Wróć do katalogu

Kroki.

"Była młodsza od niego. Przypadkowe spotkanie na przystanku autobusowym, zupełnie spontaniczne bez przygotowania."

artjan, opublikowano , 9 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Krótkie kroczki dźwięcznym echem rozeszły się po brukowanej ulicy. Ucieczka tak to było właściwe słowo. Miał już dziesięć lat a nadal uciekał z głupich sytuacji, których do końca nie rozumiał. Dosyć miał wszystkiego. Matki, która wciąż miała pretensje, ojca który odszedł zostawiając go na pastwę losu i siostry która nienawidziła go za to że był drugi. Kolejne kroki przekształciły się w bieg. To co , że nic nie umie, że w szkole sobie nie radzi, że nie wie co to jest pierwiastek kwadratowy, że ortografia to tyle co jakaś wyimaginowana wyspa gdzieś na końcu świata. Dosyć, dosyć, dosyć!!!

Biegł nieustannie, pomiędzy podwórkami, na których jego rówieśnicy rozgrywali ważne spotkania przyjaźni głośno krzycząc na piłkę, która to toczyła się z nogi do nogi. Porypana sprzedawczyni, czy nie mogła mu jak nakazuje jej zawód dać loda, za którego zapłacił. To nic, że nie sięgał do lady by się o niego upomnieć. Wszyscy są jacyś inni, wymagają Bóg wie czego. Czy nie mogą zostawić go w spokoju? Dlaczego wciąż chcą coś od niego? Czy jest im coś winien? Lipcowe słońce rozbłysło w kropelce na jego policzku. Mijał właśnie ulicę, która oddzielała jego osiedle od spokojnego parku, nogi odmawiały mu posłuszeństwa, jeszcze tylko parę metrów pomyślał, żeby tylko nikt nie ujrzał jego żalu. Wbiegł do pobliskiej kamienicy, która stała na uboczu parku, świecąc pustką minionych przeżyć. Tak teraz mógł odpocząć, usiadł zanurzył dłonie w twarzy, teraz już zupełnie mokrej od łez. Tu mógł się wyciszyć, z dala od świata, który go nie akceptował. Szloch cicho rozchodził się po zimnych ścianach klatki schodowej. Porypane życie, jak dobrze by było przestać istnieć, tak zwyczajnie rozpłynąć się w powietrzu. Wszedł na pół piętro słońce leniwo rzucało cień na schody przez zabrudzoną szybę. Mam dosyć tych wszystkich ludzi, nie wrócę do nich, już wolę umrzeć z głodu jak zwykły kundel. Bo kim ja jestem jak nie zwykłym kundlem, którego każdy może kopnąć ilekroć ma na to ochotę. Przetarł rękawem łzy. Przysiadł na schodku. Naprawdę lubił ten widok. Błękitne niebo rozświetliło jego brązowe oczka, spuchnięte od łez. Białe chmury przetaczały się ociężale po nieboskłonie, wspaniałego spektaklu natury. Do głowy napływały spokojne obrazy, dając mu ukojenie. Zamknął oczy, a światło padało na jego łagodną twarz wysuszając łzy goryczy, z jego delikatnych policzków.

-Boże Misiu dlaczego się do mnie nie odzywasz!! Czy coś się stało?? Powiedz, wiesz że mi możesz zaufać.

Spojrzał na nią niewidzącym wzrokiem. Boże ale co ja mam Ci powiedzieć?? Pomyślał. Że świat jest do dupy, że nie radzę sobie z sobą samym, że wciąż uciekam od ludzi od świata od siebie. I co mi wtedy odpowiesz? Że nie jest tak źle, że życie nie jest usiane różami, że wspólne łzy uleczą rany. W sumie to by była nawet dobra odpowiedz, ale od jakich słów zacząć?

Wpatrywała się w niego. Po krótkiej chwili zwątpiła, ze zrezygnowaną miną odwróciła się i szybkim krokiem oddaliła się od niego. Stał jak wryty. I znowu zepsułem wszystko pomyślał. Jednak to nie świat jest do dupy tylko ja i te moje żale do samego siebie. Chciał pobiec za nią zatrzymać ją wykrzyczeć Kocham Cię daj mi siłę by być, by się liczyć, by być kochanym. Jednak jakaś siła z przeszłości wmurowała go w ziemię, zapuszczał korzenie strachu. To jednak jest moja wina, tylko i wyłącznie moja!! Jak przez całe życie zresztą. Uciekł.

Biegł wciąż biegł przed siebie, bez celu, wciąż mając nadzieję że ucieknie od siebie od świata od wszystkiego. Miał nadzieję, że ten bieg, ucieczka uwolni go, wyswobodzi już na zawsze!!

Trzask drzwi wyrwał go z zamyślenia. Ujrzał cień ptaka gdzieś wysoko, wśród błękitu. -Cholera jasna gówniarzu, nie masz swego domu, czego tu szukasz!!! Wynocha mi stąd złodzieju jeden!! Zerwał się, szybko zbiegł po schodach, słysząc za sobą kolejne przekleństwa. I biegł, znowu biegł, uciekał. Życie nie dawało mu spokoju, nie maił na tyle odwagi by przeciwstawić się innym, by krzyknąć, dać w mordę albo cokolwiek innego, by zaznaczyć swoją obecność, by ktoś się w końcu liczył z jego zdaniem. Wracając do domu czekała go jak zwykle bura od matki i śmiechy siostry z przeciwległego pokoju. Ciągłe obniżanie jego wartości, zamykało go w zaklętym kręgu beznadziejnego żalu. Nauczył się milczeć. Jego krzykiem było milczenie, lecz któż…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych