Wróć do katalogu

Komik, część pierwsza z wielu

Chciałbym napisać coś, co mimo wielu stron, byłoby zwartą i przyjemną w odbiorze historią. Coś dłuższego, z wyraźną postacią i jej ciekawym losem. Dlatego chcę również się dowiedzieć jak ludzie zareagują na te początki historii Ray'a, zagubioneg

skalar304, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ciemna, dębowa podłoga baru skrzypiała pod każdym krokiem. Staromodny zegar ze zdechłą kukułką powoli przesuwał swe zakurzone wskazówki. Głodny komar wyszukiwał w powietrzu swojej zdobyczy, od czasu do czasu przysiadając na jakimś stoliku zastawionym butelkami. Wiecznie zły barman mył mozolnie kufle, podsłuchując przy tym rozmów rozbawionej klienteli. Z zardzewiałego kraniku co chwilę spadała niewielka kropla brudnawej wody. Tłem do tej sytuacji była walka samotnego człowieka o życie. Tuż za ścianą. Przerażenie na jego twarzy mieszało się z szyderczym uśmiechem. Krew była wszędzie, począwszy od podłogi, na wszystkich lustrach kończąc. Czerwień aż odbijała się w jego nienaturalnie rozszerzonych ślepiach. W tamtej chwili wyglądał na szaleńca, który właśnie ma zamiar zdetonować bombę w Airbusie. Który obrabowuje bank wiedząc, że policja już obstawiła wszystkie wyjścia. Fontanna ognistoczerwonego płynu wydawała się być coraz większa. Starał się wykorzystać każdy skrawek papieru, by zatamować ranę, jednak ciśnienie w jego żyłach to nie umożliwiało. On jednak nawet nie myślał o śmierci. Nie, to by było zbyt łatwe. Tracąc już siły, zdjął szybkim ruchem marynarkę i próbował przewiązać nią przedramię. W swojej głowie poczuł gwałtowny wybuch, a następnie tępy, nasilający się ból. Uśmiechnął się ponownie. Jego twarz zlała się z bladymi ścianami pomieszczenia, tworząc przerażający, acz zabawny w jego oczach, efekt. Blada kurwa, sapnął pod nosem zaciskając marynarkę. W pewnym momencie przechylił się do tyłu, lecz w porę wyciągnął nogę, by złapać równowagę. Nie spodziewał się jednak leżącej strzykawki, która spowodowała niekontrolowany poślizg. Nie miał zamiaru krzyczeć. Zaraz przecież będzie siedział. Uderzył potylicą o drzwiczki kabiny, wydając przy tym ciche piśnięcie. Strzykawka zaś, uderzona o ścianę, wróciła do swojego właściciela i turlała się już przy jego zranionej, opuchniętej ręce. Facet nie miał zamiaru wołać pomocy. On już sobie poradził. Jesteś pierdolonym geniuszem, stwierdził, uśmiechając się do obwiązanej kończyny. Po kilku sekundach zasnął. Obudziły go salwy śmiechu dochodzące z innego pokoju. Było już prawie południe. Przetarł oczy kostkami dłoni i zsunął z nóg grubą kołdrę. Na jego prawej ręce nie było już nawet śladu po jakimkolwiek wypadku. Uśmiechnął się, spoglądając w górę. Dziękuję. Rozprostował zdrętwiałe nogi i, po nałożeniu ulubionych kapci, ruszył w kierunku salonu, skąd wydobywały się jakieś głosy. Jeden z pewnością należał do jego matki. - Nie wiem co bym bez niego zrobiła – dumnie odrzekła spoglądając na chłopca stojącego w otwartych drzwiach. Goście ciepłym wzrokiem przywitali domownika, zapraszając go do rozmowy. Ten, nieco wystraszony, podbiegł do matki i mocno ją uściskał. W tym samym momencie jego twarz oblały jasne promienie słońca, czyniąc go najbardziej rozświetloną postacią w towarzystwie. - Jest taki piękny…zupełnie jak mama! – krzyknęła starsza otyła kobieta, podziwiając malca. – Chodź do cioci ty mały smyku! On nie chciał wyrwać się z ramion kochającej matki. To nie jest moja ciocia, pomyślał, i jeszcze mocniej zacisnął ręce na szyi kobiety. Bał się wzroku innych, więc zamknął swe małe brązowe oczy i czekał aż wszyscy postanowią wyjść. - Słodki z niego wstydniś – stwierdziła cherlawa kobieta biorąc kolejne ciasteczko z talerzyka. Jej nadmiernie wystające kości policzkowe sugerowały jakieś poważne schorzenie. Chłopak miał wrażenie, że cały świat na niego spogląda. Te wszystkie pomarszczone twarze, jakby czekające na jego ciało, jakby głodne ludzkiej krwi. Okropne uczucie nie pozwalało mu rozszerzyć powiek, a tym bardziej odwrócić głowy w stronę gości. W…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych