Leśnik
jeszcze raz na ten sam temat
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
L E Ś N I K
MARZEC- KWIECIEŃ 1992R.
Jestem Bartek Zalewski. Znacie mnie? Nie? To nieważne! Uwielbiam grzebać się w starociach. Zawsze pociągały mnie zakurzone skrypty, zeszyty, świstki. Dobrałem się ostatnio do skrzyni dziadka Jakuba. I oniemiałem! Znalazłem w niej masę interesujących dla mnie pism, a wśród nich rękopis. Nie był to pamiętnik ani dziennik. Coś w rodzaju zbioru opowiadań. Nie wiem skąd się tam wzięło. To co wyczytałem w tym pożółkłym zeszycie wstrząsnęło mną. Poziom opowiastek był wysoki i posiadał niesamowitą wartość myślową Nie może to zginąć, muszę to przekazać dalej! Rzuciłem w kąt moje prace i tak powstało to opowiadanie w małej transkrypcji mojego pióra. ****************************** Mrówka powoli wdrapała się mozolnie na szczyt usypanego ludzką ręką wzgórka. A potem szybko sturlała się na dół. Michał patrzył na to obojętnie, choć to właśnie on usypał tę przeszkodę. Jednym ruchem nogi zmiótł drobiny i przymknął oczy. Wiosenny, lekki wiatr muskał mu twarz, szarpał włosy, ocierał się o usta. Oparł się o pień drzewa. W lesie świergot ptaków grał niczym wezbrana rzeka dźwięków. Pachniało igliwiem i grzybami. Michał lubił las. Od najmłodszego się w nim wychował. Znał tu każdy kąt, niejeden raz wytropił dzika czy sarnę. Był u siebie. Tak myślał... Często przychodził w znane tylko sobie miejsca i tam godzinami dumał. Czasem nawet uczył się. Mówili o nim: Leśnik. Nikt z mieszkańców Niemodlina nie mógł się z nim równać w znajomości lasów otaczających miasto. Niejeden raz prowadził na skróty do Borów lub nawet do autostrady. Znał takie ścieżki, o których pewnie nawet nadleśniczy nie miał pojęcia. Zresztą leśniczy, pan Brzustek nie ukrywał, że widzi w nim swego następcę. Lecz spotkało go rozczarowanie. Michał wstąpił do niemodlińskiego liceum. Z rozmyślań wyrwał go odgłos kucia. To dzięcioł rozpoczął obiad. Michał zerknął na zegarek i zerwał się na nogi. Dochodziła czwarta. ***************** -Cześć, Leśnik! -Cześć.... Patrzy na Michała i uśmiecha się figlarnie. Pięknie wykrojone usta odsłaniają białe zęby. Błękitne oczy patrzą badawczo. Jest ładna. Nie piękna, ale ładna. Barbara Kwietlik. Zna ją od niedawna, jej rodzice sprowadzili się do Niemodlina jakieś cztery miesiące temu. Dotychczas wprawdzie rozmawiali ze sobą, ale tylko przelotnie. Dziewczyny Michała jakoś nie pociągały, wolał swoje samotne wędrówki po lesie. A teraz nagle stoi przed nią na korytarzu niemodlińskiego liceum i nie bardzo wie, o czym będą rozmawiać. Czeka na jej pierwszy krok. Dla niego ta nie rozpoczęta rozmowa mogłaby się zakończyć. -Słucham cię, Baśka?- Odzywa się jednak chcąc jak najszybciej się od niej uwolnić. -Michał, potrzebuję rady... -Akurat mojej? -Chcę chodzić z chłopakiem, ale nie wiem co mam robić, by zwrócił na mnie uwagę. -Rozbierz się. Wtedy na pewno spojrzy na ciebie! Basia patrzy nadal na Michała, ale uśmiech powoli spełzł z jej twarzy jak przepędzony pająk. Ręka pomału wędruje do góry i dotyka pierwszego górnego guzika bluzki. Potem drugi i trzeci. Ze szpary wyziera śnieżnobiały stanik i skóra koloru alabastru. Zanim oszołomiony Michał załapał sens tego incydentu, czwarty guzik wysunął się z dziurki. Schwycił jej rękę i mocno przytrzymał. -To miał być trening czy próba generalna? -To był występ dla tego chłopaka- szepcze cichutko Baśka i patrzy w swój dekolt. Michał starał się patrzeć na jej włosy, starał się przezwyciężyć pokusę zerknięcia również w głąb śnieżnobiałej zagrody. -To był głupi pomysł... Basia powoli zapina guziki i czerwieni się przy tym jak piwonia. Michał wciąż patrzy na włosy Baśki: -Chyba musimy o tym porozmawiać. Ale nie teraz. Umówmy się przy Stuletnim Dębie. Wiesz gdzie to jest? -Tak... ****************************** Dąb był stary. Tak stary, że najstarsi mieszkańcy Niemodlina pamiętają go jako duże drzewo. Ktoś go nazwał Stuletnim Dębem i tak zostało. Kiedyś przyjechali specjaliści z Warszawy i zbadali go. Określili jego wiek na pięćset lat, ale i tak stara nazwa pozostała. Przybili tabliczkę z napisem „ Pomnik przyrody” i odjechali. To dziwne, ale stare drzewo jeszcze rodziło liście i żołędzie. Niewiele wprawdzie, ale jednak.... Stuletni Dąb rósł na skraju alei jak na ironię brzozowej. Ciągnęła się ona przez dwa kilometry w głąb lasu, gdzie brzozy przy końcu coraz bardziej rzedły, aż wtopiły się w leśny gąszcz. Tam też urywała się Aleja Brzóz jak ją wszyscy nazywali. Dalej mało kto się zapuszczał. Michał stał już dobry kwadrans, a Baśka nie nadchodziła. Mówiąc szczerze nie wierzył, że przyjdzie. Przez całe popołudnie myślał o incydencie w szkole. A więc Baśka zakochała się w nim. Nie cieszył się, o nie! Nie dlatego żeby miał jakieś zastrzeżenia do Baśki, by mu się nie podobała; po prostu dla niego miłość to było obce hasło, tak obce jak odległe gwiazdy na wieczornym niebie. To znaczy- nie całkiem obce... Basia nadeszła chwilę potem. Była znowu tą samą Basią jaka znał: pogodną i uśmiechniętą dziewczyną. -Masz ochotę na spacer? -Tak, Michał. Ruszyli przed siebie, a brzozy po obydwóch stronach alei kołysały się w takt melodii wiatru. Michał czuł się nareszcie spokojny. Las działał na niego jak relanium. Teraz mógł już zacząć rozmawiać z nią. -Słucham Basia. Masz mi coś do powiedzenia? -A czy jest tu coś niedopowiedzianego? -Nie jestem pewien, czy właściwie zrozumiałem to co wydarzyło się rano w szkole na korytarzu. -A jak to zrozumiałeś? -Że tym chłopakiem jestem ja... -Dobrze interpretujesz! Michał od początku przewidział taki dialog. Ale przewidzieć, a widzieć i słyszeć to nie to samo. Teraz jednak pomyłki nie było. Nie miał pewności jak ma teraz postąpić. Wybawił go z kłopotu głos dziewczyny: -Nie jesteś zdaje się z tego zadowolony? -Jest to najdziwniejsze wyznanie miłosne jakie kiedykolwiek słyszałem... -To nie jest wyznanie. To jest pytanie. Więc? -Nie Basieńka, nie jestem ! -Dlaczego? Pytanie zostało bez odpowiedzi. Doszli do końca alei. Ścieżka nagle kończyła się przed ścianą drzew. Michał skręcił w gąszcz i przedzierając się uporczywie dotarł po chwili na niewielką polankę, gdzie usiadł na zwalonym pniu. Basia rozglądała się ciekawie wokół. -To
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil bartek zalewski
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…