Krwawiszcze - I.
Pierwsza część nieukończonego cyklu pt. KRWAWISZCZE. Człowiek potrafi zrobić naprawdę wiele, jeśli na celu ma dobro przyjaciela...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Patrzył na nią chełpliwie, jakby dokonał czegoś, co dla reszty śmiertelników było czynem absolutnie niemożliwym. Ona natomiast zastygła w bezruchu, niemal sparaliżowana, patrząc na to, co wyprawiał. Najogólniej rzecz ujmując, widok ten był niezapomniany nie przez swą wspaniałość, lecz odwrotnie – doskonałą makabryczność i determinację, z jaką się do tego zabrał. — Mówiłem, że to zrobię — powiedział z przerażającym uśmiechem na ustach, co wywołało u niej dreszcze… i strach. Zaczynała się go bać. — Wiesz, do czego jestem zdolny, a mimo to znowu to zrobiłaś. Po raz kolejny zatopił zęby w swojej ręce. Z jego gardła dobył się stłumiony krzyk bólu, po chwili jednak ucichł, gdy do ust spłynęła krew. Prawie cały czas patrzył na nią, zdawałoby się, nie mrugając. Jakby karmił się widokiem jej przerażonej. No cóż, sama tego chciała. Ostrzegał ją. — Proszę cię, przestań — powiedziała słabym, łamiącym się głosem. Oczy, lekko wytrzeszczone ze strachu, napełniły się łzami. Wyciągnęła delikatnie dłoń w kierunku gryzionej przez właściciela ręki. — Wystarczy. Nadal raniąc rękę, drugą złapał ją za nadgarstek, energicznie, ale delikatnie. Nie chciał zrobić jej przecież krzywdy. Wyjął krwawiącą rękę z ust i złożył na jej dłoni delikatny pocałunek, zostawiając na bladej skórze krwawy ślad. — Ja prosiłem ciebie i co to dało? Nadal trzymał jej dłoń, ona zaś, widząc, że ma na sobie jego krew, chciała czym prędzej wyrwać rękę z uścisku. Im bardziej jednak się wyrywała, tym mocniej ją trzymał, pamiętając, by nic jej nie zrobić. — Ja przestałam. — Ale ja zacząłem. I chyba nie skończę tak szybko. Puścił jej dłoń. Zaczęła gorączkowo ścierać zakrzepłą już trochę krew, co dało jej tylko tyle, że ślad po jego ustach roztarł się, a krew pokryła prawie cały grzbiet dłoni. Spojrzała na niego. Usta nadal miał wykrzywione w szyderczym, okrutnym uśmiechu, zaś oczy cały czas wpatrywały się w nią z wyrazem przerażającej satysfakcji oraz błyskiem tryumfu. — Jesteś chory — szepnęła. — Naprawdę, jesteś totalnie chory. — Wiem, dziękuję — odparł z rozbrajającym uśmiechem. — Przyznasz, że gdyby tak nie było, sam nie byłbym do tego zdolny. Widząc, że podnosi poranioną rękę do ust po raz kolejny, odwróciła wzrok. Na ten widok on złapał ją za nadgarstki i zbliżył swoją, zakrwawioną wokół ust i na brodzie twarz do jej twarzy. — Masz patrzeć. Skoro tobie nie zależy, to komu ma zależeć? Spojrzała mu w oczy. Doskonale wiedziała, o czym mówił. — Zależy mi… — Gówno prawda! Nie zależy. Powtarzałem ci tyle razy, że masz już tego nie robić. Masz przynajmniej cztery powody, by przestać nawet o tym myśleć. A ty swoje. Złamałaś obietnicę, ale to nie znaczy, że ja złamię swoją. Zrobił pauzę, by napatrzeć się na nią. Widział, że cierpi. Nie dlatego, że zdawała sobie sprawę z bólu, jaki w tej chwili odczuwał, ale dlatego, iż wiedziała, że jest za to po części odpowiedzialna. — To twoja kara, która cię nijak nie ominie. Dlatego lepiej, byś się napatrzyła teraz, niż musiała oglądać ten widok w regularnych odstępach czasu. Chyba, że ci się to podoba? Wyszczerzył zakrwawione zęby. Zamknęła oczy, próbując powstrzymać łzy… i nie chcąc patrzeć na to, jak się okalecza. — Już kończę — powiedział uspokajająco, położywszy jej dłoń na ramieniu. Oczywiście, dłoń nie pogryzioną. — Ale musisz patrzeć. To nie potrwa długo. Popatrz. — Nie! — Otwórz oczy! — NIE! — Rozpłakała się. Dłużej nie mogła już tego dusić. — Przestań! Masz przestać natychmiast! — Przestanę — zapewnił ją — ale musisz spojrzeć. To już będzie ostatni. Zobacz. Otworzyła zaczerwienione oczy. Po policzkach spływały jej łzy, ręce się trzęsły. W ogóle cała była roztrzęsiona. Zszokowana. Jednocześnie niemal oniemiała i do głębi poruszona… a może właśnie z tego poruszenia tak oniemiała, kto wie? Spojrzał na swoją zakrwawioną rękę. Czerwone strużki spływały po skórze, zostawiając czerwone szlaki. Ślady po zębach wyglądały przerażająco, wręcz potwornie, a mimo to zdawały się go hipnotyzować. Ślady zębów, sięgające głęboko w ciało, broczyły krwią, jednak nie był w żaden sposób przejęty, po prostu wpatrywał się w ugryzienia… a później przyłożył po raz kolejny usta do ręki. Tym razem
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil del Mirjarz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…