Kiedyś
Pewna wizyta...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kiedyś
Tego dnia nie spodziewałem się nikogo, a jednak nie było mi dane skończyć. Chciałem rzucić to wszystko w cholerę, przekreślić całe moje bezwartościowe życie, w którym nic nie działo się po mojej myśli. Zawsze musiałem równać do kogoś, bo ktoś tego chciał. Mi nie zależało, by osiągnąć coś za wszelką cenę, ale ciągle ktoś stał nade mną, jak esesman z pałką i tępymi uderzeniami w tył głowy starał się mnie zmotywować do działania. Ładny mi sposób na motywację… Może właśnie ze względu na natrętny charakter środowiska, w którym żyłem postanowiłem, co postanowiłem. Dziwne, że…raczej tragiczne, bezsensownie żałosne, ale moją pierwszą samodzielnie podjętą w życiu decyzją, miała być decyzja o odebraniu sobie życia. Ale nie było mi dane skończyć… Myślałem, że stanowczość podejmowanych przeze mnie od tej pory decyzji wystarczy, by po raz pierwszy w życiu coś mi wyszło. Siła losu okazała się większa od mojej determinacji. Może absurdalność zaistniałej sytuacji spowodowała, lub przyczyniła się w jakiś sposób do mojej małej klęski. Postawiłem na swoim, chciałem coś zmienić, może zacząć od nowa i…skończyć! Jaka piękna tragedia! Może to lepiej, że tak potoczyły się wydarzenia. Mogę mieć tylko taką nadzieję! Nie spodziewałem się nikogo, więc od samego rana rozpocząłem przygotowania. Może wydawać się głupim moje zachowanie, ale dla przykładu zastanawiałem się, czy powinienem jeść śniadanie. Przecież to i tak bez znaczenia! Za kilkanaście minut miałem dokonać swego żywota, a moja głowa zaczęła tworzyć podobne bzdury. Też mi cholera poważny problem. Ale co począć, zastanawiałem się i prawie bezwiednie udałem się do kuchni. Płatki na mleku, tak zawsze wyglądało moje śniadanie. Zdrowe jedzenie… Pomyślałem – człowieku, co ty wyrabiasz. Miałeś coś zrobić, a tymczasem zajmujesz się sprawami, które tak się mają do twoich postanowień, jak kolor skarpetek do wielokrotności orgazmu twojej kobiety! – przestałem myśleć i przystąpiłem do działania. Po krótkim czasie na środku mojego pokoju stał stołek, a nad nim wesoło dyndał sznur. Sznur uformowałem w obręcz, by ta po odsunięciu stołka, utrzymała moje ciało w górze. Potem miało się zdarzyć wiele. Puk, puk! Natręt stał za drzwiami. Wizjer, judaszem zwany oznajmił mi, że to spokojny listonosz. Pan Spokojny był listonoszem od dwudziestu trzech lat. Ciekawi mnie, czy nie potrafił on usiedzieć na miejscu, czy też tak lubił spacery po świeżym powietrzu. Rachunki, rachunki, reklamy, rachunki…wszystko na „r”. A jednak nie, list sztuk jeden od… Roberta z Racławic. I to do tego pomyłka, nie znam nikogo takiego! Przyznajcie, że jeśli los się na coś uprze, to nie da za wygraną. Ale taki jest z natury los – nieunikniony! Jeśli jednak los nie istnieje, a to, co stanowi przyszłość stwarzamy sami, to stwierdzam, że mam przesrane! Taka sytuacja ma swoje dobre strony również, bo z góry wiem, czego mogę się spodziewać po życiu. Tak mi się wydawało i wydawa…wydaje nadal. Listonosz opuścił moje progi, zostawiając mnie samego, bezbronnego człowieka na pastwę moich niezrównoważonych myśli i czynów. Stało się, stanęło i ja stanąłem na stołku. Krawat na mojej szyi, inny niż zwykle, wisiał luźno. No cóż robić? Hop do przodu, bo co innego mi zostało? Jedyna myśl. I nagle ktoś znowu wyrwał mnie w środku zamierzonej akcji. Pięć kostek palców uderzyło o drewnianą płytę, lub inaczej, ktoś zapukał do drzwi. Zdenerwowałem się, bo co tu ukrywać… Ale dobra, pomyślałem, ostatni gość w moim życiu. Dwie szare gałki oczne przekazały obraz z wizjera prosto i szybko do mózgu. Mój mózg, sprawny choć trochę zastany momentalnie rozszyfrował obraz, jako kobietę. Widziałem ją kilka razy w swoim życiu, a w ostatnim tygodniu szczególnie często. Zawsze na ulicy, bądź w sklepie, zawsze ubrana w ten sam brązowy kostium. Co ona tu? Nie miała się do kogo wybrać?! Pewnie wstała z następującymi słowami na ustach: „O! Dzisiaj wybiorę się do jakiegoś samobójcy i go trochę wyprowadzę z równowagi.” Otworzyłem i w tym momencie powiało zimnym wiatrem smutku, a słoneczny dzień, który jeszcze przed kilkoma minutami panował za ścianami mego domu, teraz zmienił się w zimny i szary poranek. Jeszcze nigdy nie poczułem tak wyraźnej i szybkiej zmiany pogody. Ale przecież są na tym świecie rzeczy, które się… Bez słowa przestąpiła próg mego domu i zamknęła drzwi. Nie mogłem wydusić z siebie żadnego słowa. Myśli kłębiły się w głowie, ale zaworek w postaci ust był zamknięty. Zrobiła krok w stronę końca. Końca tego, czego byłem pewien. To dopiero był mały krok dla jednego człowieka, a ogromny dla drugiego! Mój dom, jak zawsze pusty, w tym momencie wypełnił się pustką po brzegi. Mówiąc wprost, to właśnie uosobienie pustki, smutku, końca wszechrzeczy i nieuniknionego żalu zaszczyciło mój dom swoją osobą. - Myślałeś, że jestem wydarzeniem. – zaczęła po chwili ciszy. - Nie rozumiem…kim ty jesteś? – chyba moja reakcja jest zrozumiała. - Wiesz dobrze, nie oszukuj się – powiedziała.
*****
Po około godzinie wiedziałem wiele. Oj, ta wiedza wcale mi nie pomogła w mojej sytuacji, a nawet w pewien sposób ciążyła na moim umyśle. Pani, która odwiedziła mnie, zajmowała się zabieraniem ludzi w „dalekie kraje”. Miała w tym wprawę, robiła to od bagatela kilku tysięcy lat. Myślałem, że śmierć to…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Grobowicz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…