Korrida. Po drugiej stronie.
Korrida. Po drugiej stronie... Czy to oznacza "korrida widziana oczami byka"? Owszem. Może to oznaczać. Ale "druga strona" to bardzo szerokie pojęcie...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Od autora: Chciałem się wytłumaczyć z imion bohaterów (zwłaszcza z imienia głównego bohatera). Zaczerpnąłem je z literatury (nie piszę dokładnie skąd, ale to łatwo sprawdzić). Dlaczego to zrobiłem? Miało to się wyjaśnić pod koniec opowiadania. Jednak jest to moje pierwsze (i jedyne) opowiadanie. Nie jest całkiem skończone - brakuje mu ostatecznego wyjaśnienia, co rzeczywiście się stało. Waham się, czy jest sens to wyjaśniać. Na razie zostawiam tak, jak jest i zapraszam do lektury (jeśli ktoś będzie miał na tyle ochoty, żeby to w ogóle przeczytać). ------------------------------------------------
Patrzył na byka. Zwierzę było już mocno zmęczone i na chwile się zatrzymało. Nie miało siły reagować. Wykorzystał ten czas, by spokojnie ocenić sytuację. „Chyba już pora kończyć przedstawienie” - pomyślał. Machnął muletą obserwując reakcję zwierzęcia. Byk nie zareagował. Machnął ponownie. Zwierzę potykając się niezgrabnie ruszyło w jego kierunku. Pomyślał: „Teraz” i mocniej ścisnął rękojeść szpady. Był pewien, że nie chybi. Nagle stało się coś, czego nie zrozumiał. Byk znienacka jakby odzyskał siły, w ostatniej chwili wykonał jakiś nieprawdopodobny manewr i kompletnie ignorując muletę natarł wprost na zaskoczonego matadora. Ten nie zdążył zareagować i w jednej chwili znalazł się nad ziemią wyrzucony z siłą, której nie można się było spodziewać po zwierzęciu będącym na granicy agonii. Poczuł straszliwy ból. Zrozumiał jeszcze, że wyrzucając go w powietrze byk rogiem przebił mu brzuch. Zrozumiał, że przegrał i ogarnął go paniczny strach. Po chwili spadł na ziemie i poczuł, że coś łamie mu żebra. Od tej chwili przestał myśleć. Ból był zbyt silny. Przesłaniał wszystko inne. Cały świat zniknął, cała świadomość zniknęła, wszystko znikło w jednym potwornym bólu, paraliżującym myślenie strachu oraz poczuciu bezsilności i przegranej. Nawet czas jakby przestał płynąć. Choćby był w stanie myśleć, nie mógłby powiedzieć, jak długo ten stan trwa. Mógłby jedynie powiedzieć, że ten stan istniał od zawsze – że nie było żadnej przeszłości, nie ma żadnej przyszłości, a jedynym, co istnieje realnie są: paraliżujący strach, całkowita bezsilność i przebijający wszystko ból.
Jednak nie była to prawda. W pewnym momencie strach i ból zniknęły. Pozostała tylko bezsilność. Ale i ona zaczęła ustępować. Ustępowała miejsca całkowitej pustce. Pustka zaczęła go pochłaniać. Zaczął odzyskiwać zdolność myślenia, ale zdążył tylko pomyśleć: „Czy ja umarłem?”, po czym rozpłynął się w pustce.
