Wróć do katalogu

Let's have a party!

O tym, jak jeden mały blant może zmienić los imprezy.

Atomówka, opublikowano , 9 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Od kiedy tylko weszliśmy do tego mieszkania, wiedziałem, że źle zrobiłem przychodząc tutaj. Ludzie jacyś dziwni – sztywni, poważni, z drinkami w rękach... Nie zauważyłem żadnych browarów, z nikąd odgłosów charakterystycznych dla przyjacielskiego picia wódki, o zapachu papierosów nie wspomnę. A było już sporo po 22. Mała uśmiechnęła się niewinnie. Od początku mówiła, że to nie będzie domówka w moim stylu i jeśli nie chcę, nie muszę z nią iść. Ale uniosłem się dumą, olałem swoich kumpli na rzecz poznania jej znajomych. Na szczęście nie byli to jacyś jej dobrzy przyjaciele (tamci teraz pili, oczywiście z naszymi), ale jacyśtam dawni kumple, jakieś urodziny... Dom... willa właściwie, niczego sobie. Ze 300 osób by weszło. Więc czemu było tu tylko około 40? Poznała mnie z jakimiś śmiesznymi typami, chwilę z nami posiedziała, a potem zostawiła w celu przywitania się z resztą. Znała tu wszystkich – lekko mnie to przerażało, bo nie wyobrażałem jej sobie w takim towarzystwie. Ale zawsze to jakieś nowe doświadczenie dla związku. - Długo jesteś z Małgorzatą? – spytał w ulizany Kamil, w śmiesznym sweterku i z sokiem w ręku ("...bo prowadzę"). Widać jemu też nie podobały się moje szersze spodnie, fullcup ani tym bardziej zwykła bluza z kapturem. - Z Małą? Jakieś pół roku. – odpowiedziałem szybko. Podejrzewałem, że przy dłuższym zdaniu wystąpiłyby jakieś przekleństwa pod jego adresem, a przecież nie chciałem robić głupstw. Zwłaszcza, że byłem całkowicie trzeźwy. - A powiedz, jak poszła jej matura? Dostała się na medycynę? – rzucił drugi, wyglądający bardziej przystępnie, ale też: marynareczka, spodnie w kancik... zacząłem się zastanawiać, czy to nie jest jakiś bal przebierańców. - Oczywiście, bezproblemowo. - Nie pamiętasz ile miała punktów? – obydwoje patrzyli zdziwieni w moim kierunku. A co to ja jestem? Księgowa?! - Przecież to było jakiś czas temu. Ważne, że się dostała, prawda? - A ty, gdzie studiujesz? – no nie... zaraz któremuś przyłożę... czy oni nie znają normalnych tematów? Jakbym tak mógł wyciągnąć, to co miałem w kieszeni, dać im do spróbowania... hmmm może to otworzyłoby im umysły.... Oczami wyobraźni widziałem wszystkich tych ludzi latających w oparach zielonego dymu, rozmawiających o sensie istnienia i oglądających teledyski z compton... byłoby jak na How High! Ale nie... obiecałem być grzeczny. - Jeszcze nie studiuję. – odparłem grzecznie. Brakowało mi w ręce browara. – A macie tu jakieś la... dziewczyny? – spytałem, aby przejąć kontrolę nad tą konwersacją (i miejscem przy okazji też). Ale ich miny wyrażały jedynie dysaprobatę. - Dziewczyny...? – nie byłem do końca pewny o co mu chodziło. – Inne niż Małgorzata? – ledwo mogłem powstrzymać swoją rękę z zaciśniętą pięścią. Ze sposobu w jaki to mówił wnioskowałem, że moja własna kobieta byłą tu jedną i dla nich było to zupełnie normalne. - Kamil źle się wyraził... – rzucił w końcu ten drugi – Oczywiście, że mamy tu dziewczyny, ale dziwi nas, że myślisz o innych będąc tutaj z Małgorzatą. – co to za miejsce...? Może ja się jeszcze nie otrząsnąłem po wczorajszym...?! Oby... - Raczej chodziło mi o was, chłopaki! Stoicie tu sami, a powinniście jakąś bajerkę do laseczek, potańczyć trochę... tyle tu pokoi... - ..a jeśli wyglądają i zachowują się jak wy, to szybko by na to poszły" dodałem w myślach. Na szczęście przyszła Mała, pocałowała mnie w policzek, przyniosła jakiegoś drinka (był podwójny... kochałem ją między innymi za to, że wiedziała co lubię.)

Po 15 minutach od wejścia miałem dość. Ale obiecałem. Jeszcze tylko 45 minut. I zaraz moja dziewczynka wsadzi mnie do swojego samochodu, zajedziemy do niej... albo do Sziszy, gdzie właśnie odbywała się "konkurencyjna" impreza. - No i jak się bawisz? Widziałeś już Aleksandrę i Joannę? – o nie... znów ten Kamil... z tym samym sokiem... Miałem ochotę walić głową o ścianę. I co on zwariował z tymi imionami? Wyobraziłem sobie naszą ekipę, w której się wychowywałem od małego i nie pamiętam połowy imion, jedynie ksywy, gdzie to na jakiejś imprezce wszyscy mówi do siebie pełnymi imionami... Niezła faza, zaproponuję chłopakom jak tylko ich zobaczę... - Jakieś widziałem. Ale zostawię je wam, ja mam swoją najlepszą... – odparłem łykając okropnie słodki sok leciutko…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych