany płaszcz, kapelusz, ciemne, bardzo ciemne okulary... Schmetterling był gotów stawić czoła kolejnemu wyzwaniu.
2
Zajęcia z pirotechniki stosowanej sprowadzające się w głównej mierze do zabawy z siarką zeskrobaną z zapałek zniechęciły większość studentów, jednak Kicia wyszła oczarowana. Wszystko jej się podobało. Podobał się ostry zapach siarki, podobał się nagły rozbłysk, podobał się ogień, podobały się osmalone brwi profesora i kilku studentów. W pewnym sensie ją to podniecało - ech Kicia podpalmy razem pudełko zapałek... -, ale sama przed sobą wołała obstawać przy wersji, że to umiłowanie do nauki. Różne się ma hobby. Hobby wielu była Kicia, hobby Kici była "nauka" i tak na razie ten problem pozostawmy. - Przepraszam, Kicia, prawda? - Potężny mężczyzna wyrwał ją z zamyślenia. - Tak, w czym mogę... aaa chyba już się gdzieś widzieliśmy? Wczoraj na przystanku? - I owszem, a dziś przypaliłaś mi brwi i rzęsy... - Och to ty? Wiesz, przez te maski trudno rozpoznać... - Kicia zaszczebiotała tak słodko, że nie można się było na nią gniewać. Nawet fakt, że Heniek był dość łatwo rozpoznawalny nawet w maseczce a la Michael Jackson (był jedynym Murzynem w grupie), nie wpływał na wrażenie, że odpowiedź dziewczyny jest szczera, oczywista i wyczerpująca. - Nieszkodzi - Heniek uśmiechnął się błogo, totalnie rozbrojony słodkim głosem i powłóczystym spojrzeniem Kici. - To ja już pójdę... - Nie, zaczekaj! Nie myśl, że się gniewam, ale jesteś mi winna jakieś odszkodowanie. - Heniek urodził się w Polsce, ale chyba miał korzenie w jakimś plemieniu, w którym wszyscy byli obdarzeni wyjątkowo silną szamańską mocą, trudno bowiem sobie wyobrazić, że w innym przypadku mógł powiedzieć coś tak wyrafinowanego. Kicia była zaskoczona chyba nie mniej ode mnie, bo jej długie rzęsy zatrzepotały podkreślając błysk zdziwienia w cudnych oczach. - To znaczy... - Heniek zmieszał się ciutkę - w ramach zadośćuczynienia pozwól postawić sobie drinka... proszę... - E, jednak Heniek nie był żadnym szamanem... - Och, chętnie, tylko nie bardzo mam czas. Wiesz te obowiązki: fryzjerka, kosmetyczka, solarium, fitness... - Proszę... - Heniek ni to błagał, ni to jęczał z rozpaczy, zdając sobie sprawę, że traci szansę, być może jedyną. - No dobra, niech będzie. Ale musisz wiedzieć, że nie podobają mi się tutejsze knajpy. Są takie... prymitywne. - Och, Kiciu, zabiorę Cię gdziekolwiek zechcesz.
TO SAMO MIEJSCE PIĘTNAŚCIE MINUT PÓŹNIEJ, ALE JUŻ OPUSTOSZAŁE - Facker mahher!!! - Schmetterling schował pistolet i gniewnie splunął na plakat nowego filmu z Leonardo da Caprio "zdobiący" słup ogłoszeniowy. Nie spóźnił się dużo, był tego pewien. Był pewien na sto procent, że to miejsce, mimo że smagane wiatrem wciąż pełne jest zapachu perfum dziewczyny, której szukał. W tym tygodniu Kicia miała pachnieć Chanel Chance i tak było w istocie. Pachniała i była tu całkiem niedawno...
3
Gdyby patrzył na to zjawisko ktoś bardziej romantyczny, pewnie stwierdziłby coś na kształt "gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą i dwa zobaczysz księżyce". Księżyca nie było ani jednego, ale miliony świateł i światełek jak okiem sięgnąć gęstą siecią spowijały ciemną przestrzeń miasta a gdzieś tam hen, gdzie ich blask był już bardzo słaby, łączyły się z drugą ciemną przestrzenią - z nocnym niebem. Niebo, choć rozgwieżdżone, pozostawało w cieniu łuny ludzkiego mrowiska. A oni byli gdzieś pomiędzy. Patrząc w górę cieszyli oczy zimnym, lecz tajemniczym migotaniem gwiazd, podczas, gdy pod ich stopami swój spektakl barw odgrywała metropolia. Heniek, gdy dowiedział się, gdzie Kicia chce wypić drinka zrobił się blady jak ściana, oczywiście biorąc poprawkę na jego "bardzo ciemną" karnację. Wystarczyło jednak maślane spojrzenie pięknych oczu - ach, te oczy gwieździste i głębokie niczym noc majowa, te oczy czarowne, niczym łysogórski sabbat... - więc wystarczyło, że te właśnie oczy mrugnęły, że zalśniły i dla Heńka odległość i koszt przestały być problemem. - Czego się państwo napiją? - Kelner użył zupełnie innych słów, bo mówił zupełnie innym językiem, ale Heniek zdając się na swoją intuicję obstawił, że pyta właśnie o to i nie pomylił się. W sumie szkoda, mógłby uznać, że pytanie dotyczyło na przykład najnowszej fryzury Davida Beckhama, wtedy wyszedłby na kretyna., Kicia wyśmiałaby go i być może poszukałaby sobie kogoś ciekawszego... Odbiegam od tematu? No dobra, na czym w takim razie skończyłem? Ach, tak. Heniek wykosztował się na samolot, a że studencki portfel nie był zbyt gruby, teraz w oczekiwaniu na zamówienie Kici pełen był najczarniejszych myśli. Dziewczyna, co prawda straciła ochotę na procenty i zadowoliła się szklanką Coli, ale była to najdroższa Cola, jaką Heniek widział. W tej sytuacji, coraz wyraźniej widząc perspektywę jedzenia do końca miesiąca suchego chleba, Heniek szarpnął się na odrobinę szaleństwa, lub raczej do reszty stracił rozum. - Wódka, Martini, z lodem, wstrząśnięta, nie mieszana. - Que? - Kelner chyba nie do końca zrozumiał, bowiem Heniek swój oratorski popis przeprowadził w języku dla siebie ojczystym, czyli po polsku. - Bond, James Bond - Dopiero po tym wyjaśnieniu zawiązała się nić porozumienia. Kelner uśmiechnął się pod wąsem i odszedł zrealizować zamówienie. - Zabawny jesteś. - Kicia moim zdaniem była nazbyt łaskawa dla swojego towarzysza. - Dzięki. - Heniek był w siódmym niebie. Uśmiech Kici, największe błogosławieństwo, na jakie mógł liczyć! Teraz gotów był sprzedać własne organy, byle tylko zapłacić za wszystko, czego piękna dziewczyna zapragnie. Piękna dziewczyna chyba wyczuła, że ma teraz władzę absolutną, bo przywołała kelnera i płynnym francuskim zamówiła paszteciki z języczków antylopy kudu, ortolany w sosie własnym, homara po wenezuelsku, szampana i małego tosta z serem...
TRZY GODZINY PÓŹNIEJ Trzy godziny później, okazało się, że choć są na świecie droższe restauracje, niż ta, na szczycie Wieży Eiffel'a, to i tutaj rachunek może okazać się za wysoki dla przeciętnego zjadacza chleba. No i Heniek musiał sprzedać swoje organy. Nie lubię frajera, tak samo jak wszystkich innych, którzy z wywalonym językiem kręcą się koło Kici, ale trzeba przyznać, że teraz zachował się jak twardziel. Boleć musiało go okrutnie, ale bez jednego krzyku, bez jednej łzy, bez mrugnięcia okiem nawet, oddał to, co miał najcenniejsze. Kelner i wezwany kierownik zmiany na początku trochę kręcili nosami, że to nie pasuje, że to japońska tandeta, ale ostatecznie uznali, że Heńkowa Yamacha, w rozliczeniu może być. Parapet, jak parapet, ale był na nim autograf Ivana Komarenki i to przesądziło sprawę. Życie pełne jest paradoksów. Wszyscy kumple wyśmiewali Heńka, że zawsze targa ze sobą organy, a tymczasem dzięki nim chłopak zjechał z Eiffel'i bez obitej twarzy i nawet z resztkami honoru. No i Kicia miała szampański humor...
JESZCZE TROCHĘ PÓŹNIEJ - Osz blümchen!!! Znów za późno... Wszyscy kelnerzy, kucharze, cała załoga restauracji, a także obecni goście stali w równym rzędzie, zaś pułkownik Schmetterling przechadzał się przed nimi, co i rusz nerwowo unosząc pistolet Przy każdym takim gwałtownym geście sterroryzowani ludzie podrygiwali z przerażenia, choć generalnie nic z tego nie wynikało. Komandos zatrzymał się przy organach zostawionych przez Heńka. Chwilę wodził palcem po autografie Komarenki, potem, niby od niechcenia trącił palcami klawisze i od tak sobie, wyciął fugę Bacha. Melodia wypełniła restaurację na szczycie Wieży Eiffel'a. Było w tym coś niesamowicie elektryzującego, coś podniecającego i coś dramatycznego. To było jak proroctwo, że akcja dopiero się rozwinie... - Dobra, szkoda czasu. - Komandos rozejrzał się po wystraszonych twarzach. Schował pistolet, rozpędził się i wraz z szybą poleciał w dół. Ci, którzy jako pierwsi dopadli do okien usiłowali wśród feerii miejskich świateł zobaczyć czaszę spadochronu, lub spadającego bezwładnie desperata, ale nikomu nie udało się go dostrzec.
4
Byłoby bardzo dziwne, gdyby Heniek był jedynym adoratorem Kici. Kicia, bowiem, była piękna uniwersalnie. Nie to, że podobała się tylko Heńkowi i mnie, trudno było wręcz znaleźć mężczyznę, który ją widział i nie poczuł się, jak rażony piorunem. Amantów było od diabła i jeszcze trochę, a w niniejszej opowieści trafiło akurat na Heńka, bo tak chciał los. Ot, przypadek. Rozpisywać się o wszystkich, byłoby nudno, bo schemat był podobny. Każdego Kicia owijała sobie wokół smukłego, delikatnego, zdobionego wypielęgnowanym paznokciem paluszka. Każdego wysysała ze wszystkiego, co było w nim wartościowe i każdego wyrzucała jak zmiętą, poprzecieraną szmatę. Przy tym, robiła to z takim wdziękiem, że każdy wrak zostający za jej sterburtą - jakże zgrabną... - czuł się wrakiem najszczęśliwszym na świecie. Heniek zatopiony jeszcze nie był i, o zgrozo, swoim paryskim występem zdołał wkupić się w łaski Kici. Pewnie nie na długo, ale jednak. Gdybym podejrzewał, że dziewczyna myślała o nim przed zaśnięciem, chyba szlag by mnie trafił, ale na szczęście wiem, że myślała akurat o niebieskich, lekko lukrowanych migdałach, a nie o jakimś tam Heńku. I dobrze!
NASTĘPNEGO DNIA Następnego dnia, przed uczelnią, ze szpaleru zafascynowanych, ale onieśmielonych, jakby sparaliżowanych wielbicieli urody Kici wyłamał się niewysoki, ba, właściwie, to kurduplowaty Azjata. - Cześć Kiciu, jestem Mao, współlokator Heńka. Dziewczyna niezbyt życzliwie spojrzała w dół. Była znacznie wyższa, a po dodaniu niebotycznych obcasów dysproporcja była wręcz oszałamiająca. - Cześć... wybacz, ale spieszę się na wykład... - Heniek dużo o tobie opowiadał, też chciałbym cię zaprosić na drinka... - Skośnooki knypek był bezczelny i chyba miał kuku na muniu, jeśli myślał, że taka kobieta, jak Kicia spotka się z kimś takim jak on. - Może później, naprawdę się spieszę. - Masz moją wizytówkę, jakby, co, jestem do usług. Nie bierz Kicia, nie bierz! Po co ci kolejny śmieć w kieszeni? Cholera, wzięła...
DWIE GODZINY PÓŹNIEJ - Ech, mein lossen commandossen! - Oczy skryte za czarnymi okularami spociły się, ale palec od dawna spoczywający a spuście nawet nie drgnął. Schmetterling leżał na dachu śmietnika z karabinem snajperskim wycelowanym w drzwi wejściowe Instytutu Chemi Namacalnej. Leżał i czekał. Czekał i czekał i czekał jeszcze trochę, ale cel się nie pojawiał.