* * *
Inez stała przy łóżku brata. Starała się zachować zachować trzeźwość umysłu, aby zrozumieć, co mówi doktor Calavera. A nie były to pocieszające słowa. - Zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Zapewniam panią, senorita, że pani brat jest pod opieka najlepszych specjalistów. Jednak nie będę ukrywał, że jest bardzo źle. Ma poważne uszkodzenia narządów wewnętrznych. Ale to nie wszystko. Byk złamał mu kręgosłup w dwóch miejscach i poważnie uszkodził układ nerwowy. Pani brat długo nie oddychał i doszło do znacznego niedotlenienia mózgu. Jeszcze nie umarł tylko dzięki temu, że jest podłączony do aparatury podtrzymującej życie. Jego układ nerwowy wciąż nie jest w stanie samodzielnie sterować jego oddechem. Prawdopodobnie nawet, jeśli przeżyje to do końca życia będzie przykuty do aparatury. Możliwe też, że nigdy nie będzie można nawiązać z nim kontaktu. Poczekajmy jeszcze kilka dni, ale proszę pomyśleć, czy nie najlepiej będzie pozwolić mu odejść. - Nie, panie doktorze – zdecydowanie odpowiedziała Inez. Ja wciąż wierzę, że z bratem wszystko będzie dobrze. A póki jeszcze tli się choć iskra nadziei nie pozwolę go odłączyć. - Ale proszę... - zaczął doktor, jednak przerwał. Po chwili dodał już innym tonem: - Dobrze, senorita. Proszę jednak spróbować zdrzemnąć się choć przez chwilę. W szpitalu mamy specjalne pokoje dla gości – proszę z nich skorzystać. Naprawdę potrzebuje pani odpoczynku. Stan pani brata jest ciągle monitorowany. Jeśli tylko coś się zmieni niezwłocznie dam pani znać. - Dziękuję, doktorze. Może ma pan rację. Może rzeczywiście powinnam odpocząć. Jednak proszę jeszcze o kilka minut. Chciałabym jeszcze przez chwilę zostać z bratem sam na sam. - Dobrze. Jak pani chce. Zostawiam was w pokoju. Przyjdę za 10 minut i pokażę pani pokój, w którym będzie pani mogła odpocząć.
Gdy za ordynatorem zamknęły się drzwi, Inez ukryła twarz w dłoniach. W głowie dźwięczały jej słowa doktora: Myślała nad tym, co powiedział doktor. I myślała o bracie.
{i}A może naprawdę byłoby lepiej, gdyby umarł? Całe jego życie obracało się wokół jego zachcianek. Nie liczył się z nikim i z niczym. Miał wszystko: pieniądze, sławę, kobiety... Kobiety... Zawsze się koło niego kręciły, a teraz, gdy nieprzytomny leży w szpitalu to żadna z nich nawet nie przyszła go odwiedzić. Ale – czemu ja się dziwię? Przecież on nikogo nie kochał. Jego też nikt nie kocha. Poza mną... Jeśli miałby do końca swoich dni leżeć przywiązany do tych wszystkich rurek i drucików to może dla niego będzie lepiej, żeby umarł? Czy doktor Calavera ma rację? Może dla Fermina śmierć będzie naprawdę najlepszym wyjściem?{/i}
Podniosła głowę i spojrzała na leżącego nieruchomo brata. Tak. Był strasznym egoistą. Nie chciała tego przyznać, ale wiedziała, że taka jest prawda. Sukcesy i pieniądze przewróciły mu w głowie. Był gwiazdą. Nie liczyli się dla niego inni ludzie. We własnym mniemaniu był pępkiem świata. Lubił znęcać się nad innymi. Miał tyle pieniędzy, że mógłby w dostatku spędzić całe życie. Ale on był głodny uwielbienia. Lubił walki – z jednej strony mógł się pastwić nad zwierzęciem, z drugiej strony możliwość udowodnienia, że jest najlepszy mile łechtała jego próżność. Gdyby teraz miał stać się rośliną uwiązaną do łóżka na całą resztę życia – nie zniósłby tego. Nie zniósłby myśli, że przegrał z głupim bykiem. Nie zniósłby myśli, że on tu leży, a inni torreadorzy, których uważał za nie dorastających mu do pięt dalej walczą i zwyciężają. To byłoby dla niego niego gorsze, niż śmierć.
W tym momencie inna myśl uderzyła ją jak obuchem: A jeśli naprawdę istnieje jakieś życie po śmierci? Gdzie taki człowiek jak Fermin może po śmierci trafić? On, który myślał tylko o sobie? Który nigdy nikomu żadnej bezinteresownej przysługi nie wyświadczył?
Z przerażeniem w sercu zaczęła się modlić: Boże, przebacz mu jego postępowanie. Nie patrz na to, jak żył. Ale proszę – przebacz mu. Jeśli trzeba to pozwól mi odpokutować za jego grzechy. Ale proszę okaż mu miłosierdzie i pozwól mu być szczęśliwym.
* * *
Fermin zaczął odzyskiwać świadomość. Nie wiedział, gdzie jest. Niczego nie pamiętał. Spróbował zebrać myśli... Nic. Pustka w głowie. Postarał się maksymalnie skoncentrować... Coś zaczął sobie przypominać. Przypomniał sobie swoje przerażenie. I ból. Ten straszny ból, który zdawał się nie mieć końca... Ale jednak minął. Teraz żadnego bólu nie czuł. W ogóle nie czuł niczego. Ale pojawił się strach. Strach, że ten ból wróci. Zaraz... Jak do tego w ogóle doszło? Czy był jakaś przyczyna tego bólu? Co się w ogóle stało?
Wytężył umysł. Zaczęło mu się coś przypominać. Przypomniał sobie tę feralną walkę z bykiem. W jednej chwili odzyskał pamięć. Przypomniał sobie, co się stało. Przypomniał sobie, kim jest. W jednej chwili przypomniał sobie całe swoje życie. Pamiętał wszystkie szczegóły. Jakby w jego głowie ktoś nagle załączył światło. Zaraz... W głowie? Coś tu nie pasuje. Spróbował dotknąć ręka głowy. Nie dało się. Nie miał ręki ani głowy. W ogóle nie miał ciała! To znaczy – miał wrażenie, że ma jakieś ciało. Ale to ciało nie było materialne! Spróbował się rozejrzeć. Tak, widział. Ale nie było to cielesne widzenie! Miał jakieś niematerialne ciało, obserwował otoczenie, ale nie był to cielesny wzrok. Widział, ale tego, co widział nie dałoby się narysować. To był inny rodzaj widzenia. Widział, że obok niego ktoś jest i ten ktoś patrzy na niego. Nie wiedział, gdzie jest, nie wiedział, kim jest tamta osoba, ale widział, że nie jest sam. Przestraszył się. „Ja chyba naprawdę nie żyję!” pomyślał.
Przyjrzał się tamtej osobie. Była to jakaś długonoga blondynka. Co prawda podobnie jak on nie była to postać materialna i nie dałoby się jej sportretować, ale była to wystarczyło mu jedno spojrzenie, aby bez wątpliwości tę osobę zidentyfikować jako długonogą blondynkę.
Zapytał jej: „Gdzie ja jestem? Czy ja umarłem?”
Dziewczyna uśmiechnęła się smutno i powiedziała: „To nieważne. Ważne, co zrobić z Tobą”. Odpowiedział: „Jak to: co zrobić ze mną? Co się dzieje? Kim właściwie TY jesteś?”
Odparła: „Całe życie nie interesowało cię, kim są ludzie, których napotykasz na swojej drodze. Dlatego teraz też niech to Ciebie nie interesuje. Gdybyś mnie spotkał dawniej byłabym w Twoich oczach długonogą blondynką i nikim poza tym, więc i teraz niech Ci wystarczy to określenie”.
Nie spodobała mu się ta odpowiedź, ale widział, że jest prawdziwa. Do tej pory inni ludzie go nie interesowali. Mężczyzn ignorował albo traktował jako potencjalnych przeciwników do pokonania, a na kobiety patrzył jedynie przez pryzmat wyglądu zewnętrznego. Więcej nic go nie interesowało. Był uwielbiany, miał pieniądze, stale się koło niego wiele dziewczyn kręciło i mógł w nich przebierać jak w ulęgałkach. Jeśli któraś próbowałaby poruszać jakiś temat poza tym, jaki to on jest wspaniały to szybko się z nią rozstawał. Jedynie Inez mogła poruszać jakieś trudne tematy, a nawet mogła sobie pozwolić na jakieś słowa krytyki pod jego adresem. Jednak to była jego siostra i nie potrafił się od niej uwolnić. Nawet czasami jej słowa trafiały na jakąś miękka część jego serca i zaczynał się zastanawiać nad tym, co mu mówi. Ale szybko mu to przechodziło.
