Klekocące oczy
Rozterki zakompleksionych pacjentów
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Bezczelnie rozłożone nogi Diabelskiej Vistalasty, wystające zwodniczo spod zielonej bluzki, kuszące proste duszyczki męskie i machinalnie kończące się stopą, zwróciły od razu uwagę Stękającej Pescinne. Namawiające uda, namawiające do lizania rzęsistego, pozbawiały ją bowiem w tym momencie prymatu w oku Basenowego Conette. Zamachała więc nogą w sposób podobny do mieszkanki zielonej bluzki, próbując nadać im odcień wilgoci, przypominający uśmiech rumuńskiej prostytutki. Basenowy Conette leniwie przesunął wzrok na włosy swej towarzyszki. Jej krótka fryzura, zrobiona przez Anitonne, przez starą Anitonne wymawiającą klientom ilości łupieżu we włosach, znów zaczęła wydzielać tą przedziwną woń. Zapach postimprezowych fekaliów zmieszanych z delikatnym aromatem zupy „Amore Pomidore”, zapach odstraszający każdą męską duszę. A może to tylko poniszczony zmysł węchu odbiera to w tak straszny sposób? W końcu miał w domu tyle etykietek od tanich win, że mógłby rozpalić nimi indiańskie ognisko. W takim razie jakim cudem wyczuwałby jednak nieziemsko różowe perfumy Diabelskiej Vistalasty? Wcierane w uda o północy, by potem namawiać do lizania rzęsistego i wzbudzać wyobrażenia jej krzyków w pozycjach niezwykle akrobatycznych. Wpuszczać do głowy wijące się, gadające węże krytykujące wszystko, od religii po aktualny związek małżeński, nie omijając po drodze afer korupcyjnych. Diabelska Vistalasta, niezmordowanie machająca swym pachnącym fragmentem, próbowała oszacować czas, jaki siedząca naprzeciwko niej dwójka tych niezwiązanych duchowo, choć powiązanych ludzkimi prawami użytkowników tanich szamponów, potrzebuje na przywyknięcie do świata, który śmiesznie nazywają realnym. Na zorientowanie się, że pora snu dobiegła końca, a następnym krokiem ma być wycieczka do pracy. Sądzą zapewne, że oniryczne wizje są jedynie wytworem ich mózgów, a nie inną rzeczywistością, równoległą standardowej. Skoro tak, czemu tak długo muszą przyzwyczajać się do realności? Widać doskonale, jak bardzo niezintegrowani są ze swoją planetą, mimo pory, o której picie alkoholu nie jest już ogólnie rozumianym nietaktem. Pomarańczowy Alex, zlizujący późnym wieczorem sok wiśnowy z gruczołów mlecznych Diabelskiej Vistalasty, nawet nie próbuje przeszkadzać swej królowej Katalonii w szokujących rozważaniach. Ona tak zawsze, ona zawsze jest gdzie indziej niż jej ciało, a próba zmiany osoby w kogoś innego jest równie beznadziejna, co prowadząca w złą stronę. Lepiej skupić się na widocznych problemach stojącej przy drzwiach pary krasnali. Widocznych nawet okiem kogoś, kto nie przeszedł jeszcze do świata obudzonego. Tępawy uśmiech prawnika, próbującego swym upierzeniem i barwą głosu wywrzeć wrażenie na rozmawiającej z nim samicy. To na pewno prawnik, oni ubierają się w takie kogucie garnitury bez duszy, oni obwieszają się tandetnymi krawatami i planują sobie życie już w liceum. Wyzuci z odrobiny dziecięcego śmiechu, w świecie zegarów i monet. Szarobury Brisse, mimo przesyłania większości swej energii w stronę rudowłosego siedliska piegów, nie może nie zauważyć specyficznego wzroku Alexa. Wzroku, którego nie można nazwać pogardliwym, ale za którym kryje się wieść przeraźliwa dla pokolenia prawnuków prawników, zimnych racjonalistów na talerzu z kurczakiem. Odwraca głowę, próbując pokazać całej poczekalni Klinki Chorób Wenerycznych, że żaden flamaster ani szlafrok nie jest w stanie wpłynąć na jego psychikę. Wykrzywia ciało w groteskowej pozie, udając że pcha przez sobą napełnioną gruzem taczkę. W takich chwilach Piegowata Anne dochodzi do wniosku, że jej wymarzona noc, spędzona na greckiej miłości wśród pól z truskawkami, nie dojdzie nigdy do skutku. Koguci garnitur nigdy nie ubrudzi się splugawioną przez koty ziemią. A skąd ta pewność? W końcu inni ludzie to automaty, w końcu ja to ja i tylko tego można być pewnym. Reszta to automaty, nie czynisz im krzywdy, dopóki się o tym nie dowiedzą. Gdybyś umarła, a nikt nie usłyszałby tej wiadomości, nie zraniłabyś tym
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Idsele
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…