Klatka - Rozdział 11
Co przyniesie kolejny dzień
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 11
- Jak dobrze być już w domu – powiedziała bezimienna, kiedy w końcu, razem z Krzysztofem dotarli do swojego „mieszkania” na klatce. - Wiesz, o czym teraz marzę? – spytał chłopak. - O czym? - O tym, żeby porwać ciebie gdzieś na miasto i uczcić to, że wyszłaś ze szpitala. - To miło z twojej strony, jednak nie mogę wychodzić – ze smutkiem powiedziała dziewczyna. - Przez tego gnoja, który tutaj był? - Tak, dokładnie przez niego. Wiesz co. Muszę ci coś powiedzieć. - Co takiego? - Kiedy leżałam w szpitalu, pewnej nocy miałam sen. W tym śnie, była jakaś tajemnicza postać, która zaprowadziła mnie do zupełnie białego pokoju. W tym pokoju byłeś ty. To znaczy tak mi się wydawało. Jednak później zobaczyła coś, co mnie zmroziło. - Tak? - Przemieniłeś się w NIEGO. - Jak to? Co ty mówisz? - Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale tak było. Krzysztof po wysłuchaniu dość dziwnego snu bezimiennej, zaczął się zastanawiać, czy dziewczyna czasem, nie choruje na jakąś chorobę psychiczną. Najgorsze było to, że chłopak już JEGO widział i nie mógł z tym nic zrobić. Przyszła mu nawet do głowy myśl, czy by przypadkiem nie zabić tego skurwiela. Tak szybko jak się pojawiła, tak szybko zniknęła. - A powiedz mi, dlaczego nie zgłosiłaś tego na policję? - Myślisz, że by mi uwierzyli. - Myślę, że tak. - Może i masz rację, tylko że ja, nie miałabym później życia. Rozmowę bezimiennej i Krzysztofa, przerwał dźwięk otwierających się drzwi wejściowych do bloku. Krzysztof wciągnął dziewczynę do środka i zamknął drzwi, które zdążył naprawić jak ta, była w szpitalu. Wyjrzał przez wizjer. Zobaczył, jak do klatki wchodzi ON i udaje się w dalszą część budynku. Krzysiek postanowił wyjść i zobaczyć, jak sytuacja rozwinie się dalej. To co później zobaczył zmroziło go chyba jeszcze bardziej niż sen, który opowiedziała mu bezimienna. *
- Dzieci obiad – zawołała Agata. - Już idziemy – odpowiedzieli chórem Małgosia i Alek. W trakcie, kiedy Agata nakładała dzieciom obiad, zadzwonił telefon. Ponieważ kobieta była w kuchni, poprosiła syna, żeby odebrał. - Możesz odebrać - Już. Tak słucham - Dzień dobry. Czy ja zastałem pana Krzysztofa? – odezwał się głos w słuchawce. - Nie, nie ma taty. A coś przekazać? – spytał Alek. - To może jest mama? - Mama jest, już daję. - Mamo, jakiś pan do ciebie! – krzyknął z pokoju. - Już idę. Tak słucham? – spytała Agata, podając dzieciom obiad. - Dzień dobry. Moje nazwisko Koźmiński. Ja dzwonię z klubu muzycznego, w którym do niedawna pracował pani mąż. - Coś się stało? - Widzi pani, jest taka sprawa. Organizujemy dość poważny koncert charytatywny, na którym będzie ponad milion uczestników. Co prawda pani mąż już u nas nie pracuje, ale chciałbym prosić, że jeżeli go pani spotka, to niech mu pani powie, żeby zorganizował dla nas ten koncert. Nikt tak jak on, nie zrobi tego tak dokładnie. Oczywiście, pensja będzie taka jak dotychczas. - Dobrze, przekażę mu. Agata była zdziwiona telefonem od byłego szefa swojego męża. Chciała mu jak najszybciej przekazać tą wiadomość. *
Krzysztof stał i patrzył na rozwój sytuacji. ON podszedł pod pierwsze drzwi z prawej strony i zadzwonił dzwonkiem. Krzysiek podszedł bliżej, jednak nie za blisko, żeby ON go nie zauważył. Drzwi otworzył, nie kto inny jak sam Mateusz. Chłopaka zmroziło. - Co jest do cholery – pomyślał. – Czyżby oni razem, mieli ze sobą coś wspólnego. - Będziemy rozmawiać tu, czy wejdziesz do środka? - Jeśli mnie wpuścisz. - Właź – szybkim ruchem ponaglił Mateusz. Krzysiek, stał i oczom nie wierzył. Teraz, kiedy zobaczył co się wydarzyło, postanowił, że dowie się czegoś więcej. Jednak jak to zrobić. Przyszedł mu do głowy pomysł, że zabawi się w detektywa i podszyje się pod gazownię. Był przygotowany na taką okazję. Kiedyś na festynie z okazji majówki, rozdawali czapki z logo ich gazowni tak więc podkładka była. Szybko więc założył czapkę na głowę i zadzwonił do drzwi Mateusza. - Tak słucham? - Dzień dobry, gazownia. Muszę sprawdzić czy gaz dobrze działa i czy wszystko jest sprawne - Akurat dzisiaj? – Mateusz był lekko poirytowany. - Niestety. Siła wyższa. - Wchodź pan. Długo panu…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Krzysiek210786
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…