Wróć do katalogu

Królowa Ferenburgu.Wojna z ludźmi mrozu, ludzi uma

Legenda pewnej wojowniczej królowej, biorącej udział w drugiej już wojnie krótkich dziejów Kety. Wojny z upadłymi ludźmi zniszczonego boga, dzikimi i nieokrzesanymi ofiarami przewrotnej woli Afabolisa. Historia krwawej, bezlitosnej wojny z dzikusami

chajr-ad-din, opublikowano , 48 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Królowa Ferenburgu. Wojna z ludźmi mrozu, ludzi umarłego boga.

Legenda pewnej wojowniczej królowej, biorącej udział w drugiej już wojnie krótkich dziejów Kety. Wojny z upadłymi ludźmi zniszczonego boga, dzikimi i nieokrzesanymi ofiarami przewrotnej woli Afabolisa. Historia krwawej, bezlitosnej wojny z dzikusami wspieranymi przez Kult, na północnych rubieżach królestwa Ferenburgu.

Minęło już 1110 lat, od kiedy to na Ziji zaczęły pojawiać się pierwsze istoty posiadające duszę, najpierw krasnoludy, potem trolle, smoki, ludzie orki, ogry, później karamini, elfy, gobliny a na końcu haramidzi. Później pojawiły się też wampiry i wilkołaki, ale to już inna historia. Minęło też zaledwie 529 lat od zakończenia pierwszej na Kecie wojny a już miała się rozpocząć następna. W młodym królestwie Ferenburgu położonym w północnej części kontynentu, między Górami Środkowymi i Lasem Cieni a Zatoką pływających Gór, nagle został zakłócony spokój. Po odkryciu przez Puhroxa Cile w 4319 roku p.e.i. przełęczy w Górach Środkowych, w pobliżu źródeł Emalveru została otwarta przez terytorium goblinów droga do Kultu. Dla królestwa Ferenburgu nie stanowiło to na początku żadnego zagrożenia. Królestwo Ferenburgu powstało 4815 roku p.e.i. w wyniku międzyplemiennych walk. Idhalm mając błogosławieństwo swego Boga, Mautusa zjednoczył plemiona zamieszkujące tą część Kety i 11 sierpnia w niedzielę koronował się na Króla Ferenburgu. W tym samym roku tylko kilka miesięcy wcześniej powstał Królestwo Haliburgu. Kilkadziesiąt lat później w roku 4784 p.e.i. w Górach Kogo na południe od Lasu Cieni, pośród bagien haramidzi wznieśli rękoma orków miasto - twierdzę Zobna, stolicę Kultu Afabolisa Mrocznego. Natomiast 4766 roku p.e.i. tym razem na północ od Ferenburgu, w krainie wiecznie zalegającego śniegu, w Górach Unbru z woli Boga Xepu powstało królestwo Urunburgu, dziś zapomniana przez wszystkich kraina pełna ruin i tajemnic. Oba królestwa, tak jak inne państwa powstałe jak i powstające jaszcze na Kecie rosły w siłę. Lata pokoju i urodzaju sprzyjały. Budowano kolejne miasta, kolejni królowie odchodzili a ich miejsce zajmowali nowi, czas mijał a wszystkim istotom żyło się coraz lepiej. Na początku Urunburgu rozwijał się pod wpływem sztuki i kultury Ferenburskiej. Brak jakichkolwiek kontaktów z Kultem wpływał dobrze na rozwój obu krajów. Wydarzenia w odległych Górach Złotych przeszły bez echa, choć wiele państw poparło krasnoludzką armię Omegila. Sytuacja zmieniła się diametralnie wraz z odkryciem, przez Puhroxa przejścia między górami na terytorium Goblinów, za którym leżały już tylko nieznane krainy i bagna Zobny. Rozpoczęły się czasy handlu z Kultem. Poprzez ów niewinny handel Kult wysyłał na północ swych agentów i zakładał organizacje kupieckie, dzięki którym zdobywał coraz większe wpływy w Urunburgu i nieco mniejsze w Ferenburgu. Władze Ferenburgu okazały się odporne na wpływy z zewnątrz, toteż Najwyższy Kapłan Kultu Ocrug zdecydował skierować swych agentów z Ferenburgu do Urunburgu, już wtedy nieco opanowanego przez Kult. W roku 4257 p.e.i. działalność