Lepiej nie widzieć?
Mam do siebie żal, bo nie dociekałam, nie sprawdziłam... Poprzedni opis wstawiłam w 2012 roku, dzisiaj 8 maja 2018 roku, dowiedziałam się przypadkiem, że dane mi było oglądać widowisko przygotowane przez Bractwo Walońskie ze Szklarskiej Po
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Droga oznaczona kierunkowskazem „Wodospad Szklarki” początkowo wiedzie przez las, między smukłymi bukami o korze gładkiej jak atłas, a potem podąża łagodnym łukiem w dół i odsłania wijącą się w dole rzeczkę... Las jest wyjątkowo uporządkowany: drzewa stoją w układnych rzędach, wycięto zbędne krzewy. Ład niczym w miejskim parku. Tymczasem w dolinie rwetes nieokiełznanej Przyrody. Szklarka mknie wartko, przelewa się hałaśliwie po kamieniach i głazach, które co jakiś czas piętrzą się w wielkie skalne rumowiska, bądź tkwią pojedynczo – częściowo tylko zanurzone we wzburzonej kipieli. Słońce raz po raz zanurza w wodzie złote promienie, które rozpryskują się na mokrych kamieniach w tysiące kolorowych iskier. Na obu brzegach rzeki wielką gromadą przystanęły drzewa i krzewy; trwają tu w serdecznej komitywie, w bezładnym splątaniu, w zapamiętaniu wzajemnym. Liście buków pomieszane z igłami sosen i świerków, dęby w uściskach z modrzewiami, leszczyna wsparta na jarzębinie. Niektóre drzewa, zgięte jakąś okrutną nawałnicą w pół, topią w lodowatej wodzie swe potężne, pogrążone w powolnej agonii korony. Inne, rzucone wichurą w poprzek nurtu rzeki, niczym mosty czy kładki, łączą jeden brzeg z drugim.
Szum wody stopniowo narasta, ogromnieje, przeradza się w huk a potem w potężny grzmot. Woda spada rwącą spienioną burzawą w dół po kamiennych kaskadach, by ostatecznie wystrzelić gwałtownie białą skłębioną pianą spomiędzy głębokiej szczeliny o ostrych poszarpanych brzegach.
Trwamy wpatrzeni w szaleństwo wodnego żywiołu do chwili, gdy słońce, rzuciwszy ostatni złoty promień, przeciąga się sennie i chowa za linią wierzchołków najwyższych drzew. Powrót w dolinę znowu lasem. Nogi zmęczone całym dniem potykają się o wielkie głazy. Tymczasem ostatni odcinek szlaku wiedzie stromo w górę. Myśli układają się w mantrę: {i}Żeby wreszcie osiągnąć szczyt, żeby wreszcie było płasko, żeby wreszcie można było odpocząć!{/i}
Ostry przenikliwy krzyk dziecka, który niespodziewanie rozdziera przedwieczorną ciszę, poraża uszy. Oczy wyławiają wśród drzew sylwetkę chłopca. Ma jakieś dziewięć lat. Na pierwszy rzut oka w jego wyglądzie nie ma niczego szczególnego, zwraca uwagę jedynie skórzany pasek drapujący koszulę. Dziecko zwinnie biega między drzewami i wydaje z siebie przedziwne dźwięki: ni to krzyk rozpaczliwy, ni to nawoływanie… Zza drzew wyłaniają się kolejne postaci. W większości kobiece, ale także dwie męskie. Wszyscy ubrani na biało. Na tle mroczniejącego z wolna lasu wyglądają jak senne zjawy czy leśne nimfy. Postaci przybywa, kolejno wbiegają na wielki płaski głaz leżący między wysokimi sosnami. Nieoczekiwanie jedna z kobiet, niczym…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Nuria1
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…