Legenda o pierwszej wiedźmie CZ.I
"Legenda o pierwszej wiedźmie" jest znaną historią dla zainteresowanych tematem dawnych Słowian i współczesnych Rodzimowierców Słowiańskich. Ja tą legendę ubieram w zupełnie nową historię. Wiven podczas swojej podróży spotyka Welesa.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Las był dziś nadzwyczaj spokojny, a może to jej się tak wydawało w końcu… A może dopiero teraz przestawała się go bać. Sama nie wiedziała który to już dzień koczuje na tym odludziu. Tęskniła za rodziną, towarzyszami, miała teraz wystarczająco dużo czasu, aby rozmyślać o nich, o domu. Prócz najprostszych zadań, które musiała co dzień wykonywać, a umożliwiały jej przeżycie w tych nie gościnnych warunkach pozostawało jej tylko wspominać utraconą przeszłość. Ciągle planowała jak wrócić do rodzinnego grodu, plany nadal jednak pozostawały marzeniami, które przypominały jej dom… Dom za którym tak tęskniła. Wspomnienia powodowały u niej ból, który jednak nie był wywołany tęsknotą lecz raczej bezradnością.
Dziewczyna nachyliła się nad taflą wody. Gdyby teraz ktokolwiek stanął za jej plecami ujrzałby w wodnym odbiciu twarz… twarz młodą o jasnej karnacji charakterystycznej dla Skandynawów. Mogłoby to wskazywać że należy do ich ludu, jednak wyrazem sprzeciwu były jej czarne jak węgiel włosy i oczy wielkie zielone cechujące raczej mieszkańców centrum kontynentu, a nie mieszkańców północy o oczach niebieskich, lub szarych. Z tych oczu biło bystre i przenikliwe spojrzenie. Ale nikt nie mógł tego widzieć, nikt w pojedynkę nie zapuszczał się tak głęboko w Nitrzańskie lasy… nikt.
Wiven przetarła twarz wodą nabraną z kałuży, zaczerpnęła jeszcze dwa łyki i wstała. Zajrzała do skórzanej torby którą miała przerzuconą przez lewe ramie… -Nosz w rzyć – zaklęła pod nosem. Miała co do tego pełną słuszność z jej zapasów jedzenia została ledwie garść sczezłych jagód i nadgryziona zajęcza łapa, którą udało jej się jako tako upiec. Nie była jednak w tym momencie aż tak głodna postanowiła zostawić ten „syty” posiłek na czas gdy dopadnie ją prawdziwy głód.
***
Szła wzdłuż ścieżki wydeptanej wcześniej przez miejscową zwierzynę. Szła na zachód ten kierunek wydawał się jej jedynym słusznym. Z wiedzy którą zdobyła od swojego brata – myśliwego. Ten znów odziedziczył fach po ich ojcu. Wiedziała że nie może znajdować się ani na północ od domu, ni na południe. Gdyby znalazła się na którymś z tych dwóch kierunków idąc ciągle na zachód już dawno natrafiła by na którąś z wielkich rzek Nietre, bądź drugą nie nazwaną jeszcze przez nikogo, a znaczącą wiele dla wsi położonych u jej koryta. Przypuszczała że znajduje się na wschodzie, dlatego zachodzące słońce wydawało się najlepszym przewodnikiem. Jeśli jednak nie miała racji i jest na zachód od rodzimego grodu powinna prędzej czy później trafić na drugą z wcześniej wymienionych rzek. Wtedy wystarczyło przedostać się na drugi brzeg za którym bez większych trudów powinna trafić do Osiedlic osady swego stryja Wilczmira.
Osada liczyła sobie niecałe dwadzieścia zim, a już zamieszkiwało ją ponad dwie i pół setki istnień. Skąd tak wielka chęć pozostania w tym miejscu nie wiadomo. Najwięcej radości osada sprawia podróżującym z Grodu Nitrzańskiego do wsi Tranawy i odwrotnie. Obydwie te miejscowości były oddzielone o dwa dni pieszej wędrówki, tak więc teraz Osada stryja Wilczmira stojąca niemal w połowie tej drogi stałą się idealnym miejscem na nocleg i odpoczynek dla podróżnych.
Wiven przeskoczyła gwałtownie z nogi na nogę i odskoczyła z krzykiem do tyłu chwila nieuwagi wystarczyła aby w gęstwinach o mało nie zdeptać uciekającego już w zarośla zaskrońca. Przez chwilę jeszcze czuła jak serce łomoce jej się w piersi. Gdy lęk minął przemknęły jej przez głowę dwie myśli – pierwsza, jak wynikało z jej osobistego doświadczenia i nie potrzebowała do tego opowieści brata. Informacja, że zaskrońców nie spotyka się w środku głuszy. Znaczyło to że upragniony skraj lasu znajduje się ni mniej ni więcej kilka chwil drogi. Drugą myślą był fakt, że ten zaskroniec mógł być całkiem smaczną kolacją, co przypomniało jej garść jagód w jej torbie i nadgryzioną zajęczą łapę.
**** Dziewczyna zatrzymała się w zaroślach będących jakże upragnionym przez nią wyjściem z głuszy. Przed nią rozciągała się rzeka, szerokością przypominająca tą płynącą niedaleko jej chaty… mimo to o nieco innym zabarwieniu. Przeszedł ją dreszcz radości w końcu to właśnie odnalezienie rzeki było połową sukcesu. Wiven Znalazła sobie miejsce na próchniejącym konarze. Czekała ją teraz decyzja czy uda się w dół czy w górę rzeki. Nie znała żadnego sensownego sposobu, który pomógłby jej w podjęciu tego wyboru… Jednak musiała wybrać i twardo trzymać się obranej drogi. Kierunek drogi był niezależny od rzeki na którą trafiła pozostawała tylko kwestia iść z nurtem, czy naprzeciw niemu. Pójście w górę rzeki było sporym ryzykiem. Nie znała terenów na północ od rodzimej wsi, wiedziała tylko, że te niezbyt pokaźne pagórki występujące w okolicy wraz z drogą na północ wzrastają do potężnych gór zwanych Tarczal, bądź Tatrami . Nie wyobrażała sobie wspinaczki po górskich ścianach, lub szukania przełęczy między nimi. Nie miała pewności że natrafi wcześniej na jakąś wioskę nim góry urosną do naprawdę gigantycznych rozmiarów. A kto wie co czekało ją za górami ponoć to tam się rozciągało największe dotychczas znane miasto Wabel; będące siedzibą potomków samego Lecha. Mimo swego wieku nie wiedziała jak nazywał się aktualny władca, lecz to nie było ważne liczyła się krew płynąca w jego żyłach… Krew Lecha. Co do południa, czyli drogi wraz z nurtem jeśli okazałoby się że Nitra i Osiedlice są w przeciwnym kierunku powinna trafić do grodu Komarzyc. Grodu, który jest praktycznie nie do zdobycia i to wcale nie dzięki jakiemuś specjalnie potężnemu ufortyfikowaniu lecz raczej dzięki położeniu. To właśnie tu bezimienna rzeka wpadała do Dunajca osłaniając gród od południa i zachodu. I o ile ją można było jeszcze przepłynąć to Dunajec stanowił wówczas ochronę nie do sforsowania. Jedyną opcją było prowadzenie wojsk zimą, gdy rzeka zamarznie, a i tylko naprawdę silne mrozy mogły sprawić, że lód będzie na tyle gruby, aby mogło przejść po nim grupa większa niż kilku ludzi. Mniej więcej w połowie szerokości rzeki znajdowała się kamienna wysepka, na której miejscowi zbudowali drewnianą platformę wysoką na dziesięć sążni. Każdej nocy na szczycie palono znicz. Dlaczego? Tego nikt nie wiedział, ale tak robili ich dziadowie i tak musiało pozostać. *** Słońce chyliło się ku zachodowi było by pięknie, gdyby nie komary, ci mali krwiopijcy nie dawali nawet chwili spokoju. Wiven miała wrażenie, że teraz gdy znalazła się blisko rzeki namnożyły się co najmniej kilkukrotnie; jednak nie to było jej największym zmartwieniem zbliżała się noc, a ona nie miała żadnego schronienia. Postanowiła oddalić się od koryta rzeki i wejść po zboczu wzniesienia u stóp którego stała. Na takich zboczach często można było znaleźć różnego rodzaju niegłębokie zapadliska całkiem dobrze służące za schronienie. Idąc ku górze zaczęła zbierać co suchsze gałązki, jako że już dosyć dawno nie padało nie było to trudne zadanie. Spojrzała na swoje buty, stwierdziła że trzymają się aż nadto dobrze jak na warunki w których przyszło jej iść. Na dębowych koturnach wcale nie było oznak zniszczeń tak samo skóra utwardzana pszczelim woskiem i przypalana wyglądała jakby mogła jeszcze całkiem długo wykonywać swoje zadanie. Znów zaczęła myśleć o domu, o matce, bracie jak udało mu się ostatnie polowanie. Fakt niezbyt lubiła jego mocno barwne opowieści, mimo to teraz poczuła do nich pewien sentyment, taki jak człowiek odczuwa do rzeczy, która nigdy miała już nie wrócić… dziewczyna jednak szybko odrzuciła tą myśl. Zaczęła coraz intensywniej rozglądać się za potencjalnym schronieniem, mimo to w zasięgu jej wzroku nie znajdowało się nic, co za takowe mogłoby posłużyć. Szła dalej ku górze coraz bardziej zdenerwowana. Robiło się coraz chłodniej. Sezon zbierania czerwca dopiero się rozpoczynał i pomimo tego, że dni były gorące to noce nadal potrafiły zmrozić do kości. Sucha gałąź strzeliła pod jej nogą nie zbierała już ich, wystarczyło na rozpalenie ogniska i podsycanie ognia co najmniej na pół nocy. *** Wiven rzuciła zebrany chrust w trawę rosnąca na szczycie. Wzięła głęboki wdech, wejście po ścianie wzgórza nie było może trudne, lecz po wielu dniach wędrówki każdy większy wysiłek stawał się wyzwaniem. Wybrała ze sterty kawałek pękniętego wzdłuż drąga… chwyciła go i z całej siły walnęła nim w pień rosnącego obok grabu… drąg rozpadł się na dwie niemal równe części. Jedną połówkę rzuciła z powrotem na stertę gałęzi, drugą natomiast położyła na wcześniej wydeptaną trawę. - Ehhh, mam nadzieję że nikt się tu nie kręci… - Cóż było to sprzeczne z jej aktualną sytuacją, bo każda pomoc
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil FMDudzinski
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…