Kultu była zauważalna gołym okiem, haramidzi pojawiali się tam coraz częściej, powstawać zaczęły świątynie Afabolisa, wyraźnie zmieniła się też architektura królestwa na bardziej podobną do Kultu. Wielu ludzi zaczęło zmieniać swą wiarę, co oznaczał osłabienie Xepu boskiego patrona Urunburgu. Nikt nie mógł jednak przewidzieć, do czego doprowadzi w przyszłości działalność haramidów i popleczników Zobny. W roku 4014 p.e.i. Ferenburg obawiając się uzależnienia północnego sąsiada od Zobny nałożył cła na haramidzkich kupców (przez Ferenburg biegła jedyna droga do Gór Unbru) i zaczął jawnie wspierać pozostających już w mniejszości wyznawców Xepu. Było już jednak za późno. Jest rok 4009 p.e.i. Urunburczycy czczący Afabolisa podnoszą bunt przeciw władzom królestwa i zwolennikom starego Boga. Bunt wspierany na początku przez Kult zamienia się w ogólno krajową rewoltę dążącą do obalenia władzy i wybicia wyznawców Xepu. Mimo swej małej liczebności wyznawcy Xepu stawiali dość silny opór, a walka była bardzo zażarta. Krwawa wojna domowa trwająca rok, w której wyrzynali się nawzajem Urunburczycy, niszczyli, palili miasta i świątynie doprowadziła do zniszczenia kraju i zmazaniu z powierzchni Ziji kultu boga Xepu, opiekuna Urunburgu. Z królestwa Urunburgu silnego niegdyś państwa pozostały jedynie zgliszcza. Afabolisa stwierdził, iż Xepu jest już dostatecznie słaby, więc jego czas już nadszedł. Silny i potężny Afabolis uderzył w zaświatach swymi hordami na Xepu. Osłabiony bóg pozbawiony wiernych nie miał najmniejszych szans. Los Boga i Urunburgu dopełnił się. Śmierć opiekuna sprowadziła na terytoria Unbru potężne kataklizmy, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, długotrwałe burze śnieżne, lawiny, hordy dzikich zwierząt, zniszczyły to wszystko, co Urunburczycy osiągnęli i zbudowali przez setki lat. Drogi pokrył śnieg, miasta popadły w ruinę, czciciele Afabolisa zaczęli chować się po lasach i jaskiniach. Stali się dzicy i nieokrzesani poprzez bezlitosną wojnę domową i Zemstę Zaświatów. Haramidzi powrócili ze zrujnowanego królestwa do Zobny obawiając się nieprzewidywalnych dzikusów, nad którymi nie potrafili już zapanować starzy przywódcy ani agenci Kultu. Podupadli moralnie i kulturowo, stali się w przeciągu kilku kolejnych lat głodu, powojennej pożogi bezlitosnymi ludożercami, gotowymi na wszystko, aby zdobyć kawałek mięsa. Myślącymi jedynie o zabijaniu, krwi, paleniu, grabieniu, kierowani przez najgorsze ludzkie instynkty uwydatnione przez ich nowego Boga. Pragnący nowych „rozrywek” zaczęli kierować swe oczy na bogate i żyzne ziemie Ferenburgu, pełne żyjących w spokoju ludzi. Atak bezlitosnych hord był już tylko kwestią czasu. Królestwo Ferenburgu nie obawiało się jednak żadnego ataku, toteż nie wydano nigdy decyzji o powołaniu zawodowej armii. Szlachta oraz magnateria mogła w tych czasach jeszcze posiadać na swych usługach wojsko, toteż w razie zagrożenia obronność spadała na barki możnych mających obowiązek zwalczyć wszelkie niebezpieczeństwo. Przyzwyczajeni do śniegu i ciężkich warunków mroźni zaczęli atakować granicę Ferenburgu. Na początku ataki były słabe i ignorowane przez szlachtę. Pojawiali się i znikali nie powodując prawie żadnych szkód. Do króla Golu Idhalma, władcy Ferenburgu nie docierały żadne informacje o jakichkolwiek walkach na pograniczu. Zresztą pewnie nie zainteresowałby się tak nieznacznymi atakami. Mroźni zbierali jednak coraz większe siły, aż w końcu zaczęli podchodzić pod