Lepsza droga
Destrukcyjny wpływ niektórych "przyjaciół"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
"Dlaczego wszystko musi być takie trudne?" - pomyślała otwierając kolejną butelkę wina. Piła z dnia na dzień coraz więcej. Nie myślała o tym, że od pewnego momentu kieliszek i lustro to jej najlepsi przyjaciele. To nie było istotne. Robiła to co robiła, bo była smutna. Piła, aby nie wpaść w otchłań rozpaczy, którą pozostawił odchodząc... Odszedł ten, który obiecywał miłość i przyjaźń na wieki... Kiedy wlewała w siebie kolejne porcje czerwonej cieczy zapominała o wszystkich przykrościach i przyjemnościach, które z Nim przeżyła. Tak było po prostu łatwiej - alkohol dawał jej tę niezwykłą moc śmiania się całej zaistniałej sytuacji. Na trzeźwo nie potrafiła tego robić - nie umiała optymistycznie spojrzeć na swoje życie. Wino dodawało jej odwagi więc z nadzieją spoglądała w kieliszek. Kiedy piła wierzyła, że odnajdzie utracony sens, będzie w stanie znaleźć nowy cel. Nie potrafiła uwierzyć tym, którzy mówili jej, że to co robi nie rozwiąże jej problemów, a jedynie przysporzy nowych... Jak mogła im ufać kiedy nie była to prawda? Przecież po paru łykach do głowy przychodziło jej setki pomysłów... a nie realizowała ich jedynie dlatego, że nie miała jeszcze wystarczającej ilości sił. Tłumaczyła im, że musi odreagować: "Jak mam robić cokolwiek kiedy On zabrał mi resztki sił?". Jednak oni nie chcieli wierzyć, że będzie potrafiła żyć normalnie. Mieli jej za złe, że zamknęła się w sobie, a właściwie w domu i nie chce z nimi rozmawiać. A może byli źli, że nie chce ich słuchać, że przestali wpływać na jej życie... Ale ona się tym nie przejmowała, nie zwracała uwagi na to, że telefon potrafi się nie odzywać cały dzień, że dzwonek do jej drzwi też coraz częściej milczy. Zamykając się w mieszkaniu w pewnym momencie stała się martwa dla świata i dla ludzi, których kiedyś nazywała przyjaciółmi. Jednak sama się na to skazała kiedy odrzuciła pomoc i dobre rady bliskich. W tej chwili nie byli jej potrzebni teraz znalazła sobie nowy sposób spędzania czasu. Odnalazła coś co nie zadaje niepotrzebnych pytań, nie wtrąca się w jej prywatne życie, a przede wszystkim nie stara się wmówić jej co jest dla niej dobre a co nie. To kieliszek, który zawsze cierpliwie słuchał i zawartością swoją dawał jej swoiste pocieszenie - tylko tego teraz potrzebowała. Pijąc nie żyła wspomnieniami trzeźwości, która jednoznacznie kojarzyła jej się tylko z Nim. Wino pozwalało je zapomnieć o Jego oczach, o Jego ustach, o Jego dłoniach - po prostu o Nim. Kiedy nie zażywała tego wspaniałego środka „przeciwsmutkowego” przed jej oczyma stawał On - czuła jak jej dotyka i mówi do niej słodkimi frazesami, w które ona naiwnie za każdym razem wierzyła, bo i dlaczego miała tego nie robić... w końcu bezgranicznie mu ufała. Z jednej strony lubiła wracać do tego co było. Nawet przez pewien czas próbowała żyć w nierealistycznym świecie stworzonym na własne potrzeby, w którym życie było zbliżone do ideału. Jednak na dłuższą metę to nie miało sensu, bo po co pogrążać się w czymś czego nigdy i tak się nie urzeczywistni... na co tracić tyle energii, gdy i tak nie poczuje się czyjegoś ciepła, oddechu, uśmiechu. No bo do czego może doprowadzić czerpanie przyjemność z obcowania z postaciami i zdarzeniami, które zbudowane są wyłącznie z powietrza i egzystujących tylko i jedynie w naszej świadomości... No oczywiście, że podążając tą drogą doprowadzimy się do jednego miejsca - tajemniczego pomieszczenia, bez okien i z drzwiami tylko w jedną stronę, w którym ostatecznie pogrążymy się w klaustrofobicznym światku naszego zagubionego ideału. Ona o tym dobrze wiedziała - to dlatego na gwałt chciała znaleźć coś co odciągnie jej od wizji "zamkniętych drzwi". Szukała długo. Błądziła na wielu drogach i nie mogła znaleźć. Zaczynała od przyjaciół i rodziny jednak rozpacz ją ogarniała na dźwięk słów: "Weź się w garść - w końcu zapomnisz" albo "Wszystko się jakoś ułoży". Bolało ją, że oni - jej najbliżsi nie potrafią zrozumieć jednego - że ona nie chce zapominać, wręcz odwrotnie ona chce pamiętać. A jej jedynym celem jest odpowiednie przystosowanie się do nowej sytuacji. Nie wiedziała jak można być tak bezmyślnym i jak ktoś może powtarzać slogany, które wszyscy znają i wiedzą, że nie łatwo je przyjąć w krąg zasad, którymi się kierujemy. Owszem stają się one z czasem oczywiste, ale nigdy
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil martusiaczek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…