Księżyc
Pod wpływem chwili
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Śniło mi się, że nie śpię. Śniło mi się, że idę ciemną ulicą. Na której już dawno zgasły wszystkie światła. W budynkach nie paliły się lampy, latarnie milczały starając się znaleźć odpowiedź na pytanie czy pod latarnią naprawdę jest najciemniej?
Księżyc oświetlał mi drogę, śnieg skrzypiał pod butami, a ja szedłem przed siebie. Nie myślałem o niczym szczególnym, może czasem o tym, że nie chcę zmarznąć. Nagle na moje ramiona zaczęły spadać płatki śniegu. Podniosłem głowę i zobaczyłem, że księżyc popękał. Na całej powierzchni oprócz kraterów było mnóstwo rys jak na starym oknie w zamkniętej szkole.
STOP
Trzask, rozsypał się w miliony kawałków. Nie tylko białych, spadały też niebieskie, szare, wszystkie ostre jak brzytwa,
STOP
Próbowałem się schować, ale nie miałem gdzie, nie było drzwi.
STOP
Cięły mi ręce, nadgarstki. Przenikały do środka
STOP
Okruchy dotarły do serca
STOP
Zabolało.
STOP
Umarłem
Zgasło światło. Za chwilę znowu się pojawiło
Wyjechaliśmy z tunelu, turkot kół pociągu w mocno nieciekawy sposób kontrastował z dziwnym snem, który zakończył się moją śmiercią. Od pewnego czasu wszystkie moje sny były niepokojące, inne. Freud a może ktoś inny, z pewnością miałby na ten temat wiele do powiedzenia, mnie bardziej interesował fakt, że zwyczajnie się dzięki nim nie wysypiałem. Były niepokojąco rzeczywiste, zmęczenie jakie po nich odczuwałem było znacznie większe niż to, z którym kładłem się spać.
Zapchany przedział drugiej klasy nie był też, jak można się było domyślać, wymarzonym miejscem do spania. Perspektywa utraty portfela, tudzież stania się obiektem nienawiści z powodu zbyt mocnego chrapania skutecznie ostudzały zapał towarzyszący zwykle zapadnięciu w miłą drzemkę. Syrena pociągu zaryczała, wywołując konsternację na twarzy siedzącej przede mną babci czytającej z zapałem „Nasz Dziennik”. Grubas koło mnie wywrócił oczami po czym znowu zabrał się do konsumpcji bułki, która lata świetności i przydatności do spożycia miała dawno za sobą.
Znowu syrena. Przedział wyraźnie się ożywił, kolejny powód do narzekania wywołał rozmowę na temat katuszy jakie muszą przeżywać podróżni, którzy zdecydowali się na wątpliwą przyjemność podróżowania liniami PKP. Nie mogąc zdzierżyć kolejnego wybuchu polskiej gderliwej mentalności przepchałem się między ich śmierdzącymi nogami, dzięki czemu z pewnością stałem się kolejnym wrogiem. Stanąłem w korytarzu, otworzyłem okno. I zacząłem latać.
Szczegóły nie są ważne, jakaś ogromna siła rzuciła mnie z powrotem do przedziału. Wagon zaczął przemieszczać się w każdym kierunku, tylko nie w tym, w którym mieliśmy jechać. Błysk. „Wypadek”. Wirowałem między ciałami rzucanymi we wszystkich kierunkach, czując jak moje kości pękają niczym zapałki Grubasowi kanapka utknęła w przełyku, przynajmniej tak mi się wydawało, kolejne uderzenie i moja głowa boleśnie uderzyła o prowizoryczny stoliczek. Przez chwilę Antarktyda bólu, potem już tylko Antarktyda, potem już tylko biel.
Zrobiło się bardzo biało. Przez chwilę bałem się, że straciłem wzrok. Ale nagle wszystko zaczęło wracać. Wagony były porozrzucane wokół torów niczym plastikowe zabawki niegrzecznego dziecka. Surrealistyczny widok, wiele postaci snujących się w mieszaninie dymu, ognia, krwi i ciał. I wtedy tych postaci pojawiło się jeszcze więcej. A może to tylko moje nadużycie? Przy niektórych, którzy leżeli w najróżniejszych pozach zaczęły pojawiać się refleksy światła, falowanie powietrza niczym w gorący dzień. Migotały chwilę, a potem unosiły się do góry, bardzo wysoko… Czasem parami, czasem same. Czekałem spokojnie na mój refleks, czułem, że przyjdzie. Byłem zmęczony i bardzo chciałem zasnąć. Bardzo chciałem zasnąć, a potem się obudzić znowu przy niej. W końcu za godzinę już miała mnie odebrać z dworca. Powietrze zamigotało tuż przed moją twarzą. Wydawało mi się, że widzę zarysy twarzy, ale nie mogłem być pewny. Poczułem spokojne ciepło, takie, które ogarnia Cię gdy wchodzisz do wanny. Przyjemne mrowienie wędrujące od koniuszków stóp, przez tułów aż po sam czubek głowy.
Głos usłyszałem gdzieś w środku, na pewno nikt nie wypowiedział żadnych słów. - Już czas…- powietrze lekko zafalowało jak pustynna fatamorgana. - Nie mogę, jeszcze nie…- pomyślałem. Światło zapłonęło jakby nieco mocniejszym płomieniem, zmieniło nieco kolor i przybliżyło się do mnie. - Wiem, wiem. Daj mi chwilę- przez parę sekund, a może minut nie działo się nic. Potem znowu usłyszałem ten głos w sobie. - Nie będziesz miał dużo czasu, ale będziesz miał go wystarczająco. Później musimy odejść. Leć, leć do niej. Będę na ciebie czekał. Do zobaczenia wkrótce.- Wszystko zniknęło. Obraz zawirował, a mnie zakręciło się w głowie. Zamknąłem oczy, zacisnąłem je jak tylko mogłem najmocniej.
Promyki słońca kłuły mnie w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil reaktywacja_pstraga
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…