Tym razem nie mógł zaatakować ani uciec. Dziewczyna patrzyła na niego i wciąż uśmiechała się smutno. W jej spojrzeniu było coś takiego, co prześwietlało go na wylot i powodowało, że czuł się jak postawiony przed sądem. Jak na dłoni widział swoje życie i widział, że postępował źle. Widział, że całe życie zachowywał się jak egoista i że nie liczył się z innymi ludźmi. Widział, że on nigdy nic w życiu innym ludziom bezinteresownie nie dał, a inni ludzie wyświadczali mu przysługi tylko wtedy, gdy im jakoś płacił. Wyjątkiem była Inez – próbowała coś dla niego zrobić, ale on zawsze starał się od niej trzymać jak najdalej.
Uświadomił sobie, że teraz nie ma niczego. Widział, że potrzebował czyjejś pomocy. Ale zrozumiał, że jest tu nędzarzem i nie ma czym zapłacić za ewentualną pomoc. Tu był sam, bez niczego. Wszystko zostało po tamtej stronie. A nie mógł liczyć na bezinteresowna pomoc, bo sam takiej pomocy nikomu w życiu nie udzielił.
Koło niego stała dziewczyna. Widział ją. A nie było widzenie cielesne. Widział, że jest ona dobra. I smutna. Że mu współczuje. Wiedział, że ona mogłaby mu pomóc. Ale nie mógł o tę pomoc poprosić. Z całą mocą zrozumiał, że to byłoby niesprawiedliwe.
Przepełnił go smutek. Ale w tym momencie dziewczyna się odezwała:
- „Nie martw się. Jest ktoś, kto poprosił o pomoc dla Ciebie. Inez wstawiła się za Tobą. Jej prośby przyczyniły się do tego, że nie zostałeś na zawsze pogrążony w tym strachu i bólu, którego doznałeś przy ataku byka.”
Fermin zadrżał na samą myśl o tym i zapytał: „Jak to: na zawsze pogrążony w tym strachu i bólu? To się może nigdy nie skończyć?” Na to dziewczyna: „To bardziej skomplikowane. Na razie przyjmij, że przy śmierci mózg kończący swoje funkcjonowanie traci poczucie czasu. Jest tu coś, jakby czas dla umierającego człowieka biegł inaczej, niż dla całej reszty świata. Może być tak, że cały czas do końca świata dla umierającego człowieka będzie jakby jedna sekunda, a może być i tak, że jedna sekunda dla umierającego człowieka rozciągnie się na całą wieczność”.
Fermin zrozumiał te odpowiedź bez dodatkowego tłumaczenia. Co prawda nigdy nie zajmował się filozofią, fizyką ani zjawiskami zachodzącymi w mózgu, jednak rozmowa z dziewczyną nie odbywała się w sposób taki, jak zwykle rozmawiają ludzie. Bardziej przypominała wymianę informacji w sposób niezależny od języka. Nie był to ciąg wyrazów wypowiadanych po kolei w jakimś ziemskim języku, a raczej coś, co można określić jako przekazanie całej informacji w jednej chwili. Zrozumiał, że to, co wydawało mu się długotrwałym bólem w rzeczywistości trwało kilka sekund. Zrozumiał też, że cała obecna rozmowa toczy się jakby „poza czasem” - że tu, gdzie się teraz znajduje czas jakby nie płynął w ogóle. Po oswojeniu się z tą informacją zapytał: „Co dalej ze mną będzie?” Dziewczyna odpowiedziała: „Całe życie przeżyłeś jak zwierzę. Kierowałeś się tylko instynktami. Robiłeś to, na co akurat miałeś ochotę bez patrzenia na innych ludzi. Owszem – czasami nawet potrafiłeś coś dobrego dla kogoś zrobić. Ale tylko wtedy, gdy w tym kierunku popchnął cie instynkt. Teraz dostaniesz jeszcze jedną szansę na to, żeby udowodnić, że jesteś godny miana człowieka. Wrócisz do życia. Gdy to się stanie – spotkasz się ze swoim największym wrogiem. Ale tym razem postaraj się postępować tak, jak przystało na człowieka potrafiącego kierować się rozumem i dokonać świadomego wyboru. Uważaj, żebyś nie dał się opanować uczuciom i instynktom, ale staraj się, aby Twój rozum panował nad Twoim postępowaniem.”
Fermin ponownie pogrążył się w nicości.
* * *
Przebudzenie było gwałtowne. Nie wiedział, gdzie się znajduje. Coś go bolało gdzieś w górnych partiach ciała. Coś jakby na głowie, jakiś ból na karku... Był ciężko poraniony, chociaż nie wiedział, co z nim się dzieje. Świat wokół był jakiś dziwny. Nie poznawał go. Nie chodzi o to, że widział niewyraźnie. Po prostu gdzieś się znajdował i coś widział, ale nie umiał powiedzieć, co. Jakby się nagle znalazł na jakiejś obcej planecie, gdzie wszystko wyglądało inaczej. Ale z drugiej strony – wszystko było dziwnie znajome... Kątem oka dostrzegł jakieś poruszające się dziwne istoty. Nie wiedział, co to za istoty, a jednak było w nich coś znajomego...
Przeszkadzał mu ból w plecach. Wstrząsnął głową, żeby pozbyć się bólu. Nic to nie dało – ból przy każdym ruchu się potęgował. Coś go uwierało. „Co to jest?” - pomyślał. Zastanowił się chwilę... Coś tu jest nie tak... Zaraz... Jak się od tego uwolnić?
Wstrząsnął karkiem jeszcze raz. To tylko nasilało ból. Zapytał sam siebie: „Co się ze mną dzieje? Czemu trzęsę głową, a nie sprawdzę ręką, co mi w karku dokucza?” Spróbował sięgnąć ręką – i doznał szoku. Nie miał ręki! To znaczy – miał, ale jakąś dziwną. Uświadomił sobie, że stoi na czworaka, podpierając się rękami. Co więcej – nie czuł się z tym nienaturalnie. Nie miał rąk, lecz cztery nogi. I to było dla niego naturalne! Dlatego zamiast sięgnąć ręką, potrząsał karkiem – a raczej całym grzbietem.
Nagle zrozumiał. Nie był człowiekiem. Był bykiem i znajdował się na arenie! Te dziwne istoty – to byli ludzie. To byli torreadorzy! Nie poznawał ich, ale to musieli być jego znajomi!
Chciał się z nimi skontaktować. Chciał powiedzieć im, że też jest człowiekiem! Że to on, Fermin Romero de Torrez! Jednak nie był w stanie. On nie był człowiekiem w ciele byka. On był prawdziwym bykiem! Nie rozumiał ludzkiej mowy, nie potrafił zachowywać się jak człowiek, nie czuł jak człowiek... Odczuwał jak byk, zachowywał się jak byk, kierowały nim zwierzęce instynkty... Jedyne, co w nim pozostało ludzkiego to była odrobina rozumu i ludzka świadomość. Jednak był bykiem. Wobec tych ludzi, którzy go otaczali czuł tylko nienawiść i strach. Oni go drażnili i zadawali mu ból. Nie był w stanie nawet spróbować wykonać jakiegoś gestu wobec nich. Ludzkim rozumem wiedział, że są to ludzie. Ale zwierzęca natura byka widziała tylko dziwne, wrogie istoty i nie dawała mu szans na jakąkolwiek próbę kontaktu.
Zrozumiał. Oto całe życie gdy był człowiekiem postępował jak zwierzę. Teraz to rozumiał, gdy stał się zwierzęciem. To, co nim kierowało – to były instynkty. Kiedyś – instynkty ludzkie. Teraz – bycze. Ale to były instynkty. Rozum nigdy nad tym nie panował.
Oto teraz dostał ostatnią szansę. Jako człowiek postępował jak zwierzę. Szansa polegała na tym, że teraz, będąc zwierzęciem ma udowodnić,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil tomac
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…