5
To może teraz kilka słów o Kici. Byłoby zbyt banalnie, gdyby Kicia była po prostu jedną z wielu szałowych landrynek. Nie będę opowiadał takiego standardowego bla, bla, bla, że urodziła się, że wychowała. Tak, w ten, czy inny sposób ma każdy, kto się urodził i wychował i Kicia też nie była wyjątkiem. Była jednak niesamowita, bo oprócz urody miała jeszcze coś. Szablonowo można stwierdzić, że bogate wnętrze, ale tu, szablonowość nieco wymyka się po za ramy ogólnie uznawanego rozumienia. Otóż Kicia... ...albo nie. Potem dowiecie się o niej więcej, pewnie wyniknie to z samej historii, teraz zaś opowiem, co wydarzyło się kolejnej nocy. Nocy, którą bohaterka tego opowiadania, powinna była spędzić w domowym łóżku, w towarzystwie pluszowego wilczka - Giuseppe...
W NOCY Giuseppe siedział oparty o poduszkę i wielkimi, czarnymi, plastikowymi ślepkami wpatrywał się w spektakl, który był przeznaczony tylko dla niego... i dla autora tekstu, he, he, he... No, co, wilku, a czemu masz takie wielkie oczy? Nie wiedziałeś, że autorowi wszystko wolno? W radiu pokutowała Natalka Kukulska zawodząc coś o Puszku Okruszku Kłębuszku, a Kicia przebierała się i tańczyła. Kicia, moja bogini, moja muzo... Dobra, dobra. Chcecie widzieć, to, co autor? Niedoczekanie Wasze!
W NOCY, ALE CHWILĘ PÓŹNIEJ Po tym, jak nastąpiło zakrzywienie czasu, lub może po interwencji cenzury obyczajowej, zniewalające ciało Kici znikło pod jedwabną kołdrą. Co to było dokładnie, to nieistotne, ważny jest fakt, że dziewczyna była już w łóżku, że przytulała się do wilczka, że już prawie spała. "Tam, tam, ta ram tam, ta tam, ta tam, ta tam" - zabrzmiało niemal wagnerowsko. - Yyyyyy Chyyyyy, yyyyyy, chyyyyy... - Za diabła nie wiem, jak to zapisać, ale to był taki dźwięk, jaki wydawał Lord Vader oddychając przez swój fajowy hełm. Kicia niechętnie uniosła głowę nad poduszkę i lekko zdziwiona spojrzała na niespodziewanego gościa. - Czego tu? - Zważywszy na okoliczności, pytanie było bardzo grzeczne, wręcz kurtuazyjne. - Przysyła mnie Imperator. - Dla ułatwienia odbioru, będę pomijał zdecydowaną większość "yyyyy" i "chyyyyy", ale czytelnik musi być świadom, że w wypowiedziach Vadera, albowiem on to był w istocie, było ich pełno. - I czego chce ów Imperator? Postawić mi drinka? To już nudne... - Być może, ale tego mi nie przekazał. - Pamiętajcie o "yyyy" i "chyyyy"... - A co ci przekazał? Tylko się streszczaj, bo jestem śpiąca. - Wielki Imperator kazał przekazać, że we Wszechświecie pojawiła się "jeszcze ciemniejsza strona mocy". - Zdarza się, i co mi do tego? Przecież ty i Imperator jesteście z zupełnie innej bajki... - Kiciu... - Jesteśmy na "ty"? Nastąpiła krępująca przerwa w konwersacji, podczas której wiecie już, jakie tylko odgłosy było słychać. - No dobra. - Kicia wykazała się wielkodusznością. - Możesz do mnie mówić po imieniu, tylko przestań sapać, jak jakiś zbok dzwoniący na zero siedemset... - Yyyy chyyyy - Vader nie przestał... - Więc tego, no... Kiciu, otóż w twoim otoczeniu kręci się ktoś, w kim ta moc jest silna. Powinnaś się strzec. - Blisko mnie? - Kicia podejrzanie spojrzała na Giuseppe. - No, nie tak dosłownie... ale strzeż się! - Ok., dzięki za przestrogę. Żeby nie było, że jestem jakąś niewdzięczną suką, tez dam Ci wskazówkę. - ??? - Kojarzysz Lucka? - Nie. - No, nie ściemniaj, przecież to twój syn... - Wydziedziczyłem darmozjada. - Hmm, skoro tak, to inna wskazówka. Oczywiście wiesz, że Luck ma siostrę bliźniaczkę? - Y, y, y, y, y, y... - Vadera przytkało. - Dobra podpowiedź? - Kicia…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil bury_wilk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…