KLĄTWA
klątwy rzucane byle jak, czarownica warząca zupę i knowania- czyli dramat jak się patrzy ;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Scena I
Stara czarownica siedzi przy palenisku. Mruczy pod nosem zaklęcia. Z wielkiego kotła bucha para. Co i raz starucha wsypuje do kadzi jakiś proszek i miesza wywar wielką drewnianą łychą. Czarny wyleniały kocur leniwie przeciąga się, nagle pręży grzbiet, mruży oczy i parska. Czarownica odwraca się i dostrzegając w głębi swojej jaskini jakąś postać.
Czarownica: No wchodź, co tak stoisz? Gość: Nie chciałbym przeszkadzać, widzę, że czary odprawiasz jakie… Czarownica: Nie czary, tylko zupę gotuję. Z czym przychodzisz? Gość: Problem mam, mniemam, że obłożono mnie klątwą. Czarownica: O, a po czym wnioskujesz? Gość: W jednym momencie, wszystko, co układało się pięknie do tej pory, okoniem staje, na nic nie mam wpływu, nic nie rozumiem, bezradny jestem… Czarownica: E tam zaraz klątwa, tfu…no ale podejdź no tu do ognia…obaczym
Gość podchodzi do paleniska, starucha nachyla się nad nim, dotyka jego głowy, patrzy w oczy, osłuchuje, dłoń ogląda.
Czarownica: A to ci, a jakże…klątwa jak się patrzy hehe
Gość: Tego się obawiałem. I co ja mam teraz zrobić? Pomożesz zdjąć?
Czarownica: Widzę, żeś człek majętny…
Gość: Zapłacę, jeśli trzeba…
Czarownica: Zamilcz, mi nie o to…pieniądze odejdą!
Gość: Co?!
Czarownica: Małżonka odejdzie. O, kochanka już odeszła…umysł zmącony, sen ciężki…
Gość: No to jak, zatrzymasz to, odczynisz urok?
Czarownica: Problem jest. To nie proste. Klątwa jest z kłódką.
Gość: Jaką znowu kłódką, mów no jaśniej!
Czarownica: Kłódką, znaczy, że zdejmie ją ten, co ją nałożył hehe A skoro ci nie pomogę, pozwolisz, ze zajmę się zupą, bo się przypala.
Gość: Toś ty taka czarownica jak z koziej kózki flet.
Czarownica: Ech, człowieku, nawywijałeś coś, to nie wyżywaj się na mnie, tylko szukaj kogoś, kto ci dołożył tą klątwą. To ktoś, kto blisko musi być…kto kocha…
Gość: Aha! Mam! Dzięki ci staru…stara mądra kobieto!
Gość w pośpiechu opuszcza jaskinię a starucha obraca się do kotła i mieszając wywar skrzekliwie śmieje się do siebie.
Czarownica: Jeszcze nie skończyłam. Hmmm w gorącej wodzie kąpany. To niech se tera szuka hehe… Ech ci dzisiejsi mężczyźni…wszystko chcą wiedzieć, już, zaraz, naraz. Zupki by spróbował…
Gość wybiega z jaskini do ciemnego lasu, gdzie zostawił konia. Jest wściekły obmyśla zemstę.
Gość: O ty wredna małpo. Czekaj inaczej sobie z Tobą zagram. Człowiek okazuje serce i co? Co? Sępy hoduje w ogródku! Dam ci ja klątwę!
Scena II
Huanita siedzi przy biurku i coś pisze. Jest tym tak bardzo pochłonięta, że nie słyszy kroków na schodach. Nagle w drzwiach staje kamerdyner i zapowiada gościa. Nie odrywając się od pisania Huanita daje znak ręką, by wpuścić przybyłego. Wchodzi Don Pedro.
Don Pedro: Moja droga, jeśli przeszkadzam…
Huanita: Ależ skąd. Ty nigdy, wejdź, siądź, co cię sprowadza?
Don Pedro: Ach czułem potrzebę ujrzenia ciebie (w myślach do siebie: osz ty flądro, co tam piszesz, klątwę jaką?)
Huanita: Też się cieszę na twój widok. Jak żona? Jak interesy?
Don Pedro: (jak ciekawska, chce się wywiedzieć, czy klątwa działa) Och żona ma się wybornie, ostatnio coraz lepiej, a interesy kwitną (a figę się ode mnie dowiesz)
Huanita: Jak miło słyszeć. Poprawa. Taka nagła…hmmm…
Don Pedro: Czyżby cię zasmuciła ta wiadomość?
Huanita: Oj, nie, wręcz przeciwnie…tyle, że zastanawiam się, czy w takim wypadku będziesz miał jeszcze dla mnie czasu odrobinę?
Don Pedro: No i z tym może być malutki problem….Otóż żoną się zająć muszę i handlem, co ostatnio z niewiadomych przyczyn nie szedł…ale ciebie droga przyjaciółko zawsze mam w sercu (niczym zadrę w tyłku)
Huanita: (po jakiego czorta on tu przychodzi? Co za grę prowadzi?) Żegnać się żeś przyszedł, czy jak?
Don Pedro: Ach nie, nie, żegnać. Tyle, że na czas jakiś mniej cię będę widywał. I przyszedłem porozmawiać troszkę. Ech, takie życie…
Huanita: Widzę, że trapi cię co więcej (kombinuje coś jak nic) I nawet buzi na dzień dobry nie dostałam…
Don Pedro (całując Huanitę w policzek): Już się poprawiam.
Huanita: Co to za cmok w policzek?
Don Pedro (śmiejąc się): Ach, co ty byś więcej chciała? (Tak, jaszczurzy język w gardło zapuścić i jad wstrzyknąć jaki.)
Huanita (zła i zdziwiona): Co ja bym chciała? No mój drogi, to ja powinnam takie pytanie zadać, boś przyszedł do mnie, nie ja do ciebie.
Don Pedro: A co ja mogę chcieć od ciebie? Przecież nie mam żadnych oczekiwań, ni wymogów i dziw mnie bierze na myśl, co taka piękna, młoda widzi we mnie, po co ze mną rozmawia, całować się każe? (No przyznaj się czarownico, że knujesz coś, zemstę jaką.)
Huanita: (Całować się każe? Każe?! To teraz mus jakiś na całowanie nastał?)Nie musisz mnie całować, jeśli nie chcesz, przychodzić też, jeśli nie masz ochoty.
Don Pedro: Po co te nerwy? Nie chciałem cię obrazić. Nic a nic (denerwuje się, bo w czuły punkt uderzyłem, ha!)
Huanita: Znamy się długo i lubię cię. Toć niczego od ciebie nie oczekuję, nie stawiam warunków. Rozmowa z tobą to przyjemność (nie zawsze).Ot i cała filozofia.
Don Pedro: A powiedz mi, bo umysł mój nie obejmuje, jak możesz przyjaźń utrzymywać z kimś, kto cię kiedyś…
Huanita: Ech, starocie jakieś wywlekasz. To historia. Po co do niej wracać?
Don Pedro: Inna to by w gębę dała, rozmawiać nie chciała, nawet patrzeć w moją stronę, albo zemsty szukała (klątwą jaką obłożyła).
Huanita: No do śmiechu mi nie było. Prawda. Ale tyle lat minęło. Z takiej perspektywy sprawa zdaje się błahostką (no tak, boi się, że jednak czegoś chcę, a to osioł).
Don Pedro: A nie było tak, że jak ci tak do śmiechu nie było….to nie pomyślałaś sobie czasem czego złego? Nie życzyłaś mi, żeby mi tak łeb odpadł, koń stratował…
Huanita (rozbawiona): A jakże! No może nie takie straszne bezeceństwa, o jakich wspominasz, ale trochę cię sklęłam.
Don Pedro: Acha! To mnie teraz odeklniesz! I to zaraz! Teraz!
Huanita: Dobre żarty. Ubawiłam się do łez. Widzisz, ty to zawsze humor poprawić możesz, jak chcesz.
Don Pedro: Żarty? (No nie, jeszcze drwi sobie w żywe oczy! Kpiny urządza!)
Huanita: Czary mary, pokus pokus, abra kadabra…(pił coś z rana samego, czy jak?)
Don Pedro: Mi nie do śmiechu. Widzisz, jak emocje rządzą ludźmi, to same kłopoty z tego wychodzą. Ty miej odwagę i się przyznaj, że z zawiedzionej miłości czar rzuciłaś, bym teraz cierpiał.
Huanita (mocno zbita z tropu): Zawiedzionego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil astra78
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…