Kryteria boskości
Opowiadanie wzorowane na "Bajkach robotów" Lema. Mieszkańcy planety Wariancji poszukują Boga. Trochę fantastyka, trochę satyra :). Miłego czytania :).
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W dawnych czasach, zanim jeszcze obecny nasz czas bieg swój rączy zaczął, w części Wszechświata, która dziś jeno niebytem jest i nicością absolutną, istniała planeta Wariancją zwana. Mieszkańcy jej, Warianci, mędrcami byli niezrównanymi i uczonymi doskonałymi. Przez tysiąclecia swych dziejów mądrość wielką zdobywali, aż niewiele już zagadek nierozwiązywalnych dla nich w Kosmosie pozostało. Cząstki, heisenbergowsko nieoznaczone, oznaczyć bezbłędnie ołówkiem potrafili. Błahostką było dla nich istot rozumnych stwarzanie, czarne dziury latarniami swymi oświetlać umieli i tajemnic jądra gwiazd przed nimi nie miały. Znali odpowiedzi na pytania „co jeśli?” i „co jeśli nie?” i wszystko niemal we Wszechświecie jasne i oczywiste dla nich było.
Jedna tylko wielka zagadka zakryta przed nimi pozostała. Wciąż bowiem nie wiedzieli, czy Bóg jest, czy go może jednak nie ma? Badania ich odpowiedzi ostatecznej nie przyniosły, nie dały też rezultatu drogi poznania okrężne, jak przez pytanie „co jeśli jest?”. ani całkiem pogmatwane, jak przez logikę wielowartościową, która więcej tylko wątpliwości zrodziła. Mógł wszak podług niej Bóg trochę istnieć, a trochę nie istnieć, a może i w innym jeszcze stanie się znajdować. Głowili się więc mędrcy warianccy, czy trzysta osiemdziesiąt dwie tysięczne części Boga to Bóg istniejący, czy nieistniejący, a zagadka, jak była nierozwiązana, tak nierozwiązana pozostawała.
Dość już uczeni Warianci mieli tej niepewności i błądzenia po omacku. Zebrali się więc na konsylium uczone i długo dysputę prowadzili, na liczne pola nauk się zapędzając. O teologii w świetle mechaniki kwantowej rozprawiał sławny Protycy, o jądrowej fizyce mówił mądry Magnety, Mikreusz i Poliprian zażarcie zaś o wyższej matematyce dyskutowali, aż tak się w obliczenia zawiłe zapędzili, że sami się w nich na amen zgubili.
Wówczas, korzystając z chwili ciszy, gdy służba porządkowa Mikreusza i Polipriana szukała, powstał z miejsca sędziwy Elektrian Światłowód. - Dostojny koledzy – zaczął – usłyszeliśmy tu wiele słów uczonych, liczne wywody i dowody światłe. Ani o włos nas one jednak do rozwiązania nie zbliżyły. Dlatego ośmielam się dostojnym mędrcom tu zgromadzonym podejście nowe zaproponować. Eksperyment największy w dziejach naszej wielkiej cywilizacji, w historii jej odkryć śmiałych najśmielszy. Oto proponuję, byśmy spróbowali zmusić Istotę, której istnienie część z obecnych tu postuluje, by ujawniła się nam i pokazała.
Rwetes wielki wybuchł na sali, jedni krzyczeli „To jest pomysł!”, podczas gdy inni „Oszalał!”. Zamieszanie wybuchło przy drzwiach, gdzie porządkowi z wysiłkiem wielkim powstrzymywać musieli grupkę co bardziej krewkich teistów, żądających głowy Elektriana, albo przynajmniej publicznej jego samokrytyki. Gdy wreszcie jaki taki spokój udało się zaprowadzić, podjął swą mowę sędziwy Elektrian. - Doprawdy nie widzę powodu do poruszenia – mówił – Celem naszym jest poznanie, a czyż nie mówi tradycja nasza, że metoda jest zasadniczo obojętna, dopóki wolności innych istot rozumnych nie narusza? A metoda proponowana przeze mnie wolności przecież nie narusza niczyjej. - A wolność Boga, waszmość? – wykrzyknął jeden z teistów, którzy nie dali się z sali wyprosić, a miast tego zajęli przy drzwiach fotele. - Wolności Boga tym bardziej. – odparł Elektrian Światłowód – Możliwe są bowiem tylko dwa stany. Albo Bóg jest, albo go też nie ma. Jeśli go nie ma, to i problemu nie ma, nie ma bowiem czyjej wolności naruszać. Jeśli zaś jest, to jest wszechwiedzący i to on właśnie, podług nauk religii wszystkich, byt cały i czasu bieg z góry poznał i zaplanował. Zatem i eksperyment nasz częścią byłby planu boskiego. Czy można przeto twierdzić, że Boga do czegoś zniewalamy, jeśli to on sam wszystko tak ułożył, byśmy do ujawnienia zmusić go próbowali? Cóż to za zniewolenie, którego rzekomo niewolony sam pragnie i do którego przez eony dąży? Nie, mój szanowny oponencie, ja Boga nie zniewalam. Albo bowiem nie ma kogo niewolić, albo zniewolenie jest jego wolą. Zamilkł tedy teista wojowniczy, nie wiedząc, jak argumentację sędziwego Elektriana odeprzeć. Podniósł się natomiast z miejsca swego przewodniczący obrad, dostojny Architron Śniady, i rzekł: - Jakże pragniesz, szacowny Elektrianie, Boga do ukazania się nakłonić? Bo chyba nie modłami, nie aktami strzelistymi i prośbami kornymi, który to sposób, tyle już razy w okolicznościach najróżniejszych wypróbowywany, skutków żadnych dotąd nie przyniósł? - Dostojny Architronie, nie taki sposób umyśliłem. By Boga z kryjówki jego transcendentalnej wykurzyć, degenezę zaplanowałem. Okrzyki zdziwienia pośród zebranych się rozległy, a zamieszanie spotęgował jeszcze powrót Mikreusza i Polipriana, których w przestrzeni n-wymiarowej odnaleźć się wreszcie udało. Sędziwy Elektrian zaś czekał cierpliwie, aż mędrcy na powrót się uciszą. Potem mowę swą podjął. - Jak wiadomo, Bóg z definicji stwórcą jest wszelkiego Bytu. On to Istnienie całe zaplanował, zapoczątkował i przez eony nim kierował. Stąd wniosek, że szczególnie kwestia Bytu mu na sercu wiekuistym leży. Jeśli zatem dziełu jego zagrozimy, jeśli Byt odwrócimy, jeśli w stronę przeciwną procesy jego skierujemy, tak by ku nie-istnieniu z powrotem dążyły, jeśli zatem degenezę zapoczątkujemy – zmusimy być może Boga istniejącego do pokazania się nam. Dwie drogi główne będą wówczas możliwe. Albo Bóg się ukaże, albo nie. Jeśli się ukaże, to sprawa cała jasną się staje. Ukazał się
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Miśkoff
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…