Kroniki Chmiedzilionu
Początek książki, którą mam nadzieję skończyć w ciagu miesiąca. Zupełnie nie wiem jak taka historia może być odebrana, dlatego zdecydowałem się zamiescić fragment w tym serwisie. Treść zawiera specyficzny humor, jest też trochę wulgaryzmów. Mam nadz
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Z żywota krasnoluda Sierotem zwanego Opowieść pierwsza.
Obudziła go bliskość śmierci. Z podwórza słychać było ostatni kwik zarzynanego prosiaka. Oczy otwierały się powoli… Tak, zdecydowanie przesadził wczoraj z piwem. Wypluł patyczki słomy, które niewiadomym sposobem z podłogi zawędrowały do jego ust, następnie usiadł z głośnym westchnięciem na brzegu prostej, drewnianej pryczy. Z wysiłkiem. Kręciło mu się w głowie i czuł, że cos nie jest w porządku z jego żołądkiem. Włożył sobie dwa palce głęboko w usta, zwymiotował na klepisko, beknął głośno i niepewnie wstał. Izba, zanieczyszczona zawartością żołądka nie zachęcała do pozostania wewnątrz. Sierot, ciągle jeszcze lekko oszołomiony, podszedł chwiejnym krokiem do drzwi. Świeże powietrze i jasne słońce pięknego lipcowego dnia oszołomiło go jeszcze bardziej, ale przyznał sam przed sobą, że nie jest z nim jednak tak źle. Był gotów na kolejny, pełen wrażeń dzień. Świat na zewnątrz był skąpany w gorących promieniach lipcowego słońca, wieś żyła jakby czerpiąc energię wprost z promieni słonecznych. Wszędzie widać było krzątających się krasnoludów. Naprzeciwko chaty Sierota dwóch oprawiało zabitego prosiaka, którego agonalne kwiczenie obudziło młodego krasnoluda. Sierot pomachał przyjaźnie. Odpowiedzieli głośnymi pozdrowieniami, zdecydowanie zbyt głośnymi jak na jego stan. - No cóż, przynajmniej wczoraj było fajnie - pomyślał. Powoli dopływały do jego umysłu wspomnienia z wczorajszej imprezy. Najpierw było obżarstwo na bajeczną skalę, potem mnóstwo piwa i spirytusu, a na koniec tego miłego wieczoru trafiła mu się jeszcze upojna chwila z Bronką o kształtnych pośladkach i twardych piersiach. - Szkoda tylko, że jest już zamężna – pomyślał Sierot i chwyciwszy kawał mydła ruszył w stronę strumienia. Po ablucji krasnolud stanął przed nie lada wyborem – mógł oddać się pracy w swojej kuźni, albo wybrać się na malutkiego klinika do karczmy stojącej o rzut beretem od jego chaty, na skrzyżowaniu dróg. Zważywszy, że kowalstwo to strasznie niewdzięczny zawód (szczególnie dla mężczyzny na kacu) Sierot zdecydował się na spacer do karczmy.
Przed karczmą, jak zwykle, pełno było wozów i koni. Kupcy i awanturnicy ciągnący do Gryfii, największego portu na Perłowym Wybrzeżu, zatrzymywali się tu by zjeść, wypić i wysłuchać plotek przed wjechaniem do miasta. Krasnolud, czysty i odświeżony, śmiało wszedł do karczmy. Zignorował umizgi dziewki, która przyczepiła się do niego natychmiast po tym, gdy tylko przekroczył próg rudery. Sierot nawet nie zauważył zawiedzionego spojrzenia, jakim obdarzyła go wspomniana córa Koryntu. Jego uwagę przykuł mały tłumek pijanych krasnoludów na środku izby. Rozpoznał wśród nich Drapała i Kukuła, swoich druhów serdecznych, na marginesie - strasznych opojów. Natychmiast z rozpromienioną twarzą dosiadł się do kompanii. Nie minęło wiele czasu, a puste garnce po piwie zaczęły pękać, ubywało ich szybko, a im szybciej ubywało piwa, tym szybciej podpitym krasnoludom przybywało animuszu. Pech chciał, że w tym samym czasie przybył do zajazdu ze swą kompanią słynny na całe Perłowe Wybrzeże awanturnik – Misza z Kalisza. Niezbadane wyroki losu sprawiły, że jeden z towarzyszących mu drabów potrącił i rozlał garniec z piwem Drapała. Serce Sierota na ten widok zawrzało szczerym, niepohamowanym gniewem, a zamroczony mocnym piwem umysł pokierował reakcją jego ciała. Ów kompan Miszy – Popis czy Zarys – jakoś tak mu było na imię, już po chwili wypluwał z ust mieszankę składającą się z krwi, śliny i połamanych zębów. Kukuł zauważył też mimochodem, że Popis wypluł na ziemie dwie porcelanowe plomby, ale tak już z Kukułem bywało, że dostrzegał rzeczy, które inni raczej ignorowali. - Kufa!! Ten kuldupel wybił mi fsyskie fęby!!!! – wrzasnął Popis, ale już chwilę później zamilkł trafiony w głowę solidnym, drewnianym stołkiem. Mebel został rzucony wprawną ręką spostrzegawczego Kukuła. - Jeszcze komuś pierdolnąć meblem?!! – zapytał radośnie Drapał trzymając w ręku pokruszone naprędce krzesło. Na tak postawioną propozycję zareagowały natychmiast dziesiątki gości barowych. Dwie dziesiątki skwitowały głośnym śmiechem pijackie krzyki, dwie kolejne zaczęły szukać jakichś schronień dostrzegając z przerażeniem, że ostatnie dwie dziesiątki klientów baru wyraźnie reflektowały na propozycje Drapała. Potem było już tylko ciekawiej. Krasnoludy jak jeden mąż poderwały się do walki z bandą rosłych zbójów Miszy i pozostałymi z dwudziestki, którą zainteresowało widmo walki na pokruszone meble. Jak się można domyślić, walka nie trwała przesadnie długo. Mniej więcej tyle, ile autor tego opowiadania potrzebuje na wypicie czterech litrów piwa, czyli około pięciu minut. Po tym czasie na pobojowisku, w jakie zmieniła się karczma, stało sześciu zakapiorów Miszy, sam Misza i załamany skalą zniszczeń, płaczący oberżysta. Na podłodze zaś spoczywał kwiat i przyszłość społeczności krasnoludzkiej – Kukuł, Sierot, Drapał – a także około dziesięciu zakapiorów, w Popis. - Związać ich i zabrać – zakomenderował Misza wskazując na leżących krasnoludów i jednocześnie przykładając kawał wołowiny do rozbitego oka – A chłopaków opatrzyć. Jak wrócimy do domu niech ich wsadzą do łodzi i zawiozą do lazaretu doktora Mandele. Tam tanio sobie liczą za opiekę medyczną.
Poranne przebudzenie nie było najprzyjemniejsze w życiu Sierota. Było chyba nawet bardziej nieprzyjemne niż pobudka dzień wcześniej. Sierot skonstatował z niejakim zdziwieniem, że wisi głową w dół na wysokim koźle wstawionym w wodę, a obok niego, również z głowami radośnie dyndającymi kilka centymetrów nad tonią, wisieli Kukuł i Drapał. - Kurwa, ja żem dobrze wiedział, żeby nie iść do tego w dupę chędożonego zajazdu. Tera tu uschniem na wiór przez tego kaca! – biadolił Drapał. - Nie uschniemy – głosem intelektualisty zaoponował Kukuł – za jakieś dwa dni nas zapewne zabiją. Teraz chcą nas trochę pomęczyć, dla zabawy po prostu nas tu powiesili. Wrócą po nas za jakiś czas i zabiją – jego głos emanował spokojem fatalisty. - Zabiją?! A
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Certyfikat
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…