mury nadgranicznych zamków i najbliższego miasta Til, czasem przekraczając puszczę i wyżynę Melek Taus. Z tygodnia na tydzień ataki nasilały się tak bardzo, że w końcu 3896 roku p.e.i. dokładnie 15 grudnia nastąpiło prawdziwe uderzenie mroźnych. Upadli ludzie zajęli miasto Til wyżynając do cna mieszkańców, jak i całą wyżynę, kierując się dość szybko na południe. Ich przewaga liczebna była zatrważająca, mimo braków w uzbrojeniu i kiepskiej taktyki szlacheckie wojska nie były w stanie powstrzymać naporu dzikiej hordy. Król Golu Idhalm pochodził w prostej linii z rodu założycieli Ferenburgu. Był wysokim mężczyzną o ciemnych krótkich włosach i jasno bladej cerze, twarz miał pociągłą a oczy szare. Urodził się 14 października 3968 roku p.e.i. ożenił się młodo, w wieku 38 lat poślubił 34 letnią Cedję Tamuza, szlachciankę z okolic Yzakubat, na północny zachód o Siprijon, stolicy Ferenburgu. Cedja była bardzo piękną kobietą, o jej rękę ubiegało się wielu zamożnych ludzi nawet z poza jej ojczystego kraju. Miała krótkie blond włosy, również jasną cerę a oczy brązowe. Jak prawie każdy Ferenburczyk i wiele Ferenburskich kobiet, lubiła broń i interesowała się nią. Podobna zresztą sytuacja była w odległym Cesarstwie Abaathaalu. Szczególnie upodobała sobie jazdę konno jak i dowodzenie tą formacją, walkę krótkim mieczem i glewią - bronią drzewcową o długości ok. 2m zakończoną szerokim ostrzem, śmiertelną bronią w rękach Ferenburskich kawalerzystów, świetnie nadającą się zarówno do pchnięcia jak i do cięcia pieszych wrogów. Golu obiął tron po nagłej śmierci swego ojca w roku, 3902 p.e.i. a już 6 lat później spadła na niego informacja o tym że ludzie z północy napadli na kraj i przeszli jak burza przez nadgraniczną puszczę Melek Taus zajmując Til. Wpadł w furię, tym bardziej, że możni nie poinformowali go o walkach i potyczkach na granicy z krainą Unbru. - Co to ma znaczyć- ?! Czemu nie poinformowano mnie o zagrożeniu ze strony tych dzikusów?! - Wściekły król ciskał przedmiotami o ściany sali tronowej na swym zamku w Siprijon i wymachiwał mieczem - Wasza wysokość- , nie było ku temu podstaw. Szlachta nie spodziewała się tak dużego ataku. - Kanclerz Koronny sam był wyraźnie zaniepokojony zdarzeniami, ale mimo to próbował jednak uspokajać- króla. - Mogę to zrozumieć- , że nie mieli środków, aby obronić- miasto. Ale dlaczego nie dotarły do mnie żadne wieści o toczących się walkach, to był ich obowiązek! - Król z powrotem zasiadł na swym drewnianym tronie wykonanym z drzew Lasu Cieni - Nic na to nie poradzę, ale chyba wasze wysokość- nie ma zamiaru ukarać- szlachciców. Mogłoby to za sobą pociągnąć- nieprzewidywalne skutki i to jeszcze w czasie zagrożenia królestwa. - Na pewno nie daruję tym odpowiedzialnym za całą sytuację - Król wstał z tronu, przeszedł parę kroków a potem skierował się ku swej żonie - Cedjo moja żono będziesz miała za zadanie sformowanie Królewskiej Armii. Jesteś dobrą wojowniczką i znasz się na tym rzemiośle, tak więc nadajesz się do tego idealnie. Ja tymczasem poczekam tu na przedstawicieli możnych i zobaczę, co oni mają do powiedzenia na ten temat. - Postaram się jak tylko mogę. Wyślę rozkazy o poborze do urzędników jeszcze dziś. - Ależ wasza wysokość- nie ma chyba potrzeby organizowania wojsk zaciężnych. Magnaci twierdzą, że mają dość- środków, aby poradzić- sobie z zagrożeniem. - Już mieliśmy okazję się przekonać- , co znaczą słowa magnatów! Moja decyzja jest nieodwołalna. Podczas gdy Golu kontynuował rozmowę z Kanclerzem, Cedja wyruszyła organizować wojsko do obrony kraju. Szlachta próbowała powstrzymywać napór mroźnych. Jednak jedyne, co im się udawało to opóźnianie marszu wroga. Mroźni napierali z taką siłą, że kolejne bitwy kończyły się porażką, a magnaci z najwyższych rodów dalej przekonywali króla, że armia, jaką organizuje królowa nie będzie potrzebna. Sytuacja jednak pogarszała się, w roku 3893 p.e.i. mroźni zajęli miasto Anel, a następnym roku Iduvu, oraz główny port królestwa, Orolazel. Z początkiem lutego 3891 p.e.i. wróg skierowali swe siły z północy i wschodu do centralnej części Ferenburgu, na miasto - twierdzę Bagan. Tym czasem w lesie Emar, pod miastem Lenitei, zgromadziły się prawie wszystkie wojska Ferenburskiej magnaterii i drobnej szlachty. Zbrojny hufiec liczący sobie ok. 3500 żołnierzy najemnych, na czele z lordem Erulo Baalberithem stanął naprzeciw 10000 tysięcznej armii mroźnych, pod przewodnictwem Fu’ybyna, maszerującej w kierunku miasta Bagan. 13 Marca doszło do bitwy na leśnej polanie. Bitwy, która zakończyła się totalną klęską i doszczętnym rozbiciem chorągwi Ferenburskich możnych. W bitwie poległ też sam lord Erulo jak i wielu innych możnych, a straty były ogromne. Okrążony Erulo, wraz ze swą chorągwią walczył do końca. Ferenburskiej szlachcie nie udało się zatrzymać zwycięskiej hordy, która pozostawiała za sobą jedynie zgliszcza. Uratowane jednak zostało miasto Lenitei, o którym mroźni po prostu zapomnieli. Ci, którzy przeżyli uciekli do twierdzy - Bagan, albo razem z margrabim Hipa do jego dwóch zamków, Mantus i Beherit, i to w tych trzech miejscach skoncentrowała się obrona całego kraju, przynajmniej do przybycia Królewskiej Armii. Tymczasem do królewskiego zamku leżącego na wzniesieniu nad rzeką Ebuk, w samym centrum Siprijon przybył posłaniec od margrabiego Tliroxu, Sizego Hipa. Niestety posłaniec przynosił niepokojące wieści. - Mój panie przybył posłaniec. Przyniósł wiadomość- z pola bitwy - kanclerz wyglądał na wyraźnie wstrząśniętego wiadomością, jaką usłyszał od posłańca. - Jakie wieści przynosi, po twojej minie widzę, że nienajlepsze? Bitwa przegrana, czy tak? - Najlepiej niech pan wysłucha posłańca. - Dobra dajcie go tu - W drzwiach do sali tronowej pojawiła się poobdzierana i wyraźnie zmęczona drogą postać- , posłaniec w zniszczonej walką zbroi podszedł, klęknął przed królem i jego żona, która w tym samym czasie pojawiła się u boku Golu Idhalma - Mój panie - wypowiadał z ledwością żołnierz - przegraliśmy bitwę. Ci, którzy przetrwali poszli za margrabim Size do jego dwóch zamków. Nasz wódz nie żyje. Panie, jeśli się nie pośpieszymy padnie Bagan, a potem wyżyna Tlirox - Posłaniec padł z wycieńczenia. - Wiedziałem, że lepiej będzie dmuchać- na zimne. Pomóżcie mu - dwóch strażników zebrało padniętego żołnierza i zabrało go do uzdrowiciela - W jakim stanie jest armia, jaką poleciłem ci zbudować- - oczy króla skierowały się ku żonie. - Udało mi się zebrać- 2350 żołnierzy wyszkolonych, uzbrojonych i gotowych do wymarszu w każdej chwili. Czekają pod miastem. A po drodze dołączy do nas jeszcze ok. 300 uzbrojonych chłopów garnących się do walki o naszą ojczyznę -Sala była już pełna oficerów i tych wszystkich, którzy byli bezpośrednio związani z wojną oraz nadchodzącymi bitwami - Nie jest ot wiele, ale jesteśmy dobrze przygotowani i godnie stawimy czoła wrogowi. - Zatem za dwa dni ruszamy pod Bagan! Te przeklęte zmarzluchy będą cierpieć- za to, co zrobili. Po dwóch dniach, a więc 27 marca odziana w srebrno czerwone zbroje z czerwonymi pelerynami, na których widniało godło Królestwa Ferenburgu, dwie białe skrzyżowane glewie na czarnej tarczy Królewska Armia Ferenburgu na czele z królem Golu Idhalmem i Cedją Idhalm opuściła Siprijon i skierowała się ku ziemią margrabiego Hipa. Do wojsk królewskich po drodze dołączyło o wiele więcej chętnych do walki niż można było sobie pomyśleć. Po 16 dniach marszu Armia licząca sobie już 3220 żołnierzy dotarła do wyżyny Tlirox. W tym samym momencie do króla dotarła kolejna niepokojąca wieść. Padł zamek Mantus, a hordy mroźnych zaczynały się szykować do oblężenia Beherit, rodzinnego zamku rodu Hipa. Jednak Bagan broniło się dalej nie oddając mroźnym ni fragmentu murów. 13 Kwietnia w sobotę roku 3891 p.e.i. Armia Królewska podeszła pod zamek Beherit. Zamek został wzniesiony w roku 4574 p.e.i. przez rycerski ród Hipa, jako siedziba rodu i okoliczny spichlerz oraz warownia. Zamek, pokryty polerowanymi cegiełkami, wzniesiony na nieregularnym planie dostosowanym do wapiennej skały. W górnej części znajduje się cylindryczna wieża (pod nią skarbiec), a reszta zamku, podłużna podłączona do wieży, kieruje się na północ. W roku 3955 przystąpiono do rozbudowy zamku, podwyższono kondygnacje, oraz dodano przedzamcze z dodatkowymi magazynami i koszarami dla żołnierzy margrabiego, wjazd na podzamcze broniony był przez piękną zdobiona w sceny batalistyczne bramę, tworząc symbol bogactwa rodu Hipa. W tym samym momencie, kiedy Królewscy znaleźli się pod Beherit, wojska mroźnych znajdowały się jakieś 10 km w dolinie widocznej z głównej wierzy zamku. Królewscy zajęli pozycję po lewej części wzgórza, na którym leżał zamek. Między zamkiem a pięciuset łucznikami, którzy stali z tyłu w najwyższym punkcie, król umiejscowił liczącą sobie 350 żołnierzy, kawalerię pod dowództwem swej żony Cedji. W centrum przed łucznikami stanęła piechota, 1500 żołnierzy, rosłych mężczyzn uzbrojonych w berdysze i krótkie miecze bądź nadziaki, wszyscy noszący te same srebrno - czerwone zbroje. Na lewym skrzydle, pod lasem na brzegu wzgórza znajdowali się chłopi, którzy przyłączali się do Armii w trakcie jej marszu. Byli raczej słabo uzbrojeni, niewielu miało miecze lub inna broń, tak więc zostali potraktowani jako rezerwa. Następnego dna ok. 8 rano, w dolinie pojawili się mroźni, nie zaatakowali od razu tylko weszli na zalesione wzgórz naprzeciw Beherit. Golu rozkazał przygotować się do bitwy, liczył na to, że mroźni uderzą na jego pozycje, co było by korzystniejsze, choć rozważał też atak. Cedja skierowała się ku niecierpliwej bitwy kawalerii. W tym samym momencie z lasu wyskoczyli mroźni, liczący ok. 8000 masa w szaleńczym biegu ruszyła przez dolinę na Królewską Armię. Większość ruszyła bezpośrednio na żołnierzy, a reszta na zamek margrabiego. Król wydał rozkaz łucznikom, aby strzelać, kiedy tylko wróg znajdzie się w zasięgu. Jak tylko mroźni podeszli dostatecznie blisko, Ferenburscy łucznicy napięli cięciwy i zaczęli wypuszczać strzał z taką częstotliwością iż można było pomyśleć że pada deszcz. Mroźni padali jak much, choć nie wszyscy. Część uzbrojona w zdobyczne, Ferenburskie tarcze zasłaniała się nimi, tak, że łucznicy nie mogli im za bardzo zaszkodzić. Mroźni biegli przed siebie dalej, będąc już kilkanaście metrów przed piechotą łucznikom skończyły się strzały. W tym teraz momencie Golu siedzący na swym koniu i dowodzący z dogodnej pozycji bitwą krzyknął do kawalerii i piechoty, aby zaatakowała. - Moi żołnierze. Właśnie nadchodzi dla nas czas chały. Niech Mautus będzie z wami! Do boju!! Cedja wraz ze swymi chorągwiami uderzyła na odsłonięte skrzydło przeciwnika. W tumanach podnoszącej się ziemi kawaleria uderzyła z niespotykanym dotąd impetem. Lewe skrzydło, które dopiero wchodziło na wzgórze zostało wprost zmiażdżone prze kawalerię Cedji. W centrum sytuacja również rozwijała się pomyślnie, ogromne berdysze piechoty rąbały wszystkich za koleją. W ciągu kilkudziesięciu minut bitwy straty mroźnych były już znaczne, a Ferenburczyków niewielkie. Także uderzenie na zamek zakończyło się fiaskiem a siły mroźnych były zbyt zaangażowane w oblężenie, aby pomóc tym walczącym z Królewską Armią. Mroźni ginęli od glewi, berdyszy bądź pod kopytami kawalerii, było ich jednak dużo więcej i bitwa zaczynała się przeciągać. Golu rozkazał wyciągnąć łucznikom miecze i ruszyć do walki, nie byli z tego zadowoleni chłopi, którzy garnęli się do walki, a na razie musieli czekać oglądając całą bitwę z daleka. Siły mroźnych podzieliły się i część walczyła z piechotą a pozostali wraz z wodzem wszystkich mroźnych Fu’ybynem, z kawalerią. Fu’ybyn odziany w czarny kożuch, z wielkim kijem przywiązanym do pleców, na który nabita była lekko podgnita ludzka głowa zbliżył się, z uśmiechem na twarzy w pewnym momencie do królowej. Zaangażowana w walkę nie zauważyła zbliżającego się do niej niebezpieczeństwa. Wódz mroźnych uderzeniem swego wyszczerbionego półtora - ręcznego miecza, rozbił jej tarczę, której szczątki pokaleczyły lewą rękę. Królowa wrzasnęła z potwornego bólu tak, że aż koń poniósł ją poza teren bitwy. Upuściła swą glewię a szczątki tarczy i pogięta zbroja wbiły się głęboko w jej ramię. - Kobiety nie nadają się do walki! - Krzyknął roześmiany Fu’ybyn do swoich ludzi podnosząc ich morale. Cedja wściekła się na widok swej krwi i pogiętej zbroi, oraz na myśl, że opuściła z bólu pole bitwy. Spięła konia, wyciągnęła swój krótki, dość ubogo zdobiony jak na królową miecz i ruszyła wprost na walczącego Fu’ybyna. Galopując z ogromną prędkością wpadła w środek bitwy, wycinając sobie przez kolejnych mroźnych drogę do Wodza Ludzi z Unbru.

- Hej ty z patykiem na plecach - Cedja krzyknęła wprost do Fu’ybyna. Fu’ybyn odwrócił głowę i jedyne, co zdążył ujrzeć to błysk światła odbijającego się od krótkiego miecza królowej Ferenburgu. Zaledwie otworzył ze dziwienia usta a po chwili miecz przeszedł przez jego szyję jak przez masło pozbawiając Wodza Mroźnych głowy. Krew trysnęła w powietrze tworząc błyszczącą w powietrzu mgiełkę. Ciało wodza od silnego uderzenia przeleciało jakieś 2 metry i uderzyło w innego z mroźnych przewracając go, tworząc niewielkie jezioro krwi. Głowa poleciała jeszcze dalej między walczących. Cedja ruszyła w stronę leżącej na ziemi głowy Fu’ybyna, zabijając jeszcze po drodze troje kolejnych mroźnych. Dumna i zadowolona z siebie chwyciła w jeździe leżącą głowę i uniosła w powietrze. - Zwycięstwo!!! Wódz Mroźnych nie żyje ku chwale Ferenburgu!! - Krzyczała Cedja do swych żołnierzy wymachując głową Fu’ybyna, a następnie ruszyła do swego męża pochwalić- mu się swym dziełem. - Do boju! - Zwycięstwo jest nasze! - Krzyczeli zachwyceni żołnierze. Mroźni byli już zmęczeni i w rozsypce, a śmierć ich wodza przypieczętowała ich los. Widząc, co się dzieje zaczęli uciekać z pola bitwy w kierunku lasu. Piechota i kawaleria ruszyły za nimi w pogoń, ale mroźni zbliżali się do lasu. W tym też momencie jeden