Klątwa
Napisałam w szóstej klasie. Miejcie wyrozumiałośc... ;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rose właśnie przeprowadziła się z rodzicami do nowego domu. Był on wielki i piękny. Ogrodzenie było gęsto porośnięte bluszczem, a ogród usłany kolorowymi kwiatami. Chociaż w tym domu od wielu lat nikt nie mieszkał, wydawał się on tętnić życiem. Na gałązce wielkiej jabłoni była powieszona huśtawka. W środku były stare, pięknie zdobione meble. Z sufitu zwisały brylantowe lampy, a na stołach stały złote świeczniki. Świece w nich wyglądały tak, jakby jeszcze wczoraj ktoś je zapalił. Zachwycona Rose próbowała policzyć wszystkie pokoje. Niestety, wciąż jej się to nie udawało, gdyż nie wiedziała czy była już w miejscu, w którym znajdowała się teraz. Najbardziej intrygowało ją to, że niektóre z pokoi były zamknięte na klucz. Kiedy przechodziła jednym z ciemnych z korytarzy, dobiegł ją cichy dźwięk poszczekiwania psa. Lekko przestraszona podeszła do pokoju, z którego dochodził dźwięk. Nad jego drzwiami wisiał portret dostojnej damy ubranej w piękną, elegancką suknię. Pod spodem widniał podpis: „Emerald Comeins”. Otworzyła drzwi i ujrzała czarnego psa siedzącego dostojnie na kanapie i wlepiającego w nią oczy. Pies, zobaczywszy ją wstał i spokojnie zaczął iść w jej kierunku. Przerażona Rose cofnęła się, zatrzasnęła za sobą drzwi i pobiegła na dół do rodziców, nie mogąc wytłumaczyć sobie tego zjawiska. „Skąd tu się wziął ten pies?”- myślała- „Może wszedł przez okno?! … Nie to niemożliwe! Było ono zamknięte, a poza tym to było za wysoko!” Rodzice Rose zajęci byli rozpakowywaniem bagaży. Dziewczynka zdyszana dopadła mamę. -Mamo, tam na górze jest jakiś czarny pies! Chodź szybko! -Kochanie, nie widzisz, że jestem zajęta?! Na pewno ci się wydawało, tu od dawna nikt nie mieszka… Znów rozległo się szczekanie, tym razem głośniejsze. Po chwili ucichło. -I widzisz mamo?!- powiedziała Rose. -Nie! Nie ma powodów do obaw- mówiła wyraźnie zdenerwowana mama- Wyobraziłyśmy to sobie. Rose, nie ma tu żadnego psa! Uspokój się. -Mamo, widzę jak potwornie się boisz. Nie musisz udawać. Strasznie się spociłaś… i drżysz! Chodźmy lepiej to sprawdzić. -D-dobrze, córeczko. Więc dziewczynka zaprowadziła mamę do tego pokoju. Udało jej się zapamiętać gdzie jest, gdyż był całkiem blisko. Rose widząc drżącą mamę spojrzała na nią z politowaniem, wzięła głęboki oddech i otworzyła drzwi. Ku ich zdziwieniu nic tu nie było. W środku pokoju najzwyczajniej w świecie stała kanapa. - Widzisz? To był wytwór naszej wyobraźni. -Mamo, ja go widziałam! -upierała się Rose- Nic sobie nie wyobraziłam. -Chodź do mnie, kochanie. Spójrz na tę szafę. -powiedziała mama i poruszyła jej drzwiami- Okropnie skrzypi, prawda? To na pewno ona. Ja idę na dół, a ty niczym się nie martw. Rose została sama. Przykro jej było, że mama jej nie wierzy. „Tak to już jest z dorosłymi –pomyślała- Wierzą dopiero wtedy, kiedy coś zobaczą. Może chociaż tata mi uwierzy?”
Przy kolacji Rose powiedziała o wszystkim tacie. -Duże miał zęby ten pies? -odpowiedział drwiąco- Uważaj, bo jeszcze cię zje! Dziewczynka była załamana. Mama jej nie wierzy, a tata ją wyśmiał! Zalała się łzami i pobiegła do pokoju, który wyznaczyli jej rodzice. Położyła się na łóżku i płakała. Cały dom stracił dla niej urok. Twarze z portretów patrzyły na nią z nienawiścią. Meble były okropne, takie stare i przygnębiające. Tak bardzo chciała znaleźć się teraz w swoim starym, malutkim mieszkanku w Londynie! -Czemu przeprowadziliśmy się na to okropne odludzie?! –łkała- Te głupie pieniądze z loterii zniszczyły mi życie! Rose nie zdążyła się nawet przebrać w piżamę. Była tak zmęczona i zrozpaczona, że od razu zasnęła.
Dziewczynka zbudziła się w środku nocy. Blask księżycowej poświaty wypełniał jej pokój. Zaczęła się zastanawiać czy rzeczywiście nie wyobraziła sobie tego czarnego psa. Wpatrywała się w sufit i nie widziała nic niezwykłego. Myliła się jednak. Kiedy się obróciła i spojrzała na stół, ujrzała palącą się świeczkę. Krzyknęła ze strachu. „To nie mogli być rodzice. Gdyby to byli oni zapaliliby mi lampkę nocną. Świeczki to przeszłość.” Więc jednak przeszłość powraca do tego domu. Dziewczynce wcale nie chciało się spać. Strasznie się bała. Coś jednak ciągnęło ją w stronę pokoju, w którym ukazał jej się czarny pies. Jakaś nieokreślona siła kazała jej wstać i pójść tam. Ona wcale nie chciała tego robić. Zdziwiła się bardzo, kiedy podniosła się z łóżka i nogi powiodły ją w tamtą stronę. Na korytarzu także paliły się świece… setki świec! Rose zdała sobie sprawę z pewnego faktu, który próbowała za wszelką cenę odepchnąć od siebie od kilku godzin; ten dom jest nawiedzony. Tak, teraz to już nie ulegało wątpliwości. Niemiły dreszcz przeszedł ją po całym ciele. Nie wiedziała czy ma pójść do rodziców…nie! Czuła, że ktoś jej tu potrzebuje. Nie jej rodziców! Właśnie jej, Rose! „Dobrze, więc pójdę tam.” Drżąc na całym ciele dziewczynka stanęła przed drzwiami. Znów krzyknęła, gdyż dama na portrecie nie była już ubrana w piękną suknię, lecz miała zaciśniętą na szyi pętlę i wisiała, cała ociekając krwią. Rose chciała uciec, znaleźć się jak najdalej stąd!!! Nogi jednak odmawiały jej posłuszeństwa. Weszła do pokoju. Coś zaświstało i poczuła na sobie lodowaty i przenikliwy wiatr. To, co tu zobaczyła przerastało jej najgorsze wyobrażenia. Na podłodze była wielka kałuża krwi, a w niej leżały trupy. Był wśród nich także pies, a właściwie jego szkielet. Trzymał coś w pysku. Była to pożółkła od starości koperta. Tym razem Rose nie była w stanie wydać z siebie żadnego okrzyku. Stała jak zamurowana. Pies znów zaczął iść w jej kierunku. Kiedy dziewczynka chwyciła za klamkę okazało się, że drzwi są zamknięte na klucz. Wyobraźcie sobie, co byście zrobili w jej sytuacji! Biedna Rose pomyślała, że wolałaby chyba umrzeć. Lecz pies nic jej nie zrobił. Położył przed nią tylko tę kopertę. Trupy wydawały się szeptać: -Ooooooootwóóóórz…. Przeeeeeeeczyyyyyytajjjj………Pszszszszszszszszszsz…….. Uuuuuuraaaaaatuuuujjjjjj…… Więc Rose chcąc nie chcąc wzięła do ręki kopertę. Coś w środku się zatrzęsło i dziewczynka usłyszała jakby grzmot pioruna dochodzący ze środka. Otworzyła kopertę, a w środku był list:
Ty Co ośmieliłaś się zakłócić domu smutek Spokój mojej duszy Ty Co zobaczyłaś setki dusz płonących Zbezcześciłaś tajemnicę świec gorących Ty Będziesz przeklęta W krwi na wieki zaklęta
Jeśli jednak od klątwy uratujesz trójkę moich dzieci Niech ta przepowiednia do piekła szybko zleci Pierwsze uwięzione jest w garze Jego złych myśli, snów i zdarzeń Drugie wiecznie na huśtawce się buja I w nikim się biedne już nie zabuja Trzecie spokojnie sobie zwisa Jak zauważyłaś na dworze jest szubienica
Ciekawi Cię pewnie, kto tak je zaczarował? Lecz to nie twoja jest sprawa, niestety, moja droga.
Ja już nie żyję, a one? Sama nie wiem. Więc idź to sprawdzić! Ratuj je, biegiem! Masz czas do świtu, inaczej będziesz trupem! Ktoś z twojej krwi zrobić może zupę.
Emerald Comeins
Rose dwa razy przeczytała list. Zupełnie nie wiedziała jak ma tego dokonać! Tym razem ze współczuciem spojrzała na trupy. Już wiedziała, kim oni są. Wcześniej próbowali dokonać tego samego, co karze jej tajemniczy list i nie udało im się. A jak jej się nie uda?! Poczuła się tak, jakby ktoś wrzucił jej za kołnierz kostkę lodu. -„Ale kim jest ten pies?!” –pomyślała. -Najwierniejszym przyjacielem i sługą mojej pani Emerald. -odezwał się czarny pies. -To ty…ale ja nic…- dziewczynka była tak zaskoczona, że nawet się nie bała. -Nic nie mówiłaś, racja. Myślałaś, a ja czytam myśli tych, którzy robią coś dla mojej pani. -„A to już jest wredne.”- pomyślała Rose, do której nie do końca dotarło znaczenie tych słów. -To nie jest wredne, moja droga, to jest bardzo dokładnie przemyślane. -Eee… to przepraszam. Dziewczynka starała się już nic nie myśleć. Przynajmniej nic złego o psie, ani tej całej Emerald. Nie myślcie sobie, że to było takie proste!!! Miała już dosyć wszystkiego i po całym ciele przechodziły ją dreszcze. -Pomożesz mi? Ten list nie ma sensu! Jaki gar złych myśli, snów i zdarzeń? Gdzie on jest? Co ja mam zrobić? -Wszystko, co moja pani napisała ma sens.- powiedziawszy to pies zniknął. Po chwili Rose usłyszała jeszcze oddalający się jego głos- Polegaj na intuicji, tu nic nie jest logiczne. -Dobrze idę, później zobaczę co dalej. Hm, intuicja… -Pooooooooomóóóóóóóóóżżżżż- odezwał się jeden z trupów z wielkim wysiłkiem. Głos jego był tak ociężały i chropowaty, jak tylko można sobie wyobrazić mówiącego trupa. Mroził krew w żyłach i odbierał Rose wszelką nadzieję. Lecz starała się być wyrozumiała nawet dla kogoś takiego. Nie do końca jednak zdawała sobie sprawę, że niedługo może stać się jednym z nich. -Z-zaraz, zaraz… ja mam uratować t-te dzieciaki! O co w-wam chodzi?!- Rose trzęsł się głos, gdyż bardzo trudno było jej przemawiać do trupa. Przecież niektórzy
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil lemoor
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…