z chłopów krzyknął do pozostałych swoich towarzyszy: - Te padalce uciekają! Chyba im na to nie pozwolimy, ruszajmy na nich! - Macie rozkaz pozostać- w miejscu - Odpowiedział stojący nie opodal Królewski oficer. - Kto pójdzie za mną?! Czas już powalczyć- ! Ośmiuset siedemdziesięciu chłopów i górali z entuzjazmem i euforią przyjęło propozycję uderzenia na przerażonych i uciekających mroźnych. Bez rozkazu Króla, który nie był z tego zbytnio zadowolony, ruszyli do walki. Mroźni zostali okrążeni i wybici. Ci, którzy oblegali zamek Beherit również zaczeli uciekać, kiedy zobaczyli, jaki los spotkał pozostałych. Zostali jednak wycięci przez kawalerię, która już poradziła sobie z pozostałymi siłami. Z pola bitwy nie uszedł z życiem żaden z mroźnych, wszyscy zostali zabici, nikt nie dostał się do niewoli, ani żaden mroźny nie dotarł do swoich w zamku Mantus. Ferenburczycy okazali się bezlitosnymi wojownikami. Tymczasem do Golu obserwującego zwycięstwo swoich wojsk podjechała jego żona. - Zobacz, co ci przywiozłam - pod kopyta królewskiego konia potoczyła się ścięta głowa Wodza Mroźnych, a jeden z oficerów zajął się nią starannie - To głowa Fu’ybyna. Przyjmij ją jako prezent. - Kochanie zadziwiasz mnie. Jesteś wielkim wojownikiem i wspaniałą kobietą, to prawdziwy dar mieć- cię przy sobie - Golu zsiadł z konia. - Wygraliśmy czyż to nie wspaniałe - Cedja wyraźnie szczęśliwa uśmiechnęła się do męża i padła mu w ramiona. - Tak wspaniałe to było zwycięstwo, choć- niektórzy nie wykazali się posłuszeństwem - oczy króla skierowały się na oficera dowodzącego zbieraniną, jaka dołączyła do Królewskiej Armii. - To nie moja wina, to oni sami ruszyli i omyło mnie nie stratowali - Oficer wyraźnie obawiał się konsekwencji, mimo iż król był zadowolony z wyniku bitwy. - Masz szczęście, że wszystko się dobrze potoczyło, ale następnym razem nie będę tak wyrozumiały. - Nie będzie następnego razu przysięgam na Mautusa! Bitwa zakończyła się totalną klęską mroźnych, ich wódz nie żył, spore siły zostały dosłownie wycięte, choć nie obyło się bez strat. Była to jednak dopiero pierwsza bitwa, jaką stoczyła Królewska Armia z mroźnymi, a przed Golu i Cedją stały jeszcze większe siły wroga. Zajęty przez Fu’ybyna zamek margrabiego - Mantus, oblegane przez mroźnych Bagan jak i inne zajęte przez nich zamki i miasta. Teraz jednak zwycięzcy świętowali, oficerowie i król z królową na zamku u margrabiego Size Hipa, a pozostali żołnierze pod zamkiem wraz z mieszkańcami okolicznych wiosek urządzili wielkie święto. Święto tak wielkie, że zanim armia wyruszyła minęły kolejne cztery dni. Tymczasem za dzielną postawę w obliczu wroga Golu nadał Sizemu tytuł hrabiowski i tym samym włączył go w poczet Ferenburskich magnatów. Od tej też pory ród Hipa stał się stronnikiem królewskiego rodu Idhalm zawsze popierając ów ród. Nawet w tak trudnych czasach, gdy rozpadało się Imperium. 19 kwietnia Golu z Cedją na czele swej armii, dodatkowo wsparci przez żołnierzy hrabiego Size ruszyli ku Mantus. Ponieważ z bitwy pod Beherit żaden mroźny nie uszedł z życiem, toteż zamek Mantus nie był przygotowany na stawienie czoła armii liczącej już sobie 4200 żołnierzy w srebrno - czerwonych zbrojach. Załogę zamku stanowiło zaledwie 400 mroźnych, jakież wielkie było ich zdziwienie, gdy 24 kwietnia w środę Pod zamkiem pojawili się Ferenburscy żołnierze. Po krótkim postoju Golu rozkazał zaatakować, wbrew zaleceniom własnej żony i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych